Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017

Polecane artykuły

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Poprzedni Następny

GDZIE ZNAJDZIESZ AKTUALNE HOMILIE I ROZWAŻANIA?

06-09-2018 - Wyświetleń:335 - OKRES ZWYKŁY

GDZIE ZNAJDZIESZ AKTUALNE HOMILIE I ROZWAŻANIA?

Szanowni Użykownicy Serwisu www.homilieirozwazania.pl   Serwis "Homilia i rozważania" jest systematycznie przenoszony, a jego treść: wszystkie homilie i rozważania będziesz mógł znaleść w Serwisie http://homilieirozwazania.blogspot.com/. Aby tam się znalelść należy kliknąć    w menu zakładkę EWANGELIA I ŻYCIE (BLOG) - PATRZ POWYŻSZY WIDOK NA KTÓRYM ZAZNACZYŁEM: CO OTWORZYĆ, ABY ZNALEŚĆ AKTUALNE "HOMILIE I ROZWAŻANIA" - PO ROKU CZASU, LICZĄC OD DNIA DZISIEJSZEGO, Serwis www.himilieirozwazania.pl ZNIKNIE     Z chrześcijańskim pozdrowieniem Administrator Serwisu  

Czytaj więcej

17. Niedziela Zwykła (B) - I cóż to jest dla tak wielu?

26-07-2018 - Wyświetleń:89 - OKRES ZWYKŁY

17. Niedziela Zwykła (B) - I cóż to jest dla tak wielu?

Pan Jezus uczy nas prawdy. Ze stron Ewangelii przemawia do nas swym słowem. Również ważną wymowę mają Jego czyny. Chrystus poucza nas całym swym życiem: prawda zawarta jest w Jego pouczeniach. Wydarzenia z Jego życia mają moc znaków i niosą w sobie bogatą treść. Szukając prawdy, nie znajdziemy w Ewangelii oderwanych od życia teorii. Chrześcijaństwo w swej istocie, nie jest systemem filozoficznym, nie jest również teorią moralności. Chociaż chrześcijanie stworzyli różne teorie, filozoficzne i etyczne systemy. Pan Jezus mówi do człowieka...

Czytaj więcej

16. Niedziela Zwykła (B) - Dlaczego Chrystus odchodził od ludzi?

20-07-2018 - Wyświetleń:77 - OKRES ZWYKŁY

16. Niedziela Zwykła (B) - Dlaczego Chrystus odchodził od ludzi?

Pierwszym naszym odruchem podczas słuchania dzisiejszej ewangelii była zapewne wdzięczność wobec Pana Jezusa, że miał tyle zrozumienia dla zwyczajnych ludzkich potrzeb. „Pójdźcie gdzieś z dala od ludzi i wypocznij­cie nieco” (Mk 6,31) — mówił do uczniów. Żal Mu się bowiem zrobiło apo­stołów, przemęczonych nieustannym natłokiem ludzi, tak — że jak zazna­cza Ewangelista — „nawet na posiłek nie mieli czasu”. Ale od razu pojawia się w nas niepokój. Przecież wraz z uczniami rów­nież sam Jezus oddalił się od tych ludzi, którzy chcieli...

Czytaj więcej

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Tomasz niewierny?

04-04-2018 - Wyświetleń:103 - WIELKANOC

2. Niedziela Wielkanocna (B) - Tomasz niewierny?

Fatalnie przylgnął do Tomasza ten przymiotnik: niewierny. Prawda, sam Pan Jezus go przestrzegał, by nie był niedowiarkiem. Prawda, przeżył Tomasz ciężki tydzień, kiedy powtarzał: „nie uwierzę” (J 20, 25). Prawda, na nic mu były zapewnienia Dzie­sięciu: Naprawdę, widzieliśmy Pana (J 20, 25). Wszystko to praw­da. Ale czy tylko Tomasz przeżywał zwątpienia? A kto został przy Jezusie, kiedy Go areszowano? „Uczniowie Jego, opuściwszy Go, wszyscy pouciekali” (Mt 26, 56). I pamiętamy, kto na dziedzińcu arcykapłana w noc uwięzienia trzykrotnie, przysięgając się...

Czytaj więcej

5. Niedziela Wielkiego Postu (B) – Co znaczy iść za Jezusem?

17-03-2018 - Wyświetleń:147 - WIELKI POST

5. Niedziela Wielkiego Postu (B) – Co znaczy iść za Jezusem?

Przy drodze, którą chodzili do szkoły, był ładny drewniany krzyż. Wyrzeźbiony Chrystus miał głowę opuszczoną ku ziemi, jakby nasłuchiwał albo pochylał się ku przechodzącym. Wyda­wało się, że gdyby stanąć na palcach, można by wszystko po­wiedzieć, nawet bardzo własne sprawy. I wydawało się, że gdy­by przystanąć i posłuchać, to można by usłyszeć z ust Chrystusa ważne słowa. W dzieciństwie, oczywiście, nie miewa się takich skojarzeń; przychodzą później, przynosi je życie. Coraz bezwzględ­niej uczy, jak wiele spraw i doświadczeń można przeżyć tylko...

