Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: grudzień 2016

3-adwentuNadchodzi Boże Narodzenie. Wszyscy już mamy plany świąteczne. W jakiś sposób przygotowujemy się do przeżycia jeszcze raz w życiu Bożego Narodzenia.

Dla każdego z nas ten termin „Boże Narodzenie” coś znaczy. Chyba zależy to od tego, jak głęboka jest nasza wiara. Wiemy przecież, że historyczne Boże Narodzenie było dwa tysiące lat temu. Wiemy też, że Boże Narodzenie będzie przy Sądzie Ostatecznym. Dla nas. I wiemy, że między tym a tamtym jest możliwość powtórzenia tego, co się na chrzcie w nas dokonało i co się dokonuje dzisiaj: przyjęcie Boga samego do swego serca. To też jest Boże Narodzenie. I w zależności od tego, jak to widzimy, jaka jest nasza wiara — taka jest nasza odpowiedź.

Wspaniałe teksty dzisiejsze przypomniały nam: „Oto Pan przychodzi” (Iz 35, 4). Izajasz mówi: „Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie… (Niech) przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą” (Iz 35, 1. 5).

Tak jest w życiu: mamy okresy bezwodnego stepu, oczy nasze są ślepe, a uszy zatkane — i historia o Bożym Narodzeniu jest dla nas mitem. Wiara, tylko wiara może pozwolić na sformułowanie odpowiedzi. Sformułowanie odpowiedzi pełnej i dojrzałej.

Tak wypadło, że ubiegłej niedzieli patrzyliśmy wspólnie na postać Matki Jezusowej. Proszę zmierzyć Jej wiarę i Jej przeżycie Bożego Naradzenia. „Oto Pan przyjdzie” — Słowo w Niej staje się Ciałem. Wiemy, jak daleko każdemu człowiekowi (Ona tez była człowiekiem) do takiej wiary i do takiego przeżywania spotkania z Bogiem! Wiemy — i poprzez długie, cierpliwe lata, wychowywani najpierw przez rodziców, potem przez katechetów i wspólnotę Kościoła, duszpasterzy, biskupów i cały naród katolicki — wreszcie sami siebie wychowujemy, kiedy już mamy własne przemyślenia i podejmujemy sami decyzje. Kształtujmy powoli tę odpowiedź może nie na Jej miarę (bo to się chyba nie da), ale przybliżając się do tej miary, kiedy człowiek w pełni dojrzały — nie sobą, ale Bogiem przyjmowanym ciągle w Komunii — może powiedzieć tak, jak kiedyś Paweł powiedział: „Już nie ja żyję, ale żyje we umie Chrystus” (Ga 2, 20).

Św. Jakub mówi nam dzisiaj: „Trwajcie bracia cierpliwie aż do przyjścia Pana” (Jk 5, 7) Do przyjścia ostatecznego, pełnego, kiedy w was się objawi Syn Boży. A za przykład wytrwania i cierpliwości bierzcie już nie tylko Matkę Bożą, (choć Ona wciąż jest waszym wzorem), ale weźcie — bracia — proroków. I za chwilę w ewangelii staje przed nami prorok żyjący na przecięciu Starego i Nowego Przymierza — Jan Chrzciciel Wspaniała postać, którą w każdym Adwencie wspominamy i patrzymy na model jego wiary. „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego…? Wyszliście proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka” (Mt 11, 7—9). A był Jan Chrzciciel też człowiekiem. Znamy dobrze jego historię, nie potrzebuję jej tu powtarzać, wiecie, co było przed jego spotkaniem z Chrystusem. Przeczytajcie sobie, jak Jan spotyka Go nad Jordanem i mówi: To Ty idziesz do mnie? Ja powinienem Tobie służyć. Ja, który jestem niegodny rozwiązać rzemyka u Twego sandał u. A Ty idziesz do mnie!… „Wiemy, co było potem: wciąż mówił, że ma się umniejszać, a On ma wzrastać — aby miara jego wiary i jego miłości była podobna do tej, która była u Matki Jezusowej. I wiemy, jaka śmiercią zginął, pieczętując wszystkie słowa, które wypowiadał w imieniu Jezusa Chrystusa.

Takie postacie, jak Jan Chrzciciel, są jak ognie zapalone w ciemnościach świata dla innych, żeby nie zbłądzili i wiedzieli, po co Bóg dał człowiekowi tych pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat życia.

Zapraszam na roraty, abyśmy wszyscy tutaj razem rozważyli sobie jeszcze raz obecność Chrystusa i abyśmy Go zanieśli do naszych domów — żeby tegoroczne Święta były lepsze. Żeby były trochę bardziej w duchu Jana Chrzciciela i Maiki Jezusowej. Bo od tego modelu nic nie zwalnia i nic nie usprawiedliwia — żadna ewolucja ani rewolucja świata, żadna technizacja ani cywilizacja, ani kultura. To jest właśnie cząstka uczestnictwa w męce i zmartwychwstaniu Chrystusa, którą tutaj razem — wspólnie przygotowując się do Świąt — uobecniamy, w której z Jego woli uczestniczymy, przyjmując Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa. AMEN.

