Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: wrzesień 2017

homiliaNajmilsi,

Zwróćmy dziś szczególną uwagę na drugie czytanie, które stanowi fragment listu do Filipian. Znawcy Pisma św. przypuszczają, że bezpośrednim powodem napisania zawartych w nim napomnień były nieporozumienia, kłótnie, niezdrowa rywalizacja, zabieganie o względy poszczególnych grup, a także egoizm i inne grzechy społeczne zdarzające się wśród mieszkańców Filippi.

Te niezbyt piękne i wręcz niechrześcijańskie cechy wierzących Filipian, stały się dla św. Pawła punktem wyjścia do rozważań i napomnień. Nie mają one charakteru kategorycznych, wojskowych rozkazów. Paweł, jak na apostoła przystało, czyni to zawsze z pokorą, uzasadniając głęboko swoje racje.

Dlatego w Liście napisał tak: „Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich... nie pragnijcie niewłaściwego współzawodnictwa ani próżnej chwały... niech was ożywia to dążenie, które było w Chrystusie Jezusie” (por. Flp 2,3-5).

Jakie jest to Chrystusowe dążenie? Przypomnijmy je:

On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi.
A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka,
uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci -
i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6-8).

Tak wysoki ideał stawia Pawła skłóconym i rywalizującym Filipianom.

Jest nim Chrystus rozpięty na krzyżu. Chrystus poniżony, ogołocony i pohańbiony przez przeciwników; posłuszny aż do śmierci krzyżowej; a na koniec wywyższony ponad wszystko przez Ojca.

Dobrze rozumiemy, że Paweł zarysował taki ideał nie tylko Filipianom, ale ludziom wszystkich czasów i pokoleń.

Pawłowe słowa - to dążenie, Chrystusowe dążenie, niech was ożywia, jest skierowane również do nas. Jest to dla nas odziedziczony po przodkach testament, wobec którego nie można pozostać obojętnym.

Dlaczego nie można? Bo On sam, Chrystus - Syn Boży powiedział: „A ja, gdy zostanę nad ziemię podwyższony, przyciągnę wszystkich do siebie” (J 12,32).

Dlaczego nie można? Bo jakże nie pamiętać świadectwa miłości krzyża, jakie dawali Chrystusowi przez wieki męczennicy i wyznawcy? Dlaczego jeszcze nie można? Bo każde spojrzenie na krzyż stwarza dla ciebie i dla mnie cudowną szansę nawrócenia, a w ten sposób do czynienia świata choć trochę lepszym. Stwierdzić trzeba z całą stanowczością, że nieludzki jest taki świat, który odwraca się od ukrzyżowanej Miłości. Człowiek rozpada się w proch, zanim umrze jego ciało. W takim właśnie świecie żyjemy - świecie konfrontacji wiary z niewiarą. I w takim czasie, jak mówił Paweł, „głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan” (1 Kor 1,23).

Trzeba otwarcie powiedzieć, że takiego starcia z postawą wrogości wobec Chrystusa, nie przeżywał Kościół już od wielu wieków. Jakże mocno brzmią jeszcze słowa papieża Pawła VI na zakończenie II Soboru Watykańskiego. Dotykają istoty współczesnego ateizmu. Papież mówił wtedy: „Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią - bo to jest religia - człowieka, który czyni siebie bogiem”.

Dziś słyszeliśmy, najmilsi, w pierwszym czytaniu, że człowiekowi takiemu, który siebie czyni bogiem i prawodawcą, łatwo przychodzi bluź

nić Bogu. Mówi taki człowiek: „Sposób postępowania Pana nie jest słuszny” (Ez 18,25). I natychmiast otrzymuje odpowiedź - to twoje postępowanie jest przewrotne.

