Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: wrzesień 2016

niedzielna-hoiliaPewna stara bajka opowiada o królu, który jako zapłatę za swój dobry uczynek zażyczył sobie bez namysłu, aby bogowie sprawili, żeby wszystko, czego się dotknie, stało się złotem. Początkowa radość z szybko rosnących gór szlachetnego kruszcu przemieniła się niebawem w ogromny strach i cierpienie. Zapytamy, czy z obawy przed złodziejem? Nie. Wcale nie. Okazało się, że również nawet najmniejszy kęs, jaki król chciał włożyć do ust, przemieniał się w błyszczącą bryłę złota. Tak to zaspokojony głód bogactwa sprowadził na króla okrutną śmierć głodową.

Jest w ludzkim sercu pragnienie posiadania bogactwa. Jest to marzenie o byciu bogatym. Wydaje się bowiem, że wtedy człowiek będzie panem samego siebie, będzie wolny. Gdzieś tam w naszym myśleniu jest ukryta złudna prawda, jakoby człowiekiem wolnym mógł być tylko ten, kto ma dużo. Bo biedak zawsze będzie niewolnikiem bogatego – coś tak jakby nam dopowiadało.

Jezus zna ludzkie serce i wie, że takie pragnienie może się w nim rodzić. Zachęca, aby starać się kierować je ku wartościom niewidzialnym. Taki kierunek uchroni serce przed zejściem na błędną drogę, albo też ułatwi nabycie umiejętności dzielenia się z innymi tym, co mam. Właśnie przez ostatnie dwie niedziele chciał nas do tego jakoś mocniej przekonać. Najpierw przypominał, że nie możemy służyć Bogu i mamonie a tydzień temu zachęcał nas – poprzez przypowieść o bogaczu i Łazarzu, żebyśmy postarali się uważniej czytać Mojżesza i Proroków, a więc czytali Boże słowo. To czytanie i rozważanie prowadzi do nawrócenia – czyli do zwrócenia swego sercu ku Bogu, ku wartościom niewidzialnym, duchowym.

I dzisiaj Jezus ponownie kieruje naszą uwagę ku temu, co niewidzialne, w stronę wiary. Ewangelista Łukasz zapisał, że Apostołowie prosili Pana: „Przymnóż nam wiary”. Widocznie dzięki tym słowom, które mówił do nich, a które były przestrogą przed zatopieniem serca w tym, co widzialne, co materialne – dostrzegli, że mają zbyt mało wiary, że są za słabi. A może też potrzebują jej umocnienia, aby mogli przebaczać swoim winowajcom. Bo zanim poprosili Jezusa o mocniejszą wiarę, Łukasz notuje, że usłyszeli słowa o obowiązku przebaczania.

Ojciec Christian, zakonnik z Algierii, został zamordowany wraz z sześcioma współbraćmi w 1995 r. przez terrorystów. Odcięte głowy zakonników znaleziono zawieszone w worku na drzewie. Ojciec Christian przeczuwał, że do tego dojdzie. Terroryści odwiedzali go już wcześniej i grozili. Mimo to zapisał w swoim testamencie takie słowa: „Gdybym pewnego dnia stał się ofiarą terroryzmu, chciałbym, aby moja wspólnota, mój Kościół, moja rodzina pamiętali, że moje życie było dane Bogu i temu krajowi. Chciałbym, aby zrozumieli, że jedyny władca wszelkiego życia miał udział w tym odejściu, nawet brutalnym (...) Oczywiście po mojej śmierci zatriumfują ci, którzy mnie uważali za naiwnego idealistę. Teraz niech powie, kto miał rację. (...) Dziękuję Bogu, (za moje) życie... w tym dziękuję zamykam i ciebie także, przyjacielu z ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz... dziękuję i do zobaczenia...”. Ów zakonnik modli się, aby zobaczył swego mordercę oczyma Boga (por. J. Grzegorczyk, Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie).

I jeszcze drugi obraz. Dwóch braci pokłóciło się ze sobą, gdy jeden z nich dowiedział się, że jego brat w czasie PRL-u doniósł na niego odpowiednim służbom, przez co nie dostał on paszportu. Sprawa była bardzo stara, ale tak wielka złość, że bracia zerwali ze sobą wszelki kontakt. Mało tego, pokrzywdzony brat poszedł do notariusza i na piśmie zagwarantował sobie, że nigdy nie zostanie pochowany razem z bratem w rodzinnym grobowcu. (por. J. Grzegorczyk, Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie).

Dwa pisma: testament ojca Christiana i zapis notarialny pokrzywdzonego brata – można powiedzieć: dwa jakże różne bilety na tamten świat. A można też powiedzieć: dwa różne obrazy wiary. W przypadku ojca Chrystiana jest to wiara żywa, mocna, wypowiadająca się w przebaczeniu przyjacielowi z ostatniej minuty. W przypadku drugim widzimy zupełny jej brak...

Prośba Apostołów rodzi pytanie o naszą wiarę: Jaka ona jest? Czy jest jak ziarnko gorczycy czy też jest to jeszcze etap wołania o jej przymnożenie?

Ewangelia podpowiada nam, że obok umiejętności przebaczania naszym winowajcom, dobrym sprawdzianem wiary jest spojrzenie na moją relację z drugim człowiekiem: czy widać tam ducha służby, pokornej służby? Czy to, czego dotykają moje ręce, zamienia się w złoto władzy, panowania, pogardy czy w złoto miłości bliźniego, miłości wzajemnej. Prawdziwym królem – według nauki Bożej – nie jest ten, kto ma władzę, ale ten, kto służy; kto potrafi dać swemu bliźniemu nie to, co mu zbywa, ale to, co naprawdę należy do niego, czyli serce, miłość, uśmiech, czas. Taki człowiek nie czeka na wdzięczność, ale mówi sam przed sobą: zrobiłem to, co miałem zrobić, i tyle. Taka właśnie postawa sprawia, że w niebieskim skarbcu odkłada się na naszym koncie złoto szczęścia wiecznego.

Póki co rozpoczął się październik, miesiąc różańcowy, a więc doskonała okazja, aby podjąć ufną modlitwę o przymnożenie wiary. Jeśli ufnie będziemy wołać, to nawet bez okularów zauważymy wiarę w naszej wzajemnej służbie, bowiem bez wiary nie może być cnoty, ale i bez cnoty nasza wiara jest martwa. Dlatego dziś modlimy się słowami poety:

"Wierzymy w Boga jednego na wieki,

co karze zbrodnie, a cnoty nagradza
świat cały z Jego istnieje opieki,
W miłości Jego - i mądrość i władza" (K. Brodziński)
 
"O, Boże, ja w Ciebie wierzę,
ja Ciebie kocham, o Boże,
ja bym tak chiał kochać Ciebie,
Kochać i wierzyć tak szczerze" (S. Goszczyński)
 
AMEN.
 