Czytaj więcej

3. Niedziela Wiel­kiego Postu (B) – Panie, Ty wiesz, co kryje się w człowieku

28-02-2018 - Wyświetleń:146 - WIELKI POST

3. Niedziela Wiel­kiego Postu (B) – Panie, Ty wiesz, co kryje się w człowieku

Siostry i bracia w Chrystusie! Stajemy przed Jezusem, naszym Panem i Zbawicielem, który dobrze zna każdego z nas. Nie potrzebuje niczyjego świadectwa o człowieku. Sam wie, co kryje się w naszym sercu. Czy potra­fię cokolwiek przed Nim ukryć? On dobrze wie, że nieraz za mało w Niego wierzę, nie umiem, tak jak Maryja – zawierzyć, a czasem nawet wątpię w Jego Miłosierdzie. Porobiłem sobie cudzych bogów, którym się kłaniam. W swej zarozumiałości posuwam się czasem tak daleko, jak ów bohater...

Czytaj więcej

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Czas sposobny, czas zbawienia

15-02-2018 - Wyświetleń:136 - WIELKI POST

1. Niedziela Wielkiego Postu, Rok B – Czas sposobny, czas zbawienia

Ukochani Bracia i Siostry! Zapytałem niedawno mojego przyjaciela, proboszcza parafii wielkomiejskiej w Niemczech, jak przeżywają tam katolicy Wielki Post. Praktycz­nie — odpowiedział — od pewnego czasu okres ten nie różni się od czasu zwykłego „w ciągu roku”. Może tylko tym, źe przed Wielkim Tygodniem będziemy mieli nabożeństwo pokutne dla dzieci, młodzieży i dorosłych z bardzo dobrym uczestnictwem. I to wszystko. Wydaje się, że jesteśmy mniej „postępowi”. Na szczęście! Od Środy Popielcowej, która gromadzi wierzących w kościele, choć jest to normalny...

Czytaj więcej

6. Niedziela Zwykła, rok B – „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”

29-01-2018 - Wyświetleń:85 - OKRES ZWYKŁY

6. Niedziela Zwykła, rok B – „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”

Trąd, to w tamtych czasach choroba nieuleczalna, trudny problem społeczny! Na miarę czasów i wiedzy medycznej próbowano stosować środki zaradcze. Dzisiejsze pierwsze czytanie, wyjęte z Księgi Kapłańskiej Starego Testamentu mówi nam jak postępowano z chorymi. Jak próbowano ograniczyć zasięg choroby (Kpł 13). Zdarzyło się pewnego dnia, że do Jezusa przyszedł trędowaty człowiek. Przed chwilą byliśmy świadkami jego dialogu z Chrystusem: „Jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”. I oto pada odpowiedź z ust Zbawiciela: „Chcę, bądź oczyszczony”. Człowiek dotknięty chorobą, która była plagą...

Czytaj więcej

5. Niedziela Zwykła, rok b – Czy Jezus uzdrawia dzisiaj?

29-01-2018 - Wyświetleń:102 - OKRES ZWYKŁY

5. Niedziela Zwykła, rok b – Czy Jezus uzdrawia dzisiaj?

  Ukochani Bracia i Siostry. W przeczytanej przed chwilą Ewangelii widzimy, że Jesus poprostu odwiedza i leczy ludzi. Wiele razy Ewangelia o tym wspomina. W chwili, gdy minął już szabat, gdy zaszło słońce i pojawiły się pierwsze gwiazdy na niebi, wielkie mnóstwo ludzi udało się do domu, w którym On się znajdował. Ludzie są bardzo zmęczeni, cierpiący i szukają uzdrowienia, ulgi, szukają rozwiązania dla swoich problemów. Jezus oczywiście czeka na nich i odrazu zaczyna działać - leczy ich, uwalnia z kajdan...

Czytaj więcej

5. Niedziela Zwykła, rok b – „Wspólnota chrześcijańska u boku cierpiącego”

29-01-2018 - Wyświetleń:87 - OKRES ZWYKŁY

5. Niedziela Zwykła, rok b – „Wspólnota chrześcijańska u boku cierpiącego”

Kochani moi, Wczytując się w słowa dzisiejszej Ewangelii, w widzimy, że przy boku cierpiącego człowieka stanął Jezus Chrystus, „który wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby” (Mt. 8, 17). Pochyla się z miłością nad biednymi i potrzebującymi. Uzdrawia teściową Szymona Piotra i wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami. Służy chorym słowem i czynem. I wielu ludzi szło za Nim. O sobie zaś powie, że został posłany do chorych, aby im służyć. Radością dzisiejszej Ewangelii jest to, że Ci, którzy doświadczyli dobra...

Czytaj więcej
Homilie i rozważania

wszystkich-swietychProszę sobie wyobrazić podróż samolotem nad polską ziemią, dziś wieczorem! Proszę sobie wyobrazić ten widok! Łuna świateł wzbijająca się znad cmentarzy. Setki płonących lampek, migocące płomyki świec. Jak to musi pięknie wyglądać! Z bliska można podziwiać ozdobione kwiatami groby, przesuwające się w skupieniu rzesze ludzi! Już teraz zatłoczone szosy są znakiem ludzkiej pamięci o tych, którzy nas wyprzedzili w drodze do Boga. Tradycja dzisiejszego święta jest tak mocno zakorzeniona w nas, że nawet w okresie, w którym znoszono wiele świąt, uroczystość Wszystkich Świętych pozostawiono nietkniętą. Nikt się nie odważył na skasowanie tego Święta.

