Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 10 maj 2016 10:30

Homilia na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego - Duchu Święty przyjdź...

Oceń ten artykuł
(1 głos)

duch.swPamiętam jeszcze z czasów seminaryjnych, jak jeden z księży profesorów mocno podkreślał na wykładach, że teologia nie zajmu­je się roztrząsaniem sytuacji hipotetycznych. Nie odpowiada na pytania: Co by było gdyby. Ona bada zaistniałe fakty, analizuje to, co naprawdę jest i co rzeczywiście się wydarzyło. Proszę więc mi wybaczyć, że na początku dzisiejszej homilii złamię te słuszną zasadę. Ośmielę się tak postąpić, aby pobudzić nas wszystkich do głębszej refleksji nad teologiczną i duchową treścią dzisiejszej niedzieli Zesłania Ducha Świętego. Postawię mianowicie takie pytanie: co by było, gdyby Pocieszyciel z wysoka nie zstąpił na ziemię? Gdyby dzieło Jezusa zakończyło się Jego wniebowstąpie­niem? W takiej sytuacji to, co stało się na Golgocie i później, w poranek wielkanocny, byłoby tylko osobistą sprawą Jezusa i Jego Ojca Niebieskiego. Tylko Chrystus by wszedł do nieba. A reszta ludzi? Zostałaby w takiej samej sytuacji, w jakiej była przed narodzeniem Syna Bożego. Zmieniłoby się może tylko to, że światu pozostałyby wspomnienia po Człowieku, który przeszedł przez ziemię dobrze czyniąc. Znając jednak realia zdajemy sobie sprawę, że całe dzieło Chrystusa szybko uległoby w ludzkiej pa­mięci różnym przeinaczeniom a może nawet, z czasem, poszło w zapomnienie. A nawet gdyby tak się nie stało, to pozostałyby po Nim jedynie wspomnienia, jakiś skrawek mądrości i niedoścignio­ny wzór do naśladowania. Jeszcze raz usprawiedliwię się, dlaczego jestem niewierny przestrodze swego profesora z seminarium. Roz­ważam taką fikcyjną sytuację, ponieważ wielu ludzi praktycznie w niej żyje.

Ktoś zauważył żartobliwie, że gdyby ogłoszono, iż Duch Świę­ty nie istnieje, religijność wielu katolików nic a nic by się nie zmieniła. Owszem, oni coś o Nim słyszeli. Wypowiadają Jego imię w pacierzu, w liturgii. Pozostaje On jednak dla nich kimś bardzo odległym. Tacy ludzie w swoim życiu religijnym koncentrują się na osobach Chrystusa, Jego Niebieskiego Ojca, Maryi a także in­nych świętych. Na modlitwie kierują do nich swoje prośby. Nato­miast, by przywołać do siebie z całą mocą Ducha Świętego, to im tak naprawdę nigdy nie przychodzi do głowy. A chrześcijaństwo pozbawione Pocieszyciela, który ma nam wszystko przypomnieć, byłoby czymś wręcz bardzo okrutnym. Byłoby rozbudzaniem wielkiej a zarazem niemożliwej do spełnienia nadziei. I to jest dramat, że wielu chrześcijan w takiej perspektywie prowadzi swoje życie religijne. Narzucają sobie moralną dyscyplinę, troszczą się o sumienne spełnianie praktyk i podejmują te starania wielkim kosztem. Ale wszystko to czynią jakby mechanicznie, a nie z serca. Osoby takie ciągle doświadczają tego, że ich wiara jest jakaś sucha, narzucona, a nawet sztuczna. Jaka jest na to rada? Pamiętacie, Bra­cia i Siostry, słowa św. Pawła? Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. Duch roz­lewa w nas miłość, rozlewa łaskę, rozlewa, rozprowadza w Ko­ściele wszelkie dobro, które zrodziło się w Chrystusie, którego Zbawiciel dokonał. Bez Jego mocy, jaka przenika odwiecznie cały Kościół, Jezus pozostałby dla nas cudownym, ale jednocze­śnie zamkniętym skarbcem. Moglibyśmy go tylko oglądać z ze­wnątrz, umierając jednocześnie z duchowej nędzy. Duch Święty Chrystusowe skarby roznosi po świecie, przepełnia nimi całość ludzkiej natury, odnawia nas nimi do głębi. Tragedią wielu poczciwych katolików jest to, że nigdy się tą prawdą nie przejęli i chcą jedynie siłą swojej woli i swego intelektu wejść w chrześci­jańskie życie. Czytałem kiedyś o pewnym plemieniu, które do­wiedziało się, że ziemia i skały kryją konieczne dla zdrowia i życia ludzkiego minerały. Przejęta tym tubylcza starszyzna wprowadziła dla wszystkich swoich współbraci obowiązek zjada­nia jednej łyżki ziemi okraszonej kamyczkami ze skał. Biedacy męczyli się przy tych posiłkach niemiłosiernie i na dodatek nie wiedzieli, że organizm i tak w ten sposób nie przyswaja sobie minerałów. Nie wiedzieli, że to rośliny są tym cennym pośredni­kiem, który transportuje ważne substancje z gleby do ludzkiego organizmu. Ta historia obrazuje nam tych, którzy jedynie silną wolą i rozumem chcą przyswoić sobie naukę Chrystusa. A Pismo Święte mówi, że to Duch nam wszystko od Ojca i Syna przynosi i wprowadza w nasze wnętrza.

