Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 26 październik 2016 12:12

31. Niedziela Zwykła (C) - Podnieś a nie potępiaj

Oceń ten artykuł
(3 głosów)
zacheuszJerycho to miasto na szlaku komunikacyjnym, ważny punkt strategiczny rzymskiej administracji, gdzie z łatwością można było spotkać rzymskich żołnierzy, urzędników, celników.
„Był tam pewien człowiek” – Ewangelista charakteryzuje nam jego pozycję społeczną: „zwierzchnik celników” i „bardzo bogaty” (Łk 19,2). Interesujemy się nim jednak tylko dlatego, że 
wszyscy szemrali” (Łk 19,7) – w mentalności żydowskiej prorok powinien trzymać się z daleka od ludzi pokroju Zacheusza, których stawiano na równi z nierządnicami. Była to kwestia zasady. Bóg jest święty, czysty, nie może więc mieć nic wspólnego z grzesznikami. Tłum podziela tę opinię. Nikt nie pamięta słów Księgi Mądrości, że Bóg nad wszystkim ma litość, że zamyka oczy na grzechy ludzi, by się nawrócili, że miłuje wszystkie stworzenia i niczym się nie brzydzi.
Prawie wszyscy byli przekonani o grzeszności celników. Ściągali oni dla rzymskiego okupanta podatki, a że mieli w tym wielką swobodę, stąd też ulegając chciwości krzywdzili podatników. W sensie religijnym traktowano ich jako nieczystych. Zacheusz będąc przełożonym celników w Jerycho, jakby automatycznie stawał się największym grzesznikiem. Tłum, a szczególnie faryzeusze, nie brali pod uwagę tego, że może być on dobrym człowiekiem, wykonując znienawidzony zawód. Łatwiej było im zaszufladkować go do grzeszników i potępić.
Czytamy w dzisiejszej Ewangelii, że Zacheusz „chciał koniecznie zobaczyć Jezusa” (Łk 19,3). To wielkie pragnienie Zacheusza odkrywa jego wewnętrzny niepokój i sprawia, że nie zraża się trudnościami, nie zważa na to, iż mógł się narazić na drwiny, śmiech — wspina się na drzewo, „aby móc Go ujrzeć” (Łk 19,4).
Jezus dostrzega Zacheusza, dostrzega jego pragnienie spotkania z Nim: „Zacheuszu, zejdź prędko” – wysiłki Zacheusza zostają wynagrodzone, przerastają jego najśmielsze oczekiwania. Chrystus dziś musi się zatrzymać w jego domu. Nie jest to wizyta przypadkowa, grzecznościowa, ale wypływa z misji Jezusa, który „przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,9).
Niepokój, który gościł w sercu Zacheusza, zamienia się w radość. Tak jak Maryja, pełna łaski, w scenie Zwiastowania została zaproszona przez anioła do radości, tak teraz, po spotkaniu z Jezusem, ta radość staje się udziałem nawracającego się grzesznika.
Wygląda na to, że Zacheusz nie był złym człowiekiem. Może i nadużywał swojej władzy, ale pragnął uczciwego życia, w tym celu wspiął się na sykomorę, aby ujrzeć i usłyszeć Nauczyciela, który z mocą, tak pięknie nauczał o Bogu. Chrystus, który wiedział co kryje się w sercu człowieka, zauważył go, kazał zejść z drzewa i ku zgorszeniu faryzeuszy zaszczycił go gościną. Zacheusz po tym spotkaniu stał się innym człowiekiem. Powiedział do Jezusa: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. A Jezus powiedział do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”. Prawdopodobnie faryzeusze i wielu im podobnych nie zauważyli tej zmiany i do końca życia uważali Zacheusza za grzesznika. A przez taką postawę sami zgrzeszyli. Uważając się za gorliwych czcili miłosiernego Boga, stali się zaprzeczeniem Jego miłosierdzia.
Moi Drodzy, zwróćmy uwagę dziś na owo zaszufladkowanie człowieka, zaliczenie go do pewnej kategorii, bez uwzględnienia, że może się on zmienić, bywa krzywdzące. Dla ilustracji przytoczę poniższą historię. W czasie spotkania z nowo wyświęconym kapłanem, biskup zapytał go, czy ma jakieś sugestie odnośnie swej nominacji na pierwszą parafię, w jakiej parafii mógłby pracować najowocniej w pierwszym roku kapłaństwa. Młody ksiądz otrzymał kilka dni na zastanowienie. W rozmowie ze swoim przyjacielem również księdzem, zwierzył się, że zamierza poprosić biskupa, aby posłał go do swojej rodzinnej parafii. W czasie studiów otrzymywał wsparcia z tej parafii, a ponad to zna wszystkich parafian i uważa, że doskonale zrozumie ich potrzeby duchowe. Przyjaciel jednak odradzał mu to. Powiedział mu, że chociaż on również zna wszystkich w swojej rodzinnej parafii, to i parafianie znają go bardzo dobrze. Wiedzą, co robił w podstawowej szkole, pamiętają jego młodzieńcze wybryki, znają dziewczyny z którymi umawiał się na randki. Znają dobrze jego rodzinne historie. Swoje wywody przyjaciel zakończył słowami: „Zasadniczy problem jest w tym, że oni sądząc, że cię znają, będą osądzać cię teraz tak jak kiedyś. Zaszufladkują cię według ich wiedzy o tobie, i miną długie lata, aby wyrwać się z tego zaszufladkowania. Upłynie dużo czasu nim przekonają się, że jesteś innym człowiekiem. Wybierz parafię, gdzie nikt cię nie zna tam będziesz oceniany według tego kim teraz jesteś”.
