Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
poniedziałek, 14 listopad 2016 09:15

Czego nas uczy uzdrowienie niewidomego pod Jerychem?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

uzdrowienie-niewidomego-pod-jerychemZ Ewangelii według Świętego Łukasza

Kiedy Jezus przybliżał się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał przeciągający tłum, wypytywał się, co to się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie. A gdy się przybliżył, zapytał go: «Co chcesz, abym ci uczynił?» On odpowiedział: «Panie, żebym przejrzał». Jezus mu odrzekł: «Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu. Łk 18,35-43)

Refleksja nad Słowem Bożym

Kiedy Jezus przybliżał się do Jerycha - czytamy w dzi­siejszej Ewangelii (Łk 18, 35-43) - jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał.

Niektórzy Ojcowie Kościoła zwracają uwagę, iż ten ślepy u bram Jerycha jest obrazem tych, którzy nie znają blasku światłości wiecznej, gdyż dusza czasem może przeżywać chwile zaślepienia i ciemności. Szeroka droga, którą kiedyś człowiek zobaczył, może okazać się kręta i niejasna, a to, co dawniej było światłem i radością, teraz zamieniło się w ciemność i smutek. Często taka sytuacja spowodowana jest grzechami osobistymi, których następstwa nie zostały usunięte, albo brakiem odpowiedzi na łaskę: może kurz, który wznosimy podczas drogi - nasze nędze - tworzy gęstą chmurę, która nie przepuszcza światła. Kiedy indziej Pan dopuszcza tę trudną sytuację, aby oczyścić duszę, aby wzro­sła w pokorze i w ufności wobec Niego. W tej sytuacji jest rzeczą naturalną, że wszystko jest trudniejsze, i że diabeł zamierza jeszcze bardziej pogłębić smutek i wykorzystać chwilę nieporządku wewnętrznego.

Co powinniśmy uczynić, jeżeli kiedyś znajdziemy się w takim stanie? Uczy nas tego ślepy z Jerycha - Bartymeusz, syn Tymeusza (Mk 10,46): musimy zwrócić się do Pana, który jest zawsze blisko, więcej się modlić, aby ulitował się nad nami. Chociaż wydaje się, że Pan idzie dalej swoją drogą, a my pozostajemy z tyłu, to jednak On nas słyszy. Nie jest daleko. Możliwe jednak, że przydarzy się nam to, co Bartymeuszowi: Wielu nastawało na niego, żeby umilkł (Mk 10,48). Niewidomy napotykał coraz większe trudności, kiedy chciał zwrócić się do Jezusa. Podobnie i my, kiedy chcemy zwrócić się do Boga, te same słabości opanowują serce, zaciemniają rozum, niepokoją ducha i chcą zagłuszyć głos naszych modlitw. Daje o sobie znak ciężar słabości lub grzechu.

Naśladujmy przykład ślepca z Ewangelii: Lecz on jesz­cze głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! (Łk 18, 39). Otóż tak: ten, którego tłum upominał, by zamilkł, podnosi jeszcze większy głos; tak samo powinniśmy postąpić my, im większy jest zamęt wewnętrzny, im większe trudności napotykamy, tym silniejsza modlitwa winna wychodzić z naszego serca.

Zdawało się, iż Jezus minie wołającego i skieruje się dalej ku Jerozolimie. On jednak zatrzymał się na drodze i polecił, by przyprowadzono ślepca. Bartymeusz zbliżył się, a Jezus mu powiedział: Co chcesz, abym ci uczynił? On odpowie­dział: Panie, żebym przejrzał. Jezus mu odrzekł: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga.

Czasem niełatwo jest rozpoznać przyczyny sytuacji duchowej, w której wszystko wydaje się trudniejsze. Cho­ciaż nie znamy źródeł, znamy jednak lekarstwo: modlitwę. Kiedy w twojej duszy jest noc i odczuwasz, że w swej śle­pocie drży ona z niepokoju, wtedy dąż do Światła jak Bar­tymeusz. Powtarzaj, krzycz, nalegaj coraz głośniej: Panie, abym przejrzał!... I twoim oczom ukaże się dzień, i będziesz mógł się cieszyć światłem, którego On ci użyczy.

Jezus, Pan wszystkiego, mógł leczyć chorych - mógł dokonać każdego cudu - w sposób, który uważał za sto­sowny. Dziś bardzo często niesie duszom światło poprzez innych. Kiedy Mędrcy znaleźli się w ciemnościach, ponieważ zniknęła gwiazda, która ich prowadziła z daleka, uczynili to, co podpowiedział im rozsądek: spytali kogoś, kto powinien wiedzieć, gdzie narodził się król żydowski. Spytali o to Heroda. My, chrześcijanie, nie potrzebujemy jednak pytać ani Heroda, ani mądrych tego świata. Chrystus dał swemu Kościołowi pewność nauki, strumień łaski płyną­cej z sakramentów. Rozporządził też, aby były osoby, które będą kierować, prowadzić i ciągle przypominać o drodze. Dlatego jeśli Pan dopuści, że ogarnie nas ciemność, choćby w rzeczach drobnych; jeśli poczujemy, że nasza wiara nie jest mocna - zwróćmy się do dobrego pasterza, powiernika duchowego. Może również jest grzesz­nikiem, ale grzesznikiem ufającym zawsze w przebaczenie i miłosierdzie Chrystusa.

