Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 28 grudzień 2017 18:23

Homilia na Nowy Rok (B) - Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

swieta-boza-rodzicielkaWydarzenia nocy Bożego Narodzenia wywołały u pasterzy, którzy pierwsi nawiedzili betlejemską stajnię, zrozumiałe zdziwienie. Wpatrywali się zapewne, jeden przez drugiego, w tajemnicze Dziecko i całą scenerię, jaka Je otaczała. Objawienie przyniesione przez anioła, blask chwały Pańskiej, śpiew zastępów niebieskich, to wszystko spowodowało u pasterzy strach, wielką zadumę i zapewne pierwsze komentarze, w których być może nie brakowało zarówno zachwytu jak i niedowierzenia.

Ludzie od wieków tak reagowali na cudowne wydarzenia. Św. Łukasz z całą wyrazistością jednak podkreśla odmienność, z jaką przyjmowała przyjście na świat Mesjasza Jego Matka. Ewangelia mówi: "Lecz Maryja zachowała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu". To jest właśnie cała głębia macierzyńskiej postawy - rozważać w sercu tajemnicę narodzonego potomstwa.

Opiekę nad każdym dzieckiem roztaczają różne instytucje. Troszczą się o to, by było ono zdrowe, by miało dobre warunki rozwoju, edukacji. Prowadzi się w tym celu badania naukowe, opracowywuje programy, lecz jedynie matka, prawdziwa matka, zachowuje i rozważa w sercu tajemnicę swojego dziecka.

Dziś wiele kobiet boi się macierzyństwa. Niejeden mężczyzna lęka się odpowiedzialności bycia ojcem. Wiedzą, że narodzone dziecko będzie wymagać miłości. Trzeba będzie się z nim podzielić swoim życiem i sercem. Nie wystarczy rzucenie dzieciom hojnej ofiary w czasie hucznie zorganizowanej akcji, po której wracamy do domu, w którym chcemy mieć święty spokój. Wiemy o tym i boimy się potrzebujących prawdziwej, wielkiej miłości dzieci.

Kobieta, u której badania prenatalne wykazały zespół Downa u nienarodzonego dziecka, mówi eufemistycznie: "Muszę zdecydować się na zabieg, bo to dziecko będzie nieszczęśliwe". Dziecko nieszczęśliwe? Powtarzają to posłowie, lekarze, działacze, naukowcy, a czy ktoś zapytał takie właśnie dzieci czy one są nieszczęśliwe?

Jeden z kleryków warszawskiego Seminarium Duchownego poszedł na lekcję religii do dzieci z zespołem Downa. Temat katechezy brzmiał: "Powtórne przyjście Pana Jezusa". Młody katecheta powiedział dzieciom: "Kiedy Pan Jezus przyjdzie na końcu świata, to wtedy wszyscy będziemy bardzo szczęśliwi". Na to dzieci odpowiedziały: "Ale my już jesteśmy bardzo szczęśliwe". Kleryk nie dawał za wygraną: "Ach, co wy tam wiecie, jak przyjdzie Pan Jezus to wtedy będziemy tak bardzo, bardzo szczęśliwi, że tego nie da się opisać!" A dzieci mu na to: "Ale my już jesteśmy tak bardzo szczęśliwe, że tego nie da się opisać". I złożył kleryk swoje notatki i nie udała się lekcja, bo po raz pierwszy w życiu spotkał tak szczęśliwe dzieci. Dzieci z zespołem Downa.

Boimy się dzieci. Trzeba oddać się im do końca. A to przeszkadza niekiedy w realizacji zawodowych, życiowych ambicji. Wiele kobiet nie chce, marnować życia przy nieustannym praniu pieluch. "Chcę być jeszcze młoda i od życia coś mi się jeszcze należy!" - mówią.

Sprawa jest na pewno wieloaspektowa ale jakże często tak spłycone podejście wynika z braku rozważania w sercu tajemnicy macierzyństwa, które nie niszczy młodości, a wręcz przeciwnie, ocala ją. To właśnie prawdziwa przyjaźń z dzieckiem czyni nas młodymi nawet w latach jesieni życia. Świadomie podkreślam tutaj słowo "przyjaźń", aby wskazać, że w relacji rodziców i dzieci potrzeba czegoś więcej niż tylko materialnej opieki. Kiedy spotykam zbolałe matki, poruszone do głębi niewdzięcznością swoich dzieci, słyszę jak mówią: "Moje dziecko jest takie niedobre, a przecież miało wszystko i uprane i ugotowane. "Czy rzeczywiście uprać, ugotować, przypilnować lekcji, zaprowadzić do lekarza, to już wszystko?

