Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 01 październik 2016 09:18

27. Niedziela Zwykła (Rok C) – Moc wiary

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

wiara„Gdybyście mieli wiarę, jak ziarnko gorczycy” (Łk 17, 5). Wiara, która góry przenosi, która każe drzewu rzucić się w morze.

Uważamy się za ludzi wierzących. Modlimy się, uczestniczymy we mszy św. Przyznajmy jednak, że wobec usłyszanych przed chwilą żądań Chrystusa stajemy nieco zakłopotani. Chętnie byśmy te słowa o wierze pominęli, albo odnieśli do życia wielkich świętych. Ich życiorysy są pełne cudów zdziałanych dzięki głębokiej wierze. Tymczasem słowa Zbawiciela są skierowane do nas. Pan Jezus nam stawia te żądania … Dlatego trzeba dziś zapytać siebie: jaka jest moc mojej wiary?
Czytelne i zrozumiałe są dla nas, słyszane przed chwilą, słowa proroka Habakuka. Zwięźle opisują one złożone problemy życiowe człowieka żyjącego w różnych epokach. Jest to ból stworzenia wyrażony w okrzyku: „Krzywda mi się dzieje”…, „Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i zło?” „Oto ucisk i przemoc przede mną…” (Ha 1, 2—3). Wobec trudów życia codziennego, wobec złej woli ludzi, wobec morza cierpień i własnej nieudolności czujemy się zupełnie bezradni. Pytamy z niepokojem: gdzie jest nasza wiara, jej siła i moc, gdzie jest ta wiara, która „przenosi góry?”
Przeczytany dziś fragment Listu św. Pawła do Tymoteusza był pisany w więzieniu. Jego autorem jest człowiek, który był w życiu narażony na wiele przeciwności. Przeszedł przez trudy, przez więzienia, przez chłosty, przez niebezpieczeństwa śmierci. Był, jak sam pisał, często w niebezpieczeństwach od zbójców, od własnego narodu, od pogan i fałszywych braci (2 Kor 11, 24). A jednak ten człowiek pisze do Tymoteusza: „Bóg nie dał nam ducha bojaźni, ale ducha mocy i miłości” (2 Tm 1, 6). Tak pisał człowiek uwięziony, liczący się z perspektywą kary śmierci, człowiek, który wiele wycierpiał w życiu. Jego wiara wyrażała się w duchu mocy i miłości. Była to wiara, której nie załamały trudy i cierpienia. Wiara, która miała moc nadawania sensu codzienności, nawet tej najzwyczajniejszej. Była to wiara, która „góry przenosi”, która kształtuje ludzkie życie, nadaje mu sens.
Jest to wiara Pawła i tylu innych uczniów Chrystusa na przestrzeni wieków. Aby ją zrozumieć sięgnijmy do porównania bliskiego sercu i powszechnie zrozumiałego. Zapytajmy o tajemnicę mocy ducha naszej matki. Zapytajmy, dlaczego umiała znieść tyle przeciwności, tyle wycierpieć, podjąć tyle trudów. Skąd czerpała siły do tylu nieprzespanych nocy, niespokojnych dni. Dlaczego stała się prawdziwym bohaterem codzienności, bohaterem, którego zasług nikt nie jest w stanie wyliczyć. Odpowiedź jest zaskakująco prosta: dziecko. Miłość do dziecka mobilizuje, czyni cuda. Nie ma tu abstrakcyjnych teorii działania. Jest konkretny żywy człowiek i to człowiek tak bliski sercu. Miłość do niego znajduje swój wyraz w codzienności, w codziennej służbie. Tak — nie lękajmy się tego słowa: w służbie. Jest to zjawisko tak naturalne, że przechodzimy obok niego nie dostrzegając jego wielkości. Jesteśmy gotowi mówić, że matka „wykonała to, co powinna wykonać”.
Wiara świętych też nie pozostawała w sferze teoretycznych dociekań — była czynem, była pewnym stylem życia. Gdy pytamy o tajemnicę siły tej wiary — otrzymujemy odpowiedź podobną do tej, danej przed chwilą: oni w pewnym zwrotnym momencie swego życia dostrzegli, że Chrystus dla nich stał się Dzieckiem, Bóg dla nich stał się człowiekiem. W tym tygodniu będziemy wspominać w liturgii św. Franciszka z Asyżu. Do dziś stajemy urzeczeni wielkością człowieka, który żył siedemset lat temu — wielkością, która przecież wyraziła się w zwyczajności, w prostocie i ubóstwie. Franciszek żył z pełną świadomością tego, że ubogo Narodzony w Betlejem, Ogołocony ze wszystkiego i Ukrzyżowany nie jest tylko historią, ale obecny w jego życiu czeka na odpowiedź. Odpowiedzią była codzienność życia Biedaczyny z Asyżu. Była to odpowiedź wspaniała, a jednak mieszcząca się w słowach z dzisiejszej Ewangelii: „Słudzy nieużyteczni, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17, 10). W świetle tych porównań popatrzmy na naszą wiarę. Czy jest ona tylko przyjęciem prawd zawartych w katechizmie? Czy jest zgodą na pewne zasady postępowania? Czy jest uznaniem, że Bóg istnieje?
Św. Jan pisze: „Myśmy uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (1 J 4, 16). Chrystus jest objawieniem tej Bożej miłości do człowieka. Inaczej mówiąc, Bóg stał się człowiekiem, aby w życiu każdego człowieka być kimś ważnym, kimś liczącym się, wreszcie — kimś najbliższym. Wszystko więc zależy od odpowiedzi na pytanie: kim dla mnie, w moim życiu codziennym, jest Chrystus? Przypomnijmy słowa wypowiedziane tu w Warszawie przez Ojca Św.: „Dzieje każdego człowieka toczą się w Chrystusie”. Więc i moje życie jest najściślej związane z Chrystusem. Trzeba odkrywać we własnym życiu tę zasadniczą zależność między odnajdywaniem Chrystusa w codzienności a odkrywaniem sensu każdego powszedniego dnia. Inaczej mówiąc jeśli będę pamiętał, że Chrystus jest dla mnie konkretną żywą osobą i to osobą najbliższą, będę umiał nieść ciężar codzienności wiedząc dla kogo to czynię. Miłość do Chrystusa będzie się ujawniać w sposób najbardziej naturalny, w codziennej służbie Jemu. Potrafimy przecież z zapałem podejmować zadania bardzo trudne, gdy wiemy dla kogo je spełniamy. Dodajmy jeszcze tę ważną dla człowieka świadomość, że Pan dostrzega każde, zdawałoby się, niedostrzegalne poruszenie naszego serca, każdy najzwyklejszy ludzki czyn. Musi w naszym życiu zaistnieć związek wiary z codziennością. Wiara ma otwierać nam oczy. na obecność Chrystusa w każdym dniu. Nie jest ona teorią, ale przekonaniem, że jest ktoś dla kogo warto pięknie żyć. Dlatego i nasza wiara powinna się wypowiadać słowami dzisiejszej Ewangelii: „Jesteśmy, Panie, sługami nieużytecznymi: wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać” (Łk 17, 10).
W niedzielny poranek Chrystus gromadzi nas na mszy św. wokół tajemnicy swej bezgranicznej miłości. Jeszcze raz poznajemy miłość Boga do człowieka, aby umocnić swą wiarę. Pragniemy, aby była ona siłą czyniącą ten największy cud: aby nas przemieniała, aby nadawała sens naszym codziennym zmaganiom, aby napełniała nas duchem mocy i miłości.
Dlatego wraz z apostołami prosimy Pana: „Przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5). Amen.
 
Czytany 621 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.