Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
niedziela, 07 styczeń 2018 10:26

Homilia na Święto Chrztu Pańskiego (B) - Wiara i chrzest

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

chrzest-panskiTak rozpoczął swą działalność mesjańską Jezus z Nazaretu. Przyszedł nad Jordan do Jana i jak wszyscy wyznający swe grze­chy przyjął z jego rąk chrzest - obmycie wodą, które oznaczało, że grzesznik przestaje być grzesznikiem, bo rozpoczyna pokutę, wraca do Boga. Wiemy z Ewangelii Mateuszowej, że „Jan po­wstrzymał Go mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” Ale „Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak się godzi nam wypełnić wszystko, co jest sprawiedli­we” (Mt 3, 14). Tajemnicza sprawa. Jedno jest pewne: Jezus po­dobny nam we wszystkim, prócz grzechu, rozpoczyna swą misję od aktu pokuty, jakby chciał pokazać, że bierze grzech ludzi na sie­bie. Upokorzenie i akt zbawczy - zgodnie z wolą Ojca, który daje znak swego upodobania. Ten obrzęd oczyszczenia, obmycia, przyj­mie Chrystus Pan także jako znak wejścia w krąg tych, którzy Jezusa uznają za Syna Bożego, a więc uwierzą w niego.

Jezus ż Nazaretu żądał wiary. „Czy wierzycie, że mogę to uczy­nić?” - pytał Jezus niewidomych, którzy błagali go o litość (Mt 9, 28). Lub też w inny sposób wystawiał proszących na próbę wiary. Ojca, który prosił: „Przyjdź zanim umrze moje dziecko” - zapewnia: „Idź, syn twój żyje” (J 4, 50). Uwierzył człowiek sło­wu ... i szedł z powrotem. Jedno miał tylko pytanie, gdy spotkał swoich: kiedy się dziecku polepszyło. Upewnił się, że była to ta godzina, gdy Jezus mu powiedział: „Syn twój żyje”. Wtedy już nie potrzebował wierzyć, już wiedział na pewno ... I tam, gdzie Zbawiciel wiary nie znalazł, był jakby bezradny. „I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa" (Mt 13, 58). Pan Jezus posłał swych Apostołów na cały świat, kazał im głosić Ewangelię zapewniając, że „kto uwierzy i przyjmie chrzest będzie zbawiony” (Mk 16, 16). Ten porządek jest nienaruszalny: najpierw wiara - potem chrzest. Tak było od początku.

Wracał z Jerozolimy dworzanin egipski. W czasie podróży czy­tał księgę Izajasza. Niewiele z tego rozumiał. Spotkał ucznia Pań­skiego - Filipa, jednego z siedmiu diakonów, który mu tekst wyjaśnił i opowiedział Dobrą Nowinę o Jezusie. Razem już po­dróżując „przybyli nad jakąś wodę. Oto woda — powiedział dwo­rzanin — cóż przeszkadza abym był ochrzczony. Odpowiedział Fi­lip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I ochrzcił go” (Dz 8, 36n). Na taki akt wiary może się zdobyć człowiek myślący.

I prawdą jest, że w pierwszych stuleciach udzielano chrztu przede wszystkim dorosłym. Ale nie wyłącznie. Jeśli czytamy w Dziejach Apostolskich, że Apostoł Piotr ochrzcił Korneliusza set­nika i jego rodzinę, to według wszelkiego prawdopodobieństwa także i dzieci, bo „był on pobożny i bojący się Boga wraz z ca­łym swym domem” (Dz 10, 2). Ale prawda, to był wyjątek. Nor­malnie kandydaci do chrztu przechodzili przez formację przygo­towania, tzw. katechumenat, który trwał niekiedy kilka lat. Brali udział w katechezach, uczestniczyli w liturgi słowa (zwanej daw­niej mszą katechumenów), byli wprowadzani we wtajemniczenie prawd chrześcijańskich, aby z całą świadomością mogli odżegnać się szatana i wszystkich spraw jego i wyznać wiarę w Boga Oj­ca i Syna i Ducha Świętego. I dopiero wtedy stawali przed bi­skupem lub kapłanem - przedstawicielem Kościoła, który ich w imię Trójcy Przenajświętszej obmywał wodą chrztu, przyjmu­jąc do społeczności wierzących. Często tego samego dnia przyj­mowali Sakrament Bierzmowania i Ciało Pańskie. Stąd w kata­logu sakramentów pozostała taka kolejność: Chrzest - Bierzmo­wanie - Eucharystia. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wte­dy, gdy środowisko rodzinne żyło już wiarą i mogło zapewnić, że wychowa dzieci pobożnie, nauczy modlić się, przekaże pierwsze prawdy wiary. Chrzest dzieci stał się wtedy praktyką częstszą, potem powszechną.

