Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Ukochani Bracia i Siostry! To jest bardzo ciekawe, że nie zawsze prosili Pana Jezusa o uzdrowienie sami zainteresowani. Często prosi Jezusa o uzdrowienie ktoś inny: ojciec lub matka, jacyś bliscy lub znajomi. Również głuchoniemego przyprowadzają do Jezusa jacyś znajomi i proszą, żeby położył na niego rękę. Pod tym względem z przyjściem Jezusa jest trochę podobnie jak z przychodzeniem do zwyczajnego lekarza. Jedni przychodzą do lekarza, bo sami widzą, że są chorzy i szukają u lekarza pomocy i ratunku. Innych trzeba dopiero namawiać, żeby wybrali się do lekarza i zdecydowali się na podjęcie kuracji. Jeszcze inni są tak słabi, że trzeba ich do lekarza zawieść albo nawet dzwonić na pogotowie, żeby lekarz przyjechał do nich. Zatem ten szczegół z Ewangelii, że…
Kochani moi. W dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa, który dokonuje cudu uzdrawienia głuchoniemego. Z pewnością ów głuchoniemy, kimkolwiek by nie był, czuł się nieszczęśliwy.Był bowiem pozbawiony mowy i słuchu, a co się z tym wiąże: nie mógł wyrażać w słowach swoich myśli i uczuć, nie widział otaczającego go świata i nie słyszał żadnych głosów. Nie mógł więc słyszeć drugiego człowieka, ani też szumu lasu, śpiewu ptaków. To upośledzenie spowodowało wyizolowanie go z życia, z otaczającej go przyrody. Żył w świecie zamkniętym aż do chwili, kiedy to Jezus skierował do niego te znamienne słowa: „Effata – czyli Otwórz się!”. I głuchoniemy zaczął słyszeć i zaczął mówić. Zapanowała wielka radość. Spełniły się słowa z Księgi proroka Izajasza: „Wtedy uszy głuchych się otworzą, a…
"Dlaczego Twoi uczniowie nie przestrzegają przepisów?" Ile oburzenia tai się w tym pytaniu! Ileż zgorszenia! Oto uczniowie Chrystusa postępują tak, jak to zwykli czynili bezbożnicy. Nie przestrzegają pobożnych przepisów! I oto ci, których uważamy dziś za naszych świętych patronów zostali ocenieni jako bezbożnicy. Ale to pewno nie pierwszy raz, a na pewno nie po raz ostatni ci, którzy uważają się za porządnych oceniają swych bliźnich na podstawie zewnętrznych pozorów. Przestrzeganie zewnętrznych przepisów staje się podstawą do oceny wewnętrznej więzi z Bogiem. Ileż to razy powiedziano "ty bezbożniku" człowiekowi, który był bardzo blisko Stwórcy, a za wzór pobożności stawiano kogoś, który bardzo starannie zachowywał zewnętrzne pozory życia religijnego. Posłuchajmy jeszcze raz Pan Jezusa: "Ten lud czci mnie wargami, - mówi Chrystus…
Słuchając Chrystusa, słów Jego Ewangelii, jesteśmy świado-domi, że są to słowa naszego jedynego Nauczyciela, jedynego Mi­strza życia. „Rabbi" — nauczyciel — to pierwszy tytuł, jaki Mu nadano. Ten tytuł towarzyszył Mu od spotkania z pierwszymi ucz­niami aż do zmartwychwstania. „Rabbi — nauczycielu — gdzie mieszkasz?" (J 1, 38), pytali Andrzej i Jan, późniejsi Apostoło­wie. „Rabbuni" — nauczycielu — zawołała Maria Magdalena, gdy przy pustym grobie rozpoznała Zmartwychwstałego Pana. Chry­stus przyjmował ten tytuł. Na Ostatniej Wieczerzy powiedział do swoich: „Wy mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mó­wicie, bo nim jestem" (J 13, 13). Więcej: to właśnie sam Jezus powiedział: „Jeden jest wasz Nauczyciel... jeden tylko wasz Mistrz — Chrystus" (Mt 23, 8. 10). Z ust tego jedynego Nauczyciela i Mistrza…
Życie uczniów i uczennic Chrystusa wszystkich czasów jest ko­munią ze Zbawicielem, dialogiem przenikającym aż do najgłęb­szych uwarunkowań naszego istnienia. Pan Jezus przez swoje py­tania wprowadza nas w zakres ostatecznego sensu życia. Tak by­ło wtedy nad Jeziorem Genezaret, tak jest dzisiaj w Warszawie i gdziekolwiek indziej. Pytania Jezusowe są często wyznaczone okolicznościami, z których można bez trudności odczytać skalę ich znaczenia. Niekiedy — pełne smutku — jak to dzisiejsze, pragną przestrzec przed udaniem się w pustkę: „Czy i wy chcecie odejść?" (J 6, 67). Czasem chcą wprowadzić człowieka w istotę tajemnicy przymierza — pomyślmy o rozmowie Chrystusa z Nikodemem — w innych przypadkach ich celem jest wzmocnienie naszej wiary i miłości, abyśmy mogli przyjąć dar Boży, np. gdy pytał Chrystus niewidomego:…