 
 
 
 
Dział: OKRES ZWYKŁY
kazanie-na-niedzieleW swojej Ewangelii św. Łukasz umieszcza przypowieść o bogaczu i żebraku Łazarzu wśród przypowieści mówiących o niebezpieczeństwie płynącym z posiadania bogactw tego świata. Bogacz, używający wszystkich rozkoszy życia, przypomina ludzi beztroskich i krzykliwych pijaków z Księgi Amosa, do których prorok adresuje swoje „biada”. Biedak żyje w skrajnej nędzy i cierpieniu. Bogacz zamknięty w swoim świecie komfortu, nie dostrzega Łazarza. To są dwa odrębne światy, które na co dzień nie stykają się ze sobą. Imię biedaka jest znamienne – Łazarz po hebrajsku znaczy „Bóg wspomaga”. Po śmierci cieszy się on szczęściem, a bogacz cierpi w Otchłani. Chrystus przestrzega swoich słuchaczy, by przez nieumiarkowane korzys­tanie z dóbr materialnych nie stali się niewolnikami posiadanych bogactw. Tę myśl pięknie rozwinął św. Grzegorz Wielki. W jednej ze swych homilii powiedział: „Jeżeli nie możecie opuścić wszystkich spraw tego świata, zatrzymajcie je tak, aby one was na świecie nie zatrzymywały, abyście dobra ziemskie posiadali, a nie byli przez nie posiadani”.
W tej przypowieści Panu Jezusowi bardzo zależy na człowieku, który stał się niewolnikiem bogactwa. Zamknięty w swoim świecie dobrobytu nie widzi Boga, nie widzi bliźniego i nie jest w stanie przekroczyć tego bardzo zmaterializowanego wymiaru swojego życia. „Biedny bogacz” – na nic mu się zda poszukiwanie cudowności, religijnych sensacji, nadzwyczajnych objawień. „Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają”. Odmowa, której udziela w imieniu Boga Abraham, jest jednak potężnym orędziem nadziei. My mamy nie tylko Mojżesza, Proroków, ale Jezusa Chrystusa przychodzącego do nas z Ewangelią. Skoro otrzymaliśmy Słowo Boże, które jest mocą Bożą prowadzącą nas przez życie do zbawienia, nie jesteśmy zdani na własne, ograniczone ludzkie siły.
Rozpoczynamy październik, miesiąc szczególnie związany z nabożeńst­wem różańcowym. Zakon dominikanów czci dzisiaj Matkę Bożą Królową Różańca Świętego. To nabożeństwo posiada ścisły związek z Pismem Świętym, z niego wyrasta. Nie na darmo nazywano Różaniec „Psałterzem Maryi”. O. Joachim Badeni, zaczął kiedyś kazanie różań­cowe od pytania: „Dlaczego Ojciec Święty stale daje ludziom na pamiątkę różaniec?” „Dlatego, że jest to przemodlona Ewangelia”. Ta nieustanna troska Chrystusa o człowieka, to wielkie orędzie nadziei, o którym przed chwilą mówiłem, jest obecne w przeżywanych i przemodlonych tajemnicach różańcowych.
Jest to modlitwa autentycznie biblijna, zakorzeniona w Słowie Bożym. Wchodzimy tu w szkołę pokornej i prostej modlitwy, jaką Jezus otwiera nam przez swą Matkę. Ta „modlitwa Maryjna” nie tyle jest słowem, które kierujemy do Maryi, co modlitwą z Matką Jezusa, w samym sercu Kościoła. To Słowo Boże skierowane jest do człowieka i przychodzi w milczeniu. Wskutek powtarzania, że modlitwa jest naszą rozmową z Bogiem, zapomi­namy często o tym, że wszelka inicjatywa należy do Niego, że to On pierwszy wychodzi na spotkanie z człowiekiem. Modlić się, to przede wszystkim słuchać Boga, który wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał do ludzi, a teraz przemówił do nas przez Syna (por. Hbr 1,1). Słowo Boże jest darem. Przypominamy sobie, gdy w gorący dzień Jezus zmęczony usiadł przy studni Jakuba i poprosił Samarytankę o wodę. Powiedział: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «daj mi się napić» – prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej?” (J 4,10). Jeśli pragniemy tego Daru, to za pośrednictwem Słowa Bożego zostajemy pochwyceni przez Ducha Świętego i wprowadzeni w modlitwę, którą On sam nieustannie wzbudza w naszym sercu.
To Duch Święty pozwala nam wówczas pojąć, że Bóg nie jest tylko Stwórcą, Panem Zastępów mieszkającym w niedostępnej światłości, lecz po prostu Ojcem, którego zdumiewająca bliskość została nam ofiarowana w Jezusie. A Jezus Chrystus modlił się jak nikt na świecie, wyrażając niewysłowione doświadczenie bliskości z Ojcem, doświadczenie najgłębszej ufności i całkowitego oddania. Modlitwa ta była wyrazem istoty Tego, który nieustannie jest zwrócony ku Ojcu.
Św. Łukasz łączy modlitwę Jezusa z najważniejszymi wydarzeniami Jego życia: chrzest w Jordanie, wybór Dwunastu, Kazanie na Górze, ustanowienie prymatu Piotra, Przemienienie, agonia na Górze Oliwnej, wreszcie modlitwa a krzyżu. Modlitwa Jezusa jest ściśle zespolona z dziełem zbawienia, z Jego godziną, dla której przyszedł na świat, aby wszystkich przyciągnąć do siebie.
Św. Augustyn mówi: „Słyszysz, jak Nauczyciel się modli? – Ucz się modlitwy; po to bowiem się modlić, abyś ty się nauczył modlić”. Nasza modlitwa, a zwłaszcza rozważanie tajemnic Różańca, powinna iść śladem Jezusowej modlitwy. Medytacja ta ma nam przybliżyć Chrystusa w Jego tajemnicy paschalnej, w Jego przejściu przez cierpienie i krzyż do chwały zmartwychwstania. Zmartwychwstały Pan, który żył życiem ziemskim podobnym do innych ludzi, jest Przedwiecznym Synem Boga. Pana Wszech­świata. Jego prawdziwa osobowość była już obecna i doskonała, gdy szedł drogami Judei i Galilei, gdy oświecał swych słuchaczy, gdy pochylał się nad ludzkim cierpieniem, gdy sam cierpiał i umierał. Tajemnica paschalna zachęca do ponownego odczytania wszystkich wydarzeń z ziemskiego życia Jezusa, tak jak czynili to uczniowie po Zmartwychwstaniu. Wielka moc i pewność przebija z ich świadectwa o Słowie życia. Św. Piotr, Pierwszy z Apostołów, nawróconym z pogaństwa zwiastuje zbawczą obecność Zmartwychwstałego Pana. Słowa te docierają również do nas, są światłem w cierpieniu człowieka, w naszych trudnych doświadczeniach i lękach: „Jego to miłujecie, chociaż nie widzieliście Go, a i teraz nie widząc – wierzycie w Niego, a wierząc – cieszyć się będziecie radością niewymowną i pełną chwały, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz!” (1 P 1,8-9).
Tertulian nazwał Różaniec „streszczeniem całej Ewangelii”. W niej odnajdujemy Matkę Chrystusa, pokorną Służebnicę Pańską, która swoje życie przeżywała w Jego obecności i była pierwszą słuchaczką Dobrej Nowiny. „Jej życie jest życiem w milczącej adoracji Słowa Przedwiecznego” (kard. de Berulle). Modlitwa Maryjna jest tajemnicą Jej komunii z Synem. Kontemplacja tajemnic w Różańcu jest po prostu spoglądaniem na Chrys­tusa w komunii z Maryją. Różaniec, w swej zewnętrznej formie polegający na powtarzaniu tych samych słów, może stać się modlitwą mechaniczną, rutynową, przypominającą czczą gadaninę. Milczenie Maryi, Jej ukrycie w tajemnicy Jezusa jest wyrazem Jej ewangelicznego ubóstwa. Za każdym razem, gdy stajemy przed Bogiem w oczekiwaniu Jego Daru, jesteśmy wszystkiego pozbawieni, ogołoceni jak najubożsi. Stajemy się wówczas gotowi na przyjęcie niedościgłych Bożych bogactw.
Różaniec jest modlitwą apostolską. Tak go rozumieli i rozpowszechniali synowie św. Dominika, który według świadectw pierwszych biografów wołał: „Panie, co się stanie z grzesznikami”. Ta troska o zbawienie ludzi towarzyszy nam dzisiaj. Modlitwa apostolska jest modlitwą samego Jezusa w chwili Męki. My wszyscy stajemy się jej uczestnikami. Rozumiał to dobrze pastor ewangelicki, Dietrich Bonhoeffer, zamordowany przez hitlerowców, który pisał:
„Człowiek powołany jest do cierpienia wraz z Bogiem. Tym cierpieniem, jakie świat bez Boga zadaje Bogu… Oto metanoia: nie myśleć przede wszystkim o swych własnych nieszczęściach i lękach, lecz dać się porwać w drogę Jezusa Chrystusa, w wydarzenie mesjańskie”.
Są to słowa nadziei i umocnienia dla wszystkich, którzy niosą krzyż cierpienia z Chrystusem. Wtedy wiemy, co to znaczy, że nas „Bóg wspo­maga”.
 
