Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: maj 2017

wniebowstapienie-panskieUkochani Bracia i Siostry!

Bóg dał nam swego umiłowanego, jedynego Syna, który umarł za nas i zmartwychwstał abyśmy my mogli żyć, żyć wiecznie. Jezus wniebowstąpił, tzn. powrócił do Ojca, ale jest nadal obecny, jest z nami. W Chrystusie Ojciec dał nam siebie, swoją miłość, dał nam swoje serce. Jest obecny nieustannie w swoim Słowie, w Eucharystii, w innych Sakramentach, we Wspólnocie parafialnej… Bóg dał nam nie tylko siebie, ale dał nam też drugich ludzi.

Pewna kilkuletnia dziewczynka męczyła swego tatę nieustannymi pytaniami, czy kupi on jej coś, kiedy pojadą do miasta. Tacie nie bardzo się to podobało i po pewnym czasie stracił cierpliwość. W gniewie krzyknął swemu dziecku: „Ja cały czas słyszę tylko od ciebie: kup mi to, kup mi tamto. Ty zawsze tylko myślisz o tym, co powinni ci dać rodzice. A co ty nam dajesz?”. Wówczas dziewczynka odpowiedziała bardzo prosto i zdecydowanie: „Miłość”. Tato otworzył buzię ze zdziwienia.

Jak często my zadajemy Bogu podobne pytania: Co mi dałeś? Co mi dasz? I zapominamy o tym, jak wiele w swoim życiu od Niego otrzymaliśmy i otrzymujemy. Dzisiejsza Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego przypomina nam również o tym. Bóg dał nam swego umiłowanego, jedynego Syna, który umarł za nas i zmartwychwstał abyśmy my mogli żyć, żyć wiecznie. Jezus wniebowstąpił, tzn. powrócił do Ojca, ale jest nadal obecny, jest z nami. W Chrystusie Ojciec dał nam siebie, swoją miłość, dał nam swoje serce. Jest obecny nieustannie w swoim Słowie, w Eucharystii, w innych Sakramentach, we Wspólnocie parafialnej… Bóg dał nam nie tylko siebie, ale dał nam też drugich ludzi. W Nim przeżywamy różne radości i trudności. Otrzymujemy wiele darów i łask.

A co ja Mu daję?

Kilka lat temu w wypadku samochodowym zginął pewien kapłan bardzo kochany przez swoich parafian. Kiedy zapytano jego matkę czy bardzo cierpi i jest jej smutno z powodu śmierci syna, ona odpowiedziała: „Tak cierpię, ale nie jest mi smutno. Kiedy mój syn żył, miał w parafii wiele zajęć. Nie zawsze miałam go dla siebie, nie zawsze mogłam z nim porozmawiać. Wierzę w to mocno, że teraz jest przy mnie nieustannie, słyszy mnie i mogę się do niego zwracać zawsze i wszędzie”.

Moi Drodzy!

Można powiedzieć, że Jezus bardzo trzeźwo i realistycznie podszedł do kwestii kontynuacji swego dzieła, które pozostawił do wykonania Kościołowi. Mówi nam o tym dzisiejsza Liturgia Słowa, a zwłaszcza Ewangelia.

Kluczowe wskazania nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co należy czynić. Wszelka władza na niebie i ziemi nie oznacza ludzkiego panowania, rozumianego w kategorii polityki czy administracji. Jezus wytłumaczył dokładnie, jak trzeba ją rozumieć: władza polega na służbie, poczuciu odpowiedzialności, wierności w wypełnianiu swoich obowiązków. To, w taki sposób i w takich okolicznościach Jezus będzie towarzyszyć Kościołowi przez całą doczesność. Jego boski autorytet i Osoba gwarantują, że Kościół może spokojnie wypełniać swoją misję według tych wskazań, bo Chrystus będzie nieustannie czuwał nad powodzeniem misji ewangelizacyjnej.

Ale jest warunek: musi to być faktycznie misja ewangelizacyjna w rozumieniu Ewangelii, a nie według wzorów tego świata. I tu zaczyna się problem: w zrozumieniu i wiernym stosowaniu zasad ewangelizacji. W swojej istocie polega ona nie tyle na nauczaniu, jak głosi najpopularniejsze polskie tłumaczenie, lecz na czynieniu uczniów. Ów proces wymaga inicjatywy, aktywności i zaangażowania: idźcie! Nie wolno trwać w bezruchu i czekać, lecz trzeba podejmować różne działania, które pozwolą dotrzeć do innych ludzi z orędziem Ewangelii.

