Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 17 listopad 2016 13:36

Rozważania codzienne - Łzy Jezusa

Oceń ten artykuł
(1 głos)

1. Pan płaczący nad Jerozolimą. Jezus nie jest obojętny na los ludzi.lzy-jezusa

Z Góry Oliwnej Jezus schodził stokiem zachodnim, kierując się ku Świątyni. Towarzyszył mu pełen żarliwości tłum, który wykrzykiwał pochwały na cześć Mesjasza. W pew­nym momencie Jezus się zatrzymał i spojrzał na Jerozolimę, która rozciągała się pod jego stopami. Na widok miasta Jezus zapłakał nad nim (Łk 19,41). Ten nieoczekiwany płacz prze­rwał radość wszystkich. W owej chwili Pan zobaczył, jak za parę lat to miasto, które tak bardzo kochał, zostanie znisz­czone, ponieważ nie rozpoznało czasu swojego nawiedzenia. Mesjasz przemierzał jego ulice, nauczał Dobrej Nowiny, jego mieszkańcy oglądali cuda, lecz nie zmienili się. O, gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi! Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpo­znało czasu twojego nawiedzenia (Łk 19, 41-44).

W tych wierszach możemy wyczytać trwogę, która ści­skała serce Jezusa. Ale dlaczego Jerozolima nie zrozumiała szczególnej łaski nawrócenia, która jej była dana tego dnia wraz z triumfalnym wjazdem Jezusa? Dlaczego z uporem zamykała oczy na światło? Miała wiele okazji, żeby uznać Jezusa za swego Mesjasza i swego Odkupiciela; ta nadarza­jąca się okazja będzie ostatnia. Jeżeli odrzuci tę ostatnią szansę, wszystkie nieszczęścia opisane w tym proroctwie spadną na nią. A jednak odrzuciła i wszystko spełniło się co do joty. Pan jest przygnębiony, gdyż nie pozostaje obojętny na los ludzi. Jego ból jest tak wielki, że Jego oczy napełniają się łzami. Zapewne powyższe słowa wypowiedział w chwili szczególnego bólu i smutku.

Św. Jan pozostawił jeszcze jedno świadectwo łez Jezusa, które powinny nas głęboko wzruszyć. Oto Jezus przybył do Betanii, gdzie umarł Jego przyjaciel Łazarz i tam spotkał się z siostrą Łazarza, Marią. Kiedy zobaczył ją zapłakaną, rozrzewnił się i zapytał: Gdzie go położyliście? Odpowie­dzieli Mu: Panie, chodź i zobacz! Jezus zapłakał, dając upust swemu cierpieniu z powodu śmierci przyjaciela. Obecni tam Żydzi zawołali: Oto jak go miłował! (7 11, 33-36).

Jezus, doskonały Bóg i doskonały człowiek1, potrafi kochać swoich przyjaciół, swoich bliskich i wszystkich ludzi, za których aż odda swoje życie. Miłość okazywana w smutku jest ludzkim wyrazem miłości, którą Bóg żywi wobec ludzi, widocznym przejawem współczucia, z jakim na nas patrzy. Dzisiaj, podczas tej chwili modlitwy, przypatrzmy się głębi i delikatności uczuć Jezusa i postarajmy się zrozumieć, jak bardzo Mu zależy na naszej odpowiedzi na Jego pro­pozycję przyjaźni i zbawienia. Nie jest Mu obojętne, czy przychodzimy codziennie odwiedzić Go, pozostając przez kilka minut przed Przenajświętszym Sakramentem. Nie są Mu obojętne codzienne starania o większą przyjaźń wobec Niego czy wysiłki w żarliwszym praktykowaniu miłości bliźniego lub w służeniu Mu pośród świata. Tyle razy miał okazję spotkać się z nami! I my - z Nim...

Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś spo­sób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. (...) Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca (...) musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie «przyswoić», zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumie­niem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg Syna swego Jednorodzonego dał, ażeby on, czło­wiek, nie zginął, ale miał życie wieczne (por. J 3, 16)"2. Nie zaniedbujmy codziennego spotkania z Jezusem, który na nas czeka. W nim jest cel naszego życia.

2. Najświętsze człowieczeństwo Chrystusa.

Życie chrześcijańskie polega na zacieśnianiu przyjaźni z Chrystusem, na naśladowaniu Go, na przyswajaniu sobie Jego nauczania. Kroczenie za Jezusem nie polega na teorety­zowaniu ani na samej walce z grzechem, ale na miłowaniu Go uczynkami i odczuwaniu, że się jest kochanym, „ponieważ Chrystus żyje: Chrystus nie jest postacią, która przeminęła. Osobą, która istniała w jakiejś epoce i odeszła, pozostawia­jąc nam wspaniałe wspomnienie i przykład"3. On żyje teraz wśród nas: widzimy Go oczyma wiary, modlimy się do Niego i On nas słyszy, gdy tylko się odezwiemy lub podniesiemy swoje serce ku Niemu. Nie jest obojętny na nasze radości i utrapienia, gdyż „przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludz­kim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy stał się prawdziwie jed­nym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu. (...) Każdy z nas może wraz z Apostołem powiedzieć: Syn Boży umiłował mnie i wydał siebie samego za mnie (Ga 2, 20)"4, jak gdyby nie było już innych ludzi na świecie. Jego Najświętsze Człowieczeństwo stanowi most prowadzący nas do Boga Ojca.