 
Dział: OKRES ZWYKŁY

kazanie-na-niedzieleDziś przyszliśmy do naszej świątyni, aby nauczyć się Jezusowej mądrości, zapisanej w tekście Pisma Świętego oraz spojrzeć na to, jak On realizował tę nieskończoną doskonałość w swoim życiu.

Ewangelia opowiada o bogaczu i Łazarzu. To obraz jasności i mroku, dobra i zła, które są bardzo blisko siebie i „stykają się” ze sobą. Nawet nie wyobrażamy sobie jak blisko siebie, na areale ziemskim naszego człowieczeństwa, rosną pszenica i chwast! Nasze serce posiada te dwa rodzaje zasiewu: Boży i diabelski. Jesteśmy z jednej strony bogaczami, którzy pragną się bawić, ucztować, dogadzać zmysłom i własnej pysze, a z drugiej Łazarzami, którzy ciągle muszą wyciągać rękę po jałmużnę ze strony bliźnich! Bogacza, jak to wiemy z Ewangelii, w konsekwencji popełnionych uczynków spotkało cierpienie i beznadziejność. Łazarz natomiast zdobył ukojenie i trwałe dobra. Łazarz był żebrakiem, który dodatkowo dźwigał cierpienie i odrzucenie społeczne z powodu bolących wrzodów. Choroba i nędza, nagrodzone uzdrowieniem i bogactwem ducha. Natomiast bogacz to człowiek zapatrzony w samego siebie, ubierający się w najdroższe i najmodniejsze stroje, trwoniący czas na imprezowaniu. Beztroska bogatego, który nie dostrzega potrzeb bliźnich, stanowi podstawowy zarzut skierowany przeciw niemu. Jest jeszcze jeden element ważny w tej Ewangelii, którym jest „nieprzebyta przepaść” pomiędzy szczęśliwymi i potępionymi po śmierci. Oddzielenie to rozpoczyna się jednak już tutaj, gdy my sami budujemy mur, oddzielający nas od drugiego człowieka. Odrzucenie biednych i słabych, nade wszystko odrzucenie grzeszników, którzy żebrzą o nasze przebaczenie, zawsze zaowocuje tragedią! Jezus zniszczył w sobie samym wszystkie mury i podziały (por. Ef 2, 16)! Nie pozwala nikomu ze swych uczniów odgradzać się od bliźniego, który jest daleko od bogactwa wiary! My musimy otworzyć podwoje naszych domów i serc na dawanie, i to hojne dawanie świadectwa wiary w Zmartwychwstałego wobec każdego nędzarza – żebraka wiary!

W podobnym duchu możemy odczytać słowa proroka Amosa, który mówi w pierwszym czytaniu o beztrosce bogatych mieszkańców Jerozolimy i Samarii. Dla nich ważniejsze było jedzenie i picie oraz inne wygody od ratowania „upadającego domu Józefa”! Z pewnością te słowa nas poruszyły, gdyż i my często nie bierzemy sobie do serca faktu, że Europa wyludnia się jeśli chodzi o chrześcijan. Rośnie natomiast liczba budowanych meczetów i wyznawców Mahometa. Ale to nas samych mało obchodzi, my mamy „ważniejsze sprawy” na głowie: budowa luksusowego domu „wyłożonego kością słoniową” – najdroższymi gresami, „leżenie na dywanach” – fotelach z masażem, domowym basenem czy sauną, „jedzenie jagniąt i cieląt” – wytwornych potraw i najdroższych napojów. A fakt, że za pięćdziesiąt czy sto lat wasi wnukowie będą prześladowani jako wyznawcy Jezusa mało kogokolwiek interesuje. To przecież sprawa papieża, biskupów... nie moja, ja mam inne – moje prywatne cele, nie uwzględniające w żaden sposób miejsca Jezusa w Europie!

Święty Paweł mówi o tym zagadnieniu w taki sposób: „Ty, o człowiecze Boży, podążaj za sprawiedliwością, pobożnością, wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością”. W żadnej religii nie ma takiej łagodności wobec grzesznika jak w naszej! Jeśli nie chrześcijaństwo będzie w Europie dominujące, stracimy wolność i demokrację na rzecz fundamentalizmu i zasady „świętej wojny”. Jeśli nie Jezus i Jego Dobra Nowina będą naszym modelem życia, „dobiją” nas w podeszłym wieku ci, którzy nie respektują przykazania: „nie zabijaj”. Trzeba słuchać słów Pawła i zachowywać „przykazanie nieskalane i bez zarzutu”. W horyzoncie naszych dążeń zechciejmy także uwzględnić Ewangelię i przekazać ją jako jeden z bezcennych skarbów następnym pokoleniom, aby i one przechowały go i przekazały ów dar wiary w Jezusa Chrystusa w „sztafecie pokoleń” ludzi Kościoła.

Od obrazu bogacza i Łazarza doszliśmy do odpowiedzialności wobec naszej przyszłości. Zechciejmy naprawdę słuchać – przyjmować do serca i umysłu – wskazania Bożej mądrości. Zechciejmy popatrzeć poza granice naszej działki i domu. Zechciejmy analizować dziejące się wokół wydarzenia i wpłynąć na bieg historii, aby za kilkadziesiąt czy więcej lat nasi następcy powiedzieli, że pierwszy raz chrześcijaństwo w Europie uratował Sobieski, a drugim razem pokolenie Polaków początku XXI wieku. Niech Jezus, który przychodzi do nas w Eucharystii, da nam moc do wypełnienia tego naszego zadania. AMEN.

