Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
poniedziałek, 22 luty 2016 13:59

3. Niedziela Wielkiego Postu (rok c) – Jak żyć bez zakłamania?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

plonacy-krzewPowoli i w tym roku zbliżamy się do uroczystości wielkanocnych. Jeszcze raz w naszym życiu odsłonią one najistotniejszą prawdę o Chrystusie i o nas samych. Nam się wszystkim najczęściej wydaje, że my już praw­dę – jeśli nie o Chrystusie, to o nas samych – wystarczająco dobrze znamy. Tylko ci inni jej nie znają. Ci inni właśnie.

Film Barwy ochronne wywołał wiele dyskusji. Na publiczną dyskusję o tym filmie zapraszają Ojcowie Dominikanie. Widziałem afisz – a na afiszu był taki dopisek: „jak żyć bez zakłamania". Chyba to było powodem, że ludzie tak tłumnie szli ten film oglądać.

Jak żyć bez zakłamania? Już we wstępie do tego rozważania padła sugestia, że prawdę o nas samych znamy poprzez prawdę o Chrystusie – ale kto chce tego słuchać? Każdy żyje pierwszy raz, każdemu się wy­daje, że sam wie najlepiej, jak jest i jak ma być. I dopiero potem widzi, że to jednak nie jest takie proste. Zresztą tysiące przed nami, miliony przed nami zadawały to samo pytanie, które Piłat zadał Chrystusowi: co to jest Prawda? Co to jest prawda sama w sobie, co to jest prawda ludzkiego życia? I jeszcze dalej: co to jest prawda chrześcijaństwa? Bo wielu z nas żegna się święconą wodą, nosi krzyżyk, chodzi od czasu do czasu do kościoła i deklaruje się, że jest człowiekiem wierzącym - ale to chyba jeszcze dalekie marginesy tego, co to znaczy być w prawdzie chrześcijaninem.

Żeby nie odchodzić za daleko od dzisiejszych czytań – właśnie w nich zawarta jest wyraźna sugestia, niemal pytanie skierowane do nas: szukał owoców na drzewie figowym, ale ich nie znalazł. Prawda drzewa figowego była... trudno powiedzieć zafałszowana, ale jakby nieprawdziwa. Bo do prawdy drzewa figowego należy rodzić dobre owoce. Jeśli dobrych owoców nie rodzi – nie żyje w prawdzie. „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję" (Łk 13, 7). Czemu figa nie wydaje owoców?

Była kie­dyś w zamkniętym gronie dyskusja i ktoś zadał pytanie: Co jest najistot­niejszym zagadnieniem związanym z mszą świętą? Ośmieliłem się pod­nieść palce i powiedzieć: To, że ludzie w kościele są, a nie przystępują do Komunii świętej latami i nie dają na to wystarczającej odpowiedzi. Są jak figa nie "wydająca owoców” – chodzą do kościoła i wydaje im się, że nie potrzeba na to dawać odpowiedzi. A wtedy wstał ktoś inny i powiedział: Ksiądz jest optymistą. Największym zagadnieniem jest co innego: jest coraz więcej ludzi, którzy w ogóle do kościoła nie chodzą. Niech ksiądz zobaczy, co się w naszych kościołach dzieje w niedzielę, kiedy słońce zaświeci i kiedy ludzie wyjeżdżają autami za miasto. Gdzie oni idą do kościoła? W Kobiernicy? W Nowym Targu? Część z nich wra­ca tak, aby zdążyć na pół do dziesiątej wieczorem, część idzie na piątą rano – ale duża część w ogóle nigdzie nie idzie.

A gdy czasem wejdzie do kościoła, to słyszy, że każdej niedzieli trzeba nie tylko być na mszy świętej, ale iść do Komunii, bo to jest prawda chrześcijaństwa, prawda przynosząca owoc. Człowiek, który tego słucha, mówi sobie: dopiero może po wakacjach zaczniemy nad tym myśleć – po wakacjach, teraz jeszcze nie. I dalej nie daje odpowiedzi. Przychodzą rekolekcje, przychodzi ksiądz, który zaczyna o tym mówić. Wtedy jedni pytają: po co on tak filozofuje? Drudzy mówią: on buja w obłokach, on nie zna życia, przecież to nierealne! A inni: no, ładnie powiedział, kapi­talnie powiedział... A problem pozostaje nierozwiązany.

Ale chodźmy trochę dalej. Wspaniałe jest dzisiaj pierwsze czytanie, nie wiem tylko, czyście uchwycili istotę rzeczy. W skrócie: Mojżesz przed krzakiem gorejącym. Do prawdy chrześcijaństwa należy świadomość, że człowiek w momencie chrztu spotyka Boga, tak jak Mojżesz spotkał Bo­ga w krzaku gorejącym. Do prawdy chrześcijanina należy świadomość, że od chrztu ma dojść do ołtarza, bo na ołtarzu jest Jezus Chrystus, tak jak Bóg w krzaku gorejącym. „Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą" (Wj 3, 5). I ci, którzy tego nie wiedzą, powinni przynajmniej zadać sobie pytanie, dlaczego tego nie wiedzą. Dla­czego latami chodzą do kościoła i nigdy jak Mojżesz nie przyjdą, nie upadną na twarz i nie powiedzą: tu jest Ogień! Nic nie wiedzą. Dalej chodzą – i mówią: będziemy czekać, może kiedyś to zobaczymy. Albo nic nie mówią. A Bóg z krzaka gorejącego zwraca się do Mojżesza: idź, powiedz swojemu ludowi prawdę.