Dzisiaj zastanawiamy się nad tym, jak Jezus zapłakał nad miastem, które tak bardzo umiłował, ale które nie poznało tego, co najważniejsze w jego historii: nawiedzin Mesjasza i darów, które niósł On każdemu z jego mieszkańców. Rów­nież my powinniśmy się dzisiaj zastanowić nad sytuacjami, w których osobiście napełniliśmy Go smutkiem: grzesząc, nie odpowiadając na łaskę czy nie okazując wzajemności wobec tylu dowodów Jego przyjaźni. Powinniśmy zasta­nowić się nad takimi sytuacjami, w których oczekiwał od nas wdzięczności, podobnie jak swego czasu oczekiwał na powrót dziewięciu trędowatych, którzy odeszli uzdrowieni, a nie powrócili, aby Mu podziękować. Ileż razy Jezus ocze­kiwał na nasz powrót!

Jeżeli nie kochamy Jezusa, nie możemy iść za Nim. A żeby Go kochać, powinniśmy często rozważać Ewangelię, w której Jezus jawi się tak bardzo ludzki i bliski wszystkim naszym sprawom! Czasami zobaczymy Go zmęczonego drogą przy studni Jakuba, po długiej wędrówce w upalny dzień, sprag­nionego wody, co stanowi dla Niego okazję do nawrócenia Samarytanki i wielu jej sąsiadów z Sychar. Zobaczymy Go głodnego, jak owego dnia, kiedy w drodze z Betanii do Jero­zolimy podszedł do drzewa figowego, które miało jedynie liście albo wyczerpanego długim dniem nauczania tłumów, które nieustannie do Niego napływały, gdy Jego zmęczenie było tak wielkie, że aż zasnął mimo wzburzonego morza i spał w tyle łodzi na wezgłowiu (Mk 4, 38).

W ciągu całego swojego życia wciąż ujmuje bólu tym, których spotyka na drodze: ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych (Mt 14, 14). Chociaż przybył, aby zbawiać nasze dusze, to nigdy nie zapominał o ciałach. Kochać Go i iść za Nim, to znaczy wpatrywać się w Niego. Jego życie jest niewyczerpalnym źródłem miłości, która ułatwia całkowite oddanie się i wierność w naśladowaniu Go. „Kiedy jesteśmy zmęczeni pracą, nauką, działalnością apostolską, kiedy horyzont przed nami się zaciągnie chmurami, wówczas musimy zwrócić oczy ku Chrystusowi, ku dobremu Jezusowi, Jezusowi zmę­czonemu, głodnemu i spragnionemu! Panie, jak wspaniale dajesz się nam zrozumieć! Jakże dajesz się kochać! Ukazu­jesz się nam podobny do nas, z wyjątkiem grzechu, byśmy namacalnie odczuli, że z Tobą potrafimy zwyciężyć nasze złe skłonności, nasze winy. Nieważne bowiem jest zmę­czenie, głód czy łzy. Bo i Chrystus odczuwał zmęczenie, bywał głodny i spragniony, także i On płakał. Ważna jest walka - radosne zmaganie się, gdyż Chrystus pozostajezawsze u naszego boku, by spełnić wole Ojca, który jest w Niebie (por. J 4, 34)"5.

3. Żywić uczucia Jezusa.

Płacz Jezusa zawiera w sobie głęboką tajemnicę. Wyrzu­cał demony, uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, nawra­cał celników i grzeszników, ale w tym swoim ukochanym mieście zderzył się z zatwardziałością jego mieszkańców. Możemy się tylko domyślać, co dzieje się w Jego Sercu, kiedy dzisiaj my sami spotykamy się z oporem wielu ludzi, którzy zamykają się na łaskę, na wołanie Boże. „Czasami, na widok owych dusz uśpionych, nadchodzi szalone pragnie­nie, by do nich krzyczeć, wstrząsnąć nimi, spowodować ich reakcję, aby się otrząsnęły z tej straszliwej śpiączki, w którą popadły. Tak smutny jest widok, jak idą postukując laską ślepca, nie natrafiając na drogę! - Jakże rozumiem ów płacz Jezusa nad Jerozolimą: to owoc Jego doskonałej miłości...”6

Jako chrześcijanie kontynuujemy dzieło Nauczyciela w łączności z Jego miłosiernym sercem. Dlatego wpatru­jąc się w Niego możemy nauczyć się kochać naszych braci i w ogóle wszystkich ludzi, traktując każdego indywidual­nie, rozumiejąc jaki jest, jakie ma słabości, zawsze serdeczni i gotowi do pomocy, do służenia. Od Chrystusa mamy się uczyć, jak być ludzkimi, wybaczając, zachęcając do podą­żania naprzód, starając się coraz bardziej umilać życie tym, którzy żyją z nami w tym samym domu, dzielą z nami tę samą pracę, te same zainteresowania; rezygnując czasem z własnych upodobań, nawet godziwych, kiedy przeszka­dzają współżyciu, interesując się szczerze ich zdrowiem i chorobą. A nade wszystko nie może być nam obojętny stan duszy osób, z którymi codziennie się spotykamy, a którym moglibyśmy pomóc w ich drodze do Chrystusa: aby ci, któ­rzy są blisko Niego, zbliżyli się jeszcze bardziej, a ci, którzy są daleko - weszli na drogę powrotu do domu Ojca.

Prośmy dzisiaj Najświętszą Maryję Pannę, by obdarzyła nas sercem podobnym do Serca swego Syna, abyśmy nigdy nie byli obojętni na los tych, z którymi codziennie się spotykamy.

__________________________

1Symbol Nicejsko-Konstantynopolitański.

2 Jan Paweł II, enc. Redemptor hominis, 10.

3 Św. Josemaria Escriva, To Chrystus przechodzi, 102.

4 Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 22.

5s Św. Josemana Escriva, Przyjaciele Boga, 201.

6 Tenże, Bruzda, 210.

Tekst pochodzi z książki :

Francisco F. Carvajal, Rozmowy z Bogiem, t. V, s.571-577

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Czytany 654 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.