Jakże często rodzice zupełnie nie interesują się tym, czym żyją ich dzieci. Brakuje chęci do rozmawiania o tych dziecięcych spraw, które nudzą dorosłych. Zbywa się dziecko słowami "daj mi teraz spokój, masz tu parę złotych, idź pograć na automatach". Potem przychodzi zdziwienie, żal. "Mój nastoletni syn, moja dorastająca córka o niczym nie chce mi mówić, zamyka się w pokoju, ma przede mną tajemnicę, nie odpowiada na pytania". Czy niekiedy nie jest to konsekwencją tego, że w dzieciństwie nam też nie chciało się rozmawiać z dziećmi?

Ktoś powiedział, że nasze dzieci potraktują nas na starość tak, jak my traktowaliśmy je przed laty. Jeżeli wieszaliśmy dziecku klucz na szyi, jeżeli podrzucaliśmy je nieustannie babci, pozbywaliśmy się go z domu różnymi sposobami, "bo nie mam czasu, bo moja praca, bo teraz nie mogę", to może za kilkadziesiąt lat usłyszymy od dzieci to samo. "Nie mam czasu, nie mogę, bo moja kariera, moja praca".

Spotkałem w ośrodkach opieki społecznej, takich wiekowych rodziców, dla których nie było miejsca w domach dzieci. Nie mówię, że to na pewno oni sami zawinili. Chcę tylko powiedzieć, że z dziećmi trzeba się po prostu zaprzyjaźnić.

Pewni rodzice opowiadali mi, że kiedy ich syn zapowiedział, iż pragnie wyprawić w domu swoje osiemnaste urodziny, zgodzili się chętnie, deklarując jednocześnie, że pojadą sobie gdzieś tego wieczoru, by nie krępować młodego towarzystwa. "Nie ma mowy" usłyszeli w odpowiedzi. "Całe życie, we wszystkich sprawach jesteśmy razem i nie wyobrażam, sobie tego przyjęcia bez was".

Na tym właśnie między innymi powinna polegać rodzinna przyjaźń. Kiedy jej nie ma, rodzice starają się nadrobić jej brak tanimi chwytami. Można pozwolić małemu dziecku na obejrzenie filmu dla dorosłych, pozwolić na wypicie kieliszka szampana w noc Sylwestrową. I wtedy dzieci mówią: "Mam fajną matkę, fajnego ojca". Tak mówią dzieci. Ale słowo "fajny" nie zawsze znaczy "dobry". Kiedyś w przyszłości, zabraknie fantów do przekupywania i dorastający chłopak i dziewczyna powiedzą rodzicom: "Nie jesteście nam potrzebni, sami zdobędziemy to, na co mamy ochotę".

Nie wszystkie jednak tragedie rodziców spowodowane są ich błędami w wychowaniu. Tajemnica zła i grzechu jest o wiele bardziej skomplikowana. Niekiedy ci sami rodzice mają dziecko dobre i łagodne, a drugie brutalne i wulgarne. Wtedy żadne słowa nie opiszą przeżywanych tragedii, zwłaszcza w sercach matek. One szczególnie doświadczają bólu, patrząc na złą postawę własnych dzieci, na to jak marnują swoje życie. Ile łez wylanych, ile słów napomnienia, próśb, tak często zupełnie nieskutecznych. Bo szatan, który jest zawsze źródłem zła w życiu człowieka, nie boi się naszych krzyków i gróźb.

Opowiadał mi pewien pan, jak to po powrocie z wojska zamieszkał ze swoją matką i zamiast rozejrzeć się za pracą, pomyśleć o przyszłości, zaczął pić. Pierwsze dni matka tłumaczyła sobie - "Chłopak musi się po wojsku wyszumieć" ale mijały tygodnie, a ja nadal piłem - opowiadał mi. Matka zaniepokojona zaczęła mnie błagać: "Synu opamiętaj się, trzeba pomyśleć o życiu, dosyć już tej zabawy" ale ja mimo tych słów piłem dalej. Matka zaczęła mi grozić: "Z domu cię wyrzucę jak się nie poprawisz, milicję wezwę, na leczenie cię oddam". Nic nie robiłem sobie z tych słów i bawiłem się dalej.

Aż pewnego dnia matka przyszła do mego pokoju, usiadła na krawędzi łóżka i kiedy myślałem, że znów zacznie mnie prosić albo straszyć, ona powiedziała: "Synu, ty już nie jesteś mój. Ktoś mi ciebie zabrał. Nic ci już nie będę mówić, będę się za ciebie tylko modlić". Ja wybuchnąłem na te słowa śmiechem, powiedziałem: "Niech mamusia nie panikuje" i poszedłem się upić, ale kiedy wróciłem, ona rzeczywiście nic mi nie mówiła, tylko widziałem jak siedzi w kuchni wciśnięta w kąt między oknem a lodówką. Następnego dnia, kiedy wróciłem do domu, znowu ją tam zastałem. I trzeciego i czwartego, ciągle ten sam widok, aż w końcu nie wytrzymałem. Poszedłem do kuchni, uklęknąłem przed nią i powiedziałem: "Mamusiu, pomóż mi, ja chcę się zmienić, ale nie mogę sobie dać ze sobą rady".