Skąd wynika ten problem z nabożeństwem do Ducha Święte­go? Tyle wspaniałych obietnic jest związanych z Jego Osobą. Tyle darów może nam przynieść, a jednak coś mocnego blokuje wielu ludzi na przyjęcie Pocieszyciela. Chodzi tu chyba między innymi o to, że On zstępuje tylko na tych, którzy są, jak puste naczynia. Kto jeszcze liczy na samego siebie, kto pokłada ufność w samym sobie, ten pozostaje na Ducha zamknięty. Ponadto zstępuje On na człowieka, jak wiatr. Nie wiadomo skąd przychodzi i dokąd podą­ża. Często zstępuje nagle i niedostrzegalnie. Nie daje sobą stero­wać, nie podlega żadnej ludzkiej kontroli. A zapewne wielu chcia­łoby powiedzieć: Duchu Święty zstąp w ten fragment mego życia, ale w tamten nawet nie zaglądaj. Uzdrów mi małżeństwo, ale moją pychę zostaw w spokoju. A tak się nie da. Nie można na polu, w górach, na morzu kierować podmuchami wiatru. On wieje, gdzie chce i jak chce. Niewidzialny, wolny, nieprzewidywalny. Taki jest i Duch Chrystusa. Ludzie szczegółowo planujący życie, ludzie ko­chający swoje różne zabezpieczenia, ludzie lubiący mieć wszystko pod kontrolą, mogą mieć z Duchem Świętym spore kłopoty. Bę­dzie dla nich tylko tym, który wszystko przestawia i przewraca do góry nogami. On bowiem nie pozwala, by posługiwać się Nim jak patykiem, tyczką do podpierania naszych sypiących się często pomysłów, planów czy zamiarów. Duch Święty zajmuje się w życiu człowieka nie jedynie jakimiś kosmetycznymi retuszami, ale prze­prowadza generalne remonty. Popatrzmy na tych, których Duch Święty napełnił. Każdy z nich wraca do swej tożsamości. Kobiety stają się jeszcze bardziej kobiece a mężczyźni jeszcze bardziej mę­scy. Popatrzmy na Maryję i jej krewną Elżbietę. Młoda Dziewica z Nazaretu, gdy napełnił Ją Duch Święty, wyrusza z pośpiechem w góry. Przynagla ją kobiece serce, które zawsze pragnie znaleźć kogoś, komu będzie mogło powierzyć tajemnicę swego życia. To jest absolutnie pierwsza specjalizacja dojrzałych kobiet - umiejęt­ność budowania relacji, walka o utrzymanie relacji, nawet kosztem podejmowania niebezpiecznych wyzwań. Napełniona Duchem Świętym Elżbieta już na początku spotkania wydaje okrzyk i spon­tanicznie zachwyca się odwiedzinami Matki Pana. Ta postawa to także przykład szczególnego uroku każdej kobiety. Podziw dla piękna, słowa pełne zachwytu brzmią w jej ustach niepowtarzalnie. Te dwie matki doskonale się rozumieją. Ich wzajemna bliskość, zanurzenie w Bogu, ich czystość pochodząca od Stwórcy, wszystko to sprawia, że są jak dwa kwiaty dane dla rozradowania świata. To jest powołanie każdej kobiety. I dlatego, Drogie Panie, kiedy Wa­sze subtelne piękno ustępuje niekiedy programowemu zacięciu, złości, niechęci, czy walce z mężczyznami, to świat traci coś naprawdę wielkiego. Ja wiem, że w opinii niejednej niewiasty w jej życiu brakuje powodów, by na jej twarzy gościł uśmiech, by w spokoju mogła promieniować dobrocią. Ale Maryja była piękna i tak kobieca także na Golgocie. Bo nie na swoich osiągnięciach, nie na uwarunkowaniach życia, ale na Duchu Pocieszycielu budowała swoje piękno. Ona promieniowała pięknem, które daje Duch Święty - pięknem miłości.