Nikt nie może prowadzić samego siebie bez nadzwyczajnej pomocy Boga. Brak obiektywizmu w patrzeniu na samych siebie oraz namiętności utrudniają, a czasem uniemożli­wiają, znalezienie tych ścieżek, czasami wąskich, ale bez­piecznych, które prowadzą nas w dobrym kierunku. Dlatego od bardzo dawna Kościół doradzał ten środek postępu wewnętrznego, którym jest kierownictwo duchowe. Jeżeli nie chcemy korzystać z tych środków, które Pan dał nam do dyspozycji, nie oczekujmy na nadzwyczajne łaski w życiu codziennym i w tych dniach, kiedy bardziej potrzebujemy światła i jasności. Ileż razy Jezus oczekuje szczerości i uległości duszy, żeby móc dokonać cudu! Pan nigdy nie odmawia swojej pomocy, jeżeli zwracamy się do Niego w modlitwie i korzystamy ze środków, poprzez które rozlewa swoje łaski.

Zwracajmy się do Pana z tym żarliwszą modlitwą, im większe są przeszkody wewnętrzne lub zewnętrzne, które chcą nam uniemożliwić zwrócenie się do Jezusa, kiedy przechodzi obok nas. Nie zaniedbujmy korzystania z tych zwykłych środków, poprzez które On dokonuje tak wielkich cudów.

Naszym celem przy korzystaniu z kierownictwa ducho­wego jest poznanie woli Bożej wobec naszego życia i utożsa­mienie się z nią. Przypomnijmy sobie nawrócenie św. Pawła: pomimo nadzwyczajnych okoliczności jego powołania, Pan chciał mu towarzyszyć w normalnej drodze, czyli kształ­tować go i przekazywać mu swoją wolę przez inne osoby. Ananiasz nałożył na niego ręce i natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok (Dz 9, 17-18).

O, jak wielką łaską jest mieć kierownika duszy. Szybciej postępuje się w cnocie, jaśniej poznaje wolę Bożą, wierniej ją wypełnia, idzie drogą pewną i bezpieczną. (...) Bóg dał mi tę łaskę dość późno - zwierza się św. Faustyna - ale cieszę się nią bardzo, widząc, jak Bóg się skłania do życzeń kie­rownika". I dodaje co usłyszała od Jezusa w czasie modli­twy: „Kapłan, kiedy Mnie zastępuje, to nie on działa, ale Ja przez niego, życzenia jego są życzeniami Moimi. - dodała - Widzę, jak Jezus broni swych zastępców. Sam wchodzi w ich działanie” (Św. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, 331). W osobie, która nam pomaga w kierownictwie duchowym, upatrujemy samego Chrystusa, który naucza, oświeca, leczy i karmi naszą dusze, by dalej podążała pro­stą drogą. Bez tego zmysłu nadprzyrodzonego, bez tej wiary, kierownictwo duchowe będzie pozbawione mocy. Zamieni się w coś zupełnie innego, może w wymianę poglądów. Ten środek jest wielką pomocą i dodaje sił, kiedy rzeczywiście pragniemy poznać wolę Bożą i przyjąć ją za swoją. Nie szukajmy w kierownictwie duchowym kogoś, kto by mógł roz­wiązać nasze sprawy doczesne. Może ono pomóc nam w ich uświęceniu, ale nigdy w ich organizowaniu i rozwiązywaniu. To nie jest jego zadanie.

Świadomość, że poprzez osobę, która cieszy się szcze­gólną łaską Bożą, zwracamy się do samego Chrystusa, powinna wpływać na naszą ufność, delikatność, prostotę i szczerość w korzystaniu z tego środka. Bartymeusz zwró­cił się do Jezusa jak ktoś, kto zwraca się ku Światłu, Życiu, Prawdzie, ku Drodze. Tak samo powinniśmy czynić i my, gdyż ta osoba jest narzędziem Pana, poprzez które udziela nam On łask podobnych do tych, które byśmy otrzymali, gdybyśmy Go spotkali na drogach Palestyny. W ciągłości kierownictwa duchowego kształtuje się dusza. Stopniowo, przy upadkach i zwycięstwach, wznosimy nadprzyrodzony gmach świętości.

Obraz maluje się kolejnymi pociągnięciami pędzla, książkę pisze się strona po stronie, z cierpliwą miłością, a lina zdolna udźwignąć wielkie ciężary spleciona jest z nieskończonej ilości cienkich nitek.

Jeżeli dobrze będziemy korzystać z kierownictwa ducho­wego, odczujemy pełnię radości jak Bartymeusz, który, wiel­biąc Boga, podążył drogą wraz z Jezusem.

Czytany 585 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.