Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
poniedziałek, 21 grudzień 2015 12:08

Homilia na zakończenie starego roku – wersja druga

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

homiliaDzisiejszy wieczór jest pełen swoistego uroku i dostojeństwa, innego niż zwykle. Nie ma przykazania, aby w ostatni dzień roku przyjść do kościoła — a jednak jesteśmy. Wiemy sami ze siebie, ze swego chrześ­cijańskiego sumienia, że tak trzeba. Uświadamiamy sobie bowiem, my ludzie, że „przemija postać tego świata" (1 Kor 7, 31). Wiemy, że to przemijanie ma sens i musimy sobie z tego zdawać sprawę. Ale wiemy również, że to przemijanie dotyczy nas i że trzeba zrobić konieczne obrachunki. Zwłaszcza wtedy, kiedy coś się kończy, a coś się zaczyna. Zrobić bilans kończącego się roku, aby wejść w nowy z pewnym pla­nem i pragnieniem lepszego.

Zasadniczo w tym wstępie jest już zarysowana struktura dzisiejszego rozważania. Wiecie dobrze, że do zbiorów, z których rolnik się cieszy, należą również i zasiew, i przygotowanie gleby. I właśnie refleksja nad przemijaniem jest przywilejem dzisiejszego wieczoru; to ona jest tą funkcją, którą można by przyrównać do rozpulchniania gleby, gleby naszego sumienia, aby rzucone ziarno przyniosło owoc — i można chyba tutaj powiedzieć — lepszy, niż w tym roku, który przeżyliśmy.

Może to rozważanie o przemijaniu zaczniemy od szerszego tła. Na­sze indywidualne życie jest związane z pewnym kontekstem, rozwija się w określonej sytuacji. Nie chciałbym tu wychodzić poza istotną sytu­ację chrześcijanina, jaką jest Kościół, choć równocześnie wiecie, ile jest powiązań tej rzeczywistości, do której należymy — Kościoła — ze świa­tem i jak trudno oddzielić jedno od drugiego. I wiecie również dobrze, że na naszych oczach dokonuje się gigantyczna (to słowo nie jest tu pa­tosem) przemiana świata i w niej również przemiana Kościoła, która — nie możemy przeoczyć rzeczy ważnej i istotnej — domaga się naszej przemiany. Kościół to nie coś z boku. Kościół to my.

Sobór Watykański Drugi zakończony przed dziesięciu laty uświadomił nam, jaki Kościół ma wyjść na spotkanie nowych czasów. Wysiłek naszego parafialnego Kościoła jest wejściem w ten wielki zamysł powszechnego Kościoła.

Co się dokonało w minionym roku w sferze ducha? Bardzo wiele. Czytacie prasę, więc wiecie, co się dokonuje we współcze­snym Kościele.

Te wszystkie przemiany, jakie dokonują się w Kościele sygnalizują wielkość przemian, domagających się bardzo dojrzałej postawy nas wszystkich, która musi się zacząć od wewnętrznej przemiany — metanoi — każdego z nas. Pa­trząc na rzeczywistość Kościoła, którym jesteśmy, i poznając tę rzeczywistość, musimy być odpowiedzialni na miarę naszych czasów. Bo — tak kiedyś mówił Grzegorz XVI - ,,co za rozkosz jest być w łodzi dziu­rawej, która zda się tonąć — a mieć pewność, że nigdy nie utonie". I my tę pewność mamy, choć widzimy, że to i owo trzeszczy, że łamie się to i owo: bo równocześnie wiemy, że Chrystus umarł i zmartwych­wstał — i jest z nami.

I na tym tle dopiero widoczna jest ta nasza odpowiedzialność, którą sobie powinniśmy w ten wieczór przypomnieć. Jest wiele odcinków — i wszystkich nie możemy tutaj wyczerpać. Chciałbym zwrócić uwagę na niektóre sprawy kluczowe. W kontekście przemijania (w tym i czasu, który składa się na proces przemijania), proszę spojrzeć na własne obo­wiązki religijne. Proszę spojrzeć na przeżywanie niedzieli — w związku z odpoczynkiem, który nam się należy i w związku z obowiązkiem, któ­ry mamy wobec Boga. Na nasze uczestniczenie we mszy świętej w cią­gu roku, kiedy jesteśmy w mieście — i wtedy, gdy jesteśmy na waka­cjach, kiedy jesteśmy poza granicami kraju.