 

 

Dział: OKRES ZWYKŁY

niedzielna-homiliaNapięcie, jakie istnieje pomiędzy bogactwem i ubóstwem, stawia wobec każdego z nas bardzo zasadnicze pytania. Kiedy dzisiejsza ewangelia porusza ten problem w radykalnym „albo – albo": „Nie możecie dwom panom służyć, nie możecie Bogu służyć i mamonie" (Łk 16, 13) – na pewno nie wydaje się nam, że jest on nieaktualny, że Pan Jezus zajmu­je tutaj stanowisko tylko wobec sobie współczesnych. Wszyscy wiemy dobrze, jak głęboko w naszym kraju jest zakorzeniona chęć posiadania.

Moi Drodzy! Dzisiaj coraz rzadziej mówi się o bogactwie i ubóstwie. Ale czy nie chodzi o to samo, chociaż nazwy są inne? Wiemy dobrze, co oznaczają takie terminy jak kapitalizm, ma­terializm, stopa życiowa. Wiemy, jak wielka jest żądza posiadania nie tylko rzeczy niezbędnie koniecznych do życia, ale też ułatwiających życie. A potem majątku, który sam w sobie dobry może stać się czasem tragedią człowieka. Jak często patrzymy z przerażeniem na ludzi ogar­niętych tą żądzą. Podobni są oni do ślepych, którzy w złotym cielcu widzą swojego boga.

Problem, który chcemy rozważyć dzisiaj, należy do problemów tru­dnych, ale Pan Jezus podjął go i dał nam wystarczającą ilość światła, by móc sobie wyrobić o nim prawdziwe zdanie. Zacznijmy więc naj­pierw od wyjaśnienia usłyszanej dzisiaj ewangelii.

Przypowieść o roztropnym rządcy zapisana przez św. Łukasza prze­kazuje nam wypowiedź Pana Jezusa z okresu, kiedy zaczął On już co­raz bardziej kształtować postawę swoich uczniów, ukazując im głębie „nowego stylu życia”, owego stylu obyczajów królestwa. I jak widzie­liśmy już nie raz, Chrystus roztaczając przed nimi wizję przyszłości, w której mieli zaświadczyć o swojej wierności wobec Niego aż do koń­ca, coraz bardziej wskazywał na rzeczy zasadnicze, istotne. A może, ściślej mówiąc, na rzecz zasadniczą, istotną, jedyną: na to, że to właś­nie ON SAM jest ową bezcenną perłą, skarbem – Wszystkim.

Tylko ten, kto posiadł ten skarb, może zagłębiać się we wszystkie płaszczyzny ziemskich wymiarów i dopuszczać, by one przenikały jego życie. Co to znaczy? Tłumaczył to swoim uczniom, posługując się róż­nymi przypowieściami. W dzisiejszej mówi, że wyrzeczenie się bogactw dowodzi roztropności tych, którzy chcą iść za Nim.

Sprytna kradzież przewrotnego włodarza zwraca w pierwszym rzę­dzie uwagę słuchaczy na ową swoistą roztropność i zapobiegliwość. Przypowieść kończy się uwagą, że synowie tego świata roztropniejsi są wśród podobnych sobie niż synowie światłości. Zdobywanie królestwa nie jest rzeczą łatwą – gwałtownicy je zdobywają, to znaczy ci, którzy szukają go całym sercem.

By jeszcze lepiej wyjaśnić tę „roztropność”, Jezus dodał: „Ja także wam powiadam: zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków” (Łk 16, 9). W sformułowaniu tym chodzi po prostu o jałmużnę. Udzielając „ma­mony” biednym, zdobywamy sobie miejsce w niebie. Można by wyraże­nie „mamona niegodziwa” wyjaśnić w znaczeniu przenośnym dostrzegając w tym zaleceniu Pana jeszcze coś głębszego. Mianowicie wskazówkę za­lecającą dobrowolne przyjmowanie niezasłużonych i wręcz niesprawie­dliwych cierpień. Rozdać swój majątek ze względu na królestwo a na­wet podjąć dobrowolnie cierpienia, jak Paweł, który „uzupełniał to, czego nie dostawało męce Chrystusa” (por. Kol 1, 24) –oto mądrze pojęte ubóstwo.

Wreszcie kontrastowe zakończenie „albo – albo” domaga się od uczniów konkretnej i egzystencjalnej decyzji. Nie można dwom panom słu­żyć – nie można służyć Bogu i mamonie. Nie ma w tych słowach po­tępienia bogactwa, ale wyraźne ostrzeżenie, że bogactwo, podobnie jak władza i wiele innych wartości, ma w sobie pokusę, wobec której sam człowiek jest często bezsilny i której łatwo ulega.

Ponadto Chrystus przypomina, że posiadanie dóbr samo w sobie nie jest złe, ale największą troską powinno się otoczyć zdobywanie królest­wa, które ma się stać jedynym bogactwem. Jednak to eschatologiczne sformułowanie nie deprecjonuje ani samego posiadania, ani podjęcia pracy, ani odpowiedzialności zawodowej.

Zakotwiczając uczniów w jedynej i najwyższej wartości, ucząc ich uważać za bogactwo tylko to, co ma wartość u Boga, ucząc prawdziwie wartościować rzeczywistości ziemskie, Jezus wskazuje na wartości nie­zniszczalne. W tym kontekście wartość tego, co zniszczalne, staje się bardziej wyrazista i łatwiejsza do odczytania. Na przykładzie bogactwo-ubóstwo uczniowie mogą sobie wyrobić pogląd na to, co na ziemi jest wartościowe, co mocne, nieprzemijające, godne walki i wysiłku – a co niebezpieczne.

Jednak szczegółowe oceny, praktyczne stosowanie zasad nie jest pro­ste i dlatego trzeba jeszcze kilku słów dalszych wyjaśnień. Jezus ukazu­jąc bogactwo w relacji do bezcennej wartości królestwa wskazał na jego przygodność i znikomość. Jednak doktryna Jezusa idzie zasadniczo po linii Starego Testamentu: mogąc być niebezpiecznym lub co najmniej próżnym, bogactwo jest jednak darem Boga. Można się tego daru zrzec ze względu na królestwo, a zwłaszcza powinni o tym pamiętać ci, którzy nie potrafią dobrze przeprowadzić linii podziału pomiędzy tym co ko­nieczne a tym co możliwe. Dla nich bogactwo staje się prawdziwie „nie­godziwą mamoną" prowadzącą na zatracenie.

W naszych czasach, kiedy dysproporcje społeczne są bardzo ostre, „Kościół ubogi”, przypominający światu konieczność ubóstwa wedle du­cha – jak kiedyś Chrystus przypomniał w Kazaniu na górze – wska­zuje na podstawowy elemet równowagi społecznej.

Rozmowa z bogatym młodzieńcem, podczas której Chrystus propo­nował mu „drogę doskonalszą”, po dziś dzień znajduje swoją kontynua­cję w decyzji dobrowolnego ubóstwa „dla królestwa”. Rada ewangelicz­na ubóstwa jest radykalnym podjęciem Chrystusowego apelu. Patronu­je jej biedaczyna z Asyżu, św. Franciszek, zaślubiający Panią Biedę – jak Chrystus podejmując ubóstwo Krzyża.

