Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 06 październik 2016 11:08

28. Niedziela Zwykła (Rok C) – Służba - pomoc w cierpieniu

Oceń ten artykuł
(1 głos)

sw.jan.pawel„Jezusie - Mistrzu - ulituj się nad nami” - wołali trędowaci. Naturalnie to jest zjawisko, że człowiek chce być zdrowy, że osłabiony chorobą szuka pomocy. Tak było za czasów Pana Jezusa, tak jest dzisiaj.

Chrystus utożsamia się z człowiekiem chorym. Za jego czasów byli trędowaci, sparaliżowani, chromi... Dobrze wiemy, że wśród nas jest coraz więcej ludzi nieuleczalnie chorych (choroby raka, aids, narkomania...) Ciężko chorzy, chorzy nieuleczalnie tak samo jak i ci, którzy trwają przy nich, potrzebują pomocy, do ostatniej chwili życia... Ludzie chorzy i cier­piący zawsze zajmowali znaczące miejsce w sercu Kościoła. Taka również jest najpiękniejsza polska tradycja wspólnotowego „czuwania” przy umierają­cych i chorych nieuleczalnie. W naszej historii wiele jest dowodów na to, że Polacy dzielili swój ból i swoje troski z troskami opuszczonych i biednych. Jedną z pierwszych, która utrwalała w polskiej obyczajowości tytuły „matka”, „siostra”, na oznaczenie opiekujących się chorymi, była w XIII wieku Bł. Kinga. Pisał o niej ks. Jan Długosz, chroniąc się wraz z synami Kazimierza Jagiellończyka w Starym Sączu - „że Kinga ułomnym, niedołęż­nym, ślepym i jakąkolwiek chorobą złożonym w imię bogomyślności usługiwała”.

Mówi się, że każdy ma swoją własną śmierć. Wciąż wzrasta ilość wypadków śmiertelnych, wciąż umierają ludzie - po ludzku sądząc - zupełnie niespodziewający się śmierci. Wciąż choroby terminalne zaskakują ludzi w pełni sił. Wciąż patrzymy na ludzi, żyjemy wśród tych, którym towarzyszy świadomość, iż ktoś bliski jest nieuleczalnie chory...

Dziwne to, bo żyjemy w epoce, w której kult zdrowia, sportu i kultury fizycznej narzucają styl życia i myślenia kategoriami „cywilizacji zdrowego człowieka”. Mimo to, człowiek współczesny, nawet wierzący, nie zawsze umie zaakceptować cierpienie, starość, choroby, śmierć i nie potrafi odnaleźć w nich religijnych wartości.

O chorobie pisze się łatwo. Jest ona jednak poważnym życiowym doświadczeniem. Przez chorobę zaatakowany zostaje człowiek w swoim istnieniu, w swej rzeczywistości cielesnej, psychicznej i fizycznej (moralnej i religijnej). Choroba odbiera niezauważalną (a może nie docenianą) dotąd wolność i uzależnia człowieka od otoczenia. Następuje wstrząs. Człowiek chory staje się nieaktywny, jest ciężarem dla otoczenia, jest nieproduktywny, samotny, czasami odizolowany od środowiska, w którym żyje. Każda choroba wyrywa człowieka z jego życiowego rytmu, z życia rodzinnego. To jest prawda.

Tylko, że na cierpienie, chorobę i śmierć trzeba popatrzeć jeszcze inaczej. Mają one bowiem również wymiar duchowy, wewnętrzny. Ból, cierpienie, domagają się także odpowiedzi wiary. Mogą one być czasami „próbą wiary”, ponieważ stawiają nas często przed dramatyczny nu pytaniami. Te pytania, to czasem krzyk rozpaczy: dlaczego taka choroba, a nie inna? Dlaczego teraz, a nie później? Dlaczego właśnie mnie dotknęła, a nie kogo innego?

Dla człowieka wierzącego choroba ma wymiar religijny. Choroba, cierpienie, śmierć pozostaje w swych wymiarach ostatecznych tajemnicą.

Kościół proponuje choremu i wierzącemu człowiekowi specjalną pomoc w postaci sakramentalnegonamaszczeniachorych - aby mógł po chrześcijańsku przeżywać chorobę. Trzeba pamiętać, że to nie choroba zbawia, lecz Chrystus z którym człowiek w duchu wiary spotyka się poprzez sakramentalne namaszczenie. Jakże wymowne były słowa Pana Jezusa do trędowatych zaraz po uzdrowieniu: „idźcie, ukażcie się kap­łanom”. Z tego wszystkiego zapomnieli podziękować Chrystusowi za uzdrowienie. Tylko jeden z nich zdobył się na wdzięczność, by podziękować. A dobrego człowieka można poznać po tym. że potrafi dziękować.

Drodzy chorzy! Ta pomoc sakramentalna jest wyrazem troski o chorego. „Być dla chorego” - w tych prostych słowach - zawiera się cała religijna i pozareligijna opieka wspólnoty przy łóżku chorego. Ale na to spotkanie chorego z łaską sakramentalną trzeba po prostu wyjść. Nie czekać aż umrze. Trzeba zerwać ze spotykaną niestety jeszcze praktyką udzielania namaszczenia chorych osobom zmarłym, po to, aby potem na klepsydrze napisać: „zaopatrzony Sakramentami Św.”.

