Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 10 grudzień 2015 09:35

Rekolekcje Adwentowe – 4. Zapamiętaj imię swoje! (dla młodzieży)

Oceń ten artykuł
(1 głos)

rekolekcje-mlodziezKilka lat temu mieliśmy możliwość oglądać w naszej telewizji film radziecki "Zapamiętaj imię swoje!", opowiadający o tragicznych losach matki i syna, rozdzielonych w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. W tym filmie jest wiele wzruszających momentów, ale chyba najbardziej porusza serce scena, w której matka niepewna tego, czy jeszcze zdoła zobaczyć swego małego synka, daje mu to, co ma najcenniejsze: surowy ziemniak i wypowiada słowa: "Zapamię­taj imię swoje!"

Chcąc poniżyć więźniów, hitlerowcy tatuowali im numery na rękach. W zamyśle oprawców w ten sposób człowiek stawał się niejako częścią masy, jednym z wielu, bardziej "czymś" niż "kimś". Wraz z imieniem i nazwiskiem zostawał odzierany ze swojej godności, osobowości i ludzkich prawd. Stąd też to dramatyczne posłanie matki: "Zapamiętaj imię swoje!".

Każdy z nas nosi własne imię, które wyróżnia go spośród innych osób; myślę tu o imieniu - tym zwykłym: Marek, Anna, Grzegorz, Marysia... Otrzymaliśmy jednak w momencie chrztu imię szczególne, wspólne mam wszystkim - ochrzczonym: zostaliśmy nazwani chrześcijanami. To właśnie imię, które nas wyróżnia od wszystkich innych; od tych, którzy nie wierzą w Boga, od tych, którzy wierzą inaczej i w innych bogów.

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, co imię "chrześcijanin" oznacza. Chrześcijanin - to człowiek należący do Chrystusa, związany z Chrystusem, bliski Chrystusowi. To ten, którego z Chrystusem wiążą więzy krwi - przelanej na Golgocie i ofiarowanej za jego zbawienie. Chrześcijanin to ten, kto przyjął chrzest -sakrament obleczenia w łaskę Bożą. Poprzez chrzest - sakrament porzucenia grzechu i nowego początku, sakrament nowej drogi życia - nazywa się i jest przybranym dzieckiem Bożym.

Dokonując obrzędu udzielenia sakramentu chrztu, kapłan zwraca się do osoby chrzczonej po imieniu. Mówi: "NN. ja ciebie chrzczę...". Jest to bardzo ważny moment: kapłan zwraca się do osoby chrzczonej po imieniu, jakby chciał podkreślić, że to sam Bóg zwraca się do każdego z nas po imieniu. Kieruje do każdego z nas swe słowo, zwracając się w sposób bardzo "osobisty". To Boskie "Ja" zwraca się do naszego ludzkiego "ty" powołując do nowego życia i obdarzając łaską wiary. Chociaż Pan Bóg "ma nas tak wielu", to jednak nie jesteśmy dla niego masą, tłumem anonimowym, częścią większej całości. Każdy z nas w oczach Bożych jest jedyny, niepowtarzalny, można by rzec unikalny. Każdego z nas Pan Bóg kocha jako "tą jedyną" lub "tego jedynego". Każdemu też z nas proponuje drogę do przejścia, drogę osobistej wiary, która nie jest powieleniem drogi przebytej już wcześniej przez kogoś innego. Jakby w tym momencie, tak bardzo uroczystym, Pan Bóg zwraca się do katechumena: "Zapamiętaj imię swoje!", to znaczy: "Zapamiętaj, kim jesteś. Zapamiętaj, że jesteś Moim synem".

Chociaż stanowimy wspólnotę osób wierzących — Kościół, to jednak niech każdy z nas czuje się osobiście wezwany do wiary i zaproszony w pierwszej osobie do tego, aby żyć według tej godności, którą wyraża wspólnie noszone imię, imię "chrześcijanin".