Orędzie to, zwane także kerygmatem, jest proste i zwięzłe. Najważniejszy współczesny dokument o ewangelizacji, adhortacja „Evangelii nuntiandi” ujmuje to tak: „w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, który stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, ofiarowane jest każdemu człowiekowi zbawienie, jako dar łaski i Miłosierdzia Bożego”. To z tym orędziem i świadectwem o Jezusie Chrystusie Synu Bożym, posłanym przez Ojca, by zbawić świat i każdego człowieka, szli apostołowie w mocy Ducha Świętego. Wzywali ludzi do wiary w Chrystusa i otwarcia się na dar zbawienia. Jeśli tę wiarę znajdowali, udzielali chrztu, a Duch Święty swoimi darami i działaniem potwierdzał, że wiara ta jest autentyczna i faktycznie przemienia człowieka.

I dopiero wtedy przychodziła kolej na nauczanie zasad życia chrześcijańskiego, odczytywanie woli Bożej, stawianie wymagań. Ta kolejność jest bardzo istotna: najpierw zwięzłe głoszenie Ewangelii, potem osobisty akt wiary i nawrócenia, potem chrzest i dopiero wtedy wykład norm chrześcijańskich i stawianie wymagań. Dziś niestety często zaczynamy od końca i dlatego przeżywamy tyle frustracji. Bo bez wiary katecheza, kazania, a nawet sakramenty nie działają. Aby mogły działać, najpierw potrzebna jest żywa wiara.

Wniebowstąpienie jest wydarzeniem, które nie może być rozpatrywane w kategoriach naturalistycznych i pseudo-intelektualnych. Nie można np. zadać pytania: „Gdzie konkretnie Jezus się udał?” czy też pytania; „W jaki sposób wstąpił do nieba?” lub „Gdzie jest to niebo?” Tego rodzaju naturalistyczne widzenie jest po pierwsze bezsensowne, a po drugie przesłania nam głębszy sens tego historio-zbawczego wydarzenia. Sami Ewangeliści nie umieją sobie z tym wydarzeniem poradzić używając bardzo nieporadnych słów dla jego opisu: „Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Ojca”. Nie chcą oni na pewno zdawać nam reporterskiego sprawozdania z niezwykłego faktu, ale przekazują inne, ważniejsze, historio-zbawcze prawdy:

dana Mi jest wszelka władza – mówi o sobie Jezus, podkreślając swoje zbawcze posłannictwo,

idźcie i nauczajcie wszystkie narody – poleca swoim uczniom,

udzielajcie Chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego – ustanowienie Sakramentu Chrztu św.,

kto uwierzy i przyjmie Chrzest będzie zbawiony – obietnica zbawienia dla wszystkich ludzi,

Duch Święty zstąpi na was – obietnica zesłania i obecności Ducha Świętego,

będziecie dokonywać rzeczy niezwykłych – z wiary wypływających,

uczcie zachowywać moje przykazania – wiara musi być potwierdzona życiem,

wy jesteście moimi świadkami – świadkami zbawczego posłannictwa Jezusa,

Jezus został wzięty do nieba – tam skąd przybył, ale nie pytajmy o lokalizację,

zasiadł po prawicy Ojca – bo jest Równy Ojcu w Bóstwie,

przyjdzie powtórnie – zapowiedź Paruzji przy końcu świata,

Ja jestem z wami aż do skończenia świata – mimo to nie przestał być obecny wśród nas.

To tylko niektóre tematy i prawdy teologiczne, na które wskazuje nam dzisiejsza uroczystość. Nie próbujmy sprowadzać Wniebowstąpienia tylko do niezwykłego i niewytłumaczalnego zdarzenia. Jest tutaj ogromne bogactwo teologicznych treści, których nie można zbanalizować, czy pominąć, zatrzymując się na drugoplanowej i nieważnej w końcu kwestii: „jak i gdzie fizycznie udał się Jezus?”

Chrystus, wstępujący do nieba zapowiada także nasz, definitywny powrót do domu Ojca.

Niech dzisiejsza uroczystość będzie radością i dziękczynieniem za obecność Bożą zawsze i wszędzie. Jezus przebywa tam gdzie jest obecny Jego Ojciec. Dlatego zawsze i wszędzie my możemy wzywać Go, prosić, uwielbiać i dziękować Mu. Możemy być z Nim i On będzie razem z nami. Sam nas o tym zapewnił: „Ja jestem z wami po wszystkie dni”.

dobry-pasterzUkochani Bracia i Siostry!