Dział: ADWENT

przyjdzcie-do-mnieŚroda II tygdonia Adwentu

CZYTANIA MSZALNE

Jak świat światem ludzie wciąż ze sobą walczą. Wojny mię­dzy państwami, narodami, plemionami. Kłótnie w małżeństwie, rodzinie i sąsiedztwie. Bójki na ulicach, stadionach, w szkołach. Zdobywanie nowych terenów i obrona własnej przestrzeni ży­ciowej. Posiadanie władzy nad innymi i zabieganie o własną su­werenność. Wymuszanie swojej racji, jak i opór przed złama­niem osobistego światopoglądu. Wciąż trwa walka. Człowiek nieustannie walczy. Jednak historia ludzkości, konkretnych mo­carstw, a przede wszystkim konkretnych ludzi pokazuje, że żad­ne zwycięstwo nie jest ostateczne. Żaden podbój nie trwa wiecz­nie. Przyjdzie chwila, kiedy zwycięzca zostanie pokonany. Na­dejdzie czas, kiedy uzurpator będzie obalony. Pojawi się osoba, która siłą odbierze laur zwycięstwa.

Jeśli więc to wszystko wiemy, to dlaczego mimo to wal­czymy? Dlaczego chwytamy w dłoń broń, wyciągamy oręż wła­dzy, pieniądza, ostrego słowa? Dlaczego ze sobą walczymy? Co chcemy udowodnić? Albo czego nam brakuje, że tak wciąż wo­jujemy? Jedną z fundamentalnych przyczyn natury wojownika, która drzemie w każdym człowieku, jest pragnienie dowarto­ściowania, pokazania swej pozycji we wspólnocie. Powodem wielu sporów, kłótni, bójek, a nade wszystko wojen jest chęć podniesienia własnego poczucia wartości. Skoro zwyciężam, to jestem silniejszy. Skoro wymusiłem swoje zdanie, to mam więk­szą władzę. Skoro się mnie boją, jestem potężniejszy. Ludzka pycha domaga się wciąż pokarmu zwycięstwa, władzy i podbo­ju. Egoizm, który drzemie w każdym człowieku, pobudza do wciąż nowych podbojów.

Jakże wyjątkowo brzmią więc dzisiejsze słowa Pana Jezusa: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jeste­ście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,28-30). Na czas adwentowego wyciszenia Chrystus proponuje nam, abyśmy przyjrzeli się własnym potrzebom, oczekiwaniom, pragnieniom. Zbawiciel prosi, abyśmy dojrzeli prawdziwe oblicze własnego życia. Zaprasza nas na drogę pokory serca, łagodności oraz miłości, która okazuje szacunek drugiemu człowiekowi.

Adwentowe wezwanie do prostowania dróg naszych mię­dzyludzkich relacji musi zakładać na samym początku dostrze­żenie oraz uznanie prawdy o sobie samym. Trzeba przyjrzeć się własnemu życiu, postępowaniu, pragnieniom, intencjom, wypo­wiadanym słowom oraz zamierzeniom, aby następnie odnaleźć się we wspólnocie z innymi. Chrystus prosi, abyśmy naśladowali Jego postawę pokory serca, łagodności oraz wyrozumiałości. Boży Syn nie zabiegał o uznanie. Nie walczył o własne prawa. Nigdy nie szukał rozgłosu. Zbawiciel doskonale wiedział, kim jest. Zdawał sobie sprawę ze swej boskiej godności. Nie potrze­bował docenienia, uznania, poklasku. Nie potrzebował wymu­szać na innych przyjęcia Ewangelii siłą. Łagodnością i pokorą serca osiągnął więcej.

Czy nas stać na taką postawę? Czy ja znam prawdę o sobie samym? Czy jest we mnie zdrowe poczucie własnej wartości? Zobacz, ile dobra czynisz. Przyjrzyj się miłości i służbie, którymi obdarowujesz drugiego człowieka. Zapytaj się, czy będziesz szczęśliwszy wymuszając na innych swe zdanie. Zastanów się, czy osiągniesz satysfakcję depcząc godność i wolność drugiego człowieka. Nie potrzebujesz tego. Te wszystkie mniejsze i większe wojny nie podniosą twojej wartości. Te kłótnie i wyzwiska nie uprawomocnią błędnego punktu widzenia.

Jakiekolwiek zwycięstwo nie podniesie naszej wartości. Najwyżej chwilowo zaspokoi pragnienie wielkości, które będzie żądać nowych podbojów. Pan Jezus wiedział to wszystko. Boży

Syn doskonale zna naturę każdego z nas, wszak sam stał się człowiekiem i był do nas podobny we wszystkim oprócz grze­chu. Dlatego kieruje dziś do nas swą propozycję. Można żyć ina­czej. Można nieść pokój i zgodę, a nie wojnę i kłótnię. Można przejść przez życie dobrze czyniąc, a nie niszcząc i depcząc god­ność drugiego człowieka. Nie trzeba dowartościowywać się zwycięstwami nad innymi ludźmi, wystarczy zwyciężać słabości cha­rakteru i pokusy, które w nas drzemią. Prawdziwe szczęście od­najdziemy w pokornym naśladowaniu Chrystusa, a nie w cią­głym udowadnianiu swej wartości.

Wszak najważniejszym jest, jak nas widzi Bóg. Najważniej­szym, jaka jest nasza wartość w Jego oczach. To Zbawiciel oceni ostatecznie nasze życie. To Mesjasz odpłaci za wszystkie uczyn­ki dokonane w ciele, złe oraz dobre. Staniemy przed sprawiedli­wym majestatem Stwórcy i wtedy okaże się, ile tak naprawdę znaczyło nasze życie, słowa, wysiłki, zwycięstwa i porażki. Uczmy się zatem postawy Chrystusa. Bądźmy ludźmi znającymi swoją wartość. Nie usiłujmy udowadniać innym, ile znaczymy. To nieistotne, jak ocenia nas drugi człowiek. Najważniejsze jest, jak oceni nasze życie Chrystus Pan.

Amen.

Dział: ADWENT