Wyznajemy dziś z pokorą, że nie od nas się wszystko zaczyna na tym świecie. Odwiedzamy groby tych, którzy żyli przed nami i przekazali nam Boży dar życia. Dbamy o mogiły naszych rodziców i dziadków. Odszukujemy groby tych, którzy swoją miłością, przyjaźnią i życzliwością wzbogacili nasze życie. Ze szczególną troską dbamy o groby tych, którzy ginęli w walce o wolność Ojczyzny. Przecież wiemy, że ich ofiara sprawiła to, iż możemy dziś na polskiej ziemi po polsku mówić. Bardzo trudno jest wyliczyć te wszystkie wartości, któreśmy przejęli od pokoleń żyjących przed nami. W zadumie wywołanej nastrojem, treścią dnia, widzimy ile dobra przejęliśmy od tych, których Bóg postawił na naszej drodze życia. Dziś mówimy z głębokim przekonaniem: ci ludzie nie odeszli od nas całkiem! Dobro, które stało się naszym udziałem dał nam Bóg za ich pośrednictwem. To dobro w nas żyje i jest dalej przekazywane nowym pokoleniom. Nie cały człowiek umiera. To, co w nas jest odblaskiem Boga, Najwyższego Dobra, ma wartość nieprzemijającą. Myślimy dziś ze wzruszeniem i wdzięcznością o tym, jak wielu dobrych ludzi Pan Bóg postawił na naszej drodze. Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. Jesteśmy podobni do Tego, który jest Najwyższym Dobrem. Migocące płomyki świec mówią nam o tej iskrze dobra, która tliła się w ludzkich sercach i nie może ulec zagładzie! Jest to ta iskra dobra, którą teraz nosimy w sobie, która jest znakiem świadczącym o naszym człowieczeństwie.

Św. Jan Apostoł wzbogaca i podtrzymuje tę naszą nadzieję. Mówi do nas: „Popatrzcie jak wielką miłością obdarzył nas Ojciec, zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy!” (1 J 3,1) Pan Bóg obdarza nas sobą, to znaczy daje nam swą Miłość. Mówimy inaczej, że obdarza nas swym życiem. Jest to dar, na który nie zasługujemy, jest to Jego łaska. Jest to rzeczywistość naszych wnętrz, naszego ducha. Św. Apostoł mówi, że świat tego nie może poznać, tak, jak nie zna Boga. Dla nas stanie się to Boże dziecięctwo źródłem życia wiecznego. Wtedy bowiem, w wieczności, nasze podobieństwo do Boga osiągnie swą pełnię, bo poznamy Boga takim, jakim On jest. Uważnie wsłuchajmy się w słowa Apostoła: „Każdy, kto w Bogu pokłada nadzieję staje się świętym, podobnie jak On jest święty”. (1 J 3,3) Tak bliscy już jesteśmy zrozumienia chrześcijańskiej nazwy dzisiejszego święta. Nie jest to tylko Dzień Zmarłych jest to Uroczystość Wszystkich Świętych. Jesteśmy nie tylko podobni do naszego Stwórcy. Staliśmy się Jego dziećmi, dziedzicami życia wiecznego, uczestnikami świętości samego Boga. Nasze ludzkie przekonanie, że człowiek nie umiera cały: „non omnis moriar” przemienia się w pełną nadziei prawdę, że jesteśmy postawieni na drodze do pełni Życia. Przecież po to Bóg stał się człowiekiem, abyśmy mieli życie w obfitości. Dzisiejsza uroczystość pozwala nam zobaczyć dzieło zbawienia od jeszcze innej strony. Człowiek - Boże stworzenie - jest nie tylko podobny do Stwórcy, został również obdarzony udziałem w życiu Boga.

Prawda wiary, która nas dziś jednoczy w sposób szczególny, nazywa się: „Obcowanie świętych”. Kwiaty na cmentarzach, uporządkowane mogiły są znakiem naszej wdzięczności wobec zmarłych za dobro, które żyje teraz w nas. Za te wszystkie ludzkie wartości, które oni nam przekazali. Ale przecież na tym nie kończy się więź miłości, która spaja przemijające pokolenia ludzkie. Ta więź jest zawsze żywa, bo pełnią życia jest nasz Ojciec niebieski. Iluż ludzi doświadczyło w swoim życiu, że dobro, które otrzymali od bliskich, trwa w nich i jest stale żywe.

Jest jakiś inny wymiar obecności wśród nas tych, którzy ciałem są już wśród nas nieobecni. Ileż znaków tej duchowej łączności każdy z nas doświadczył w swoim życiu. Nie jest to zabobonny lęk przed duchami, ale są to znaki prawdziwej miłości, która jednoczyła ludzi na ziemi i jest przecież mocniejsza niż śmierć. Bo wszyscy w Bogu żyjemy! Wszyscy zostaliśmy nazwani Jego dziećmi i rzeczywiście nimi jesteśmy! Miłość matki, która osierociła swe dzieci ogarnia je w jakiś sposób w dalszym ciągu. Rozerwana przez śmierć więź prawdziwej miłości małżeńskiej trwa nadal nabierając innych wymiarów. Uroczystość dzisiejsza pomaga nam to dostrzegać. To jest właśnie tajemnica „Świętych obcowania!” Wizja, którą kreśli nam dziś księga Apokalipsy jest tak bardzo wymowna: „Ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógłby przeliczyć ze wszystkich pokoleń języków i ludów. Stali przed tronem Boga” (por. Ap 7,9) My, otrzymujący dar życia od Boga Jesteśmy w bliskiej łączności z nimi.