Bardzo często w Piśmie Świętym Bóg nazywany jest „Paste­rzem Izraela”. Poprzez to określenie Izrael chce wyrazić swoje szczególne przywiązanie do Tego, Który JEST, oraz pokój i za­ufanie, które rodzą się z wiary w Niego.

Psalm 121 mówi:

On nie pozwoli zachwiać się twej nodze ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże.
Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie
Ten, który czuwa nad Izraelem.
Pan cię strzeże.
Pan twoim cieniem
przy twym boku prawym. [...]
Pan cię uchroni od zła wszelkiego”.

Zaś autor Psalmu 23 dodaje:

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoje imię.
Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja laska
są tym, co mnie pociesza”.

Pewnego dnia Jezus, przypatrując się prawdopodobnie paste­rzom prowadzącym swoje stada, odniósł do siebie ten obraz, by wyjaśnić uczniom tajemnicę swojej osoby i swojego posłannictwa. Mówi: „[Pasterz] staje na ich czele, a owce postępują za nim, po­nieważ głos jego znają” (J 10,4). Życie jest drogą, na której postępujemy za pasterzem, „mistrzem drogi”. Każdy wybiera w sposób całkowicie wolny owego pasterza i powierza mu się całym sercem. Jednak jedynie On – Jezus jest Dobrym Pasterzem.

Jeśli życie jest drogą, jej znaczenie i sens znajdują się tam, dokąd droga prowadzi. Kto zapomina o celu drogi, ryzykuje tym, że droga może okazać się daremnym wysiłkiem. Zdaje się, że brak celu i owo przekonanie o bezsensie wysiłku na drodze życia, są najstraszniejszą konsekwencją każdego ateizmu. Zrozumiał to Giacomo Leopardi, który w swej Nocnej pieśni błędnego Pasterza napisał:

Powiedz mi księżycu: jaką wartość
ma dla pasterza jego życie,
czym jest dla was wasze istnienie?
Powiedz, objaw mi: jaki sens tej błędnej na ziemi wędrówki?”
Poeta, nie znajdując odpowiedzi, kończy słowami:
Nieszczęsny, kto ujrzał światło w dniu narodzin”.

Współczesny Sartre, również opowiadający się po stronie ateizmu, dochodzi do tych samych wniosków i z rozpaczą pisze: „Być człowiekiem to daremna męka”. I tak właśnie jest, gdy żyje siębez Boga. Ateizm, nie znajdując Boga, nie znajduje również celu życia ludzkiego; skazuje człowieka na istnienie właściwie nie mające sensu i znaczenia.

Moi Drodzy! Jezus Chrystus objawia nam dzisiaj radosną wieść: nasze życie ma znaczenie, ma cel. Za Nim możemy podążać wolni od wszelkich obciążeń, fałszywych bogactw, ze spokojem przyjmując wszelkie trudności życia na ziemi, wierząc, że są to tylko przejściowe kło­poty na drodze, która prowadzi do pełni. Jezus mówi: „... owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postę­pują za nim, ponieważ głos jego znają” (J 10,3-4). Wybiera Jezusa na pasterza ten, kto potrafi wsłuchać się w Jego głos. Nie tylko wsłuchać się w Jego nauczanie płynące z ksiąg biblijnych. W dzisiejszej rzeczywistości oznaczać to może także umiejętność śledzenia i odczytywania „znaków czasu”. Ojcowie Soboru Watykańskiego II uczą: „Kościół zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii, tak, aby [...] odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego ich stosunku do sie­bie” (Gaudium et spes 4). W historii poszczególnych osób, w wydarzeniach społecznych, politycznych nawet, dostrzec możemy czasami znak Boży.

Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” - napisze św. Paweł (Rz 10,17). Z głębokiej potrzeby ludzkiego serca wypływa owa potrzeba wsłuchiwania się, szukania i naśladowania boskiego prze­wodnika. Wybierając Chrystusa - wybieramy Przewodnika najlepszego z możliwych. Jeśli uświadamiamy sobie dzisiaj, że podążaliśmy dotąd za kimś innym, znaczy to, że nadszedł czas nawrócenia.