W jednym ze swoich słynnych kazań św. Leon Wielki mówił: "Chrześcijaninie - poznaj godność swoją!" Dlaczego? Bo być świado­mym swojej godności, to być świadomym tego, kim się naprawdę w oczach Bożych jest. To bardzo ważne: to, kim jestem, mówi mi jak mam żyć; kim mam się stać; jakich wyborów muszę dokonywać, aby żyć na "poziomie" otrzymanej godności.

Problem wiary w moim życiu. Jestem Dzieckiem Bożym - czy w to wierzę? Jeśli tak, czy troszczę się o moją wiarę?

Wiarę można porównać do małego ziarna, które Bóg zasiewa w duszy człowieka. W tym ziarnie jest już ukryta wspaniała roślina. Trzeba tylko pozwolić jej, stwarzając odpowiednie warunki, aby się rozrosła.

Często skarżymy się, że nasza wiara jest taka "nijaka", taka słaba..., że ogarniają nas wątpliwości. Czy zastanawialiśmy się, dlaczego tak się dzieje?

Chciałbym wymienić teraz główne przeszkody na drodze wiary, które uniemożliwiają jej rozwój lub wręcz ją zabijają: 1) Ignorancja religijna - to najpoważniejszy wróg wiary. Wielu młodych ludzi, chociaż wspaniale wykształconych, dorosłych w wielu dziedzinach życia, w sprawach wiary, niestety, zatrzymało się na poziomie dziecka. Ich wiara jest zlepkiem pojęć, wyobrażeń, przekonań mniej lub bardziej umotywowanych, pochodzących z dzieciństwa. Myślą o Panu Bogu ujmując go w kategorie bardzo uproszczone: to tak jakby próbować, mając dwadzieścia lat, ubierać się ciągle w stare, dziecinne ubranka.... Często bywa tak, że ten nasz Pan Bóg jest przez nas stworzony na miarę naszych lęków czy pragnień - i wtedy wygląda nieraz bardzo śmiesznie...

Trzeba natomiast Boga szukać: każda wątpliwość, która rodzi się we mnie, jest wezwaniem do poszukiwania Pana Boga, jest prowokacją do znalezienia odpowiedzi.

Pierwszą rzecz, jaką wam radzę: czytajcie Katechizm Kościoła Katolickiego; jest to lektura obowiązkowa dla dorosłych! Czytajcie i inne książki religijne. Zobaczycie - ile ciekawych rzeczy odkryje­cie. Pan Bóg jest zdumiewający w swoim bogactwie i pięknie!

Tam, gdzie nie ma prawdziwej wiary, znajduje się miejsce dla zabobonu, dla przesądów, dla najgłupszych "filozofii" czy sekt. 2) Wrogiem wiary jest nasze duchowe lenistwo - często tłumaczymy się, że na modlitwę nie mamy czasu, na Mszę niedzielną nie mamy czasu, na spowiedź - nie mamy czasu... Może to jest i prawdą - ale tylko częściową... Czy za naszymi zaniedbaniami nie kryje się przypadkiem — właśnie lenistwo? Zaniedbuję moje życie religijne nie dlatego, że "nie mogę", ale dlatego, że "mi się nie chce"?

a) Tymczasem bez modlitwy nie ma życia duchowego. Pana Boga nie można poznać teoretycznie, ale praktycznie - na kola­nach. Ta nasza modlitwa musi być sprawą poważną. Dlaczego by nie zaczynać każdego dnia od krótkiej refleksji, od krótkiej modlitwy, która już na początku przypomniałaby mi, że żyję dla Kogoś, kto w tym dniu mnie kocha? Albo wieczorem - czemu kończyć dzień padając przed telewizorem, patrząc na ogłupiające reklamy czy filmy, a nie zatrzymać się na chwilę modlitwy, która będzie przeproszeniem za zło (jeśli je popełniliśmy), i podzięko­waniem za dobrze przeżyty dzień? Jeśli się modlimy, Bóg jest blisko nas. Żyjemy świadomiej, żyjemy lepiej.

