Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 02 marzec 2016 11:12

4. Niedziela Wielkiego Postu (Rok C) - Ojciec nieskończenie dobry

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

syn-marnotrawnyZnawcy ścieżek, którymi chodzi człowiecze myślenie mówią, że ludzie dziś żyjący czują się coraz bardziej dorośli. Chcą być w swoim postępowaniu coraz bardziej samodzielni. Nie lubią wskazówek, poleceń, przykazań. Jeżeli mamy nawiązać do przypowieści, której wysłuchaliśmy przed chwilą, oznacza to chęć wyzwolenia się z zależności od Ojca. Bo człowiek chce sam wybierać sobie styl życia, sam wytyczać drogi, którymi będzie kroczył - co jednak najważniejsze - sam chce decydować co dobre dla niego, a co złe, a może raczej - co wygodne, lub niewygodne.

Wybieranie drogi wygodnej i szerokiej prowadzi „na zatracenie" - jak nas tego uczył Pan Jezus, prowadzi do katastrofy. Przypowieść przed chwilą czytana pokazuje drogę samowolnego syna, drogę, która prowadzi do sytuacji poniżającej jego godność, prowadzi do upodlenia człowieka.

Bohater ewangelicznej przypowieści znajdując się w takiej sytuacji przypomina sobie Ojca, przypomina sobie dom, „wstanę i wrócę do mojego Ojca"! Takie jest jego postanowienie. Dziś wielu ludzi nie stać na takie słowa!

Zapytani dlaczego kradną strąki, które są przeznaczone dla świń odpowiadają z prostotą, że nie mają dokąd wrócić. Powrót jest niemożliwy. Wyrośli z domu Ojca! A może w ogóle w nim nigdy nie byli. Oni widocznie tylko źle wybrali, pomylili się, dokonując wyboru drogi. Słowo grzech, którym określamy odejście od Ojca, jest dla nich pustym pojęciem. Jedynie sensowne wydaje się im szczere przyznanie do życiowej pomyłki.

Jak dotrzeć z przypowieścią "o Ojcu nieskończenie dobrym" do człowieka, który będąc w poniżeniu nie zna drogi odwrotu? Jeden z amerykańskich kaznodziejów, było to parę lat temu, przekazywał nam tu. w Warszawie, opinię jakiegoś dyrektora zakładu psychiatrycznego w Stanach Zjednoczonych. Otóż ów psychiatra twierdził, że trzy czwarte jego pacjentów nie trafiłoby nigdy do szpitala, gdyby w odpowiednim momencie ktoś im powiedział, że zdejmuje z nich brzemię grzechów, że mogą znowu podjąć trud tworzenia swego życia po ludzku. Nikt nie dotarł do tych ludzi z przypowieścią o Nieskończenie Dobrym Ojcu. Dlaczego tak się dzieje? Przecież Ewangelia o odpuszczeniu grzechów jest głoszona już dwa tysiące lat! Tak. to prawda, ale żeby życiową pomyłkę nazwać grzechem, trzeba zobaczyć związek własnego życia z Bogiem. Żeby zapragnąć ojcowskiego przebaczenia, które pozwala na rozpoczęcie nowego życia, trzeba wiedzieć, że Bóg jest w naszym życiu stale obecny i że zawsze czeka na nasz powrót. Trzeba zapragnąć jedności z Bogiem.

Proszę teraz pomyśleć, jak to bywa w naszym życiu, jakie słowo jest najbliższe szczeremu wyznaniu: "Kocham cię", z którym zwracamy się do osoby bliskiej. Tak - najbliższe jest "przepraszam cię". Dlaczego tak się dzieje? Z osobą kochaną odczuwamy jedność, na osobie kochanej nam po prostu zależy. Dlatego dostrzegamy natychmiast każdy fałszywy krok. Jesteśmy nadal ludźmi wolnymi, ale miłość dyktuje nam sposób postępowania. Tu już nikt nie powie, że mu się nie udało. Teraz ważne jest to, że komuś bliskiemu zrobiliśmy przykrość, teraz jest ważne, że zamiast jedności i zrozumienia rośnie mur nieporozumień i obojętności. Trzeba ten mur rozbijać, dlatego "kocham cię" zespoliło się z "przepraszam cię".