Ostatnie wielkie pouczenie dzisiejszej Ewangelii: „Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przy­szedłem po to, aby (owce) miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10), jest przestrogą. Kto ufa i naśladuje tych, którzy kradną, zabijają i niszczą, podąża błędną drogą i naraża się na straszliwe rozczarowanie. Jezus ostrzega, że wielu jest takich, którzy przychodzą podając się za pasterzy tylko po to, by wykraść prawdę z serc tych, którzy się im powierzają. Zauważyć dziś można pretendujących do miana autorytetów i pasterzy, którzy w istocie zaciemniają obraz prawdy, kradną poczucie świętości i szacunku dla wartości ludzkich i chrześcijańskich. Istnieją wokół nas także złodzieje sensu życia, wyprowadzający na manowce użycia, przyjemności i egoizmu. Kto jednak sieje egoizm, wcześniej czy później zbiera rozpacz.

Moi Drodzy! Pan Jezus, Dobry Pasterz, prowadzi swoje owce inną drogą. Celem podążania za Nim są „zdroje wód życia”. „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie”. On jest tym, który „daje życie swoje za owce” (J 10,11). Nasze ludzkie drogi spotykają się z Bożymi, gdy biorąc przykład z Niego, „dajemy swoje życie za braci” (zob. J 15,13), obdarzając, kochając i przebaczając jak On. Nawet jeśli naśladowanie Pasterza oznaczać ma niesienie krzyża. Bez zrozumienia tej prawdy i jej zastosowania niemożliwe jest nawrócenie, niemożliwe spot­kanie Boga, doświadczenie Jego pokoju i miłości braterskiej.

Niech słowa psalmisty, które cytowaliśmy na początku: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego” (Ps 23,1), spełnią się w naszym życiu!

Dział: WIELKANOC

dobry-pasterzZ Ewangelii św. Jana: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i zbójcami, toteż owce ich nie słuchają. Jam jest bramą. Kto wejdzie przeze Mnie będzie zbawiony... [...] Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości”.

Ukochani Bracia i Siostry!

Słowo "życie" w Biblii Starego Testamentu to siła, która przejawia się w tchnieniu i ma siedlisko we krwii. Źródłem i dawcą życia jest Bóg-Stwórca. Życie człowieka w oczach Boga jest cenne i On nie pozwala go niszczyć ludziom.

Gdy Kain zabija swego brata, Bóg mówi mu: Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! (Rdz 4,10). Również dziś spotykamy plakaty: Krew to życie". Oddać krew to zapewnić życie komuś - ktoś tę krew stracił dla kogoś, kto jej potrzebuje, by przeżyć.

Życie nasze zmienia się, ale się nie kończy - jak mówi jedna z modlitw używanych w czasie Mszy św. Naszym przeznaczeniem jest osiągnięcie życia wiecznego. Nikt nie jest przeznaczony do potępienia. Wszyscy mamy szansę dzięki Chrystusowi wejść do nieba.

Kto z własnego wyboru żyje z dala od Boga, jest jakby umarłym, sam odcina się od Źródła życia. Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii nazywa siebie Pasterzem, Dobrym Pasterzem - i rzeczywiście nim JEST.

Najstarszym wizerunkiem Jezusa, jaki zachował się od sta­rożytności, to malowidło Jezusa, dobrego Pasterza. Na ramio­nach pasterz niesie owieczkę, która zaplątała się w ciernie i po­raniona wymaga pomocy.

Jakaż nadzieja dla tych, co się zagubili na drogach życia. Nadzieja dla zranionych na duszy i na ciele, którzy mogą swoje słabości Jemu zawierzyć. Jakie to ważne dla tych, którzy swoje życie złączyli z Jezusem i mają szczególne świadectwo łączno­ści. Jak ważne zadanie dla kochających, aby losy swoich kocha­nych złączyli z Jezusem, Zbawicielem.

Nie, ani sekciarskie zbratanie z Jezusem kolegą, ani starozakonne przerażenie Jego istnieniem, ale zaufanie wspaniałej mi­łości, przed którą klęka całe stworzenie istot ziemskich i pod­ziemnych, a teraz jest Chlebem Życia, Światłem naszej drogi... Abyśmy Ci, Jezu, dobry Pasterzu, zaufali.

