Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: lipiec 2017
czwartek, 27 lipiec 2017 11:50

Dlaczego Jezus naucza w przypowieściach?

Słowo Boże na dziś

Czwartek, 16 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 13, 10-17

przypowiesciUczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli».

Refleksja nad Słowem Bożym

Uczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: «Dlaczego w przypowieściach mówisz do nas?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnicę królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie, kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma»”.

Synowie Izraela lubili sami rozwiązywać trudne i zagadkowe niejasności. Wnikając w niezwykłość zasłyszanego słowa, lubili przedzierać się przez zawiłość nagromadzonych obrazów i gąszcz skojarzeń, i docierać do samego jądra głębokości, do jej niepodzielnej prawdy. Tak było w ciągu historii, tak jest do dziś. Nie na darmo tylu synów Narodu Wybranego jest laureatami Nobla.

Apostołowie i lud nie wszystko jednak rozumieli, co mówił Jezus z Nazaretu. Więc z troską w swym sercu pytali: Co i kogo ma On na myśli, mówiąc o Królestwie Niebieskim? A byli wśród nich i tacy, którzy znaleźli w trudnych przypowieściach Jezusa niejedno potwierdzenie faryzeuszowskich oskarżeń: A może jednak zwodził? Najbardziej powściągliwi uważali, że znaleźli się w obliczu zagadki nie do rozwiązania. Jezus bowiem mówił do nich tak, jakby odsłaniając tajemnicę, ją zarazem odsłaniać chciał i zasłonić, a ujawniając – ukryć. Nie rozumieli wiele. Wszystko, co było ukryte i nie ujawnione, drażniło ich ciekawość, i chciwi byli poznania i wyśledzenia dróg niewyśledzonych. Niewątpliwie, uważali, że mogą i powinni prosić teraz Jezusa o wytłumaczenie trudnych dla nich przypowieści, ale z ostrożności woleli Mu zadać okrężne pytanie. I dlatego, zamiast pytać: Powiedz nam, Rabbi, co miałeś na myśli w przypowieściach o ziemi urodzajnej i chwastach, spytali Go z jakąś ukrywającą zmyślnością: „Powiedz nam, Nauczycielu, dlaczego w przypowieściach nauczasz lud?”. A na to odpowiadając Jezus rzekł: Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”.  Tak wołał Izajasz, a na wargach jego była gorycz żrącej drwiny, i boleść, boleść, bo chciał, aby ludowi towarzyszyło błogosławieństwo, a oni mieli zatwardziałe swoje serca. I mówił jeszcze Jezus, przytaczając słowa proroka: „Słuchaj, słuchaj mój ludu Mojej nauki, i nachyl swe ucho ku wypowiedziom Moich ust: «Otworzę Moje usta przypowieściom i ujawnię starodawne tajemnice»”. To powiedziawszy, Chrystus zaczął tłumaczyć zasłuchanym uczniom, że dane właśnie im jest zrozumieć tajemnicę Królestwa Niebieskiego, ale lud tej łaski nie dostąpi. Ani słowem przy okazji nie wyjaśnił, co rozumie przez Królestwo Niebieskie, a oni nawet w najśmielszych snach nie wyobrażali sobie, by to – co miało być – było miejscem na ziemi, ściśle określonym przez ustrój, przez hierarchię, lub miejscem niebieskim, na pewno również posiadającym swoje prawa, godności, przywileje; mogło to być utożsamione z jakimś jednym, jedynym człowiekiem.

Apostołowie – to przecież Jezus ich tworzył i kształtował, i urabiał. Dokonywał tego za pomocą przypowieści. A w języku hebrajskim słowo „Moszel” – opowiadający przypowieści, znaczy również: panujący, sprawujący władzę, władca – jak jest zapisane: „A ty Betlejem Efrata najmniejsze jesteś wśród plemion ludzkich na ziemi. Z ciebie wyjdzie Ten, który będzie panował w Izraelu”. Tak więc, jak oni, i my poznajemy, rozumiemy Jezusa przez bliskość, przez obcowanie, poprzez nasycenie Jego słowem – nasycenie się, jak ziemia nasyca się wodą i wtedy zaczyna żyć.

