Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 03 listopad 2016 10:08

Radość Boga z nawróconego grzesznika

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

bog-nas-szukaZ Ewangelii według Świętego Łukasza

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: «Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”. Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca».(Łk 15,1-10)

 

Jezus przyszedł nas uzdrowić

W Ewangelii z dzisiejszej Mszy św. (Łk 15, 1-10) czy­tamy, że celnicy i grzesznicy przybywali do Jezusa, żeby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi".

Zastanawiając się nad życiem Pana, łatwo możemy zauwa­żyć, że jest ono absolutnie bezgrzeszne. Co więcej, to On sam zapytał tych, którzy Go oskarżali: Kto z was udowodni mi grzech? (J 8,46), a przez całe swoje życie walczył z grze­chem i z tym wszystkim, co rodzi grzech, poczynając od Szatana, który jest ojcem kłamstwa (J 8, 44).

Ta walka Jezusa z grzechem i z jego najgłębszymi korze­niami nie odsuwa Go od grzeszników. Przeciwnie - zbliża Go do ludzi, do każdego człowieka. W swoim ziemskim życiu Jezus okazywał się zwykle bliski szczególnie tym, którzy w oczach innych uchodzili za "grzeszników" lub rzeczywi­ście nimi byli, tak że nawet wrogowie nadali mu tytuł przyja­ciela celników i grzeszników (Mt 11, 19). Tę cechę Chrystusa ukazuje nam w wielu miejscach Ewangelia święta. W swoim życiu Jezus ustawicznie zbliża się do potrzebujących uzdro­wienia duszy. Wychodzi naprzeciw tym, którzy potrzebują Jego pomocy, jak Zacheusz, do którego domu sam się wprosił: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (Łk 19, 5). Pan nie oddala się, ale sam szuka najbardziej oddalonych. Dlatego przyjmuje różne zaprosze­nia i wykorzystuje sytuacje życia rodzinnego, aby przebywać z tymi, którzy utracili nadzieję na Królestwo Boże.

Św. Marek mówi, że po powołaniu Mateusza wielu cel­ników i grzeszników przebywało razem z Jezusem i Jego uczniami. A kiedy faryzeusze zarzucili Mu tę postawę, Jezus odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mk 2, 17). Otóż siedząc pośród tych, którzy wydają się oddaleni od Boga, Jezus jawi się nam wzruszająco ludzki. Nie odsuwa się od nich, szuka z nimi kontaktu. Najwyższym przejawem tej miłości do ludzi, tak bardzo potrzebujących pomocy, było oddanie swego życia za wszystkich na Kalwarii. W ciągu tej długiej drogi wiodącej aż na Krzyż Jego życie polegało na ustawicznym pochylaniu się nad każdym człowiekiem, co szczególnie jasno wyra­żają pełne otuchy słowa: Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu (Mk 10, 45). Przyszedł służyć wszystkim, czyli zarówno tym, którzy mają dobrą wolę i są przygotowani na przyjęcie nauki o Królestwie, jak i tym, którzy wydają się zamknięci na Słowo Boże.

Dzisiejsze rozmyślanie powinno doprowadzić nas do zwiększenia naszego zaufania do Jezusa, zwłaszcza jeżeli szczególnie mocno odczuwamy swoją słabość, bo również wtedy Chrystus jest blisko nas. Powinniśmy również ufnie modlić się za tych, którzy pozostają w oddaleniu od Pana i nie odpowiadają na nasze starania, by ich doprowadzić do Boga, ale jeszcze bardziej się oddalają. O Boże mój prawdziwy, wiem, jak dziwna to rzecz, o co Cię proszę, byś miłował tych, którzy Ciebie nie miłują, byś otworzył tym, którzy nie kołaczą, byś zdrowie przywrócił tym, którzy kochają się w słabości swojej i robią, co mogą, aby ją jesz­cze pogorszyć!

Radość Boga z nawróconego grzesznika

Jezusa Chrystusa stale oblegały tłumy, nawet po zapad­nięciu zmroku. Ludzie często nie pozwalali Mu nawet na odpoczynek. Jego życie było całkowicie oddane braciom - ludziom, z tak wielką miłością, że aż po śmierć za wszystkich. Zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia (Rz 4, 25), zmartwychwstał, aby nam przygotować (...) miejsce (J 14,2), zsyła nam swego Ducha, aby nie zostawić nas sierotami (por. / 14, 18). W im większej jesteśmy potrzebie, tym bardziej On dba o nas. To miłosierdzie przewyższa wszelką rachubę i miarę ludzką; jest właściwością Boga i w nim najwyraźniej wyraża się Jego wszechmoc.

Dzisiejsza Ewangelia (Łk 15, 1-10) podaje tę przepiękną przypowieść, w której ukazana jest troska miłosierdzia Bożego o grzesznika: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła". „Najwyższe miłosierdzie - poucza św. Grzegorz Wielki - nie opuszcza nas nawet wtedy, kiedy my je opuszczamy”. Dobry Pasterz żadnej z owiec nie uznaje za ostatecznie straconą.