Mówimy jasno i otwarcie o tych zagrożeniach, by przede wszystkim uświadomić sobie ciężar odpowiedzialności spoczywającej na nas, wierzących w Chrystusa i uznających Ewangelię za normę postępowania. Odwołujemy się nieustannie do św. Pawła, który będąc apostołem narodów pogańskich powiedział: „Stałem się wszystkim dla wszystkich, aby uratować za wszelką cenę przynajmniej niektórych” (1 Kor 9,22b). Potwierdzają to czasy, w których żyjemy, że człowiek wart jest Ewangelii i że o każdego musimy po apostolsku walczyć, każdemu powiedzieć, że w nawróceniu jest nasze ocalenie. Podejmując takie właśnie zadania wobec człowieka, mówi nam Kościół o konieczności nowej ewangelizacji.Tak, nowa ewangelizacja choć stara Ewangelia. Jest to jedyna możliwa odpowiedź na to mądre stwierdzenie Pawła VI sprzed prawie trzydziestu lat o nowej religii, w której człowiek zajmuje miejsce przynależne Bogu. Słuchamy wciąż z uwagą, co w tej sprawie mówi obecny papież. A mówi zawsze mocno, tak jak ostatnio w Estonii. Dlaczego nowa ewangelizacja? - pytał. I odpowiadał - dlatego, że nie dano ludziom żadnego innego Imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. Jedynie w Chrystusie mamy tę możliwość.

Spójrzmy dziś na naszą sytuację. Tyle w niej podobieństwa do Ewangelii przed chwilą odczytanej. Winnica - to ewangelizacja. Winnica - dom Pana. Winnica - Kościół. Winnica - Ojczyzna. Idź dziecko i popracuj w winnicy. Dobrze, pójdę - i nie poszedł. Ty, synu, też idź i popracuj - nie chce mi się. Lecz później się opamiętał. Ty też miałeś, Panie, 50% frekwencji. Czy nie marzy ci się, Panie, takie dziecko, które powie: Pójdę, Ojcze, do winnicy - a gdy już zacznie pracować, czyni to uczciwie? A ten drugi syn? On zawsze chętnie chodzi do winnicy, ale niszczy ją, kpi sobie z uczciwości i nawet drwi z Ciebie.

Ja wiem, że Ty jednemu i drugiemu powiesz - nawróć się, bo w nawróceniu jest wasze ocalenie. Obyśmy tylko usłuchali Twego napomnienia i mieli udział w przekonującej mocy Twojej Miłości. Wtedy ocalisz winnicę. Amen.