Świadom swej więzi z ludźmi, którzy już przeszli przez tę ziemię staniesz dziś nad grobem kogoś bliskiego. Będziesz jakoś wyczuwał na czym polega tajemnica obcowania Świętych. I właśnie wtedy odczujesz jak niewiele oznacza trzymany przez ciebie kwiat, który ma symbolizować ludzką pamięć. Od wieków Kościół uczy, że modlitwa jest najprawdziwszym znakiem łączności przemijających ludzkich pokoleń. Przez nią wyraża się nasza wiara w obcowanie Świętych. Jest ona pełnym ufności zwróceniem się do Miłosiernego Ojca o darowanie ludzkiej ułomności tym, którzy stają wobec najświętszego Boga. Z tej właśnie potrzeby modlitwy za zmarłych powstał jutrzejszy Dzień Zaduszny. Ta właśnie potrzeba sprawiła, że odprawiamy ofiarę Mszy św. za naszych zmarłych, że podejmujemy różne formy wspólnych modlitw w ich intencjach.

Trzeba jednak, abyś pamiętał, że najważniejszym owocem, jaki masz z tych dni zatrzymać na zwykłą swoją codzienność jest zobowiązanie, aby te wszystkie ziarna dobra zasiane w twoim sercu, ziarna przekazane przez tych, którzy już od nas odeszli rozwijały się stale. Abyś dorastał do błogosławieństwa obiecanego przez Pana tym, którzy wprowadzają pokój, którzy są czystego serca, którzy są miłosierni, pragną sprawiedliwości tak, że dla niej są gotowi cierpieć prześladowanie, którzy są ubodzy w duchu i niejednokrotnie płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie (por. Mt 5,1-12). Niech się tak stanie. Amen.

szczucin-kosciolDzisiaj obchodzimy rocznicę poświęcenia kościoła. Co to znaczy poświęcić kościół? Poświęcenie nawiązuje do sięgającej pierwszych wieków chrześcijaństwa tradycji przeznaczania budynków, czasem świeckich, do użytku chrześcijańskiego kultu. Dokonywano tego faktu w uroczysty sposób przez bogate obrzędy trwające niekiedy kilka godzin. Poświęcenie kościoła oznacza zatem oddanie budynku dla sprawowania kultu.

O tym, że dana budowla przeznaczona została na sprawowanie kultu, nie decyduje tylko sam jej architektoniczny kształt, ale właśnie owo uroczyste jej przeznaczenie, zwane poświęceniem.

Czym jest dla nas obchodzenie rocznicy poświęcenia kościoła? Przede wszystkim jest to odnowienie w sobie świadomości, że to my jesteśmy prawdziwym, bo żywym Kościołem, że świątynie budujemy po to, aby w niej móc gromadzić się na wspólne modlitwy i sprawowanie Eucharystii.

Polskie słowo „kościół” oznacza najpierw budynek o charakterystycznej architekturze i religijnym przeznaczeniu. Słowo to wywodzi się od łacińskiego słowa „castellum” – czyli twierdza, zamek obronny. Bywało bowiem w historii, że budynek kościelny służył także celom obronnym. Świadczy o tym architektura i wyposażenie wnętrza niektórych starych kościołów.

Określenie „świątynia” odwołuje się do przedchrześcijańskiej tradycji i podkreśla sakralny charakter budowli. Warto bowiem sobie uświadomić, że w historii ludzkości sakralne budowle były budowane nie tylko przez chrześcijan. Od dawna bowiem były wyrazem religijnej natury człowieka. Stąd też wszystkie narody cywilizowane budują obiekty, które my najczęściej nazywamy świątyniami. Zachwycają nas one swym pięknem, wielkością czy misternością wykonania. Służą celom religijnym, charakterystycznym dla danej religii czy regionu świata. Najbardziej znane w naszym kręgu kulturowym świątynie pogańskie grecko-rzymskie, wznoszone były jako miejsca czci i przebywania bóstwa. Do środka wchodzili jedynie kapłani, wierni stali natomiast na zewnątrz.

Izraelici do czasów królewskich nie posiadali świątyni. Gromadzili się w miejscach uświęconych znakami obecności Boga. Podczas wędrówki przez pustynię takim miejscem był Namiot Spotkania. Po wejściu do Ziemi Obiecanej – Arka Przymierza. Dopiero w czasach Salomona powstaje wspaniała świątynia. Posiadała ona Miejsce Najświętsze, Święte Świętych, w którym umieszczona była Arka Przymierza. Do tego miejsca wchodził jedynie arcykapłan i to tylko raz w roku. Świątynia izraelska była znakiem obecności Boga, miejscem oddawaniu Mu czci. W Izraelu znane były także synagogi jako miejsca modlitwy, czytania i wyjaśniania Prawa i Proroków.

Chrześcijanie początkowo nie odczuwali potrzeby specjalnych miejsc dla kultu. Początkowo chodzili do świątyni jerozolimskiej i do synagog. Na „łamanie chleba” czyli sprawowanie Eucharystii gromadzili się w prywatnych domach. Z czasem tym miejscom spotkań nadają nowy sens. Stają się one dla nich domus ecclesiae czyli domem, w którym zbiera się Kościół – rozumiany jako wspólnota, na wspólną modlitwę, a głównie dla sprawowania Eucharystii. Nie budują własnych świątyń, gdyż świątynią jest dla nich wspólnota chrześcijan – duchowa świątynia. Tak było w okresie pierwszych trzech wieków i to niezależnie od prześladowań.