Przecież Sakrament Chorych to spotkanie z Chrystusem Ukrzy­żowanym i Zmartwychwstałym. Zbawienie nie zatrzymało się na Golgocie. Sens cierpień manifestuje się w fakcie życia, a obrzędy Sakramentu Chorych pełne są tekstów zapowiadających zmartwychwstanie człowieka. Choroba nie może być widziana jako ślepe przeznaczenie. Krzyż choroby, nawet kiedy ciąży ciału, niesiony w łączności z krzyżem Chrystusa, staje się źródłem zbawienia.

W takiej sytuacji wszyscy chorzy pragną, by lekarze, pielęgniarki i odwiedzający bardziej „ich rozumieli". Nie trzeba chorym fałszywego pociesze­nia - tylko więcej zrozumienia, poważnego podejścia do ich trosk i niepokojów.

Za trzy dni uroczystość św. Łukasza, Patrona Służby Zdrowia. Może warto zastanowić się nad słowem „służba”, odnoszącym się do osób sprawujących opiekę; lekarzy i pielęgniarek. Siostra i lekarz -służą. Pojęcie służby jest bardzo silnie związane nie tylko z etyką chrześcijańską, ale z życiem ludzkim w ogóle. Słowo służba stało się dziś pojęciem bardzo niepopularnym - w wielu kręgach jednak, czy chcemy czy nie chcemy - doświadczamy wartości służby każdego dnia jako ci, którzy służą i korzystają z posługi innych. Jak bowiem inaczej, jeśli nie służbą ro­dzinie, nazwać chociażby pracę matek, czy żon sprzątających, gotujących i wystających w kolejkach? Albo pracę lekarzy i pielęgniarek, maszynistów pociągów, motorniczych, rzemieślników i urzędników, nauczycieli i lis­tonoszy?

Każda ludzka praca ma i powinna mieć charakter służebny, bo jest przeznaczona dla drugiego człowieka. I jeśli dziś przeżywamy regres w tej dziedzinie, to dlatego, że praca została z różnych przyczyn odhumanizowa­na. Dzisiejszy pracownik na służbie - częściej niestety myśli o tym, ile korzyści wyciągnąć z wykonywanych zajęć, niż jak pomóc drugiemu człowiekowi. - Owszem, ważne jest przywrócenie pracy właściwej jej wartości,- zapewnienie godziwej zapłaty, - stworzenie warunków, by praca mogła służyć człowiekowi. To ważne... Ale to, co nas bulwersuje w sklepach, biurach, urzędach, w szpitalach - to fakt, że nie traktuje się nas należycie, bo nie widzi się w nas człowieka, że zostały odwrócone proporcje. Jak gdyby petent był dla urzędnika, pacjent dla personelu szpitalnego, a kupujący dla ekspedienta.

Nie myślę biadolić - jak to dzisiaj wielu robi, tylko że u nas zatraciło się pojęcie służby. Nikomu nie jest łatwo. Jednak, za cenę wolnego myślenia i poszanowania człowieczeństwa - wolę walczyć o to, by człowiek mógł godnie żyć.

Trzeba nam pamiętać - że większość współczesnych rodaków zaczyna i kończy życie w szpitalu. Potrzebny jest ten drugi człowiek, nie z urzędu, ale z powołania - siostra, lekarz właśnie na służbie.

Wielu również chorych pozostaje w domach - i dlatego powstaje potrzeba rozwoju służb opiekuńczych, parafialnych i ponadparafialnych, zdolnych do niesienia skutecznej pomocy takim chorym.

Opieka nad chorymi sprawowana w duchu wiary chrześcijańskiej jest nie tylko przejawem miłosierdzia, ale także obowiązkiem płynącym ze sprawiedliwości. Cierpiący korzysta w sposób niepodzielny zarówno z wiedzy lekarza, jak i wiary, bowiem Chrystus stał się w pełni człowiekiem i pełnego człowieka pragnie zbawić („Świeccy w świecie cierpienia i zdrowia” - dokument Kom. Pap. 1987 r. n. 29). Pierwszym i najważniejszym obowiązkiem każdej formy opieki nad chorymi - jest służenie choremu, a nie posługiwanie się chorym.

Drodzy moi,

Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się, że z dziesięciu trędowatych, tylko jeden się wrócił i podziękował za łaskę uzdrowienia.

Spróbujmy i my czasem zatrzymać się na naszej drodze życia i zastanowić się - ile dobra otrzymaliśmy od Boga: życie, zdrowie i rozum, którym mogę podziwiać piękno świata. I oczy - którymi mogę patrzeć na ludzi kochanych.

A obok nas są ludzie, którzy mają chore serce, niesprawne nogi, sparaliżowane ciało, a mimo to, są radośniejsi od nas, bo nauczyli się dziękować Bogu za wszystko. Także za chorobę i cierpienie.

Chodzi jeszcze o to, abyśmy potrafili wszyscy: chorzy i zdrowi, chwalić Boga i dziękować Mu za wszystko, czego nam użyczył. Amen

 

Czytany 518 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.