Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 09 styczeń 2016 08:58

Słowo Boże na dziś - Jezus chodzi po wodzie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

http://www.krakow.sercanie.pl/images/stories/parafia/christwater.jpgSłowa Ewangelii według Świętego Marka Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim sam odprawi tłum. Rozstawszy się więc z nimi, odszedł na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć. Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: «Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się!» I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Wtedy oni tym bardziej zdumieli się w duszy, nie zrozumieli bowiem zajścia z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały. Oto słowo Pańskie.

Refleksja nad Słowem Bożym

Zechciejmy krótko próbować jeszcze bardziej wczytać się w dzisiejsze słowo, jakie Chrystus do nas kieruje, szczególnie w Ewangelii św. Odczytany przed chwilą fragment z Ewangelii św. Marka, bardzo pięknie przedstawia nasze życie. Apostołowie, po cudownym rozmnożeniu chleba, o zmierzchu, wsiedli do łodzi, bo chcą się udać na drugi brzeg jeziora. Wcześniej jednak patrzyli na swojego Mistrza, Jezusa, jak rozmnażał chleb. Byli świadkami, jak tłumy nakarmione zostały chlebem cudownie. Późnej chciano Go obwołać królem, jak dowiadujemy się z opisu innej Ewangelii. Przeżyli zapewne wielką radość z tego powodu, co Jezus uczynił. I oto nagle, zupełnie odmienna sytuacja: przychodzi bowiem zmagać się z ciemnościami, z falami, wiatrem przeciwnym na wzburzonym jeziorze.

Tak jest w naszym życiu. Doświadczamy bardzo często wiele różnego rodzaju trudności, które przeplatają się także z momentami radosnymi. Kiedy to w człowieku pojawia się smutek, kiedy pojawiają się ciemności i burze, wszystko to ma miejsce wówczas, gdy zabraknie Jezusa, gdy próbuje się iść przez życie, przez to własne jezioro życia bez Jego pomocy. Wówczas przyjdzie nam się zmagać w życiu, podobnie jak Apostołom na jeziorze, z wieloma przeciwnościami w tej walce, gdy zostajemy sami.

Chrystus umiłował nas do końca i w tej walce z trudnościami nie chce nas pozostawić samemu sobie. Kiedy nasze życie jest podobne do wzburzonego jeziora, kiedy jest wiele przeciwności, to On bardzo dyskretnie pojawia się przy nas; On pragnie dać się rozpoznać każdemu utrudzonemu człowiekowi. Kiedy ciężko jest przeżyć kolejny dzień, bo dokucza niepewność, brak środków do życia, dokucza samotność, czy inne cierpienie, On zjawia się przy nas i chce nam pomagać – podobnie, jak zjawił się na jeziorze przy Apostołach.

Odkrywając prawdę dzisiejszej Ewangelii, chciejmy zapraszać Jezusa do siebie i z Nim iść dalej. Trzeba nam dzisiaj – mimo wielu niepewności jakie przeżywa ludzkość, człowiek – oprzeć się o ten trwały fundament, bezpieczny port, jakim jest Jezus. Zawsze jednak, ilekroć zbliżymy się do Niego, to pojawi się pytanie o naszą wiarę: Dlaczego człowiek często szuka trwałego, bezpiecznego fundamentu na tej ziemi, poza Chrystusem? Bo osłabił, albo utracił, swoją wiarę. Doświadczamy i postrzegamy jednak, że nawet najdoskonalsze wynalazki nie są w stanie zapewnić dzisiaj człowiekowi poczucia bezpieczeństwa. Tak było zawsze, tak jest i dzisiaj.

W 1912 roku luksusowy statek, Tytanik, wyruszył w swój pierwszy rejs do Nowego Jorku. Nikt nie przypuszczał, że będzie to jego ostatni rejs do krainy śmierci. I chociaż były już ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem, to kapitan, jak później zapamiętano, drwiąco odrzucił przestrogę, mówiąc: „Niech się boją mali, tacy jak wy, nam nic nie grozi. Okręt jest potężny i silny”. Niestety, kilka godzin po tych słowach, okręt – jak mała łódka – rozbił się o górę lodu.

Być może tak samo doświadczyliśmy wielokrotnie upadku, pójścia gdzieś na dno, tylko dlatego, że odrzuciliśmy Chrystusa. Mimo to, miejmy zawsze nadzieję, że zawsze odnajdziemy Chrystusa, że gdy On przeniknie nasze życie, to wszystko się uciszy. W tym krótkim rozważaniu spróbujmy postawić sobie samemu pytanie: Czy w ciemnościach i burzach własnego życia uciekam się tylko do ziemskich zabezpieczeń? Czy próbuję zobaczyć przychodzącego mi z pomocą Chrystusa? On właśnie pragnie dzisiaj nam powiedzieć: „To Ja jestem, nie bójcie się”, że Mną wszelkie problemy będą łatwiejsze do rozwiązania, bardzo szybko dopłyniecie do szczęśliwego brzegu, do którego zdążacie, chociaż nawet pośród burzy i silnego wiatru dziać się to będzie. AMEN.

 

Refleksja modlitewna

Pewnie i ja bym się bał, gdybym zobaczył Ciebie kroczącego po jeziorze.
Trudno byłoby tak po prostu uwierzyć, że to Ty.
Takie już mam bojaźliwe serce.
Ale dzisiaj pragnę usłyszeć, jak mówisz do mnie: 

To Ja jestem, nie bój się.
Nie musisz się bać, gdy Ja, twój Pan, jestem blisko.
Zawsze wyciągnę do ciebie rękę, uratuję cię z największej otchłani grzechu.
Zawsze będę szedł do ciebie po falach twojego wzburzonego czasami życia.
Obyś tylko Mnie zauważył i usłyszał: «To Ja jestem»”.

„On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się!”(J 6,20)
Tyle rzeczy ich przerażało.
Bali się szalejącej na jeziorze gwałtownej burzy.
Przerażał ich fakt, że w tej trudnej chwili Jezus pozostawił ich samych.

I wreszcie przerazili się niespodziewanie widząc Mistrza, kroczącego po wzburzonych falach.
A On rzekł: „Nie bójcie się!” i nagle ich niepokoje gdzieś znikły.
I mnie często przeraża wiele rzeczy i niespodziewanych sytuacji.
Przeraża mnie nieraz myśl, że nie podołam zadaniu, które stawia przede mną nadchodzący dzień.

Czuję się niepewnie słysząc w mas-mediach o szerzącej się w kraju przestępczości.
I wtedy – jak w czytanym dziś ewangelicznym opisie – zjawia się Jezus ze swoim uspakajającym „Nie bójcie się!”
Wystarczy nieraz krótka chwila modlitwy, czasami konieczna jest Eucharystia, aby wrócił znowu spokój i abym znowu widział świat na różowo.
Jezus naprawdę jest ze mną zwłaszcza w trudnych chwilach mego życia.
On mnie naprawdę nigdy nie opuszcza.
Chwała Mu za to!

 

Czytany 3177 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.