Aż do naszych czasów był tylko jeden obrzęd, mianowicie dla dorosłych. I tym rytem posługiwano się także w odniesieniu do niemowląt. Szafarz chrztu zwracał się do dziecka, za niego odpo­wiadali chrzestni. Dopiero Sobór Watykański II polecił zrefor­mować obrzędy chrztu dzieci znajdujące się w Rytuale Rzymskim, mianowicie „dostosować obrzędy do rzeczywistej sytuacji niemo­wląt, jaśniej uwydatnić i udział i obowiązki rodziców ... ułożyć obrzęd, który by wskazywał, że dziecko ... zostało przyjęte do Ko­ścioła”. Zacytowałem fragment dekretu Świętej Kongregacji Kul­tu Bożego, który wprowadził nowe obrzędy chrztu dzieci i pole­cił je stosować w Kościele Powszechnym od dnia 8 września 1969 r. Istotna zmiana: dialog toczy się już nie z niemowlęciem, ale z tymi, którzy za ten chrzest i jego dalszy ciąg biorą odpo­wiedzialność - a więc rodzicami dziecka. Oni to przygotowując się do chrztu swego dziecka odnawiają swoje przymierze z Bo­giem, przystępują do Stołu Pańskiego i w ten sposób dają gwa­rancję, że niemowlę wszczepione przez Sakrament Chrztu w Chry­stusa i przyjęte do Jego Świętego Kościoła zacznie żyć od począt­ku i rozwijać się w religijnej atmosferze, naśladując ojca i mat­kę nauczy się modlitwy, otrzyma pierwsze podstawowe informacje religijne, wejdzie w tradycje i zwyczaje ludzi żyjących Bogiem.

Można powiedzieć, że chrzest dziecka to w dużym stopniu pro­blem wiary rodziców, gdyż - powtórzmy to jeszcze raz: najpierw wiara - potem chrzest. Tego porządku zmienić nie można, gdyż każdy sakrament - to Chrystus udzielający siebie człowiekowi, który z wiarą wychodzi na spotkanie. Tej wiary, jak kredytu, udzielają dziecku rodzice. Prawda, są jeszcze chrzestni. I dobrze, że są. Powiększają krąg zapewniających, 'że dziecko wchodzi w społeczność Kościoła. A więc i oni powinni być obiema nogami w Kościele. Wzmacniają świadectwo wiary rodziców, gdy sami rów­nież odnawiają swe przymierze z Bogiem przez Sakrament Po­kuty i Komunię św. Ale przecież wiadomo: ich wpływ wychowa­wczy jest najczęściej drugoplanowy. Pozostają więc rodzice. To oni są pytani na początku obrzędu chrzcielnego: „Prosząc o chrzest dla waszego dziecka przyjmujecie na siebie obowiązek wychowa­nia go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowało Bo­ga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świa­domi tego obowiązku?” Owszem, dla większości rodziców jest to oczywiste i z całym przekonaniem odpowiadają: „Jesteśmy tego świadomi”. Ale zdarza się i tak, że zapytanie ich o wiarę tyl­ko przy chrzcie nie może wystarczyć, gdyż rodzice dziecka by­wają niekiedy nieprzygotowani do obrzędu chrztu lub proszą o ochrzczenie swych dzieci, ale nie wychowują ich później po chrze­ścijańsku. Dlatego Konferencje Biskupów mają wydać jako pomoc dla proboszczów instrukcje duszpasterskie, które by ustanawiały dłuższy okres na przygotowanie rodziców do chrztu dziecka. Dobrze wiedzą o tym duszpasterze, jakie to są problemy, kiedy trzeba przesunąć termin chrztu. Bo przecież żaden rozsądny ksiądz chrztu nie od­mówi. Ale też rozsądek i odpowiedzialność decydują o tym, że trzeba poczekać, aż powstaną takie warunki, kiedy wychowanie w wierze stanie się faktem.

Znam parafię, gdzie dzieci pochodzące z rodzin zupełnie obo­jętnych religijnie, otrzymują chrzest w połowie drugiego roku katechizacji. Same już wtedy wyznają wiarę, często w gronie ko­legów i koleżanek swej grupy, która je radośnie przyjmuje do wspólnoty wiary. Razem pójdą za kilka miesięcy do I Komunii św. Może rzeczywiście tak lepiej, gdyż traktować tej sprawy czy­sto formalnie nie wolno. Jeśli rodzice ich na katechizację nie przy­prowadzą - trzeba czekać jeszcze dłużej. Bo chrzest jest sakra­mentem dla tych, którzy chcą być naprawdę uczniami Chrystu­sa. Z jaką wdzięcznością trzeba nam dzisiaj wspominać naszą ro­dzinę - „mały kościół domowy”, który zadbał dla nas o chrzest we wczesnym dzieciństwie, a potem długo i cierpliwie uczył żyć wiarą. W tej mszy św. serdecznie się pomódlmy za tych wszy­stkich, którym zawdzięczamy tę łaskę, że tu dzisiaj przed ołta­rzem Boga żywego stoimy jako uczestnicy tego świętego miste­rium. Amen.

Czytany 102 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.