Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
poniedziałek, 18 kwiecień 2016 10:14

Rozważania wielkanocne - Jezus jest bramą owiec

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Słowo Boże na dziś

Poniedziałek, 4 tygodnia Okresu Wielkanocnego

J 10, 1-10

bramaJezus powiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości».

Refleksja nad Słowem Bożym

Można by po raz kolejny zacząć mówić o Jezusie Chrystusie, który jest Dobrym Pasterzem, który, jak mówi ewangelista Jan, jest Bramą przez którą trzeba przejść, by zamieszkać w domu Ojca. Można by się Nim zachwycać, po raz kolejny rozpatrywać Jego przymioty, i mówić: jak wspaniałego mamy Nauczyciela, jak doskonałego Mistrza. I na tych zachwytach, i na tych spekulacjach zakończyć.

Ale przecież słowo Boże musi sięgnąć do mojego życia, musi je przemienić. Ono nie jest sposobem na spędzenie czasu. Ono nie jest zabawką dla intelektualistów, którzy chcą pogłówkować nad tym, kim jest Pan Bóg – ono jest życiem, moim życiem. Nie sztuka je rozpatrywać. Nie sztuka się nim zachwycać. Trzeba nim po prostu zacząć żyć.

W świątyni stoi dwóch ludzi. Z samego przodu faryzeusz, ten, któremu wydawało się iż jest blisko Boga. Dumnie podniesiona głowa: „Panie, dziękuję Ci, że nie jestem jak poganin, albo jak celnik. Bo oto wypełniam wszystkie nakazy Prawa”. Z tyłu biedny celnik, najgorszy wśród ludzi, z nisko pochyloną głową: „Panie, nie jestem godzien spojrzeć na Ciebie, bądź mi litościw”. Który odchodzi usprawiedliwiony? Kto tak naprawdę jest miły Bogu? Czy ten, który ma Go tylko na ustach?, czy też ten, który ma Go w sercu?, i na miarę swoich sił i możliwości, stara się żyć Jego słowem, wypełniać Jego wolę.

Obruszyli się na Piotra, że zaczął zadawać się z poganami. Zobaczcie: przecież to również są dzieci Boga, ich też Bóg przeznaczył do zbawienia, za nich Chrystus również umarł – dlaczego więc osądziliście ich, zanim jeszcze Bóg dokonał sądu?

Człowiek zadufany w sobie. Człowiek, któremu wydaje się, iż uchwycił Pana Boga za nogi przez mnogość modlitw, mnożone posty i umartwienia, może zamknąć się całkowicie na tego, który Boga poszukuje, który nie jest tak doskonały, który dopiero zaczyna dostrzegać, iż Bóg naprawdę jest Miłością, i że jego właśnie Bóg umiłował. Można, pod płaszczem chrześcijaństwa, stać się nietolerancyjnym, małodusznym, dobrym jedynie dla wybranych – jakby chrześcijanie mieli stworzyć jakąś kastę, klan zamknięty dla innych. A obok stoją ludzie głodni Boga. Chrześcijanin już przeszedł przez Bramę, tą, którą jest Jezus Chrystus; zanurzył się w Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Trzeba wyciągnąć rękę i porwać tych naszych braci i siostry, którzy stoją obok, którzy nie mają tyle sił – porwać ich i poprowadzić do domu Ojca, by i oni byli szczęśliwi na wieki. Ale, by tego dokonać, muszę najpierw w sobie samym przełamać mur niechęci, skruszyć mur pychy i wyższości – bo oto ja, Panie, przestrzegam Twoich przykazań, i dziękuję Ci, że nie jestem jak ten, który stoi z tyłu...

Jeden jest Ojciec, a my wszyscy braćmi jesteśmy. Mój brat stoi z tyłu. Kto ma wyciągnąć rękę? Kto ma go podprowadzić? Kto ma pokazać mu Bramę, i pomóc mu przez Nią wejść? Najłatwiej byłoby całą odpowiedzialność zrzucić na kapłana, na osoby konsekrowane. A jaka jest moja rola? Jakie jest moje zadanie? Czy jestem dumnym słuchaczem słowa Bożego? Czy też tym, w którym to słowo jest żywe i skuteczne?, którego to słowo przemienia, czyni lepszym, nie zarozumiałym, ale bardziej wyrozumiałym, czułym na ludzką krzywdę i niedolę? A skoro tak, to będę miał na tyle siły, by obejrzeć się za siebie i dostrzec tych, którzy nie nadążają, i poczekać na nich, bo to moi bracia i moje siostry.

Ja, który przeszedłem przez Bramę, czy oglądam się za siebie?, czy też prę na przód, nawet po trupach, byle osiągnąć to „swoje zbawienie”, to „swoje szczęście”, bez oglądania się na innych?

Można by mówić o Jezusie, który jest Bramą. Ale może Jezus chce, bym popatrzył teraz na własne życie, bym już przestał się Nim zachwycać, i tylko na tym się skupiać, a zaczął żyć tak, jak On żył, i prowadzić innych do domu Ojca tak, jak On.

Panie, który jesteś Bramą, naucz mnie wprowadzać do domu Ojca, przez Ciebie, moje siostry i moich braci. AMEN.

 

 

Czytany 471 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.