Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
poniedziałek, 25 kwiecień 2016 10:20

6. Niedziela Wielkanocna (Rok C) - Panie Jezu, daj mi Twego Ducha

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Duch BożyUkochani Bracia i Siostry!

Okres, który w tej chwili przeżywamy w liturgii razem z całym powszechnym Kościołem, jest bardzo specyficzny a tym samym ważny. Uci­chły już zewnętrzne uroczystości, zakończyliśmy przeżywanie Świąt Wielkanocnych, które nas tak często w kościele gromadziły. Teraz jest okres spokoju.

Co znaczy ten spokój, najłatwiej jest zobaczyć na przykładzie pierw­szej gminy chrześcijańskiej. Chrystus zmartwychwstał i przez kilkadzie­siąt dni chodził po ziemi w innej, przemienionej postaci. Zamkniętymi drzwiami wchodził do mieszkań, zjawiał się, znikał. I wreszcie — wstą­pił w niebo. Będziemy w najbliższą niedzielę tutaj zgromadzeni rozwa­żać szczegółowo to misterium.

Ale wyobraźmy sobie tych uczniów, którzy po wniebowstąpieniu oczekują jeszcze jakiejś epifanii Boga, objawienia się Boga. Pan Jezus będąc na tej ziemi mówił o tym. Zapowiadał, że On musi odejść, ale nie zostawi ich sierotami, lecz przekaże im swojego Ducha. I ten Duch w in­ny sposób aniżeli On, Słowo Wcielone, będzie do nich przemawiał i bę­dzie ich pouczał.

Otóż właśnie w tym okresie między Wielkanocą a Zesłaniem Ducha Świętego trwali uczniowie w oczekiwaniu tego ponownego „wcielenia" (można też tak powiedzieć) Boga, tego nowego objawienia się Boga na tym świecie. Byłoby bardzo dobrze, gdyby następcy pierwszych uczniów to samo potrafili.

Niech wszyscy tu zgromadzeni - w tej świątyni -  spróbują odczytać swoje chrześcijańskie życie, patrząc na życie pierwszej gminy chrześcijańskiej. Co oni wtedy ro­bili? Cisza zewnętrzna — a wewnątrz pełne napięcia i dynamizmu ocze­kiwanie, co to będzie. Oczywiście nam bardzo daleko do tej żywej wia­ry, do tej żarliwej miłości i nadziei przenikającej nawet poprzez cie­mność wiary w rzeczywistość Boga. Ale możemy próbować — i mamy tak żyć jak oni. To ma istotne znaczenie, nie tylko dla naszego odnie­sienia do Chrystusa, ale i dla tego życia, które toczy się tam, poza koś­ciołem. Jest ogromne powiązanie tego oczekiwania, tego trwania, tego rozeznawania Słowa w Duchu z codziennym życiem.

Tu by można wprowadzić znowu — tak jak zawsze — mnóstwo bar­dzo konkretnych spraw. Bo to, co dotychczas powiedziałem, może się komuś wydawać... no, troszeczkę poza życiem. Ale jakikolwiek problem weźmiemy, ma on bardzo bliski związek z tym, co mówię. Proszę wziąć na przykład problem wakacji (są one już za pasem), sprawę młodzieży i dzieci. Każdy rozsądny ojciec i każda matka już wie, dokąd dziecko — czy małe, czy starsze — pojedzie, z kim dziecko pojedzie i co będzie tam robić. I małe jest zagrożone, i starsze chyba jeszcze bardziej. Mnó­stwo problemów! Jak zostawić dziecku, zwłaszcza dorastającemu, wol­ność, a zarazem zatroszczyć się, aby nie straciło najwyższych wartości, jakie mu przekazujemy w udręce każdego dnia? Piękne zagadnienie do przemyślenia — do przemyślenia zwłaszcza w tym świetle: kto wysy­łając dziecko na wakacje przychodzi do kościoła, klęka i pyta, co Chrystus na ten temat powiedział? Co Duch Święty mi tutaj tchnie, abym zrobił? Proszę rozwiązywać te problemy wobec obecnego tutaj Chry­stusa.