Proszę zauważyć: Paweł Apostoł nawiązał do tego wydarzenia, gdy powiedział: „W większości z nich nie upodobał sobie Bóg" (1 Kor 10, 5). Wyszli na pustynię, zaczęli sporządzać cielce ze złota, padać na twarz przed bożkami i – jak powiada Paweł – polegli wszyscy na pustyni. Ale dalej mówi: „Stało się to wszystko, by mogło posłużyć za przykład dla nas, iżbyśmy nie byli skłonni do złego, jak oni zła pragnęli i zostali wytraceni" (1 Kor 10, 6. 10). To są twarde słowa a sekwencją tych słów jest Chrystusowa przypowieść: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar, byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" (Łk 13, 1-3).

Kto z was będąc ojcem czy matką – i mając małe dzieci – zadał sobie kiedyś pytanie, jak nauczyć dziecko modlitwy? Czy wiecie, jak się dziecko uczy modlitwy? Na pewno nie przez wykład uczony. Ojciec ma klęknąć po jednej stronie, matka po drugiej, dziecko pośrodku, mają złożyć ręce, podnieść oczy ku górze – i dziecko ma się patrzeć jak oni, którzy rozumieją, mówią do Boga. Którzy rodzice tak uczą własne dzieci modlitwy?

Ale ja zadam inne pytanie: Jak ma się dzisiaj, w początku XXI wieku, mówić o Chrystusie dzieciom i młodzieży, których pierwszą lek­turą nie były i nie są żywoty świętych, ale westerny, kobry, pancerni lub przygody ich rówieśników – żeby zrozumiały, że jest jedna jedyna wartość najwyższa na świecie: Jezus Chrystus, Bóg i Człowiek? I żeby swojej młodości nie wydawali na łup własnej niedojrzałości, własnej nieodpowiedzialności i własnej głupoty? Co trzeba tym młodym ludziom powiedzieć? Nie kazania prawić. Ale ojciec i matka i ksiądz katecheta, i ksiądz proboszcz mają tak patrzeć w Chrystusa, jak Mojżesz w krzak gorejący. I wtedy – od czasu do czasu zwrócić uwagę, przestrzec, wymagać. A resztę zostawić Bogu.

Wydaje mi się, że w tym jest największy błąd i brak odpowiedzial­ności chrześcijańskiej naszych czasów. Gonimy - jak to mówią dzieci – w piętkę i nikt nie wie, gdzie jest przyczyna, tylko wszyscy widzą, że coś się psuje na tym świecie i to psuje się gwałtownie. I dopiero wtedy, kiedy ojciec i matka odkrywają, że córka jest w ciąży, kiedy odkrywają u młodych próby samobójstwa i różne inne te rzeczy, o których tu się nawet mówić nie godzi – dopiero wtedy zaczyna się stawianie pytań, które trzeba było stawiać o wiele wcześniej. Stawiać sobie samym.

Kiedy wczytując się z wiarą i miłością w treść Wielkiego Postu, a zwłaszcza misterium Krzyża Chrystusowego, przeżywamy ją głębiej, wiemy, że zwiastuje nam prawdę zgodną z naszym wewnętrznym dążeniem. Przeczuwamy jej wspaniałość i wartość, wiemy, że jej zdobycie po­winno być okupione dużym wyrzeczeniem i ofiarą. A jednak – jak to kiedyś mówili poganie - „widzę dobro, pochwalam je, ale idę za złem, którego nie chcę" (por. Rz 7, 18-19). Straszliwe jest to rozdwojenie czło­wieka, ta jego nieustanna niekonsekwencja! Ten „niekontrolowany po­ślizg", który nam wszystkim grozi. Dobija się człowiek do auta, chce je mieć. Jak je już ma - to pędzi... Dokąd pędzisz? Dobija się do najlepszego telewizora. Jak go już kupi, to patrzy... Na co patrzysz? Po co pa­trzysz ciągle? Czego szukasz? Największe wartości są w nas, wszystko jest w nas, w nas są skarby. A my o tych skarbach nie myślimy, nie szu­kamy ich. Szukamy tylko tego, co pozorne, co przemija. Kiedyś sami doświadczymy tego przemijania - jeśli nie doświadczamy go teraz, kiedy jest jeszcze czas.

To są – moi Drodzy – sugestie wynikające z tych wspaniałych tekstów, które są o wiele mocniejsze, niż to, co zostało tutaj powiedziane. A czy sobie wyobrazić, jak słuchalibyśmy samego Chrystusa, gdyby On tu, pośród nas, nagle się pojawił? A prze­cież On tutaj jest! Wszak Eucharystia to krzak gorejący po wieczne czasy!

Czytany 2115 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.