Po ustaniu prześladowań, przy znacznym wzroście liczby chrześcijan, po przyznaniu im prawa do posiadania własnych miejsc kultu – rodzi się potrzeba większych pomieszczeń. Ciekawym faktem jest, że wzorem nie stają się świątynie pogańskie, ale świeckie budowle zwane bazylikami. Wydaje się, że stało się to z praktycznego względu. Po prostu mogły one pomieścić znaczną liczbę wiernych. Bazyliki były dla Rzymian miejscem, w którym odbywały się sądy, zebrania, spotkania z urzędnikami królewskimi (stąd i nazwa bazileus = król).

W dalszej kolejności nazwa budowanych pierwszych kościołów – to bazyliki. I tak mamy np. Bazylikę św. Piotra w Rzymie, Bazylikę św. Jana na Lateranie czy Bazylikę św. Pawła za Murami itd. Bazyliki, zwrócone ku wschodowi, miały przypominać, że gromadzący się wierni pielgrzymują ku prawdziwemu słońcu, którym jest Jezus Chrystus; przyjmując kształt krzyża pouczały, że w zgromadzonych tu musi zostać ukrzyżowany stary człowiek, grzeszny, a narodzić się nowy...

Przez cały okres starożytności chrześcijańskiej było żywe przekonanie, że kościoła nie wznosi się tylko jako „mieszkania Boga”, ale nade wszystko jako miejsce gromadzenia się chrześcijan, dla Eucharystii.

Kościół jest znakiem, że Chrystus pragnie być obecny pośród nas. Nie chce być zamknięty tylko w tabernakulum. Chce być w naszym sercu, naszych rodzinach, w miejscach naszej pracy, nauki, wypoczynku, wszędzie tam, gdzie jesteśmy... Nieustannie nas zaprasza, abyśmy brali udział w niedzielnym zgromadzeniu, we Mszy świętej.

Jednocześnie świątynia jest dla nas wyrzutem, jeśli z tego zaproszenia nie korzystamy. Na tyle Bóg będzie obecny w nas i w naszych domach, na ile będziemy tu przychodzić...

Dział: OKRES ZWYKŁY

kosciol-szczucinCzy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia, którą zbudowałem” (1 Krl 8,27).

Pytanie postawione przez króla Salomona w czasie uroczystego poświęcenia świątyni Jerozolimskiej jest nam bliskie szczególnie dzisiaj, kiedy świętujemy rocznicę poświęcenia kościoła (parafialnego), dnia, w którym wzniesiona ludzkimi rękami budowla stała się domem modlitwy, „przybytkiem Boga między ludźmi” (Ap 21,3).

My też jesteśmy głęboko przeświadczeni, że żadne miejsce na ziemi nie jest w stanie objąć Boga, że nie możemy Go „zawłaszczyć” na swój użytek, według naszego upodobania. Dlatego pytamy, czy nie ma sprzeczności pomiędzy wielkością Boga i możliwością wiązania Jego obecności z jakimś określonym miejscem? Pytamy o sens istnienia świątyń materialnych do których obecności przywykliśmy do tego stopnia, że trudno jest nam bez nich wyobrazić sobie wioskę, osiedle czy dzielnicę miasta.

Do budowania świątyń ośmiela nas przede wszystkim świadomość, że ten nieskończenie wielki i nieogarniony Bóg zechciał związać się w sposób szczególny z określonym ludem, z jego historią a w pełni czasu stać się „Emmanuelem” – „Bogiem z nami” i pośród nas. Odkąd odwieczne „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14), jesteśmy jakby upoważnieni do konstruowania Jego obrazów, odrzucając jednak zawsze pokusę manipulacji.

Nie możemy nigdy zapominać o słowach, które Jezus wypowiedział w czasie rozmowy z Samarytanką: „Nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze (Garizim), ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Nadchodzi godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (J 4, 23). Oddawanie Bogu czci „w Duchu i prawdzie” nie zakłada kultu pozbawionego świątyń i obrzędów, ale nadaje spojrzeniu na świątynię nową perspektywę. Pan Jezus przenosi punkt ciężkości świątyni jako miejsca materialnego, geograficznego, na wewnętrzny, związany z Jego osobą.

Nową świątynią, miejscem spotkania z Bogiem, jest odtąd osoba Jezusa. To On jest miejscem prawdziwej obecności Boga. Co więcej, Jezus utożsamia się ze Świątynią, przedstawiając siebie jako ostateczne mieszkanie Boga wśród ludzi (por. J 2, 21).

W Nowym Testamencie jest mowa o budowli i budowaniu, ale jej przedmiotem jest wspólnota wierzących, żywa świątynia duchowa, której uwielbiony Chrystus jest Głową i fundamentem.„Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1 P 2, 4-5).

Budynki, które wznoszą ludzie, nawet te najpiękniejsze, same w sobie są zimne i martwe, jeśli nie są wypełnione duchem i życiem. Aby stały się żywe, do budowy materialnej musi dojść duchowa konstrukcja. Obie muszą iść ze sobą w parze. Może się zdarzyć, że rodzina, która wybudowała dom z wielkim z nakładem sił i pieniędzy, kiedy dom jest gotowy musi stwierdzić z goryczą, że jej „wewnętrzny dom” w międzyczasie się rozpadł.

