Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 11 październik 2016 09:54

29. Niedziela Zwykła (Rok C) – Wytrwała modlitwa

Oceń ten artykuł
(1 głos)

moja-modlitwa-wytrwalaMyślę, że wszystkim nam tu obecnym znane jest stworzonko ze świata przyrody, które fruwa sobie radośnie nad naszymi łąkami. Owo stworzonko nie wie, że według praw fizycznych nie powinno się unieść w górę. Chodzi o stosunek rozpiętości skrzydeł do masy ciała. Inny słowy: małe skrzydełka, a za dużo ciała. Co to za stworzonko? To trzmiel. Według stosownych obliczeń nie powinien się unieść w powietrze. Tymczasem unosi się i nieźle fruwa. Wprawdzie na krótkich dystansach, ale fruwa. Jak to jest możliwe? Ano zapewne jest tak, że ów trzmiel nie wie, że to, co niemożliwe, jest możliwe.

Przenosząc ten obraz w nasze życie, możemy wymienić całą litanię różnych spraw i problemów, które są niemożliwe z mnóstwa powodów. Niemożliwa jest codzienna modlitwa, uczestniczenie w każdej niedzielnej mszy świętej, wytrwanie w czystości przedmałżeńskiej, całkowita abstynencja, niemożliwa jest wierność w małżeństwie, wytrwanie do śmierci z jedną żoną i jednym mężem, niemożliwa jest prawdziwa przyjaźń, domowe życie bez kłótni i wiele, wiele innych spraw. Każda teza o rzekomej niemożliwości zostaje poparta masą argumentów, najczęściej według nas niepodważalnych – a często zakończonych zdaniem: cóż, takie jest życie...

Jaką prawdę możemy wydobyć z prostego przykładu, który obserwujemy w przyrodzie, patrząc na trzmiela? Bo według obliczeń nie powinien latać, a jednak lata; tam, gdzie chce i kiedy chce.

Myślę, że pierwszą przyczyną tego, że coś uważamy za niemożliwe jest nasza kalkulacja, nasze obliczenia. Rzecz stara jak świat. W Starym Testamencie w Księdze Wyjścia czytamy o kalkulacjach faraona: „Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas. Roztropnie przeciw niemu wystąpmy, ażeby się przestał rozmnażać. W przypadku bowiem wojny mógłby się połączyć z naszymi wrogami w walce przeciw nam, aby mógł wyjść z kraju” (1, 9-10). Ludzką kalkulacją można uzasadnić każdą niemożność czy nawet każdą nikczemność.

Z punktu widzenia człowieka wspomniane wyżej niemożliwe sprawy są rzeczywiście niemożliwe. Są niemożliwe, jeśli człowiek będzie szukał rozwiązań tylko w sobie czy w drugim człowieku.

Przypomnijmy sobie teraz dzisiejsze słowo Boże. Z ludzkiego punktu widzenia Amalekici powinni wygrać bitwę w Izraelitami. A jednak nie wygrali, bo Izraelici mieli wsparcie od Boga poprzez wzniesione ręce Mojżesza. One były gwarancją zwycięstwa. Kiedy zaś te ręce zdrętwiały – bo jak długo można trzymać je w powietrzu – to dwóch Izraelitów podtrzymywało je. I tak to, co niemożliwe, stało się możliwe. Dlaczego? Bo Izraelici nie ograniczyli się tylko do ludzkich kalkulacji, ale uwierzyli Bogu.

W Ewangelii Jezus opowiada o wdowie, która przychodziła do sędziego z prośbą, by ją obronił przed jakimś złym człowiekiem. Sędzia nie chciał jej pomóc, ale w końcu jej uległ – pewnie dla świętego spokoju – widząc jej natrętne przychodzenie. I znów według ludzkiej kalkulacji sprawa była nie do załatwienia – bo na domiar złego ów sędzia – jak zaznacza św. Łukasz – „Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi”. Owa wdowa jednak znalazła sposób na niego.

Czego chce nas nauczyć Pan Jezus? Otóż myślę, że chce nas nauczyć, abyśmy zbyt szybko nie rezygnowali z tego, co wydaje się niemożliwe. Chce nam powiedzieć, żebyśmy obok ludzkich kalkulacji zrobili miejsce dla Boga. A wtedy może okazać się, że to, co według wielu jest niewykonalne, jest proste, choć może czasem i trudne. Ks. Jan Twardowski mawiał, że nie ma sytuacji bez wyjścia – jeśli wydaje się nam, że mamy zamknięte drzwi, to Bóg jeszcze otwiera okno. Ludzka logika kończy się na drzwiach – a warto pomyśleć i o oknie, czyli zrobić miejsce dla Boga. Bo jak przykład trzmiela uczy: nie powinien fruwać, a fruwa.

Gdzieś wyczytałem opowieść o trzech drzewach. Jedno z nich marzyło, aby zrobiono z niego kiedyś szkatułę na klejnoty; drugie, aby zbudowano z niego żaglowiec dla króla, a trzecie, żeby rosnąć jak najwyżej, aby być blisko Boga. I wszystkie trzy zostają ścięte. Niestety, z pierwszego drzewa robią żłób dla zwierząt, z drugiego – zwykłą łódkę do przewozu cuchnących ryb, a trzecie zostaje pocięte na belki. Wszystkie są przekonane – patrząc z ludzkiego punktu widzenia – że nic nie miało sensu, aż tu nagle po latach do pierwszego drzewa wkładają Dzieciątko, największy skarb świata, do drugiego drzewa wsiada Jezus, który ucisza burzę – Władca świata. A z trzeciego drzewa robią krzyż. I gdy Jezus umiera, to drzewo rozumie, że nigdy nie mogłoby być bliżej Boga. To prosta bajka, ale, jak każda, ma przesłanie. Że często to, co wydaje się niemożliwe, spełnia się; nie zawsze tak, jak my chcemy – ale na pewno tak, jak dla nas jest najlepiej – a o tym najlepiej wie nasz Ojciec, który jest w niebie.

Pan Jezus dorzuca dzisiaj jeszcze jedną radę. Abyśmy w tych naszych wysiłkach zamieniania rzeczy niemożliwych w możliwe byli wytrwali. Bez wytrwałości nic w naszym życiu nie zmienimy, podobnie jak bez wytrwałości żaden sportowiec nie osiągnie sukcesu.

Trwajmy zatem przy Bogu, trwajmy w naszych praktykach religijnych; trwajmy w realizowaniu naszych zadań, które wynikają z naszych różnych powołań; nie ustawajmy w pracy nad sobą, w ciągłym doskonaleniu siebie; nie rezygnujmy tak łatwo, gdy nam coś nie wychodzi – ale wytrwale podejmujmy wysiłek w kierunku realizacji. Bądźmy w tych wysiłkach podobni do trzmiela, który nie powinien fruwać, a fruwa. I niech nas unosi świadomość, że Bóg jest przy nas, we dnie i w nocy – i zawsze bierze nas w obronę. Stawia nam jednak warunek, który wypowiedział dzisiaj w ostatnim zdaniu Ewangelii: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Tym warunkiem jest wiara. Bo tylko jeśli wierzymy, rzeczy niemożliwe stają się możliwe.

Zatem módlmy się w czasie tej Mszy świętej o mocną wiarę – z całego serca, ze wszystkich myśli i ze wszystkich sił. Amen.

Zapisz

Czytany 599 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.