Pan pragnie tutaj również wyrazić swoją olbrzymią radość, radość Boga z nawrócenia się grzesznika. Przekracza ona wszelką radość ludzką: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dzie­więćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrze­bują nawrócenia. Tak samo dowódca bardziej ceni takiego żołnierza, który pomimo ucieczki podczas walki powraca i mężnie atakuje nieprzyjaciela, aniżeli takiego, który nie uciekł, ale też nie wykazał się żadną odwagą. Podobnie rol­nik więcej przywiązany jest do ziemi, która wcześniej była pełna chwastów, a teraz przynosi obfite żniwo, aniżeli do takiej, która nigdy nie miała chwastów, ale też nigdy nie przyniosła obfitych plonów. Bóg cieszy się, kiedy na nowo rozpoczynamy swoją drogę po drobnych upadkach na tych etapach, które wymagały naszego nawrócenia. Cieszy się z wytrwałej walki z niedoskonałościami charakteru, cieszy się z optymizmu w każdej okoliczności, z tego, że się nie zniechęcamy. Pan cieszy się, gdy wykorzystujemy czas na naukę czy pracę, rozpoczynając i kończąc je o przewidzianej godzinie i odmawiając sobie niepotrzebnych rozmów telefonicznych, cieszy ze starań o wykorzenienie jakiejś wady, z wielkoduszności w drobnych sprawach i z codziennych umartwień. Raduje Go nasz nieustanny wysiłek, żeby unik­nąć "błądzenia", które choćby nawet niewiele, ale oddala nas od Niego.

Gdy codziennie za każdym razem rozpoczynamy wszystko od nowa, nie tylko nasze serce, ale także serce Nauczyciela wypełnia radość. Ilekroć zapraszamy Go do spotkania się z nami, stajemy się radością Boga w świecie. Serce Jezusa przepełnia radość, kiedy odzyskuje zagubioną duszę. Wszy­scy cieszą się z tego szczęścia: aniołowie i święci w nie­bie, a także sprawiedliwi na ziemi powinni radować się ze szczęśliwego powrotu jednego grzesznika. Cieszcie się ze mną - mówi Pan. Bardzo szczególną radość sprawia Mu, gdy doprowadzamy jakiegoś przyjaciela lub krewnego do sakramentu pojednania, gdzie sam Jezus Chrystus czeka na człowieka z otwartymi ramionami.

Długoś szukał mnie znużony - wyśpiewuje starodawny hymn Kościoła - zbawił krzyżem umęczony. Niech ten trud nie będzie płony!

A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona...

Jezus Chrystus często wychodzi na poszukiwanie nas. On, który może oceniać w całej swej głębi zło i istotę obrazy Boga, wychodzi nam naprzeciw. Zna dobrze brzydotę grze­chu i jego okropność, a jednak „nie jest zagniewany”: Spra­wiedliwy ukazuje nam bardzo wzruszający obraz miłosierdzia. Samarytance, kobiecie, która miała sześciu mężów, a także wszystkim innym grzesznikom mówi po prostu: Daj mi pić! (J 4, 7). Chrystus widzi, czym ta dusza może być, jaką może być pięknością - obrazem Boga samego.

Jezus Chrystus podchodzi do człowieka z delikatnością i szacunkiem. Jego słowa wyrażają miłość do każdej duszy. Idź. i odtąd już nie grzesz! (J 8, 11) - powiedział do kobiety cudzołożnej, którą miano ukamienować. Ufaj, synu! Odpusz­czone są ci twoje grzechy (Mt 9, 2) - rzekł paralitykowi, którego po niezliczonych próbach przyjaciele przynieśli przed Jezusa. Tuż przed śmiercią powiedział do Dobrego Łotra: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju(Łk 23, 43). Są to słowa przebaczenia i nagrody. Wiedzmy, że z taką miłością oczekuje nas Chrystus w każdej spowie­dzi! I kimże moglibyśmy się stać, gdybyśmy zrozumieli Jego zainteresowanie!

Dobry Pasterz jest tak niecierpliwy w oczekiwaniu na zabłąkaną owieczkę, że sam wychodzi na jej poszukiwa­nie. A gdy już ją znajdzie, podejdzie do niej z największą czułością i weźmie ją na ramiona. Powróciwszy do stada - gdy przeminie zdumienie, w stadzie nastąpi spokój, pasterz zaśnie i tylko pies podskoczy, żeby sprawdzić, czy znaleziona owieczka śpi razem z innymi. Troska miłosierdzia Bożego o skruszonego grzesznika jest zdumiewająca.

Jego przebaczenie nie polega jedynie na zapomnieniu na zawsze naszych grzechów. Już samo to byłoby bardzo wiele! Ale wraz z odpuszczeniem grzechów dusza rodzi się do nowego życia. To, co było śmiercią, zamienia się w źródło życia. To, co było ziemskim ugorem, jest obecnie żyznym sadem przynoszącym nieprzemijające owoce.

W tym urywku Ewangelii Pan ukazuje nam, jaką war­tość ma dla Niego jedna dusza, skoro był gotów włożyć tyle wysiłku, aby się nie zgubiła, i jak wielka jest Jego radość, gdy ktoś powraca do przyjaźni z Nim i oddaje się pod Jego opiekę. Z takim samym zaangażowaniem i my powinniśmy się starać, aby inni się nie zagubili, a jeżeli już oddalili się od Boga, to żeby szybko powrócili.

 

Czytany 775 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.