Smuci nas i bardzo boli widok niszczonych świątyń chrześcijańskich, które w wielu krajach są podpalane, dewastowane, bezczeszczone. Nie mniej bolesny – i wiele mówiący – jest widok zamykanych kościołów i kaplic, które są zamieniane na sale koncertowe, muzea, hotele czy dyskoteki, a nawet domy mieszkalne; dzieje się tak dlatego, że o wiele wcześniej legł w gruzach Kościół – duchowa świątynia w sercach chrześcijan.

Dzisiejsza rocznica przypomina nam, że wszyscy, bez wyjątku, jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za kościół, w którym gromadzimy się dla sprawowania niedzielnej Eucharystii i przy innych okazjach, ale jeszcze w większym stopniu jesteśmy odpowiedzialni za budowę Kościoła przez duże „K”. Do budowy kościoła z cegły czy betonu, można zatrudnić wykonawcę. Przy budowie żywej świątyni, w których mieszka i działa Bóg, nikt nas nie wyręczy. Bóg zechciał zamieszkać w świątyniach z cegły, kamieni czy drewna, ale o wiele bardziej pragnie mieszkać pośród swego ludu, chce być Emanuelem, „Bogiem z nami”. Amen.

Dział: OKRES ZWYKŁY

modlitwaUmiłowani Bracia i Siostry!

Chciano podchwycić Jezusa w mowie. Tak zaznaczył św. Mateusz, który opisał nam to zdarzenie. Powodów możemy się doszukać w tym, co stało się wcześniej. (Otóż dzieje się to po uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy, gdy ludzie będący przy władzy poczuli się zagrożeni, bo tłumy stanęły po stronie Jezusa. Potem Jezus powywracał stoły bankierów, poniewierających Dom Boży, a to musiało odbić się złowrogim echem. Opowiedział przypowieść o robotnikach w winnicy, którzy podnieśli rękę nawet na syna gospodarza. Opowiedział przypowieść o zaproszonych na ucztę, którzy zlekceważyli zaproszenie i inne jeszcze przypowieści. To wszystko dotykało zarówno faryzeuszy, jak i uczonych w Piśmie).

Szukali więc sposobu, by się Go pozbyć. Widząc, że Jezus ma poparcie u ludzi, postanowili Go zdyskredytować właśnie wobec Jego słuchaczy. W swej przewrotności ułożyli takie pytanie, że każda odpowiedź groziła poważnymi konsekwencjami. Umieli je również postawić w sposób bardzo "fachowy" - bo rozpoczęli obłudnie od pochlebstwa: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny... na nikim Ci nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką...”. Po takim wstępie, wszyscy z zapartym tchem słuchali, jaki to spór Jezus ma rozstrzygnąć. A oni zapytali: „Czy wolno płacić Cezarowi, czy nie?”

Gdy Jezus odpowie, że wolno - to narazi się ludziom. Płacić podatki okupantowi zawsze przypominało o ich poniżeniu, nie było popularne. Ale był jeszcze inny problem. Otóż Żydzi wierzyli, że kiedy przyjdzie Mesjasz, to on wyzwoli Izraela i takiego Mesjasza spodziewali się. Gdy więc Jezus zachęci teraz do podporządkowania się okupantowi, to zaprzeczy własnemu nauczaniu i nikt nie uwierzy, że jest On Mesjaszem.

Gdyby zaś Jezus odpowiedział, że nie powinno się płacić podatków, naraziłby się zwolennikom Heroda, związanym z ówczesnym obozem władzy. Mieliby podstawę, aby trącić Jezusa do więzienia za podburzanie.

Było to sprytnie pomyślane, iście po szatańsku. Ale też założenie było jasne: zniszczyć Jezusa! Był przecież niewygodny. Już nie Rzymianie, okupanci, stanowili zagrożenie, ale zagrożeniem był Jezus, który piętnował obłudę, zakłamanie, posługiwanie się Bożym Prawem dla własnych interesów. Oni nie przyszli do Jezusa, aby się czegoś dowiedzieć, ale aby Go podchwycić w mowie.

Znamy odpowiedź. Jezus nie daje się wciągnąć w zdradzieckie rozróżnienia, ale nakazuje im otworzyć oczy. Odwołuje się do rzeczywistości, do faktów. Podaje zasadę: „Co Cezara - Cezarowi, co Boże - Bogu”. (A ponieważ na monecie był wizerunek Cezara, był to ewidentny znak własności Cezara, i Cezarowi należało ją oddać). Jednak druga część odpowiedzi Jezusowej jest jeszcze ważniejsza. Możemy tutaj powołać się na Tertuliana i wraz z nim kontynuować rozumowanie: na monecie był wizerunek Cezara, więc przynależała do Cezara, ale przecież w człowieku jest wizerunek Boga samego.

W Księdze Rodzaju czytamy „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz...” (Rdz 1,27). Jeśli w człowieku jest Boży obraz, to do kogo on należy? A oddać się Bogu, to nie to samo co kusić Pana Boga!

Drodzy Bracia i Siostry!

To wydarzenie opisane tak sugestywnie w Ewangelii, nadal się powtarza. Często człowiek próbuje naciągać Boże Prawo do własnych interesów, interpretować je według własnej woli. Nawet chciałby je czasem przegłosować, bo podobno nie odpowiada dzisiejszym wymaganiom. Zapomina przy tym, że nosi w sobie obraz Boga, że przynależy do Boga i oddanie się Bogu jest najwłaściwszą i najlepszą formą jego egzystowania, najlepszym sposobem poznania Bożych planów w stosunku do siebie. To jednak wymaga pokory i słuchania, więc to tu rodzą się najpoważniejsze trudności.