Na frontonie wspaniałej świątyni w Upsali zachował się sze­roki gest ramion Jezusa, który jakby przygarniał przechodzą­cych i pod nim napis „pójdźcie do Mnie wszyscy”. A obok ru­chliwa ulica, którą spieszą ludzie na ogół dobrzy, ale zajęci swoimi sprawami. Nawet w dniu świętym, tylko nieliczni zaj­mują wygodne ławki i w miarę sił odpowiadają na zaproszenie. Szkoda, że właśnie ci najbardziej zapracowani, czasem rzeczy­wiście uciśnieni, mijają bramę, którą On, Chrystus, stał się dając schronienie. W encyklopedii wydanej w 2000 roku w Austrii umieszczono hasło: Doktryny religijne. Wśród wielu innych jest i wybór prawd wiary Ewangelii Chrystusowej, jakby jedna z wielu, jakaś droga, wśród innych, trochę do wyboru do uzna­nia... a przecież Jezus określa drogę jedną, Pasterza jednego, bramę jedną, której rozpoznanie jest skarbem i sensem życia. Oczywiście, jest też i darem łaski, ale i trudem poznania drogi, aby mogła ucieszyć i zaprowadzić bez błądzenia do Domu Ojca.

Zapytajmy siebie: Czy pośród różnych głosów, któresłyszymy w świecie, potrafimy odróżnić i usłyszeć głos naszego Pasterze, Jezusa? Czy świadomie i pełni zapału idziemy za Nim do życia i szczęścia wiecznego?

Czasem podziękujmy Chrystusowi, że pozwolił nam siebie znaleźć, ale też dziękujmy tym z najbliższych, którzy nas na tę drogę wprowadzili.

Dział: WIELKANOC

NMP_królowa_PolskiZawsze tak wiele mówiły mi te słowa, które Jezus Chrystus wypowiedział z wysokości krzyża do Jana Apostoła: Oto Matka Twoja. Zawsze w tych słowach znajdowałem miejsce każdego człowieka – i moje własne miejsce”. Tak mówił na Jasnej Górze Ojciec św. Jan Paweł II w czasie swej pielgrzymki.

Jeżeli mamy brać na serio słowa Chrystusa, to tym bardziej te, które wypowiedział w tak specyficznych okolicznościach i niezwykłych warunkach tj. na krzyżu i przed śmiercią. Są one Jego testamentem. Może już przyzwyczailiśmy się do tych słów i nie robią one na nas właściwego wrażenia. Tę prawdę, że Maryja jest naszą Matką, trzeba wciąż na nowo i bardzo osobiście odkrywać. Trzeba sięgnąć do głębi jej treści. To najpierw sam Jezus stał się Dzieckiem Maryi i od Niej się uzależnił. Chrystus powierzył Maryi obowiązek macierzyńskiego posługiwania tym, za których życie swoje oddał. Ileż to pokoleń uczniów Chrystusowych, zwłaszcza na naszej polskiej ziemi, wzięło sobie te testamentalne słowa do serca, powierzając się bezgranicznie w opiekę i na własność Maryi jako Matce; jestem do końca Twój. Tu, na tym wyjątkowym miejscu dla naszego narodu, gdzie od sześciu wieków, poprzez Cudowny Obraz Bogarodzicy, nie tylko przypomina nam się postać naszej Matki, ale wprost uobecnia i staje się bliska, słowa Chrystusa wypowiedziane z krzyża „Oto Matka Twoja” (J 19, 27), nabierają wyjątkowego znaczenia. Jesteśmy przecież (przynajmniej myślą i sercem) w domu Matki narodu polskiego. A dom matki jak wiemy z własnego doświadczenia, w szczególny sposób nadaje się nawet do trudnych zwierzeń, do rozmów dotykających radosnych i bolesnych stron życia umiłowanych córek i synów. To miejsce stało się sanktuarium wielkiej nadziei, z racji przymierza jakie zawarliśmy z naszą Matką i zarazem Królową.

