Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
piątek, 11 listopad 2016 09:20

33. Niedziela Zwykła (C) – Oczekiwanie w nadziei

Oceń ten artykuł
(1 głos)

koniec-swiataUkochani Bracia i Siostry! Nie ma wątpliwości. Dziś Biblia mówi o końcu świata. Nie będzie ucieczki od tego dnia. To jeden z tematów, których unikamy, których się boimy. Chociaż – to rzeczywistość, o której w gruncie rzeczy niewiele potrafimy powiedzieć.

Pewne jest jedno: świat miał początek, mieć także będzie swój koniec. I nie jest ważne teraz, jak się to stanie; czy unicestwimy się sami, czy dotknie nas kosmiczna katastrofa, czy też będzie to oczywista interwencja Boga, który powie – Dość. Koniec.

Nie to jest przedmiotem naszych rozważań. Nie tym się interesuje teologia.

Dzień, po którym nie będzie już następnego.

Niesamowite. Za bardzo przerasta to nasz sposób postrzegania świata. Tego doświadczenia nie zna jeszcze nikt.

Więc co będzie?

Odrzucamy nicość, pustkę, absurd totalnego rozpadu. Biblia mówi – Dzień Pański – dzień, w którym Bóg okaże swoją moc i chwałę. Dzień, w którym wiarę zastąpi pewność; tak, to On jest Panem wszystkiego. Dzień, w którym Chrystus będzie badał, co wnieśliśmy do historii przez nasze zwykłe życie, przez obowiązki wykonywane z wiary.

Niby dla nas, wierzących, nie powinno to być zaskoczeniem, szokiem. Wszak cała nasza wiara mówi o nowej rzeczywistości, o Królestwie nie z tego świata, o życiu, które trwa poza granicą śmierci.

No tak… Ale…

Ale może dla wielu z nas to już tylko konwencja religijnego języka, sposób mówienia, z którego nie musi wiele wynikać.

Prawdopodobnie będziemy bardzo zdziwieni, gdy wszystko zacznie się realizować, wypełniać.

Nie potrafimy się uwolnić od myśli, że koniec świata to sąd, to oskarżenie, to wyrok i potępienie. Trudno nam to pogodzić z wyobrażeniem o Bożej miłości. I pewnie dlatego będziemy krzyczeć – Nie! Panie, jeszcze nie, nie teraz!

Nie jesteśmy gotowi. Niech trwa ten świat, Twój świat. Niech toczy się życie. Tu, jak dotąd…

Za mało wierzymy Bogu, który przygotował wieczność, gdzie indziej, inaczej.

Jesteśmy dziećmi tego świata i tylko ten świat jest nam znany, toteż nawet o wieczności myślimy kategoriami tego świata.

To w końcu normalne; tu żyjemy, oddychamy tym powietrzem, chodzimy po tej ziemi… jakże moglibyśmy ją opuścić…

A jednak każdego czeka ten skok w nieznane.

Czy całkiem w nieznane? To już zależeć będzie od naszej wiary. Zależeć będzie od tego, czy wierząc w Boga boję się Go jedynie, czy też także Mu ufam, wiem, że chce On mnie zbawić, nie potępić.

Czy potrafiłbym przyłączyć się już teraz do wołania pierwszych chrześcijan: „Marana tha!” – „Przyjdź, Panie Jezu!”? Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

Ale wiem jedno - pozostaje nam oczekiwanie w nadziei...

Oto nadchodzi dzień palący jak ogień, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach (Ml 3,19-20a).

Moi drodzy!

Ta rzedostatnia niedziela roku liturgicznego, jak zawsze, wywołuje temat Bożego sądu. Tradycja mówi o nim: Sąd ostateczny. Zapowiedzi proroków, a i słowa samego Jezusa nie zostawiają wątpliwości, że kiedyś – nie wiemy kiedy – takie ostateczne zakończenie walki o dobro przeciw złu będzie miało miejsce. Myśl o tym inspirowała i nadal inspiruje kaznodziejów, poetów, malarzy. Wystarczy przypomnieć słynne freski w kaplicy sykstyńskiej na Watykanie – ich treścią jest właśnie sąd ostateczny. W wielu kościołach śpiewa się pieśń W gniewu dzień, w tę pomsty chwilę świat w popielnym legnie pyle. Pieśń powstała przed wielu wiekami i jest wyrazem lęku przed Bożym sądem, a zarazem pełna tęsknoty i nadziei na ostateczne zwycięstwo dobra.

Jest to nadzieja i oczekiwanie wielu. Nawet tych, którzy zdają się wysługiwać złu. Bo tak naprawdę, w głębi każdego ludzkiego serca zapisana jest potrzeba dobra. Dlatego także w życiu człowieka uwikłanego w grzechy, zło, a nawet w zbrodnie są chwile, gdy zatęskni za dobrem i coś dobrego uczyni. Ta odwieczna potrzeba dobra dlatego jest tak silna, że każdy z nas stworzony został na Boży obraz. I dlatego wierzymy, że w ostatecznym rozrachunku świata zwycięży dobro. Tak właśnie odczytujemy zapowiedzi proroków i Jezusa.