Proszę spojrzeć na nasze uczestniczenie we mszy i jego intensyw­ność — czy czynimy tylko zadość przykazaniu i „słuchamy" mszy świę­tej, czy w niej uczestniczymy aż do końca? „Do końca" to nie znaczy nawet do przyjęcia Komunii — choć tak ma być, wszyscy obecni na mszy powinni iść do Komunii. Ale „do końca" to jest to, co jest poza kościołem: to miłość i służba człowiekowi. Czy my to rozumiemy? Czy wiemy, że ludzie niewierzący patrzą na nas i mówią: któż to są ci chrze­ścijanie XXI wieku...? Jak wygląda nasza modlitwa? Czy mamy czas na modlitwę? Jak wygląda jakość naszej modlitwy? Czy mamy czas na przygotowanie się i przystępowanie częste do sakramentów — czy też uważamy, że są sprawy ważniejsze

Czy staramy się o pogłębienie i dojrzewanie naszej wiary? Już od dawna się mówi, że największą raną na ciele Kościoła jest ignorancja. Człowiek dorosły, dojrzały, wykształcony w swoim zawodzie — a nie­douczony w płaszczyźnie religijnej. W konsekwencji powstają takie ano­malie, jak człowiek „wierzący i niepraktykujący". Co to znaczy? To człowiek, który nie rozumie chrześcijaństwa, tylko ma kilka obiego­wych pojęć na ten temat.

Czy systematycznie czytam książki religijne? Czy mam czas na po­głębienie znajomości historii nie tylko narodu, ale i Kościoła, kultury, w której tkwimy korzeniami i bez której zginiemy? Czy staram się o przekaz wiary w rodzinie? Czy się nie usprawiedliwiam, że ponieważ dziecko chodzi na religię, nigdy nie wszczynam z nim dialogu i nie daję żywego świadectwa temu młodemu człowiekowi przykładem swego ży­cia lub choćby intelektualnego usprawiedliwienia tego, w co wierzę? Czy ja z synem lub z córką w ogóle potrafię na ten temat mówić? Czy mam na to czas? Właśnie ciągle chodzi o ten czas...

A sprawa rodziny i społeczeństwa — sprawa relacji do etyki pracy, zawodu, więzi rodzinnej. W ilu domach potrafimy obronić się przed za­lewem bodźców, które idą z zewnątrz? W ilu domach rodzina jest rodzi­ną, jest coraz bardziej przyjazną więzią między sobą nawzajem i z Chry­stusem?

Czy wiemy o tym, że prawidłowy rozwój rodziny i wspólnoty rodzin­nej zależy od prawidłowego uczestniczenia we wspólnocie kościelnej, którą tworzymy? Jakie jest nasze stanowisko wobec odpowiedzialności za kształt tej wspólnoty, która jest przy ołtarzu? We wspólnej modlitwie, w śpiewie, w przystępowaniu do sakramentów, w świadczeniu miłości tej wspólnocie?

To prawie jak rachunek sumienia — i chciałbym to potraktować jako przejście do zrobienia własnych obrachunków, ale w kontekście przemijającego czasu. Nie mogę za was robić rachunku sumienia, ale wy sami, kiedy słyszycie te pytania, dajecie sobie na nie odpowiedź. Wiecie o tym, że jest za co przepraszać, jak również jest za co dzięko­wać. Ale proszę dzisiaj zadać sobie jedno pytanie: czy w ostatnim roku miałem czas dla Boga? W tym kontekście bardzo niepoważnie brzmi wykręt „nie mam czasu", choć wielu z was tym się właśnie tłu­maczy.

To powiedzenie ,,nie mam czasu" przypomina ową opowieść o ze­garze sewilskim: ktoś skazany na śmierć został w ostatniej chwili uła­skawiony, ale zanim goniec dobiegł z tą wiadomością, już wyrok wyko­nano — bo zegar spieszył się o 5 minut. Właśnie te pięć minut dzien­nie w relacji do trzech, czterech godzin przy telewizorze, jak jest u wielu ludzi, w relacji do rozrywek, które mimo braku czasu są i do któ­rych mamy prawo. Ale kiedy nie mamy czasu dla Boga, podcinamy gałąź, na której siedzimy. Dojdzie kiedyś do katastrofy, bo zapytamy o sens wszystkiego co istnieje i wszystkiego co czynimy — a tylko On nam może na to dać odpowiedź. Jeśli zobaczymy, że Go nie znamy, to wtedy jest tragedia.

Podziękujmy też w tym aspekcie: mieliśmy w minionym roku na pewno wiele wspaniałych i twórczych doznań — proszę podziękować dzisiaj za czas spędzony z Chrystusem. Mówi się: wszystko przeminę­ło z wiatrem i wszystko przeminie z wiatrem. To jedno nie przeminie. Nie przeminie czas spędzony z Chrystusem, czy to bezpośrednio z Nim na modlitwie, czy to w posłudze drugiemu człowiekowi — bo to są dwa aspekty tego samego.

I krótki rzut oka w przyszłość. Postanowienie, że będzie lepiej.