Weźmy następne zagadnienie, które nam dzisiaj proste ogłoszenie na­sunęło: czterdziestu trzech młodych ludzi — wychowanych w sytuacji światopoglądowej co najmniej pluralistycznej, kuszonych przez ten świat — zostawia swoje sieci i idzie za Chrystusem, żeby wziąć w ręce inne sieci i łowić ludzi. Jakie są motywy tych młodych ludzi? Dlaczego oni to robią? I od razu proszę przymierzyć sobie to zagadnienie do pro­blemu tych pozostałych tysięcy młodych, którzy po maturze wybierają zawód. Ciągle ocieramy się o te sprawy. Rodzice robią tysiące zacho­dów, żeby dziecko dostało się na medycynę, na fizykę, na ekonomię. Wszystko to ma perspektywy, wszystko się rozwija. A tu nagle czter­dziestu trzech rzuca wszystko i idzie robić coś innego. Który ojciec, która matka przychodzi do kościoła, klęka i mówi: Panie Jezu Chryste, Ty, który jesteś lampą Nowego Jeruzalem („a jego lampą jest Bara­nek" — Ap 21, 23), Ty, który wiesz naprawdę, jak jest i co jest warte w życiu — może mi dasz jakieś natchnienie, bo moje dziecko je­szcze nie wie, jeszcze czeka. A czy moja rada, żeby poszło na fizykę nuklearną, jest najlepsza? Czy wszyscy młodzi ludzie muszą tylko ciągle zajmować się naukami technicznymi?

Moi Drodzy!

Mówię tak na marginesie, snuję parę refleksji. Nie każdy musi być księdzem. To, żeby ktoś był księdzem czy misjonarzem w krajach za­morskich czy w naszych rodzinnych, to jest sprawa Chrystusa, który wie, kogo sobie powołać i ilu powołać. Ale żeby ojciec i matka też i to dziecku powiedzieli. Może nie wprost: bądź księdzem czy zakonnicą. Ale: służ człowiekowi. Patrz na swój zawód, który podejmiesz, na decyzję, którą podejmiesz, pod kątem służby i ofiary. Nie tylko pod kątem ko­rzyści. Oto są problemy i tych problemów jest więcej.

Trzecia sprawa: przeżywamy czas Pierwszych Komunii świętej dzieci. Ile emocji u rodziców tych dzieci, które klękną u nas w kościele do Komu­nii! A my jako wspólnota będziemy na to patrzeć. Kiedyś nasze dzieci były do pierwszej Komunii, kiedyś my sami byliśmy... To jest początek tego wielkiego problemu, który tyle razy wraca w naszym przepowia­daniu: nie sztuka doprowadzić dziecko do pierwszej Komunii świętej, ale tak później dziecko wychować, aby Komunia — to znaczy więź z Chry­stusem — połączyła je z Nim na dolę i niedolę. By ta więź stawała się coraz bardziej ścisła, zażyła. By życie człowieka było owocem życia Chrystusa. Tak jak Paweł kiedyś mówił: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus" (Ga 2, 20). To dziecko, które ma lat dziesięć, tak wy­chować! Który ojciec czy matka dzisiaj, w tych ciężkich, trudnych cza­sach umie w takim klimacie przekazać dziecku to, co przekazywali pierwsi chrześcijanie swoim, i ci, którzy przed nami żyli?

Ukochani Bracia i Siostry!

Ile bezsilności człowiek czuje, kiedy patrzy na tego typu problemy! I jak wraca właśnie ta podstawowa linia, którą dzisiaj chciałem wam w tej refleksji przekazać: uklęknąć i mówić: Panie Jezu Chryste, daj mi Twego Ducha, który mi powie, co mam czynić, poradzi, szepnie, pomoże... Bo kiedy Bóg tchnie przez Chrystusa w Duchu Świętym, to tchnie prawdę. My wszyscy jesteśmy głodni prawdy. Trwając w oczekiwaniu na Jego Zesłanie snujemy refleksje nad naszym życiem codziennym, aby było przeniknięte Duchem Zmartwychwstałego Chry­stusa. AMEN.

 

Czytany 400 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.