Jakże często, gdy rozmowa zejdzie na temat osiągnięć naszego znajomego, pojawia się człowiek, który nie chce tego zauważyć, co więcej, z lubością wyciąga jego błędy, nawet sprzed kilkudziesięciu lat i przez ich pryzmat go ocenia. Przemiana znajomego, dzisiejsze dokonania, nie mają dla niego żadnego znaczenia. On go już wcześniej zaszufladkował do grzeszników i z tym czuje się dobrze. Źródłem takiej postawy może być zwykła ludzka głupota, zazdrość, chęć bezinteresownego szkodzenia lub pragnienie wywyższenia samego siebie, bo wydaje mu się, że jak bliźniego obrzuci błotem to sam staje się czystszy. Ale najczęstszym tego powodem jest brak autentycznej wiary w Boga, który jest Bogiem miłosierdzia. Mówią o tym dzisiejsze czytania mszalne. W Księdze Mądrości czytamy: „Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił”. W poetycki sposób autor biblijny pisze o potędze Pana. Dla Niego cały świat jest jak kropelka rosy porannej. I ten wszechpotężny Bóg miłuje wszystkie stworzenia, a szczególnie człowieka. Upomina człowieka, aby się nawrócił i żył. Daje człowiekowi szansę i raduje się jego przemianą.
Bóg dostrzega prawdziwą wartość człowieka, nawet gdy ten jest skalany grzechem. Pomaga mu odrzucić błoto grzechu i zajaśnieć blaskiem diamentu jak w poniższej przypowieści. Pobożny rabin poświęcał wiele czasu na pracę społeczną w dzielnicach biedy. Pomagał głodnym, bezdomnym, ludziom uzależnionym od alkoholu i narkotyków. Jeden z członków wspólnoty religijnej, bogaty właściciel sklepu z diamentami zwrócił uwagę, że rabin marnuje wiele czasu poświęcając go ludziom, którzy na to nie zasługują. Rabin w odpowiedzi na ten zarzut zapytał go, czy wyrzucił kiedykolwiek nieoszlifowany diament, który niczym nie różni się o zwykłego kamienia? „Nigdy.”- odpowiedział kupiec – Jestem ekspertem w tej dziedzinie i znam wartość, nawet nieoszlifowanego diamentu, który trzymam w ręku”. „Pozwól przyjacielu, że ja ci wyjawię mój sekret – spokojnie kontynuował rabin – ja także jestem ekspertem. Każdego dnia przechodzę ulicą i mijam najcenniejsze diamenty. Niektóre z nich nie są dostatecznie oszlifowane, trzeba je wyciągnąć z rynsztoku i oczyścić. I wtedy zadziwiają one swoim blaskiem. Każdy z nas powinien wiedzieć, że wszyscy, w pewnym sensie jesteśmy diamentami, które, aby zajaśnieć kolorami tęczy potrzebują zauważenia i oczyszczenia” (Na podstawie opowieści rabina Roberta N. Levine pt. „There Is No Messiah and You’re It”).
A na zakończenie warto sobie uświadomić, że każdy z nas ma coś z celnika i potrzebuje nawrócenia. Ta świadomość jest nam szczególnie potrzebna, gdy mamy pokusę bezlitosnego osądzenia bliźniego. Jesteśmy grzesznikami i nie jeden raz ogarnia nas żądza posiadania, nie lecząca się ani z Bogiem, ani krzywdą bliźniego. Ale i wtedy Bóg daje nam szansę jak Zacheuszowi. Staje na drodze naszego życia, pod naszym drzewem i woła nas po imieniu, abyśmy zeszli z drzewa swoich nałogów, grzesznych przyzwyczajeń, zapędzenia za dobrami materialnymi…, abyśmy zeszli i oparli swoje życie na fundamencie wiary. Jeśli to uczynimy wtedy On wchodzi do świątyni naszego wnętrza jak do domu celnika, aby zbawienie stało się naszym udziałem. Masza św. jest najważniejszym miejscem i czasem spotkania z Chrystusem. Spotykamy naszego Zbawiciela w liturgii słowa, gdy słuchamy jego nauki, w liturgii eucharystycznej, kiedy mówi On: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim”. I w praktykowaniu na co dzień nauki wyniesionej z tego świętego spotkania: „Zaprawdę powiadam wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście”. Dziś, jak w każdą niedzielę, przyszliśmy do naszej parafialnej świątyni, aby spotkać się z Panem. Pamiętajmy - ilekroć przychodzimy do kościoła na modlitwę, ożywieni duchem Zacheusza, zawsze odchodzimy ubogaceni. (Nie ma innej Ziemi Obiecanej) I niech się tak stanie.!

Zapisz

Zapisz

Czytany 1227 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.