Ewangeliczne Królestwo Niebieskie można tylko wtedy zrozumieć, gdy dotknie się jego wnętrza, gdy przeżyje, gdy stanie się ono substancją i treścią codzienności. Bądźmy słuchaczami bliskimi, wpatrzonymi i równocześnie połykającymi niejako Słowo Boże. Boga nie da się oglądać w Jego słowie, Jego trzeba przeżyć. Jeżeli my uznaliśmy Go Bogiem, no to słuchajmy Jego słów, choć byłyby w przypowieściach i trudne do zrozumienia. Jeżeli uznaliśmy Go naszym Odkupicielem, to nie marnujmy Jego krwi za nas przelanej, aby czasami nie musiał kiedyś Pan Jezus skierować do nas słów pełnych wyrzutu, że „otwartymi oczami – a nie widzą, i otwartymi uszami – a nie słyszą”. AMEN.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dział: OKRES ZWYKŁY

Słowo Boże na dziś

Wtorek, 16 tygodnia Okresu Zwykłego

Patron dnia: Święty Jakub, Apostoł

Mt 20, 20-38

jezusMatka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: «Czego pragniesz?» Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie». Odpowiadając, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?» Odpowiedzieli Mu: «Możemy». On rzekł do nich: «Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował». Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu».

Refleksja nad Słowem Bożym

„Matka synów Zebedeusza rzekła do Jezusa: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim Królestwie. Jeden po prawej a drugi po lewej Twojej stronie». Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci”.

Czym jest oburzenie? Jest reakcją na dziejącą się niesprawiedliwość. Oto dzieje się w świecie coś, co się właśnie dziać nie powinno: jakaś dotkliwa krzywda, jakieś zatrważające poniżenie. Oburzając się, chcemy dać wyraz temu, iż się nie zgadzam na krzywdę tego świata, na to, by człowiek lekceważył człowieka.

Oni „oburzyli się” na słowa matki. A może niesłusznie? A może zareagowali tak trochę przedwcześnie? Bo przecież w tym wołaniu matczynego serca jest jakaś wielka tęsknota za Bogiem, jakieś ogromne pragnienie zjednoczenia; jakieś wielkie wołanie o miłość, dobroć, szczęście. Wyraziła to, co w ludzkim sercu jest tak bardzo głębokie, i tak bardzo prawdziwe: dała wyraz temu pragnieniu i tej tęsknocie, która ukryta jest zarówno w pierwszym krzyku narodzonego dziecka, jak i w ostatnim tchnieniu, które się wydaje na łożu śmierci. Ona po prostu wyraziła tę wielką tęsknotę ludzkiego serca za Bogiem, która jest ukryta w twarzy rozjaśnionej uśmiechem, i w twarzy pogrążonej w przeogromnym bólu. Zaiste, „Niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu” (św. Augustyn, Wyznania).

Matka synów Zebedeusza prosi: Panie, spraw, aby ci moi synowie nie odpadli od Ciebie. Panie, pomóż im, by się nie zagubili; by nie pobłądzili na drogach tego świata. W tym wołaniu matki jest ta przeogromna tęsknota, aby jej dzieci i ona sama były zawsze „dziećmi światła”, a nie ciemności. Bo przecież, jeżeli ci jej synowie przestaną chodzić za Jezusem, to czym prędzej zginą z nędzy i głodu.

W tym kontekście Jezus zwraca się do Apostołow z zapytaniem: Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Znaczy to: Czy możecie znosić trudy, cierpienie, wszelkie niesprawiedliwości, które - po ludzku sądząc - są nie do uniesienia? Czy możecie znośić obmowy, oszczerstwa, pomówienie i wszelkiego rodzaju niedogodności? Czy potraficie być sługami - na wzór swego Mistrza - i służyć innym, niczego wzamian się nie spodziewając? Jeśli chcecie być moimi uczniami, to ceną przynależności do ucznów jest być jak wasz Mistrz - Jezus. To jest ten kielich, który misicie pić każdego dnia. To jest ten kielich, który nazywa się służbą - na wzór Syna Człowieczego.