W dzisiejszą uroczystość dziękujemy Bogu za to, że mamy Królowę, która jest Matką; że mamy Matkę, która.jest Królową. Dziękujemy równocześnie Maryi za Jej szczególną opiekę nad nasza ojczyzną i całym narodem. To wszystko, co przeżyliśmy w ciągu dziejów, te dramatyczne okresy rozbiorów, powstań, okupacji i wojen, nakazują nam dziś dziękować Bogu, że mimo wszystko jesteśmy i żyjemy! Maryja była naszą nadzieją, niezawodną pomocą i obroną. Nieraz w historii naszego narodu i własnego życia gasły nie tylko wielkie, ale wszelkie światła i byliśmy pogrążeni w ciemnościach, a często przerażeni, zniechęceni, załamani i zagrożeni. Zawsze jednak Ona budziła w nas nadzieję lepszego jutra a najczęściej przez Nią przychodziło zwycięstwo. Nasza Królowa była nam zawsze wierna jako najlepsza Matka. „Nigdym ja ciebie, ludu, nie rzuciła, nigdym ci swego nie odjęła lica. Ja po dawnemu – moc twoja i siła. Bogurodzica!” (M. Konopnicka). Gdy powstańcy styczniowi umieścili wizerunek Królowej Polski na sztandarach, dała im Ona odwagę i moc w wyznawaniu przed całym światem, że nękany niewolą naród, choć cierpi, to jednak żyje. Zaborcy bali się tej siły i nazywali Ją „pierwszą rewolucjonistką”. A ci, którzy musieli opuścić kraj, zabierali ze sobą na emigrację obraz Jasnogórskiej Królowej Polski. Był on dla nich znakiem jedności z ojczyzną i Kościołem w Polsce; jest po dziś dzień znakiem rozpoznawczym i zarazem znakiem narodowej i duchowej jedności Polaków.

H. Sienkiewicz pisząc „Potop" ku pokrzepieniu serc, ustami o. Kordeckiego wołał: „szydzi z nas i pogardza nami nieprzyjaciel, pytając co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, jednak coś jeszcze pozostało, bo pozostała wiara i cześć dla Najświętszej Panny, na którym to fundamencie reszta odbudowaną być może”.

Jesteśmy głęboko przekonani, jak potężną siłą dla Polaków jest Jasnogórska Królowa Polski. To Ona pomagała naszym rodakom przetrwać nieludzkie tortury, więzienia i obozy koncentracyjne w straszną noc okupacji. Nic dziwnego, że za cenę kawałka chleba zdobywano farby, by namalować Jej obraz, który podtrzymywał ich ducha w beznadziejnych warunkach życia. Podobnie w gorących wydarzeniach sierpniowych nasi stoczniowcy sierpnia '80, umieszczając obraz Królowej Polski na bramach, nazywali Ją „Matką Bożą Strajkową”, świadomi tego, że Ona staje po ich stronie w obronie słusznych praw ludzi pracy.

Dziękując w dniu dzisiejszym naszej Matce i Królowej, nie przestajemy prosić, abyśmy byli godni takiej Matki i Królowej. Trzeba nam wszystkim odnowy religijno-moralnej. Potrzebę tej odnowy czujemy wszyscy. Wraz z Prymasem Polski Tysiąclecie, sługą Bożym Stefanem Wyszyńskim, stawiamy wszystko na Maryję, bo jesteśmy świadomi, że Ona nam pomaga ustawicznie wyzwalać się z naszych słabości, wad narodowych, wszelkich schorzeń i kryzysów. Nie chce jednak dokonywać tego dzieła bez naszej świadomej współpracy i szczerego wysiłku. Już Wincenty Witos powtarzał: „potęgi państwa i jego przyszłości nie zabezpieczy żaden, choćby największy geniusz, uczynić to może cały naród, świadomy swych praw i obowiązków”.

Gen. W. Sikorski, gdy znalazł się w Jerozolimie w czasie II wojny światowej, w bazylice Grobu Pańskiego, w kaplicy ukrzyżowania, przed obrazem Matki Bożej złożył swoje odznaczenia oświadczając: „cieszę się, że jestem synem narodu polskiego, któremu Ty Matko królować raczysz”. Równocześnie złożył przyrzeczenie, że jeśli Królowa Polski dopomoże mu wywalczyć wolną ojczyznę, to uczyni wszystko, aby w Jej królestwie znikła wszelka niesprawiedliwość. Niezbadane jednak okazały się wyroki Boże. Generał zginął tragicznie, ale dał wyraz temu, na czym polega prawdziwa miłość ojczyzny. Rzetelna odnowa domaga się, aby każdy z nas podjął trud osobistej przemiany życia, włączając się w wielkie dzieło społeczno-moralnego odrodzenia ojczyzny. Powstawaliśmy nieraz z popiołów i ruin do nowego życia, bo nasz naród posiada wielkie duchowe moce i nadal cieszy się opieką Maryi swojej Matki i Królowej.

Naród nasz bowiem jak lawa, z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa lecz wewnętrznego żaru sto lat nie wyziębi” (A. Mickiewicz).

Matko i Królowo, sił nam dodaj, od zwątpienia i zniechęcenia zachowaj! Miej w opiece naród cały ... niech rozwija się wspaniały !

Zapisz