Zgromadzeni dzisiaj dokoła ołtarza, na którym jak na krzyżu Pan Jezus składa siebie w ofierze, przypominamy sobie konieczność naszego ubóstwa w duchu i w prawdzie. Jedni niech zrewidują swoje wartościo­wanie wobec dóbr tego świata i podzielą się już tutaj tym, co posiadają. Inni niech zapragną jeszcze bardziej upodobnić się do Chrystusa ogołoco­nego, by „za życie świata” podjąć Jego drogę. Tak czy inaczej - pomyśl, czy Jezus i Jego sprawy sądla Ciebie WSZYSTKIM? Jeśli tak, to Bogu niech będą dzięki.

Dział: OKRES ZWYKŁY

homiliaBracia i Siostry! To może się wydawać dziwne, ale dobra materialne Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii nazywa rzeczą drobną. Zastanówmy się nad głębokim sensem tych słów: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny, a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie nieuczciwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy?"

Otóż jest w nas dziwna skłonność do przeceniania znaczenia dóbr doczesnych. Przypomnijmy sobie opowieść ewangelicznąo bogaczu: pobudował sobie wielkie spichlerze i wypełnił je po brzegi, zadowolony, że teraz może sobie używać życia przez długie lata. "Głupcze - powiedziano mu - jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy".

Człowiek, który swojego znaczenia szuka nie tam, gdzie można je naprawdę znaleźć, ulega podobnemu złudzeniu jak kogut w kurniku. Ko­gut całą swoją moc wkłada w to, żeby jak najgłośniej zapiać i obwieścić w ten sposób o swojej władzy i znaczeniu. Kogut pieje, bo poczuł, że do niego cały świat należy: bo przecież on w kurniku jest najważniejszy! Otóż ciebie, człowiecze, Pan Bóg obdarzył rozumem i umiejętnością myślenia. Dlaczego więc wyobrażasz sobie, że jesteś taki strasznie ważny, dlatego, że obracasz może miliardami złotych, albo że jesteś potężnym ministrem lub człowiekiem bardzo sławnym?. To wszystko przemija jak mgła po­ranna. Tak naprawdę liczy się tylko to, z czym człowiek stanie na sądzie Bożym. Tak naprawdę liczy się to, jak do swojego bogactwa albo do jakiegoś znaczenia doszedłeś - uczciwie czy nieuczciwie. Liczy się to, jak się w prowadzeniu swojego biznesu czy w sprawowaniu powierzonych ci funkcji zachowujesz - czy kierujesz się Bożymi przykazaniami, czy nikogo nie krzywdzisz, czy nie przyczyniasz się do czyjejś nędzy, czy w swojej działalności pamiętasz o dobru wspólnym, a nie tylko o twoim dobru prywatnym.

Liczy się to, czy nie utopiłeś się w tych swoich zajęciach i troskach doczesnych - bo może nawet o Panu Bogu zapomniałeś, może nawet dla twoich rodzonych dzieci.

Dzisiaj wielu ludzi prowadzących działalność gospodarczą ogarnęła fałszywa wiara, jakoby ekonomia miała swoje własne prawa i zasady moralne w niej nie obowiązują. Tym wszystkim ludziom należy przypom­nieć, że przed tą fałszywą wiarą słowo Boże przestrzegało już w czasach Starego Testamentu: Wiele zła wyrządzisz, człowiecze, ludziom, a siebie samego zatracisz na wieki, jeśli bogiem twoim będzie zysk albo sukces, i nie będziesz się liczył z prawem moralnym. Słyszeliśmy przed chwilą ostrzeżenia proroka Amosa: Biada wam, którzy gnębicie ubogiego i bez­rolnego pozostawiacie bez pracy - sam Bóg zapamięta wam wszystkie oszustwa i wasze bogacenie się kosztem ubogich i waszą pogardę dla człowieka słabego.

Pan Jezus mówi nam dzisiaj: "Nie możecie służyć Bogu i mamonie". Dobra materialne są w naszym życiu czymś bardzo ważnym. Codziennie musimy jeść i pić, musimy mieć w co się ubrać i gdzie mieszkać. Dobra materialne budują pomyślność kraju, są niezbędne do tworzenia i pielęg­nowania kultury, bez nich nawet życia duchowego nie dałoby się spokojnie rozwijać. Dobrami materialnymi możemy się posługiwać dla okazania so­bie wzajemnie miłości i życzliwości, dobra materialne są nieraz niezbędne, żeby skutecznie pomóc bliźniemu. Pan Jezus jest Synem Bożym, to On jest Stwórcą dóbr materialnych, to On nas nimi obdarza i z pewnością On dóbr materialnych nie potępia.

Zatem czym jest ta mamona, o której Pan Jezus mówi: "Nie możecie Bogu służyć i mamonie"? Bibliści powiadają, że wyraz ten pochodzi od hebrajskiego słowa oznaczającego "ufać", "zawierzać". Zatem mamona oznacza "to w czym pokładam zaufanie", "to czemu zawierzam". Krótko mówiąc, w wyrazie "mamona" zawarta jest informacja o tym, co nasza ludzka przewrotność potrafi zrobić z dobrami materialnymi. Pan Bóg postanowił obdarzać nas dobrami materialnymi, abyśmy codziennie mogli otrzymywać od Niego dowody Jego miłości do nas. My, owszem, Jego da­ry przyjmujemy, ale zamiast dziękować za nie Boskiemu Dawcy i używać ich zgodnie z Jego intencjami, potrafimy czasem posunąć się aż do tego, że na nich budujemy cały sens naszego życia, że zaczynamy pokładać w nich naszą nadzieję ostateczną. Jesteśmy podobni do tej pięknej dziewczyny z bajki, w której zakochał się książę i na dowód miłości przysłał jej pierścień zaręczynowy, a jej tak ten pierścień się spodobał, że zakochała się w pierścieniu i księcia już nie potrzebowała. Podobnie i my: potrafimy jakieś dary Boże uczynić ostatecznym sensem naszego życia i wtedy nawet Pan Bóg staje się dla nas nieważny, bo postawiliśmy na pierwszym miejscu co innego. Potrafimy wobec Pana Boga być tak bez­czelni, że Jego własnych darów używamy do tego, żeby Go znieważać.

A przecież w samej strukturze różnych darów doczesnych kochający nas Bóg poumieszczał liczne sygnały, że nie są to Jego najważniejsze dary dla nas. Człowiekowi, który wiele posiada, albo od którego wiele zależy, wydaje się nieraz, że jest nie wiadomo kim - a wystarczy, że znajdzie się, jak to się mówi, pod wozem, i człowiek wspomina swoje dawne pomyślne dni, jakby to był tylko sen, jakby to nie było realne. Kto inny tę jakby pozorność nawet największych sukcesów doczesnych odczuje, kiedy spotka go jakieś nieszczęście, na przykład kiedy utraci zdrowie albo kiedy musi pogrzebać najbliższą osobę. Wtedy się widzi z całą oczywistością, że pie­niądze i dobra materialne są wprawdzie ważne i mogą służyć do różnych dobrych celów, ale do jednego celu zupełnie się nie nadają. Nie nadają się do tego, żeby budować na nich swoją nadzieję ostateczną.

