Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 16 grudzień 2015 10:09

4. Niedziela Adwentu (C) – Kiedy będziemy przeżywać radość?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

radosc-narodzenieDrodzy Bracia i Siostry zgromadzeni w tej świątyni w czwartą i ostatnią zarazem niedzielę Adwentu.

Za kilka dni będziemy przeżywać radość Bożego Narodzenia. Wydaje się, że można już wyczuć w tych dniach zbliżający się czas radości. Czy jednak wierzymy, że ta radość może być udziałem każdego człowieka? Zarówno tego zdrowego jak i chorego. Tak samo wolnego jak i uwięzionego. Tego w domu i tego na służbie. Bo poczucie radości zależy chyba bardziej od stanu naszego ducha niż od okoliczności zewnętrznych.

Przeczytana przed chwilą Ewangelia zawiera w sobie tak wiele radości! Oto spotkanie dwóch matek oczekujących na narodziny swoich dzieci. Poczęte a jeszcze nienarodzone dziecko Elżbiety poruszyło się z radości. Elżbieta odczuła tę radość i dodała do niej swoją - zdumioną radość z powodu przyjścia Maryi. Ileż jest cie­pła w tej scenie, w której jedna kobieta spieszy do drugiej, a obie oczekują dziecka! Nie przeszkadza im to, że zostały obie zasko­czone swoim stanem. Jedna przecież, sama mówiła, że „nie zna męża", a druga jest w podeszłym wieku.

Nie koncentrują się jednak na sobie. Obie mają świadomość, że to co wydarzyło się w ich życiu jest niezwykłym darem nieba. Oto Wszechmocny Bóg wybrał je do zadania, które całkowicie prze­kracza kruche możliwości człowieka. Dlatego ich spotkanie jest oparte na wierze i całkowitym zaufaniu Bogu. Widać, że jedna wpatrzona jest w drugą. Bo przecież Maryja przebyła z pośpiechem drogę, żeby pomóc Elżbiecie. A Elżbieta jako pierwszy człowiek na świecie wypowiada wobec Maryi i Jej poczętego Dziecka słowa błogosławieństwa.

Ukochani Bracia i Siostry!

Czy potrafimy się wczuć w atmosferę tego spotkania? Czy podzielamy radość tych dwóch kobiet? Czy potrafimy jeszcze odczytać tę radość, czy jest ona obecna w naszym adwentowym oczekiwaniu? Czy odwrotnie - schylamy głowę w przygnębiającym lęku. Czy to, co czytamy czy oglądamy w mediach nie przeraża, nie napawa smutkiem. Z czasem powoli obojętniejemy pod przygniatającym naporem tych smutnych wia­domości. Trudno nie dostrzec, że świat, którego przecież jesteśmy częścią jakby przyspieszył ostatnimi laty kroku w kierunku bez­nadziei i rozpaczy. Spróbujmy w świetle dzisiejszej Ewangelii zobaczyć, gdzie jest przynajmniej jeden z powodów tego smutku i beznadziei.

Zobaczmy jak troskę o sprawiedliwy podział dóbr zastępuje się coraz wyraźniej troską o zahamowanie przyrostu ludności. Jak trudno dostrzec w świecie radość z oczekiwanych narodzin, którą jestwypełniona dzisiejsza Ewangelia. Mówi o tym święta Matka Teresa z Kalkuty, która miała chyba najlepszy ogląd tego, co się dzieje na świecie. Ona tak bardzo zatroskana o ratowanie każdego życia, tak mówi na konferencji ONZ w Kairze: „Mówię dziś do was z głębi serca - do każdego człowieka we wszystkich krajach świata (...) do matek, ojców i dzieci w miastach, miasteczkach i wsiach. Każdy / nas jest dziś tutaj dzięki miłości Boga, który nas stworzył i na­szych rodziców, którzy nas przyjęli i zechcieli obdarzyć nas ży­ciem. Życie jest najpiękniejszym darem Boga. Dlatego z tak wiel­kim bólem patrzymy na to, co dzieje się w wielu miejscach świata: życie jest umyślnie niszczone przez wojnę, przemoc, aborcję. A przecież zostaliśmy stworzeni przez Boga do wyższych rzeczy -by kochać i być kochanymi".