Jaka mądra matka. Uratowała swoje dziecko. Zrozumiała, że syn nie boi się naszego krzyku. On boi się modlitwy i postu. W ilu polskich domach trwają wieloletnie kłótnie matek i dzieci? Kłótnie, które nic a nic nie dają. A gdyby tak zacząć modlić się i pościć w intencji dzieci, które zagubiły swoją drogę? Matka Jezusa wiedziała, że na krzyżu jej Syn toczy walkę ze złem i że krzyk i protesty niewiele by pomogły. Dlatego modliła się i współcierpiała z Jezusem. Tak pomogła Mu zwyciężyć.

Kiedy rozważamy te bolesne sprawy, jakie przychodzi przeżywać wielu matkom w związku z postawą swoich dzieci, to chciałbym wyznać wam Bracia i Siostry, że w tych ostatnich latach i miesiącach, szczególnie mocno dotarła do mnie prawda mówiąca, że właśnie Kościół jest Matką nas wszystkich.

Otóż spotkałem się w swojej pracy duszpasterskiej z takimi szczególnie bolesnymi, nawet chyba tragicznymi sytuacjami, kiedy to dzieci wprost nienawidziły swoich matek i tę nienawiść wyrażały na zewnątrz. Skąd się to brało? Na pewno sprawa jest bardzo złożona, ale zauważyłem tu jeden chyba, istotny element. Otóż taki młody człowiek, który potrafił powiedzieć swojej matce, "głupia jesteś", "odczep się ode mnie", wiedział, że mimo to matka i tak następnego dnia zrobi mu śniadanie, upierze koszulę, wezwie lekarza gdy zajdzie taka potrzeba. Koledze by tak nie powiedział, znajomego by tak nie potraktował, bo ten mógłby się obrazić i odejść. Ale matce można było powiedzieć wszystko. Ona i tak była, jak to ktoś brutalnie ale chyba słusznie powiedział, uwiązana na smyczy miłości.

I w tym kontekście widzę, jak Kościół jest przez wielu traktowany jak ta stara matka. Można o nim powiedzieć wszystko. W kabarecie, na łamach prasy, na spotkaniu towarzyskim, w biurze i w pracy. Można wyśmiać i wykpić. Ale każdy wie, że kiedy zajdzie taka potrzeba, to Kościół jak stara matka nie opuści. Ksiądz przyjdzie, gdy się go wezwie do umierającego w szpitalu, w konfesjonale odpuści grzechy, jeżeli się za nie szczerze żałuje. Siostry zakonne zaopiekują się opuszczonym dzieckiem, starszym człowiekiem, i nie będą się pytać czy ten ktoś wyśmiewał się z religii czy duchowieństwa.

Maria stojąc pod krzyżem na pewno cierpiała widząc zmasakrowane ciało Jezusa, Jego przybite do krzyża ręce. Ale może jeszcze bardziej sprawiało Jej ból, kiedy słyszała jak ci, których Jezus uzdrawiał i karmił, szydzili z Niego i pluli potrząsając głowami.

I w naszym kraju Kościół ocierał łzy wielu sponiewieranym udręką komunizmu. Teraz ci sami ludzie mówią mu, żeby się nie wtrącał w ich życie.

Drodzy bracia i siostry.

W pierwszy dzień roku modlimy się szczególnie o pokój w świecie i oby Bóg całemu światu i naszej Ojczyźnie tego pokoju udzielił. Ale wydarzenia w świecie, dalekim i bliskim, stają się dla nas niepokojącym sygnałem. I mocno wierzę w to, że gdyby stało się jakieś nieszczęście, to nie wiem czy autorzy kabaretowych tekstów, muzycy zespołów rockowych ale na pewno Kościół, jak stara matka, znowu pochyli się nad każdym potrzebującym pomocy człowiekiem. Człowiekiem lewicy i prawicy, Polakiem, Żydem, Rosjaninem, intelektualistą i prostym człowiekiem.

Nie mówię, że Kościół zawsze wszystko robi idealnie. W swoim ludzkim wymiarze on też się nieraz przestraszy, niedopatrzy czegoś, służy

nieraz nieporadnie jak i nasze matki. Ale tak jak one nigdy nie zdradził, nie obraził się, nie zostawił. I tak będzie do końca.

Maryjo, rozważająca w sercu tajemnicę swojego Syna, dodaj odwagi niewiastom, które boją się kochać swoje dzieci.

Święty Józefie, człowieku prawy i sprawiedliwy, wyproś u Boga dla mężów i ojców, łaskę zrozumienia tajemnicy, która mówi, że największa siła leży w prawdziwej miłości i dobroci.

Święci Rodzice, wstawcie się u Boga za dziećmi, malutkimi i dorosłymi, by za miłość ojców i matek, miłość jakiej na ziemi nigdy i nigdzie nie spotkają, na kolanach potrafili dziękować. Amen.

Czytany 72 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.