Może w tym porównaniu jest zawarta odpowiedź na pytanie, dlaczego do tak wielu ludzi nie dociera dziś przypowieść o synu marnotrawnym. Nie są świadomi jedności z Bogiem w swoim życiu codziennym. Jeżeli w Niego wierzą, to jest On dla nich osobą daleką, nieobecną w ich powszednim dniu. Może jest najwyżej kimś. kto daje jakieś niezrozumiale polecenia, przykazania, z których właśnie wyzwalamy się w miarę dojrzewania. Jak więc odnaleźć ową jedność z Bogiem? Jaką drogą iść do prostego wyznania: miłuję Cię! Aby konsekwentnie usłyszeć Jego słowa, kto mnie miłuje będzie zachowywał moje przykazania. Mamy zachować naszą wolność, ale pragnienie jedności z Bogiem ma nam dyktować sposób postępowania. A jeżeli od Niego odchodzimy, jeżeli czynami - grzechami naszymi budujemy mur obcości, trzeba ten mur rozbijać. Trzeba nam ciągle powracać do Boga.

Człowiek kochający pragnie jedności z osobą, którą miłuje. Człowiek kochający jeśli wie, że jest kochany nie chce swym postępowaniem zranić osoby najdroższej. Gdy jednak to nastąpi jest pełen ufności, że otrzyma przebaczenie, bo sam miłując wie, że miłość najpełniej przejawia się w przebaczaniu.

W Wielkim Poście zbliżamy się znowu do tajemnicy Męki i Śmierci Jezusa. Z uwagą przyglądamy się Zbawicielowi podczas Jego bolesnej Drogi Krzyżowej. Odkrywamy jeszcze raz prawdę wiary, że miłość Boga do człowieka objawiła się najpełniej w Jezusie Chrystusie. Bóg stał się człowiekiem i podjął to wszystko, co wyrażamy w symbolu krzyża, abyśmy mogli zobaczyć po ludzku, czym jest zraniona przez nas Miłość. Nie ma w tym żadnej przesady, jeżeli dostrzegamy, że ból krzyża jest bolesnym echem naszych grzechów. Bo Jezus niesie ciężar krzyża nie za wszystkich ludzi, ale za każdego człowieka osobno. Jeżeli więc jest On tą zranioną przez nas Miłością, to przywilejem takiej Miłości jest przebaczenie. Za cenę Jego cierpień mamy odpuszczenie grzechów.

Czas już kończyć naszą drugą naukę rekolekcyjną. Słowo Boże dziś skierowane do ciebie nakazuje ci. abyś z prostotą i szczerością stwierdził, gdzie zabrnąłeś. dokąd cię zaprowadziła twoja samowola, uzasadniona źle zrozumianą dojrzałością. Ten trud nazywa się rachunkiem sumienia. Potem pomyśl o tym, że to nie był tylko błąd, ale również ból odtrąconej miłości Ojca. Ten ból najlepiej zobaczysz w tajemnicy Krzyża. To się nazywa: żal za grzechy. Im bardziej będziesz sobie cenił jedność z tym, który jest Miłością, tym mocniejsze będzie twoje postanowienie poprawy. Musisz do tego dodać jeszcze jeden wymiar zła popełnionych przez ciebie czynów. One zawsze uderzają w twoich braci. Nawet te, uczynione najbardziej skrycie, mają swój społeczny wymiar. Dlatego wyznaj grzechy kapłanowi, który jest przedstawicielem tejże grzesznej społeczności, do której sam należysz, ale której poziom życia zależy również od ciebie. Przez posługę kapłana otrzymasz potwierdzenie, że Bóg jest Miłością, to znaczy przebaczeniem. Pozostanie ci jeszcze trudna próba podjęcia naprawy wyrządzonych krzywd.

Przez Chrystusa odnajdziesz swą jedność z Bogiem i ludźmi i będziesz mógł z radością powtórzyć za Apostołem: "Jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne minęło, oto wszystko stało się nowe".

Czytany 1160 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Maria Korzonek środa, 02 marzec 2016 18:45 napisane przez Maria Korzonek

    Bóg jest Ojcem, którego nieskończone miłosierdzie przyjmuje skruszone¬go grzesznika i czyni go wolnym. Opowiadanie przytoczone przez Łukasza przedstawia historię tego spotkania. I chociaż powszechnie nazywa się je "przypowieścią o synu marnotrawnym", ale tak naprawdę powinno się je nazywać "przy¬powieścią o miłosiernym Ojcu".

    Główną postacią nie jest tu syn – chociażby dlatego, że synów jest dwóch - ale Ojciec, do którego powracają tak naprawdę obaj synowie, choć każdy na swój sposób.

    W opowiadaniu Łukasza występują zatem trzy osoby: przede wszystkim postać Ojca - postać centralna, obok której pojawia się synowie: młodszy - marnotraw¬ny - i starszy, wierny ale i zazdrosny.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.