b) Podobnie ma się rzecz z naszym uczestnictwem we Mszy św. niedzielnej czy świątecznej. Nie mogę być chrześcijaninem, jeśli na niej mnie nie ma. Chrystus czeka na mnie, bo chce podzielić się ze mną swoją obecnością i swoim Ciałem. Wiem, że jest to moja okazja, aby być bliżej, aby karmić mą wiarę. To jest także moje świadectwo wiary, które daję publicznie. Idę do kościoła, ponieważ jestem chrześcijaninem, ponieważ czuję wewnętrzną potrzebę, aby słuchać Chrystusa i być z Nim blisko.

c) Sakrament pojednania. Trzeba spowiadać się często i dobrze. Ten sakrament, jeśli jest poprzedzony poważnym rachunkiem sumienia, pomaga nam zrozumieć samych siebie. Trzeba znać dobrze siebie samego. Nie tylko swoje grzechy czy wady, ale także trzeba umieć odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego? Dlaczego jestem taki, a nie inny? Skąd się biorą takie, a nie inne moje zachowania? To jest zawsze początek przemiany.

3) Wrogiem wiary jest grzech. To prawda, że grzech oddziela nas od Boga, że stwarza tysiące przeszkód w drodze do Niego. Dlatego chcąc żyć autentycznie jako chrześcijanie, musimy unikać grzechów ciężkich. Jeśli mogę zasugerować wam kilka konkretnych rad:

a) Unikajcie wszelkiego typu okazji do grzechu. Często liczy się ten pierwszy krok bardziej niż ostatni. Ostatni jest tylko konsek­wencją pierwszego.

b) Unikajcie złego towarzystwa. Prawdziwym jest bowiem przysłowie: "Kto z kim przystaje, takim się staje".

c) Starajcie się o odpowiedni dobór rozrywek. Nie wszystko, co nam proponuje obecnie rynek rozrywkowy, jest godziwe i budujące.

d) Wypracowujcie w sobie realistyczny obraz siebie, swoich plusów i minusów, po to, aby rozwijać pierwsze, a wykorzeniać drugie. Znowu więc powróciliśmy do rachunku sumienia...

"Zapamiętaj imię swoje!" Utracić pamięć o tym imieniu, zapomnieć, co to imię oznacza, to niejako zaniedbać, wyprzeć się swej tożsamości, odrzucić to, kim jesteśmy w głębi naszego jestestwa. Niestety, jest możliwa taka straszna utrata pamięci. Także i w naszym życiu były dni, a może i lata, kiedy żyliśmy "bezimiennie", nie pamiętając o tym, że należymy do Chrystusa, nie pamiętając o tym, że stanowimy cząstkę Jego Kościoła. Wielo­krotnie to imię było zamazane, nieczytelne dla innych, przesłonięte naszym grzechem, niewiernością i niekonsekwencją; zdradą i zapomnieniem. Czasami zwykłą lekkomyślnością.

Wiara jest wspaniałą przygodą albo niczym specjalnym. Anemiczna, tradycyjna jest czymś niezrozumiałym i wydaje się niepotrzebna. Przeżyta świadomie, wybrana, pielęgnowana, staje się wielką radością w naszym życiu. Daje poczucie sensu i jest fundamentem szczęścia.

"Jaka jest różnica pomiędzy wczoraj, kiedy Pan był niewie­rzący, a dzisiaj, kiedy Pan wierzy?" - zapytano raz słynnego pisarza J.Cronina. "Zewnętrznie żadna" - odpowiedział. "Wczoraj miałem żonę jak i dzisiaj; wczoraj pracowałem jak i dzisiaj; dzisiaj gram w golfa jak wczoraj... ale dzisiaj, w wierze, wszystko jest piękniejsze, ponieważ jest pełne sensu i nowego znaczenia".

Bóg obdarzył mnie wiarą. Teraz ode mnie zależy, co z tym darem uczynię. AMEN.

 

Czytany 555 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.