Są jednak w każdej epoce ludzie umiejący słuchać Boga i przez to wyrastający ponad przeciętność. To oni przyczyniają się do rozwoju społeczeństw. (Poczynając od św. Pawła i Apostołów, poprzez św. Augustyna, Benedykta, Cyryla i Metodego, św. Franciszka i Klarę, św. Dominika, św. Teresę z Avila, św. Ignacego, św. Jana Bosko, św. Maksymiliana, św. Brata Alberta, św.. Siostrę Faustynę i wielu, wielu innych, zarówno znanych jak i nieznanych z imienia). Oni przychodzili do Jezusa, aby się nauczyć, a nie by podchwycić Go w mowie.

Ci ludzie i im podobni przebywali długie godziny przy Chrystusie i to zupełnie inaczej niż ci z dzisiejszej Ewangelii. Oni bywali przy Chrystusie i nauczyli się patrzeć w Serce Zbawiciela, rozdarte w obliczu nędzy ludzkiej. Odczuwali, jak kielich goryczy Serca Jezusowego dopełniał fakt, iż człowiek odrzuca Bożą pomoc udając samowystarczalnego.

Ta miłość do Bożego Serca przybrała w ich życiu konkretne wymiary: w miłości do Kościoła i w miłości do człowieka. Łatwo jest kochać jakieś idee abstrakcyjne - tylko co to za miłość? Tymczasem Kościół jest bardzo konkretny w osobie Piotra i jego następców, oraz w konkretnej wspólnocie. Miłując Chrystusa, Jego Serce, nauczyli się też kochać człowieka. Patrząc w Boże Serce dojrzeli kim właściwie jest człowiek. Dojrzeli również ból Jezusowego Serca z powodu poniżenia człowieka.

A jeśli przychodzili do Jezusa pytać Go, to nie chcieli podchwycić go zadając to trudne pytanie. I Jezus kazał im popatrzyć w Jego Serce i uczyć się od Niego. To nie oznaczało sentymentalnego patrzenia na rzeczywistość, ale podjęcie istotnych ludzkich problemów. Trzeba było wcielić w życie ideały sprawiedliwości i miłości. A tego nie można realizować przy pomocy karabinów i rewolucji. Można je - owszem wypisać na transparentach, ale wtedy staną się pustymi i zwodniczymi sloganami.

Moi Drodzy! Mogli oni – możemy i my. To do nas mówi dzisiaj Pan: „Idźcie i dajcie poznać światu miłość Serca Jezusowego”; „Bądźcie prorokami miłości i sługami pojednania ludzi i świata w Chrystusie”.

I nam Pan poleca zachęcać każdego napotkanego człowieka, by patrząc w Serce Jezusowe uczył się urządzać swój i nasz świat. Jeśli będziemy wcielać w życie hasła wypisane na rewolucyjnych sztandarach, szarpanych porywami nienawiści - obawiam się, że zostawimy następnym pokoleniom cmentarze i gorycz. A nam trzeba życia. Do tego zostaliśmy powołani. „Serce Jezusa, źródło życia i świętości - zmiłuj się nad nami”.

Dział: OKRES ZWYKŁY

 

jezusUkochni Bracia i Siostry! To, o czym mówi przed chwilą przeczytana Ewangelia rozegrało się w ostatnim etapie ziemskiego życia Jezusa z Nazaretu. Wielka jest gwałtowność pytających i wciąż wielka niepewność — kim On jest naprawdę? Prorok, Mesjasz czy zwodziciel? On sam mówi o sobie więcej czynami niż słowem, a jeśli już coś wypowiada, to ma się wrażenie, że odsłonięty został zaledwie rąbek wielkiej tajemnicy! Ale czyjej, Boga, czy tylko człowieka? Kim więc jest?

Natarczywość, oczekiwanie jednoznacznej odpowiedzi, sięgają zenitu. Gdyby Go podchwycić na jakimś słowie, podstawić nogę. Na wszelki jednak wypadek trzeba powiedzieć: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny ... prawdy nauczasz. Na nikim Ci nie zależy ... nie oglądasz się na względy ludzkie. Powiedz nam, jak Ci się zdaje? Wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? (Mt 22, 16—18). Może uda się wykazać, że On ani prawdomówny, ani mądry, bo jak okazać się mądrym i wolnym w myśleniu, gdy pytanie dotyczy podatku i to jeszcze płaconego ciemiężycielowi, w zniewolonym kraju.

Jezus przejrzał ich przewrotność. Zażądał denara. Ale nawet wtedy, nie zatrzymuje uwagi na tym, co materialne i wymierne jakąkolwiek walutą. Myśl Chrystusa sięga głębiej. A choć od tego czasu tyle już królestw i cesarstw upadło i na tylu monetach zatarł się wizerunek i napis niejednego władcy, jednak odpowiedź nie straciła nic ze swojej aktualności. Raczej staje się tym ostrzejsza i bardziej wyrazista, im bardziej czasy i los sprzyjają cezarom, podpisującym się na kartach historii imieniem Boga.