Dział: OKRES ZWYKŁY
winnnica-pana„Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają” (Ps 145,18).
Kochani Bracia i Siostry, wszyscy szukający Boga. Liturgia dzisiejszej niedzieli ukazuje nam, jako ideał życia człowieka — szukanie Boga. Nieraz spotyka­my się z oceną czyjejś działalności, że ktoś podejmuje jakieś akcje, same w sobie bardzo szlachetne, z tego tylko względu, by zyskać uznanie i poklask. Mówi się wtedy : on szuka siebie, tzn. własnej chwały, nieraz własnego in­teresu. Posługując się tym porównaniem, możemy powiedzieć, że ktoś szu­ka Boga, gdy pragnie Jego chwały lub stawia Go na pierwszym miejscu. Po­patrzmy na Chrystusa Pana. Jakże często podkreślał, że na to przyszedł na świat, aby wypełnić wolę Ojca! Mówił wprost: „Nie szukam własnej woli, ale woli tego, który mnie posłał” (J 5,30). A o tych, którzy pragną postępo­wać zgodnie z myślą Bożą, powiedział: „Kto pełni wolę Ojca mego, ten jest moim bratem, siostrą i matką” (Mk 3,35). Czyż można pomyśleć o większej bliskości z Bogiem? Czyż nie jest to echo słów Izajasza, które dziś przy­pomniała nam liturgia święta: „Szukajcie Boga, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko” (Iz 55,6)?
A Bóg pozwala się znaleźć. W ewangelii dzisiejszej wychodzi na rynek, by nająć robotników do winnicy swojej. Czyni to kilka razy o różnych po­rach dnia; do Niego należy inicjatywa, On zaprasza, On wyrywa ich z bez­czynności i hojnie obdarza. Jakże piękny to obraz Boga, naszego Pana i Ojca! On jest dobry. Każdemu kto przyjął zaproszenie, daje zbawienie. Jest sprawiedliwy, choć nie wszyscy to rozumieją. Jednakowa zapłata — po denarze — spotyka i pierwszych, i ostatnich: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty” (Mt 20,12) — szemrzą pierwsi. Zupełnie podobnie reagował brat syna mar­notrawnego, wyrzucając ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczy­łem twego rozkazu, ale mi nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił twój syn, który majątek twój roztrwonił z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego tuczne ciele” (Łk 15,29—30). O, jak prawdziwe są słowa Pisma: „Myśli moje nie są myślami waszymi ani drogi wasze moimi drogami” (Iz 55,8)! Jedynie Bóg zna serce człowieka i zna miarę jego wiary. Ileż to razy wierzący okazywał się człowiekiem małej wiary, a uchodzący za ateistę zajaśniał nagle przykładem wiary mężnej i niezwykłej! Dziwna tajemnica łaski i jaka omylność naszych opinii! W cza­sie uroczystości sześćsetlecia chrztu Litwy widziałem w tym roku w Wilnie przykłady mężnej wiary naszych sąsiadów i ciągle korygowałem własną opinię na temat swobody pracy kapłańskiej, przyjmując zaproszenie dusz­pasterzy, bym w kościołach Litwy i Białorusi, jako biskup, głosił słowo Boże i błogosławił zgromadzony tam licznie lud. Daję dziś o tym świadect­wo z przekonaniem, że prawdziwe są słowa Pana wypowiedziane do Natanaela: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to” (J 1,50). Bóg wypłaca wszy­stkim po denarze, wszystkim pragnie dać zbawienie, żaden człowiek nie jest dla Niego obojętny.
Na problem zapłaty dla robotników winnicy trzeba patrzeć nie tak jak na kalkulacje ludzkie. Boska ekonomia jest inna. Bóg jest nie tylko sprawie­dliwy, ale i dobry, bogaty w miłosierdzie: „Przyjacielu, nie czynię ci krzyw­dy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną?… Czy na to złym okiem pa­trzysz, że ja jestem dobry” (Mt 20,13.15). Wnikając głębiej w tę przypo­wieść możemy się zgodzić, że prawdziwie są uprzywilejowani robotnicy pierwszej godziny. Wprawdzie „znosili ciężar dnia i spiekoty”, ale jedno­cześnie byli wolni od troski o przyszłość, wolni od niepokoju o chleb codzienny, wolni od zgnuśniałej bezczynności, a to wszystko musiało przy­gniatać tych. który pracę znaleźli dopiero u schyłku dnia. Podobnie ci, któ­rzy przez całe życie dźwigali obowiązki płynące z wiary, są uprzywilejowani w stosunku do tych, którzy dopiero pod koniec życia znaleźli miejsce w Ko­ściele. Ojciec powiedział do wiernego syna: „Dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; był zaginiony, a odnalazł się” (Łk 15,32). Jedni od początku doznają Bożej dobroci, inni pod koniec życia są na nią otwarci. Może to być czasem łaska ostatniej choroby, ostatniej chwi­li, ostatniego tchnienia. Wielka łaska! Niech otoczenie chorego nie popada w rezygnację. Niech gorąco się o tę łaskę modli, by usłyszał on słowa: „I ty idź do winnicy mojej” (Mt 20,4). Jak wielkie to szczęście! Chrystus Pan za­pewnia, że „większa będzie w niebie radość z jednego grzesznika, który się nawrócił, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7). A św. Jakub zapewnia: „Bracia moi. je­śliby ktokolwiek z was zeszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawróci grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje (własne) liczne grzechy” (Jk 5,19—20). Chętnie więc pomagajmy innym przybliżyć się do Boga i znaleźć Go. Takim krokiem ku Bogu jest właśnie zerwanie ze złem, pielęgnowanie sprawiedliwości, hoł­dowanie prawdzie. I to nie dla asekuracji, ale z przekonania. Na tej drodze czeka Bóg: „Aż do śmierci idź w zapasy o prawdę, a sam Bóg będzie walczył o ciebie” — czytamy w Księdze Mądrości Syracha (4,28).
Strzeżmy też czystości naszej intencji: we wszystkim, co czynimy, szukaj­my Boga, a nie siebie; Jego chwały, a nie własnego uznania. „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,30). Pięknie wyraził to św. Paweł w Liście do Filipian: „Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele” (Flp 1,20). Tak, zarówno w tym ciele zdrowym jak i w ciele chorym, cierpiącym, wezwanym do udziału w męce Boga-Człowieka. Chrystus będzie uwielbiony zarówno w życiu jak i w śmierci. O, jak bliski jest dla wszystkich Pan, zwłaszcza dla przywołujących Go szczerze! On wychodzi nam na spotkanie. On najlepiej wie, do kogo na­leży serce człowieka. On pozwala się znaleźć. Jest blisko. Czeka na nas. Również i w tej Eucharystii, którą sprawujemy. Otwórzmy nasze serca. Niech w nich zamieszka. Amen.
Dział: OKRES ZWYKŁY
jezu-ufam-tobieJako uczniowie Chrystusa przyjmujemy Jego słowa z dzisiejszej Ewangelii z wiarą. Ale czy bez oporów?
Są przecież wśród słuchaczów Bożego słowa ludzie, którzy noszą w sercu pamięć żywą i ciągle bolesną, wyrządzonej im i nie naprawionej krzywdy: ludzie, którzy lata całe spędzili w więzieniach, obozach, na wygnaniu i w nędzy, za przynależność narodową, za przekonania, za wyznawanie wiary; porzucone żony i opuszczeni mężowie nieraz po latach wiernej i ofiarnej miłości zostawieni z dziećmi jak niepotrzebna rzecz; ludzie oszukani, zdradzeni, wykorzystani, zwiedzeni obietnicami i przysięgami, odtrąceni przez najbliższych, krzywdzeni po stokroć razy.
Wszyscy słyszymy słowa Chrystusa: Masz przebaczyć wyrządzane ci krzywdy nie raz, nawet nie siedem razy, jak chciał św. Piotr (a znaczyło to dla niego, Izraelity, po prostu bardzo wiele razy), ale siedemdziesiąt siedem razy. Siedemdziesiąt siedem — czyli według miary, jaką wobec ciebie stosuje sam Bóg. Ograniczony i słaby człowiek zostaje wezwany i zobowiązany do przebaczania na miarę i wzór Boga, do naśladowania Boga nieskończenie świętego, dobrego i miłosiernego. Przebaczajcie, mówi Chrystus, ponieważ Bóg wam przebacza. Odpuszczajcie ludziom ich winy wobec was, tak jak wasz Ojciec w niebie wam odpuszcza grzechy.
Popatrzmy więc, jak Bóg, Stwórca, Pan i Ojciec ludzi, przebacza im grzechy. Przebaczenie Boże to zgładzenie grzechu, wymazanie winy na zawsze i całkowicie, tak, że już jej nie ma. Bóg przebaczając sprawia swoją wszechmocą, że wina człowieka przestaje „istnieć na zawsze. Korzystamy nieustannie z tego przebaczenia wszechmogącego Boga. Rozgrzeszenie w Sakramencie Pokuty jest wymazaniem całkowicie z mego życia winy, zaciągniętej wobec Boga. Tyle razy już nam przebaczył i wiemy, że tak będzie i w przyszłości. Bóg, który każe nam przebaczać siedemdziesiąt siedem razy — sam to czyni pierwszy: „On pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19).