Drogie Siostry, drodzy Bracia! "Trudna jest ta nasza mowa, któż jej może słuchać". Tak skwitowali w dzisiejszej Ewangelii uczniowie Jezusa Jego mowę na temat Eucharystii, której słuchaliśmy przez ostatnich kilka niedziel. Ta przejmująca mowa Jezusa, w której mówi On o wielkiej ofierze jaką pragnie złożyć z siebie za zbawienie ludzi kończy się smutno. Zarówno postronni słuchacze jak też i sami uczniowie Jezusa, którzy od dłuższego czasu chodzili z Nim, stwierdzają prawie jednogłośnie "Trudna jest ta mowa". Eucharystia zawsze wiąże się z krzyżem. Na Kalwarii była ona ofiarą życia Jezusa złożoną za wszystkich ludzi. Dla nas z kolei sprawowanie Eucharystii, a więc przyjmowanie Ciała i Krwi Jezusa, również wiąże się z krzyżem, również wiąże się z ofiarą. Eucharystia wymaga bowiem od…
Życie nazwane wiecznym Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Czytamy dziś dalszy ciąg długiej mowy Jezusa wygłoszonej po nakarmieniu wielotysięcznego tłumu. Chleb podtrzymuje życie, biologiczne życie, które potrzebuje ciągłego dopływu energii. Inaczej z głodu ginie. Dobrze wiemy, czym jest ten biologiczny głód. Jezus, gdy zaspokoił ów głód, rozdając chleba ile kto potrzebował, mówi jednak o czymś innym. O innym chlebie i o innym życiu. Nazywa je wiecznym. I tu Jezusowa ewangelia spotyka się z jakimś przedziwnym przeczuciem i tęsknotą wszystkich pokoleń za życiem, które by…
W tę wakacyjną niedzielę słyszymy kolejny już raz fragment Ewangelii św. Jana o chlebie eucharystycznym. O chlebie, który przychodzi z nieba za życie świata. Jezus mówi nam o sobie, że to On właśnie jest chlebem żywym, który daje życie prawdziwe. I że tym chlebem jest Jego Ciało. Pragnę zaprosić teraz wszystkich obecnych w kościele i słuchaczy przy odbiornikach radiowych, abyśmy się wspólnie wsłuchali w "głos" kawałka chleba, tego chleba, który spożywamy codziennie, aby mieć siły do pracy i życia. Będzie to trochę nietypowa forma kazania. Chcę niejako użyczyć swoich ust, aby posłużył się nimi chleb i wygłosił do nas słowo. Słuchając zaś jego mowy spróbujemy dostrzec jak bardzo mocno i wyraźnie przemawia do nas Bóg przez wszystko, co nas otacza.…
Kochani moi. Słowo Boże jest żywe! Bóg dzisiaj do nas mówi! Nie przez to, że przypomina wydarzenia historyczne, ale przez to, że w nich jest zawarta odwieczna prawda, zapisana dla wszystkich pokoleń. To Słowo, to światło, które jest zawsze to samo, ale za każdym razem oświetla nowe wydarzenia, nową rzeczywistość, nową sytuację. Dziś Bóg pozwala, aby Ono pokazało nam w jakim miejscu jesteśmy i jakie są dla nas drogi życia. Prorok Eliasz na pustyni, siedzi pod drzewem zmęczony, załamany -pragnąc umrzeć. "Wielki już czas, Panie! Odbierz mi życie!" Dlaczego tak się modli do Boga, skąd to cierpienie - przecież jest prorokiem! Ale jest też i człowiekiem - jak mówi, nie jestem lepszy od moich przodków. "Wielki już czas, Panie! Odbierz…
Drodzy, siostry i bracia! Od początku swego istnienia człowiek dążył do ubogacenia i rozwijania własnego życia. Aktywność człowieka zawsze zmierzała do ubogacenia i rozwoju własnej egzystencji; przejawia się to także w życiu' współczesnego czło­wieka. W swych zamierzeniach pragnie człowiek osiągnąć możli­wie największą pełnię życia. Wysiłki te bardzo często kończą się niepowodzeniem, ponieważ nie jest zachowana proporcja środków i celu, do którego człowiek zmierza. Zdobywanie podstawowych środków do podtrzymywania życia i podniesienia jego poziomu tak absorbują człowieka, że posiada on coraz mniej siły, aby po­myśleć i działać na rzecz „człowieka wewnętrznego". Życie du­chowe jawi się mu w bardzo słabych zarysach. Stąd stwierdze­nia: nie czuję potrzeby chodzenia na mszę Św., do sakramentu pokuty, modlitwy... Ten głęboki kryzys, jaki może zaistnieć w życiu…
Strona 10 z 10