W praktyce kapłańskiej dużo miejsca poświęca się na przemawianie — właśnie w tej chwili przemawiam do wielu — ale jest jeszcze w pra­ktyce kapłańskiej rozmowa w cztery oczy. Wtedy, kiedy staje się wobec człowieka, znając go mniej lub więcej i mówi mu się to, co powinno być dokonane w jego życiu. Pragnę teraz to powiedzieć każdemu z was na osobności, w cztery oczy: proszę pamiętać, że ta fascynacja wartoś­ciami, które przemijają, jest czymś wspaniałym — ale jest ona niczym wobec fascynacji Nieprzemijającym. I to trzeba odkryć w przemijaniu: z przemijania, uciekania czasu i życia trzeba uczynić drogę do spotka­nia Nieprzemijającego. W niektórych kościołach jest taki napis: „Czas jest dany ludziom po to, aby spotkali Chrystusa". Czas życia ca­łego też jest dany po to. Jeśli Go nie spotkamy tutaj, to Go spotkamy w godzinę śmierci — takiego, jakim jest.

I właśnie to bym chciał powiedzieć każdemu z was z osobna: czło­wieku, zatrzymaj się sam w tej wielkiej fali przemijania, która nas wszystkich porywa. Wszystko jedno, czy przez fascynacje wspaniałe, czy przez fascynacje mierne i poziome. Zatrzymaj się i pomyśl nad je­dnym: że Chrystus już jest wśród nas! Dzisiaj czytaliśmy słowa Ewan­gelii św. Jana, ,,że Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (J 1, 14). Już jest wśród nas!

Kiedyś tym faktem zafascynował się wielki Augustyn i w swoich Wyznaniach napisał te słowa: „Zbyt późno Cię pokochałem, Piękności tak dawna, a tak nowa. Późno Cię pokochałem — a oto byłaś wewnątrz, a ja byłem zewnątrz. Tam Cię szukałem i ku pięknym rzeczom stwo­rzonym przez Ciebie lgnąłem w mej brzydocie. Byłeś ze mną, a ja z Tobą nie byłem. Z dala od Ciebie trzymały mnie te rzeczy, które by nie istniały, gdyby nie istniały w Tobie. Zawołałeś, wezwałeś i przer­wałeś moją głuchotę. Wydałeś woń, odetchnąłem i wzdycham ku To­bie. Skosztowałem i łaknę i pragnę. Dotknąłeś mnie i zapałałem mi­łością ku Tobie".

Wiecie, gdzie jest Ten, który stał się Człowiekiem? Gdzie jest Sło­wo, które stało się Ciałem? W Eucharystii. Chcecie Go znaleźć w Eucha­rystii? Klękajcie, wyrąbując czas — bo wart jest Bóg tego, żeby dla Niego mieć czas! A chcecie Go jeszcze bardziej poznać? Otwieraj­cie Biblię i czytajcie.

„Mam Biblię u siebie już trzydzieści lat — pisał Mereżkowski. Czytam ją codziennie i czytać będę póki oczy widzą, przy wszelkim od serca czy słońca biegnącym świetle. W najjaśniejsze dni i najciemniej­sze noce, szczęśliwy czy nieszczęśliwy, chory czy zdrów, czujący czy nieczuły. I wydaje mi się, że wciąż czytam coś nowego, nieznanego. Że nigdy nie przeczytam, nie poznam do głębi, tylko rąbkiem oka wi­dzę, rąbkiem serca czuję. A gdyby tak zupełnie — to co wtedy? Na­pis na okładce 'Nowy Testament' zatarł się tak, że ledwie go można odczytać, złocenia brzegów pociemniały, papier pożółkł, skóra okładki zbutwiała, grzbiet odpada, kartki rozsypują się, także miejscami zbu­twiałe, po brzegach wytarte a po rogach zwinięte w rurki. Trzeba by ją na nowo oprawić, ale szkoda. A prawdę mówiąc nawet strach choćby na kilka dni rozstać się z tą książeczką. Co wezmę z sobą do trumny? — Ją. Z czym wstanę z grobu? — Z nią. Co robiłem na zie­mi? — Czytałem ją".

Oto to właśnie, co chciałem wam w cztery oczy powiedzieć: idźcie w ten nowy 2016 rok — tak, jak przypomina nam to każda msza — przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie. A teraz wsłuchujmy się w głos samego Chrystusa, który będąc tutaj z nami, też mówi do każdego z nas w cztery oczy. Sam nas uczy prawdy o sobie i przekazuje nam swoją miłość.

Z tymi refleksjami pójdźmy do domu, wejdźmy w dzisiejszy wieczór i zacznijmy nadchodzący Nowy Rok 2016. Życzę wam, żeby był jeszcze bar­dziej brzemienny Chrystusem i żeby Chrystus był Alfą i Omegą, po­czątkiem i końcem waszych dni, tygodni i następnych lat. Chrystus idą­cy teraz z nami w Nowy Rok, jak z uczniami do Emaus.AMEN.

 

Czytany 1557 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.