Można dzisiaj z tego wyciągnąć wnioski bardzo general­ne: że chrześcijanie muszą mieć świadomość przynależności do wspólno­ty Kościoła, do wspólnoty ludu Bożego, który pielgrzymuje przez ten świat i rozdziela miłość.

Można o tym mówić bardzo ogólnie — ale ja chciałbym zwrócić wa­szą uwagę na bardzo precyzyjny konkret: czy w taki sam sposób nie tworzy się rodzina chrześcijańska? Dwoje młodych ludzi stwarza wspól­notę. Poprzez sakrament małżeństwa powołują oni do tej wspólnoty miłość Chrystusa, dynamikę tej miłości. Tworzy się z miłości dwojga ludzi rodzina, która ma swój byt w imię Jezusa Chrystusa i w imię tej miłości „tak jak Ja was, tak wy między sobą". Dzieci w takim klimacie wychowują się, dojrzewają i czasem nawet wychodzą z tej rodziny mi­sjonarze, którzy wszystkie swoje siły, wszystkie swoje talenty, wszy­stko co posiadają oddają Chrystusowi, aby być Jego głosem i szafarza­mi Jego mocy.

Znowu wielkie słowa — ale można te wielkie słowa rozmienić na jeszcze bardziej precyzyjne konkrety. Każdy z nas jest w rodzinie, każdy z nas tworzy cząstkę tej wspólnoty — ile trzeba miłości, wyrozumiałości, delikatności, czucia, żeby tę rodzinę cementować. Żeby ją cementować bytem Jezusa Chry­stusa, Jego życiem, Jego Duchem.

W Uroczystość Zesłania Ducha Świętego przypominamy to sobie i przeżywamy tym samym to wielkie święto: Zesłanie Ducha Świętego, który jest Duchem Słowa Wcielonego. Jezus jest Słowem — a Duchem tego Słowa, który od wewnątrz nam Słowo wyjaśnia, jest Duch Boży. Jedno z największych odkryć, jakie można kiedyś zrobić: że zrozumie się Chrystusa wszędzie — w Eucharystii, na krzyżu, mię­dzy nami, w nas, w słowie kapłana — wtedy, kiedy ma się Ducha Bo­żego w sobie. Bez posiadania Ducha Bożego chrześcijaństwo i jego in­stytucje a nawet sakramenty święte pozostają dla nas tylko zewnętrzną literą, niezrozumiałymi słowami i gestami. Patrząc na takie pojmowa­nie chrześcijaństwa, rozumiemy, co znaczą słowa: „Litera zabija, Duch ożywia" (2 Kor 3, 6).

Proszę pomyśleć nad tym, co powiedziałem w ostatnim zdaniu i w tym duchu przyjąć dziś Ducha Świętego, który nam na miarę naszej po­kory i naszego ubóstwa może dać zrozumienie tego, co mówi Jezus Chrystus, który wśród nas jest i do nas przemawia, a którego my często nie rozumiemy, bo nie mamy Ducha — Jego Du­cha. I jak bardzo trzeba wciąż zaczynać z pokorą walkę z grzechem, że­by w miejsce grzechu był Jego Duch, Święty Duch.

Taką modlitwą rozpoczęliśmy dzisiejszą mszę świętą. Ale ona sama nie wystarczy dla zgładzenia naszych grzechów. Kto w nich żyje na­dal, musi podejść do sakramentu pojednania. Pojednany w konfesjonale w białej szacie może zasiąść do wspólnoty z Chrystusem. Oto zadanie na najbliższy tydzień. To będzie piękny owoc Zesłania Ducha Świętego w Twoim – Drogi Bracie i Siostro – życiu. AMEN.

Czytany 495 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.