Na tym poziomie problemów i pytań odpowiedź Chrystusa Pana jest surowa, ale jednoznaczna i jasno rysująca granice między tym, co boskie, a tym, co cesarskie. Przyznajmy, że my sami grzeszymy nieraz taką obłudną, przewrotną, faryzejską postawą, zadając podchwytliwe pytania Bogu, Chrystusowi, Kościołowi. Wiele razy dzieliliśmy, co dać Bogu, a co cesarzowi. Pomysłowość nasza w tej dziedzinie jest wręcz niewyczerpana. Dzielimy i wyznaczamy granice dobrze wiedząc, gdzie świeczkę zapalić, a gdzie załatwić sprawę ogarkiem.

Dlatego Bóg sam dzisiaj przypomina nam w pierwszym czytaniu: „Poza Mną nie ma boga ... Ja jestem Panem i nie ma innego ... od wschodu, aż do zachodu niech będzie wiadome, że beze Mnie nie ma niczego” (Iz 45, 5—6). Trzeba z tych słów wyciągnąć wniosek, że wszystko jest Boże; a przede wszystkim człowiek — stworzony przecież na obraz i podobieństwo samego Boga. Taka jest powinność człowieka wobec Stwórcy i to się Panu Bogu należy, by człowiek pamiętał i uznał, że jest Boży. Polska mądrość ludowa wyraziła tę odwieczną prawdę powiedzeniem: „Bez Boga — ani do proga”.

Wielka to, a zarazem prosta umiejętność, oddawać wszystkie sprawy Bogu i być od Niego zależnym, bo, jak uczy Pismo, „miłującym Boga wszystko pomaga ku zbawieniu” (Rz 8, 28). Jeżeli tylko człowiek jest bez reszty oddany Bogu, wszystko inne zajmie sobie właściwe miejsce, jak w porządnym domu, za porządnym progiem. Przekonani o tym i ożywieni tą myślą rozważaliśmy w psalmie:

Oddajcie Panu, rodziny narodów,
oddajcie Panu chwałę i uznajcie Jego potęgę.
Oddajcie Panu chwałę należną Jego imieniu.
przynieście dary i wejdźcie na Jego dziedzińce ...
Głoście wśród ludów, że Pan jest królem,
będzie sprawiedliwie sądził ludy" (Ps 96, 7, 8, 10).

Pan w dniu obrachunku wymierzy sprawiedliwość, a obecnie przez wciąż żywe i skuteczne słowo upomina i ujarzmia tych, którzy nie chcą uznać, że do Boga należą; którzy sprawy swoje układając poza Nim, wchodzą w zaułek bez wyjścia. O tych zakłamanych sytuacjach z sarkazmem mówi A. Mickiewicz:

Mówisz, niech sobie ludzie nie kochają Boga,
byle im była cnota i Ojczyzna droga.
Głupiec mówi: Niech sobie źródło wyschnie w górach,
byleby mi płynęła woda w miejskich rurach".

Poza Bogiem nie można istnieć. Tę prawdę przypomina nam, tzn. poszczególnym ludziom, narodom i państwom, czytane dziś w kościele Boże słowo. Może dziś do nas to słowo przychodzi ze szczegolną mocą i wyrazem, ponieważ Bóg, znając nas lepiej niż my sami wie, że jesteśmy pełni niekiedy faryzejskiej obłudy. Chcielibyśmy rozstrzygać nieraz swoje sprawy poza Nim, podzielić — dotąd boskie, dalej już cesarskie. Tak się zachowujemy, jakby taki podział był możliwy. Dobrze, że Pan Bóg przypomina nam tę trudną, ale konieczną lekcję: „Ja jestem Panem i nie ma innego" (Iz 45, 6).

Przed ostatecznym egzaminem, tę lekcję trzeba nieustannie powtarzać. Bo kiedyś Chrystus Pan zapyta: „Czyj jest ten obraz?" (Mt 22, 20). Obraz Boga wciąż jest na tobie i na wszystkich twoich sprawach. Z tej prawdy jedynie może powstać ład w człowieku. Wszystko skierowane ku Bogu, zamyka listę problemów: co. komu, ile, za ile i za co? Czy to właśnie nie wtedy człowiek doświadcza łaski i pokoju i dziękczynienia, o którym mówi drugie dzisiejsze czytanie?

Wtedy i Msza Św., w której uczestniczymy jest nie tylko obowiązkiem, ale wielką radością i dziękczynieniem wierzącego człowieka. Dziękczynieniem za dar wiary, za trud miłości i za wytrwałą nadzieję w Panu naszym Jezusie Chrystusie, jak miało to miejsce u miłujących Boga Tesaloniczan. Widzieć tę prawdę zrealizowaną w życiu ludzi — to otrzymywać świadectwo „nie przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Św., z wielką siłą przekonania" (1 Tes 1, 5), jak przypomniał nam św. Paweł.

Do dawania takiego pełnego mocy świadectwa został wezwany Kościół. Jestem i żyję w takim Kościele, który daje ponadczasowe świadectwo i to nie tylko wtedy, gdy cezar siada na ołtarzu, by zająć miejsce Boga, ale i wówczas, gdy Pan mocno ujmuje za prawicę i królom odpina broń od pasa — jak słyszymy dziś o Cyrusie. Taka jest moja i nasza wiara, której wyznawanie jest naszą chlubą. Na tym polega misyjność Kościoła, którą dziś mamy wszyscy wyraźniej zobaczyć.

Dział: OKRES ZWYKŁY