Kiedy człowiek to zobaczy, przekonuje się wówczas, że my nieraz za mało używamy pieniędzy i dóbr materialnych do takich celów, do jakich one są przeznaczone. Toteż chwała tym działaczom gospodarczym, którzy posiadanych bogactw nie marnują na bezsensowną konsumpcję, ale cieszy ich to, że mogą tworzyć nowe miejsca pracy i w ten sposób przyczyniać się do pomyślności naszego kraju i chwała tym wszystkim, którzy starają się zauważać cudzą biedę i okazują serce tym, którzy znaleźli się w nędzy, nieraz bez własnej winy. "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miło­sierdzia dostąpią" (Mt 5, 7) - mówi nam Pan Jezus. "Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą" (Łk 6, 24). Biada wam, którzy w bogactwie położyliście swoją nadzieję, którzy depczecie zasady sprawiedliwości i macie twarde serca dla biedaków.

Kiedyś święty Augustyn mówił bardzo pięknie na temat bogactwa. Mówił tak: to bardzo dobrze, że chcecie być bogaci. Ale jak już macie być bogaci, to bądźcie nimi na całego. Być bogatym w złoto to za mało. Wy bądźcie przede wszystkim bogaci w Tego, który złoto stworzył!

Podobne życzenie chciałbym dzisiaj zostawić Wam, kochani Bracia i Siostry. Życzę Wam dużo dóbr, jak najwięcej dóbr. Ale dóbr duszy życzę wam jeszcze więcej niż dóbr tego świata. Przede wszystkim jednak życzę Wam samego Pana Jezusa, który jest dobrem ciała i duszy. Życzę wam, żeby sam Jezus był dla każdego z Was największym Skarbem i najbliższym Przyjacielem. Amen.

 

Zapisz

Zapisz

Dział: OKRES ZWYKŁY

krzyzDlaczego dzisiejsze święto nazywa się Podwyższeniem Krzyża? Przede wszystkim dlatego, że po prostu krzyż, na którym był ukrzyżowany Pan Jezus, zaginął i na początku czwartego wieku został w Jerozolimie odnaleziony i umieszczony na ołtarzu. w siódmym wieku relikwie świę­tego krzyża wpadły w ręce pogan, ale je wnet odzyskano i złożono z po­wrotem w kościele jerozolimskim. Od tej chwili święto Podwyższenia Krzyża rozprzestrzeniło się w Kościele i po dziś dzień czcimy krzyż ustawiony na ołtarzu, zwłaszcza jeśli jest tak imponujący, jak w na­szym kościele.

Jest jeszcze głębsza warstwa tej uroczystości. Tak, jak słyszeliśmy przed chwilą w czytanym słowie Bożym ze Starego Testamentu, Bóg przygotowywał naród wybrany do zrozumienia tajemnicy krzyża — krzyża jako znaku zbawienia. Przygotowywał na pustyni, ukazując mie­dzianego węża, przybitego do drzewa na kształt krzyża ustawionego po­środku obozu. A sam Pan Jezus, jak wiemy dobrze, wybrał — bo mógł wybrać — właśnie ten rodzaj śmierci. Poddał się rygorom ówczesnej cywilizacji, która krzyżowała ludzi. Ale od tej chwili znak krzyża czyli znak dwu skrzyżowanych bierwion drzewa staje się dzięki Bogu-Czło-wiekowi, Jezusowi Chrystusowi, który był do krzyża przybity, ale z krzyża zstąpił — zmartwychwstał, okazał moc Boga — nie tylko sym­bolem określającym chrześcijan, ale również znakiem zwycięstwa.

I w tym sensie chrześcijanie chlubią się w krzyżu (por. Ga 6, 14) — chwałą naszą jest krzyż Pana naszego Jezusa Chrystusa. I odkrywamy w tym znaku i w tej czynności — nie krzyżowania, ale podjęcia przez Chrystusa krzyża, męki, cierpienia i triumfu z tego cierpienia — swoją życiową dewizę. Znaczymy się krzyżem w imię Ojca i Syna i Ducha. Nosimy wizerunki krzyża na piersi. Umieszczamy wizerunki krzyża w kościołach. I również w swoim życiu pragniemy powtórzyć to, co się dokonało na osobie Jezusa Chrystusa: przyjąć dobrowolnie trudy, cier­pienia i ból tego świata, który jest nieodłączny od naszego ludzkiego by­tu, od ludzkiej egzystencji. Przyjąć to i w łączności z Chrystusem — bo tę łączność mamy dzięki sakramentom, chrztu zwłaszcza i Euchary­stii — składać w ofierze Bogu za zbawienie świata. Wtedy łączymy się z Chrystusem cierpiącym, krzyżowanym i zmartwychwstałym i dzię­ki Jego interwencji nasze cierpienie, nasz trud, nasz ból i nasza wierność przykazaniom, która jest często tak bolesna jak krzyż — razem z Chrystusem zmartwychwstaje do autentycznej wolności. Nie do wolności takiej, jaką często widzimy, kiedy ludzie samowolnie robią to, co chcą. Wolność nasza jest wolnością Chrystusa żyjącego w nas, którą osiągamy dzięki wierności Jego nakazom i nawet ofierze z naszego ży­cia, którą wierząc w Chrystusa zmartwychwstałego chętnie ponosimy.

To święto dzisiaj nam tę prawdę przypomina. Prawdę Chrystusa i prawdę naszą. I ustawia w równowadze, w prawdzie nasze odniesienie do świata, który jest tak wspaniały, ale równocześnie tak kuszący, że wielu ludzi sprowadza na złe drogi. Wielu ludzi dzisiaj uważa, że sen­sem życia jest konsumpcja: majątek, sława, wielkość, użycie, seks... Róż­ne bożyszcza jawią się na horyzoncie człowieka — a Chrystus w swo­im ukrzyżowanym wizerunku mówi, że trzeba iść ciasną drogą, trzeba umieć umierać, bo ludzka egzystencja jest dążeniem do śmierci, czy chcemy, czy nie chcemy. Ale dzięki zjednoczeniu z Chrystusem zmar­twychwstajemy. Na tym świecie do wolności prawdziwej a po śmierci do szczęścia życia z Nim i z bliskimi — w wieczności.

Dzisiejsze święto nam tę wielką prawdę — chyba centralną praw­dę — przypomina. Mówi nam, że krzyż, wizerunek Chrystusa i nasz, jest szkołą życiowej mądrości. Wiele razy w życiu nikt i nic nie może nam pomóc, tylko wpatrywanie się w krzyż i przyjęcie jego wymagań. I wtedy z Chrystusem przybitym do krzyża zmartwychwstajemy, zo­stajemy podwyższeni, uczestniczymy w Jego chwale, w chwale samego Boga.

Odprawiamy to wspomnienie łącznie z Eucharystią, gdzie Chrystus obecny, zmartwychwstały daje nam swoje Ciało, abyśmy wierząc w to misterium przeżywali je w nas, na własnym ciele. „Przyjmuj Go co­dziennie — mówi św. Ambroży — gdyż codziennie może ci udzielić po­mocy! Słyszałeś przecież, że każdorazowe złożenie ofiary oznacza śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie Pańskie, oraz odpuszczenie grze­chów. I jeszcze nie chcesz codziennie przyjmować tego chleba życia?". Panie, nie jestem godzien, ale powiedz tylko słowo, a zbawiona będzie dusza moja. Amen.