I mówi do niej Jezus, że tylko ten, kto jest sługą, a nie panem, może przy Nim trwać. I mówi do niej Jezus, że tylko ten, kto jest pokorny, a nie pyszny, będzie po Jego prawej albo lewej stronie. I chyba dopiero teraz jakoś nieco jaśniejsze stają się słowa św. Pawła: „Bracia, nosimy skarb w naczyniach glinianych”, bo rzeczywiście tak łatwo tę naturalną tęsknotę serca za Bogiem – tak ją łatwo zagłuszyć, tak ją łatwo utracić; tak łatwo swoje serce sponiewierać, zbezcześcić. „Nosimy skarb w naczyniach glinianych”, bo sami przed Bogiem jesteśmy bezradni. „Nosimy skarb w naczyniach glinianych”, bo jesteśmy – niestety – skłonni do tego, by sobie wyobrażać, iż jesteśmy przez Boga szczególnie wybrani, a tymczasem, w rzeczywistości – jesteśmy od Niego wyjątkowo daleko. I rzeczywiście, aż strach bierze, kiedy się tak człowiek dookoła rozglądnie, czy przypadkiem te miejsca po prawej, i po lewej Jego stronie, tak się dzisiaj dramatycznie nie przerzedzają.

Weźmy sobie do serca napomninie Jezusa: „Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu».”. AMEN.

 

Dział: OKRES ZWYKŁY
poniedziałek, 24 lipiec 2017 06:59

Znak Jonasza i znak Salomona

Słowo Boże na dziś

Patron dnia - Święta Kinga, dziewica

Poniedziałek, 16 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 12, 38-42

znak-jonaszaNiektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział:

«Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon».

Refleksja nad Słowem Bożym

Jezus czynił wiele cudów. Są one integralną częścią Jego orędzia zbawczego. Przez cuda Jezus objawia Boską wszechmoc i potwierdza miłość Boga do ludzi. Natomiast nigdy Pan Jezus nie czyni cudu dla samego cudu; nie czyni cudu ani po to, aby zaspokoić czyjąś ciekawość, ani po to, aby popisać się przed publicznością, ani też żeby upokorzyć pyszałków.

Faryzeusze niewątpliwie widzieli wiele cudów zdziałanych przez Jezusa, bądź też o nich słyszeli. Jednak to im nie wystarcza. Domagają się dalszych znaków, potwierdzających Boski autorytet Pana Jezusa. Jezus zdecydowanie tym razem odrzuca zuchwałe żądanie faryzeuszów. Albowiem do tego, aby znak właściwie odczytać potrzebna jest wiara, a tej zabrakło faryzeuszom. Cud dla człowieka niewierzącego nie jest wystarczającym argumentem przemawiającym za Panem Bogiem.

W historii swojego nawrócenia, Alexs Carrel, noblista, biolog, chirurg, opisuje jak, będąc jeszcze ateistą, oświadczył przyjacielowi, który usiłował go nawrócić, że uwierzy, jeżeli chora na gruźlicę otrzewnej kobieta zostanie w Lourdes uzdrowiona.

W maju 1903 r. został poproszony, aby jako lekarz towarzyszyć pielgrzymce chorych do Lourdes. Wśród nich była 21-letnia Marie Baily, będąca w ostatnim stadium gruźlicy otrzewnej. Marie nie mogła usiąść, pluła krwią, często wymiotowała, jej brzuch był mocno spuchnięty. Bardzo cierpiała i dużo się modliła, szczególnie prosiła o nawrócenie swojego kuzyna, dziennikarza, który był ateistą. Już na miejscu, w Lourdes okazało się, że dziewczyna jest w stanie krytycznym: nie może mówić, oddycha z trudnością, jej serce słabnie, tętno ma szybkie i nierówne, a brzuch rozdęty. Klasyczny przypadek agonii spowodowanej gruźlicą otrzewnej.

Carrel nie chce, aby chora w takim stanie była zawieziona do Groty Objawienia, jednak dzięki usilnym namowom jej opiekunki zgadza się. Doktor Carrel wraz z dwoma innymi lekarzami i kolegą ze szkoły przez cały czas jej towarzyszy. Nie zanurzono Marie w wodzie ze źródła, tylko ją pokropiono i położono przed Grotą Objawień. Jej wychudłe ciało było przykryte brunatnym kocem; widać było zsiniałą, trupio bladą twarz Marie, a spod koca jej mocno uwydatniony, opuchnięty brzuch.