Jednak Jezus nie obiecuje łatwego zwycięstwa. Czytaliśmy Jego słowa: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu – mówi. Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Patrząc na bieg mijających miesięcy i lat, na historię minionych wieków i epok, widzimy, jak wiele niepokoju, zła, zakłamania, przemocy, okrucieństwa, zbrodni, wynaturzeń rujnuje nasz świat. O sprawiedliwości mówi się ciągle – a jakby jej nie było. O prawach człowieka trąbi się wszędzie – a mamy nieodparte wrażenie, że to tylko pozory. Prezydenci zabiegają o pokój – ale tocząc mordercze wojny i handlując bronią. Osądza się tylko przegranych – a zwycięzcy, choćby byli zbrodniarzami, mogą spać spokojnie. Skazuje się za seksualne nadużycia – a równocześnie nakręca się spiralę wszechobecnej pornografii. Walczy się z alkoholizmem i narkomanią – ale to właśnie uzależnieni przynoszą największe dochody. Dużo hałasu na temat polityki prorodzinnej – a tak naprawdę podkopuje się byt rodzin. Ochronę życia i zdrowia człowieka ogłasza się sprawą najważniejszą – gwarantując zarazem wolność uśmiercania nienarodzonych i starych.

Wystarczy tej wyliczanki. Niepełnej i uproszczonej. Ale już i ona prowokuje do dramatycznego pytania: Czyżby dobro było w odwrocie? Czyżby w świecie zwyciężało zło? W świecie? A w nas samych, we mnie, w tobie? Czy nie musimy się czasem wstydzić swoich słów, czynów, zaniedbań? A przecież pragniemy dobra. A przecież wiemy, że staniemy przed Bogiem. A przecież wierzymy, że dokona się nad światem ostateczny sąd, który będzie tryumfem dobra, prawdy, miłości. Dlaczego więc nie potrafimy, nie stać nas, a może nie chcemy być wierni dobru? Prorok przestrzega: Oto nadchodzi dzień palący jak ogień, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień. Jezus dodaje: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony.

Dlaczego nie potrafimy być wierni dobru? Chyba dlatego, że nadzieja w nas maleńka, albo i wcale jej nie ma. Nadzieję traktujemy jako oczekiwanie na przyszłość. „Kiedy będzie lepiej?” – to takie standardowe pytanie, które zdaje się o nadzieję pytać. Albo inaczej: „Może mi się uda” – czasem z myślą o jakimś przedsięwzięciu, czasem o jakiejś wygranej. Albo jeszcze inaczej: „Coś z tego będę miał” – gdy trzeba zaryzykować własnym wysiłkiem, pracą, może i pieniądzem. Owszem, to wszystko są oznaki nadziei. Ale nie o taką nadzieję chodzi chrześcijaninowi. Tu trzeba wskazać na apostoła Pawła – tego z drugiego czytania. Człowieka czynu, wytężonej pracy. Tysiące kilometrów, dziesiątki odwiedzonych miast, ludzie do których szedł. Pracował, by mieć nie tylko z czego żyć, ale i z czego finansować misyjne wyprawy. To o tym pisze: U nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem, aby dać wam samych siebie za przykład. Paweł był człowiekiem ogromnej, opartej na wierze nadziei.

Czas zapytać, czym jest nadzieja. Otóż nadzieja jest głębokim przeświadczeniem, że Bóg dostrzeże, zauważy i wbuduje w wielkie dzieło stworzenia każdy okruch dobra. Dlatego warto być dobrym już teraz, w tej chwili. Nawet, gdyby ludzie nie dostrzegli czynionego dobra, nawet gdyby je zmarnowali. Bo chrześcijańska nadzieja tylko w jakiejś części skierowana jest ku przyszłości. Nadzieja chrześcijanina jest osadzona w chwili obecnej, jest przekonaniem, że warto być dobrym dziś, teraz, zaraz. Bóg teraz potrzebuje mego wysiłku i trudu, by wielkie dzieło stworzenia i odkupienia do pełni doprowadzić. Potrzebuje, ale i siłę daje. Z tej pewności rodzi się energia, by iść w życie dalej. I choć wokoło tyle zła, choć we mnie samym grzech nieraz bierze górę – mówię: warto być dobrym. A sąd ostateczny? Sąd ostateczny będzie przypieczętowaniem dobra, które czynimy teraz. Nie pytaj więc, czy i kiedy będzie lepiej. Już dziś dorzuć do wielkiego skarbca choć trochę dobra od siebie...

 

 

Czytany 865 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.