 

środa, 07 wrzesień 2016 14:19

24. Niedziela Zwykła (Rok C) - Nadzieja Boga

syn-marnotrawnyOd dwóch tysięcy lat we wszystkich miejscach modlitwy, gdzie gromadzą się chrześcijanie, przez kolejne niedziele rozważa się to wszystko, co jest przedmiotem katolickiej wiary i co dotyczy Boga i człowieka. Dzisiaj jesteśmy w samym sercu owego rozważania, albowiem Stwórca z całą jasnością i przenikliwością stawia przed nami prawdy najbardziej proste, o których dobrze wiemy, ale często o nich zapominamy.

Pierwszą z nich jest ta, że wszyscy jesteśmy grzesznikami, którzy w mniejszym lub większym stopniu oddalają się od Boga i potrzebują pojednania.

Drugą prawdą jest, że On od początku szuka sposobu, w jaki mógłby nas ze sobą pojednać, zanim sami o tym pomyślimy.

Trzecią prawdą jest, że Bóg znalazł sposób pojednania człowieka ze sobą. I to znalazł go w samym sobie, to znaczy w swoim Synu, którego posłał na świat. A On poddał się woli Ojca, abyśmy i my, grzesznicy, mogli do Boga powrócić. Wiemy, że to pojednanie stało się możliwe przez mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Dlatego trwamy przy Jego ofierze.

I wreszcie czwarta bardo ważna prawda: Chrystus swoje dzieło pojednania człowieka z Bogiem pozostawił Kościołowi jako najcenniejszy dar i największy skarb. Ze swej strony uczynił wszystko, co możliwe, aby biednego, zagubionego i poranionego człowieka – skłó­conego przez grzech z Nim, z bliźnimi i z samym sobą – ocalić. To, co nazywamy zbawieniem, odkupieniem, jest właśnie ocaleniem. Bóg dokonał wszystkiego, reszta zależy tylko od nas – czy zechcemy z tego wspaniałego dzieła pojednania, jakie się dokonało w Chrystusie, skorzystać.

Człowiek jest nieustannie kuszony, by nie przyjmował tego wielkiego daru. Zawsze tak było, ale w obecnym czasie jest kuszony przez natarczywe, coraz bardziej pogłębiające się zafałszowanie. Świat wkłada wielki wysiłek, by wmówić nam, że nie potrzebujemy żadnego pojednania, bo nie ma Boga ani grzechu, są tylko jakieś ułudy, którym podlegamy i niepotrzebnie siebie nimi obciążamy.

Tymczasem dobrze wiemy, że Pan Bóg jest! Doświadczamy także codziennie grzechu! Zdajemy sobie sprawę, jakim ciężarem kładzie się on na nasze życie i jak bardzo pragniemy pojednania. Potrzeba, abyśmy wracali do Boga i nie pozwalali wmawiać sobie głupoty, że nie ma grzechu, a my jesteśmy doskonali i sprawiedliwi! Trzeba, żebyśmy wracali do Boga z tym odważnym i pokornym wyznaniem, jakiego przykład daje nam w dzisiejszej Ewangelii marnotrawny syn: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie... (Łk 15, 18). Możemy też korzystać z wołania Psalmisty: Obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego. Stwórz, Boże, we mnie serce czyste... (Ps 50, 4. 12) i umacniać się słowami św. Pawła: Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy (1 Tm 1, 15).

Bóg czeka, byśmy uczynili krok ku Niemu, bo sam uczynił wszystko, aby pojednanie z Nim stało się możliwe. Czekają na nas szeroko otwarte ramiona kochającego Ojca, który chce przyjąć nas w swoim Synu. Bóg czeka na nasz powrót i niezmiernie się raduje, jak nam to dzisiaj uświadamia liturgia słowa, każdym powrotem człowieka: bo wtedy realizuje się Jego nadzieja, jaką pokłada w ludziach. Stwarzając nas, obdarowując wolnością i wszelkimi innymi darami, ma nadzieję, że pójdziemy właściwą drogą. A jeśli nawet się na niej zgubimy, to wierzy, że światło Ducha Świętego przebije naszą ciemność i do Niego wrócimy, aby mógł z nami czynić tak, jak miłosierny Samarytanin czynił z napotkanym człowiekiem – to znaczy leczyć i opatrywać nasze rany.

Bardzo często mówimy o Bożym miłosierdziu, koncentrując się na Bożym przebaczeniu. Ale ważniejsze jest, by skupić się na nadziei, jaką Bóg ma wobec nas, i naprawdę uwierzyć, że możemy ją urzeczywistnić i dokonać tak rewelacyjnego poruszenia w niebie, o którym nam Jezus oznajmił: ...powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca (Łk 15, 10).

To jest coś niesamowitego! Każdy z nas, przez autentyczne nawrócenie się, może – będąc na ziemi – zainicjować w niebie wielkie święto! Gdybyśmy sobie to uświadamiali, to natychmiast wychodzilibyśmy ze stanu naszego grzechu, z uzależnień, które nas niszczą, a które – często wbrew sobie! – utrwalamy. Gdybyśmy byli tego w pełni świadomi, to otwieralibyśmy się na pojednanie z Bogiem i nieśli je innym ludziom. Jakie to niezwykłe, że Bóg w Chrystusie pojednał świat ze sobą i nam przekazał posługę jednania (por. 2 Kor 5, 18). Mamy więc otwierać się na Niego, by pomagać Mu szukać innych. Wzorem jest dla nas sam Jezus, który jako nasz starszy Brat całkowicie identyfikuje się z Ojcem i z Jego poszukiwaniem wszystkich synów i córek, i to poszukiwanie podejmuje.

Odpowiadajmy Bogu ochotnym sercem, oddając całych siebie do Jego dyspozycji, bo przecież jesteśmy Jego własnością. Pomagajmy Mu w tym wspaniałym dziele odnajdywania innych, aby także ci, których postawił na naszej drodze życia, umieli odpowiedzieć na Jego nadzieję, która w tak niezwykły sposób wyraziła się w krzyżu naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Dział: OKRES ZWYKŁY
środa, 07 wrzesień 2016 14:08

24. Niedziela Zwykła (Rok C) - Przebaczenie

milosierdzieW dzisiejszych czytaniach liturgicznych ze szczególną wyrazistością pojawia się zagadnienie przebaczenia. W pierwszym czytaniu na prośbę Mojżesza Bóg przebacza ludowi, który chwałę Boga zamienił na cześć oddawaną złotemu cielcowi.

Św. Paweł w Pierwszym Liście do Tymoteusza przypomina miłosierdzie Boże, dzięki któremu z bluźniercy i prześladowcy stał się apostołem.

Najpełniej jednak nauka ta zawarta została w Ewangelii, która mówi nam o miłosiernym ojcu, który przyjmuje z powrotem marnotrawnego syna. W objaśnieniu tej perykopy posłużymy się myślami Jana Pawła II podanymi w drugiej encyklice jego pontyfikatu, zatytułowanej Dives in misiericordia.

Ojciec Święty pisał: Jezus nade wszystko swoim postępowaniem, całą swoją działalnością objawił, że w świecie, w którym żyjemy, obecna jest miłość. Jest to miłość czynna, miłość, która zwraca się do człowieka, ogarnia wszystko, co składa się na jego człowieczeństwo. Miłość ta w sposób szczególny daje o sobie znać w zetknięciu z całą historyczną „ludzką kondycją”, która na różne sposoby ujawnia ograniczoność i słabość człowieka, zarówno fizyczną, jak i moralną. Właśnie ten sposób i zakres przejawiania się miłości nazywa się w języku biblijnym „miłosierdziem” (3).