Patrząc na tę umierającą 21-letnią dziewczynę, Alexis wzruszył się i zaczął spontanicznie wypowiadać słowa: „O Panno Święta, jakże chciałbym wierzyć, jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to Źródło Cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ta dziewczyna wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć.” Rozpoczęło się nabożeństwo. Prowadzący je ksiądz zachęcił wszystkich, aby w błagalnym geście wznieśli swoje ręce ku niebu i prosili o uzdrowienie z najbardziej niebezpiecznej choroby ducha, która prowadzi do utraty życia wiecznego, a jest nią odrzucenie Boga i upodobanie w grzechu. Ksiądz wzywał do modlitwy o uzdrowienie z różnych chorób ciała, apelując, aby całkowicie podporządkować się woli Bożej.

Doktor Carrel patrzył na leżącą na noszach Marie i zauważył, że z jej twarzy zaczęły zanikać sine plamy, a jej policzki stopniowo nabierały rumieńców. Nie dowierzał własnym oczom. Stwierdził, że puls i oddech Marie się uspokoiły. Czuł, że jest świadkiem nadzwyczajnego wydarzenia. Na jego oczach twarz dziewczyny nabierała życia, a jej opuchnięty brzuch wracał do normalnego stanu. Serce Marie biło bardzo spokojnie, a oddech jej był normalny. Cud, którego Carrel był świadkiem stanowił dla niego duchowy i intelektualny wstrząs oraz uświadomił mu istnienie rzeczywistości, która wymyka się poznaniu zmysłowemu.

To, co uważał dotąd za absurd, stało się rzeczywistością; wszystkie jego dotychczasowe teorie rozsypały się w drobny mak. Była to dla niego wielka lekcja pokory. To był moment przełomowy w jego życiu. Zrozumiał, że największym skarbem dla człowieka jest wiara w Boga. (por. apostol.blox.pl)

Ten wielki naukowiec i laureat Nagrody Nobla w medycynie powie i napisze później jakże znamienne słowa: „Nie możemy wybierać tylko tego, co odpowiada naszym upodobaniom, fantazji czy formacji naukowej lub filozoficznej naszego umysłu. Trudność lub niejasność jakiegoś zagadnienia nie jest wystarczającym powodem, żeby to zagadnienie lekceważyć”. 

Faryzeusze i uczeni w Piśmie nie byli zdolni właściwie odczytać cudu Jezusowego. Zawsze mogli wytłumaczyć je przewrotnie, np., że „czyni cuda mocą Belzebuba”, albo jakichś innych sił nieczystych. Dlatego Pan Jezus mówi, że „temu pokoleniu przewrotnemu nie będzie dany znak, oprócz znaku Jonasza i znaku Salomona”. Cóż to za znak? Na czym on polegał? Salomon czy Jonasz przecież nie ukazywali żadnych cudownych znaków, a jednak podziwiano ich, i dawano im posłuch. Znakiem Salomona była jego mądrość. Znakiem Jonasza była siła jego wymowy. A czymże była ich mądrość i wymowa wobec mądrości i wymowy Chrystusa? Sam Jezus Chrystus przez swoją mądrość, dobroć, łagodność, miłość, odwagę, gorliwość, był najbardziej wymownym znakiem Królestwa Bożego.

I takie znaki są nadal potrzebne chrześcijaństwu, jeżeli ono ma pociągać i przekonywać; jeśli ma objawiać obecność Królestwa Bożego na ziemi. Każdy chrześcijanin przez swoją dobroć, usłużność, przebaczenie, ofiarność, przez swoje zaangażowanie na rzecz prawdy, sprawiedliwości i pokoju, ma być znakiem, że Bóg jest, że jest życie wieczne, i że zbawienie przeszło na świat.

Takim ustawicznym znakiem obecności Chrystusa są również sakramenty, a zwłaszcza Ofiara Mszy Świętej, w której tyle razy uczestniczymy. Przyjmując Komunię Świętą, zechciejmy zawsze na nowo zadawać sobie pytanie: Czy w tym znaku spotykamy rzeczywiście Boga? Czy okazujemy Mu posłuszeństwo, i czy szczerze przyjmujemy naukę Ewangelii?

Dziś chcemy, Panie Jezu, pamiętać o Twoich słowach: „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. Można to sparafrazować i powiedzieć: Błogosławieni, którzy wierzą Chrystusowi obecnemu w Kościele; Chrystusowi obecnemu w Słowie swoim, w sakramentach, a nie szukają jeszcze jakichś nadzwyczajnych znaków. AMEN.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dział: OKRES ZWYKŁY