Być może, powie ktoś, że winy, które nam Bóg odpuszcza, nie są tak wielkie, jak te, które nam każe przebaczać. Jestem uczciwy, nie kradnę, dochowuję słowa — a zostałem okradziony, zdradzony, oskarżony fałszywie. Moje grzechy są małe w porównaniu z krzywdami, jakie mi wyrządzono.
Najmilsi! Przed nieskończenie świętym Bogiem nikt nie może stanąć, jak tylko w poczuciu, że jest niewypłacalnym dłużnikiem. „W grzechu poczęła mnie matka moja” (Ps 51, 7) — powie znany psalm pokutny. Pojawiliśmy się na świecie, obciążeni dziedzictwem grzechu pierworodnego. Wszyscy zgrzeszyli — mówi św. Paweł (Rz 3, 23). Jesteśmy ludźmi małej wiary, nie ufamy całkowicie Bogu. naszą miłość wydzielamy Bogu i ludziom bardzo skąpo. Dzisiejsza przypowieść Chrystusa mówi nam prawdę o sytuacji każdego z rias wobec Boga. „Przyprowadzono mu jednego, który był winien dziesięć tysięcy talentów … nie miał z czego ich oddać” (Mt 18, 24—25). Nikt nie jest w stanie wypłacić się Bogu za wymazanie grzechu pierworodnego, za łaskę, która nas przemieniła w dzieci Boże, za ciągłe, bez granic, odpuszczanie naszych codziennych niewierności i grzechów. Bóg ma prawo wymagać od nas, byśmy darowali naszym winowajcom sto denarów.
Czy jednak warunkiem przebaczenia nie jest żal i poprawa winowajcy? Czy nie powinien on najpierw powiedzieć: „Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie?” (Mt 18, 26). Przecież warunkiem, by Bóg mi przebaczył jest mój żal za grzechy i postanowienie poprawy. A jeśli ten, kto mi wyrządził krzywdę, nie żałuje tego? To prawda, że zgładzenie winy przez Boga wymaga żalu, ale i to prawdą jest, co mówi św. Paweł: „Chrystus umarł za nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami” (Rz 5, 8). Znak przebaczenia — śmierć Chrystusa na krzyżu — został nam dany, zanim pojawiliśmy się na świecie, przed naszymi grzechami. Już wtedy przebaczenie Boże ogarnęło cały świat. Bóg swym przebaczeniem uprzedził grzechy ludzi.
I spójrzmy jeszcze na Chrystusa wiszącego na krzyżu. Fałszywie oskarżony, skazany na śmierć jako złoczyńca, sponiewierany, wyszydzany w chwili konania: Hej, ty, zejdź z krzyża, a uwierzymy Tobie (Mt 27, 40). Chrystus odpowiada na to: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” .(Łk 23, 34). Nie tylko sam przebacza, choć o to nikt Go nie prosi. On, jako człowiek, prosi Boga o przebaczenie swym winowajcom. To jest coś więcej niż przebaczenie z ludzkiego serca: to jest umieszczenie winowajcy w sercu nieskończenie miłosiernego Boga. Tego też oczekuje i wymaga od nas, swych uczniów. Miłosiernego przebaczania na podobieństwo Boga. Przebaczania, które uprzedza żal ze strony winowajcy. Przebaczenia, nie mającego granic — siedemdziesiąt siedem razy. Przebaczenia, wymazującego we własnym sercu winę bliźniego, który, choćby działał w nienawiści, ostatecznie nie wie, co czyni. Przebaczenia, które przynosi prawdziwie boskie szczęście. Bo Bóg jest szczęśliwy w swym miłosierdziu i człowiek ma przedsmak nieba, gdy przebacza z serca.
I po to, byśmy byli miłosierni i przebaczający jednoczy się z nami w Komunii Św.; w Komunii stanowimy z Chrystusem jedno ciało, także to, wydane na odpuszczenie, na przebaczenie grzechów.
Mamy przebaczać jak Bóg, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga i wezwani do udziału w życiu Boga nieskończenie miłosiernego.
Czy odczuwam w swojej relacji do bliźnich potrzebę przebaczania? Pomyślę dziś o mojej postawie przebaczania w sposób szczególny wtedy, gdy będę odmwiał słowa Modlitwy Pańskiej: "Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". AMEN
 
 
 
Dział: OKRES ZWYKŁY