Dlatego Jezus czyni miłosierdzie jednym z głównych tematów swojego nauczania. Wśród innych pouczeń, zawartych przeważnie w przypowieściach, może najpełniej problem miłosierdzia pojawia się w przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32). W przypowieści tej słowo „miłosierdzie” nie pada ani razu, równocześnie zaś sama istota miłosierdzia Bożego wypowiedziana zostaje w sposób szczególnie przejrzysty (5).

W interpretacji encykliki wspomniana przypowieść jest raczej przypowieścią o miłosiernym ojcu niż o marnotrawnym synu. W niej Jan Paweł II widzi syntezę obrazu miłosierdzia za cenę interpretacji personalistycznej i egzystencjalnej, najbardziej potrzebnej ze względów pasterskich – w tym konkretnym przypadku: dla wykazania, jak ma być odsłaniane „właściwe oblicze miłosierdzia” i jak ono jest „pomimo wszelkich zastrzeżeń” szczególnie potrzebne naszym czasom. Te czasy nacechowane myśleniem egzystencjalnym i personalistycznym otrzymały wywód przekonywujący: miłosierdzie nie poniża godności człowieka, który go doznaje, gdyż istotą jego jest podnosić człowieka, który powraca do Boga, podnosić do właściwego mu poziomu (Augustyn Jankowski OSB).

To podnoszenie jest wydobywaniem dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. W tym sensie stanowi ono także podstawową treść orędzia mesjańskiego, które w ewangelicznym przekazie tak dobitnie odzywa się wezwaniem do nawrócenia, metanoi. Nawrócenie jest najbardziej konkretnym wyrazem działania miłości i obecności miłosierdzia w ludzkim świecie. Właściwym i pełnym znaczeniem miłosierdzia nie jest samo choćby najbardziej przenikliwe współczujące spojrzenie na zło moralne, fizyczne czy materialne. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę (6).

Nauczanie Jezusa przedstawione w przypowieści o synu marnotrawnym i przeanalizowane przez Ojca Świętego odsłania właściwe oblicze miłosierdzia. Naszym czasom wydaje się ono – pomimo wszelkich uprzedzeń – szczególnie potrzebne (6). Tymi słowami kończy Papież rozdział encykliki poświęcony przypowieści o marnotrawnym synu i miłosiernym ojcu. Jak wiemy, w swym nauczaniu Jan Paweł II powrócił do tej przypowieści w adhortacji apostolskiej Reconciliatio et paenitentia, o pojednaniu i pokucie w dzisiejszym posłannictwie Kościoła.

Czytamy tam następujące słowa: To, co najbardziej uderza w przypowieści, to uroczyste i pełne miłości przyjęcie przez ojca syna, który powraca: znak miłosierdzia Boga, zawsze gotowego przebaczyć (5). W adhortacji Ojciec Święty zwraca uwagę na postępowanie drugiego syna, przedstawiając napięcie, jakie powstaje między nim a bratem, który powraca do domu. Starszy syn nie potrafi zrozumieć miłosierdzia ojca. Łagodność i miłosierdzie ojca drażnią go i gniewają; szczęście odnalezionego brata ma dla niego posmak goryczy (6).

Przypowieść, ukazując egoizm w osobie starszego brata, staje się również historią ludzkiej rodziny, rozbitej i nieprzejednanej. Miłosierdzie ojca wymaga nowego odkrycia, w którym nastąpi zwycięstwo nad niezrozumieniem i wrogością między braćmi. Rozszerzenie problematyki miłosierdzia, jakie na podstawie przypowieści o synu marnotrawnym ukazuje adhortacja Reconciliatio et paenitentia, potwierdza potrzebę stałego wpatrywania się w Jezusa, który ukazuje nam oblicze Ojca, bogatego w miłosierdzie. Dopiero to zobaczenie pozwala nam w starotestamentalnym obrazie Boga zobaczyć to samo, czyli miłosierdzie.

Właściwe rozumienie miłosierdzia prowadzi do wydobycia problematyki przebaczenia. Bóg przebacza, gdyż Jego miłość przezwycięża zło grzechu. Przebaczający Bóg wzywa ludzi do przebaczania. Oto niektóre wypowiedzi Nowego Testamentu:

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5, 7).

Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili (Mt 6, 12).

Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski (Mt 6, 14).

A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze (Mk 11, 25).

Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie (Ef 4, 32).

Bóg jest miłosierny i wszystko może przebaczyć, ale nie może naruszyć sprawiedliwości. Dlatego przebaczenie ze strony Boga wymaga odpowiedniej postawy ze strony człowieka. Najlepiej obrazuje to wspominana już przypowieść o miłosiernym Ojcu. Przebaczył on wszystkie winy swojemu synowi i przywrócił mu poprzednie miejsce w swoim domu, ale syn najpierw musiał uświadomić sobie popełnione zło, musiał to zło w sobie przekreślić, postanowić poprawę i dopiero potem przyszedł do ojca ze świadomością, że popełnione zło musi być naprawione i dlatego prosił, aby mógł być jedynie sługą w domu, w którym sponiewierał swoje synostwo.

Bóg nieskończenie miłosierny i sprawiedliwy może przebaczyć ludzkie winy, gdy ze strony grzesznika zaistnieją wymienione warunki. W nauczaniu katechizmowym nazywamy je rachunkiem sumienia, żalem za grzechy, mocnym postanowieniem poprawy, wyznaniem grzechów i zadośćuczynieniem.

Ze względu na sprawiedliwość zadośćuczynienie, czyli naprawa skutków popełnionego zła, ma znaczenie decydujące. Bez tej naprawy, przynajmniej in voto, na żadne przebaczenie nie można liczyć. I w tym względzie najczęściej błądzimy, oczekujemy miłosierdzia, któremu stawiamy tamę. Takie oczekiwanie jest zuchwałością i grzechem przeciw Duchowi Świętemu.

Miłosierdzie Boga jest wezwaniem do miłosierdzia w stosunkach międzyludzkich i dlatego przebaczenie jest koniecznym warunkiem przywrócenia porządku naruszonego przez moralne zło człowieka. Wzorując się jednak na Bogu, musi ono także w wymiarze ludzkim łączyć się z zadośćuczynieniem.

Błędnie rozumiane miłosierdzie postuluje przebaczenie bez zadośćuczynienia, ale to nie prowadzi do prawdziwego pokonania zła. W konkretnych przypadkach niemożliwe jest prawdziwe przebaczenie, jeżeli winowajca nie naprawi zła. Chciano w naszej rzeczywistości polityczno-społecznej, aby wybaczyć zbrodniarzom, którzy nie żałowali za popełnione zło, korzystali i nadal korzystają z zagarniętego niesprawiedliwie majątku. Powoływano się na miłosierdzie Boga, które trzeba naśladować. Niestety w tym wypadku nie rozumiano zupełnie, co to znaczy miłosierdzie.

Ponieważ tak trudno je prawdziwie zrozumieć, trzeba powracać do nauki Jezusa i przypominać sobie tę przypowieść, którą nazwano ewangelią w Ewangelii, przypowieść o Ojcu, przebaczającym synowi, który spełnił warunki wynikające ze sprawiedliwości.

Dział: OKRES ZWYKŁY