Ukochani!

Takie jest zasadnicze powołanie człowieka: kochać i być kocha­nym. Takie jest przesłanie dzisiejszej Ewangelii. Radość jest możli­wa tam, gdzie panuje miłość. Scena spotkania matek oczekujących na narodzenie dzieci jest nasycona miłością i radością. Jest skiero­wanym do Boga hymnem uwielbienia i dziękczynienia za wielkie rzeczy, których dokonał w ich życiu. Każde poczęte dziecko jest wielkim cudem miłości Boga do człowieka. Tylko wtedy, gdy się na ten cud odpowiada przyjmując dar życia można zaznać prawdziwej radości. Tylko wtedy, gdy człowiek pozbędzie się lęku przed przyję­ciem nowego życia, może zaznać prawdziwego pokoju.

Tymczasem zamiast radości życia proponuje się nawet na po­ziomie Organizacji Narodów Zjednoczonych rozwiązania przeciw­ne życiu nienarodzonych. W każdym razie najbardziej prominentni politycy świata zachodniego tę promocję nam obiecują zafundo­wać. I na to mają fundusze. Co więcej podejmuje się coraz ener­giczniej na skalę międzynarodową działania, żeby aborcję wpisać w prawa człowieka. Być może nadejdzie czas, że nasza chrześcijańska radość z poczęcia stanie się nie tylko przesądem, ale i prze­stępstwem. Były kraje w minionym wieku, że taka praktyka miała miejsce. I dziś są takie kraje na świecie.

Moi drodzy! Przerażają nas doniesienia o brutalnym i bezdusznym trakto­waniu zwierząt. Ale, jakże mają ludzie szanować zwierzęta, jeżeli nie szanują życia własnych dzieci? Jest jakiś rodzaj zaślepienia - zło, grzech zawsze zaślepia - tak, że prawodawcy, politycy, działacze i dziennikarze nie dostrzegają tego związku pomiędzy złem legal­nie dokonywanych aborcji a wzrastającą brutalnością całego na­szego życia? Przecież to nagromadzone latami zło musi znaleźć swoje ujście. Coraz częściej słyszymy o zbrodniach dokonywanych przez młodych ludzi. Czy człowiek wychowany w takiej atmosfe­rze przeciwnej życiu, będzie szanował życie drugiego człowieka? Odpowiedzmy sobie sami...

Czyż nie sprawdzają się słowa Matki Teresy wypowiedziane na tej samej konferencji: „Wiele razy powtarzam - i jestem tego pew­na - że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stwo­rzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja i żaden rząd. (...) Przeraża mnie myśl o tych wszystkich, którzy zabijają własne sumienie, aby móc dokonać aborcji. Po śmierci staniemy twarzą w twarz z Bogiem, I )awcą życia. Kto weźmie odpowiedzialność przed Bogiem za miliony i miliony dzieci, którym nie dano szansy na to, byżyły, kochały i były kochane? (...) Dziecko jest najpiękniejszym darem dla rodziny,dla narodu. Nigdy nie odrzucajmy tego daru Bożego".

Najbardziej przykre jest to, że w tych działaniach na forum światowym uczestniczą organizacje, które stosują słowo „katolicy" w swojej nazwie. A przecież i w naszej polskiej debacie na temat choćby metody „in vitro" wielu polityków przedstawiających się jako katolicy odżegnuje się od jasnego przesłania Kościoła. Tak jakby wiarę można było oddzielić od miłości i od nadziei. A przeież Kościół, który chce pozostać wierny pierwotnej radości z poczęcia Zbawiciela, nie może się tej radości wyrzec. Trzeba to powiedzieć jeszcze mocniej - z tej radości czerpiemy uzasadnienie swojego istnienia.

Drodzy Bracia i Siosrty!

Dlaczego ten temat dziś na kilka dni przed świętami? Trzeba drogie Siostry i Bracia, aby każdy z nas na miarę swoich możliwości podjął działania opowiadające się w obronie życia. Politycy, dziennikarze, różne organizacjei stowarzyszenia niech wspólnym głosem wypowiedzą swoje „tak" za życiem.

Każdy z nas i Kościół jako całość - z tej sceny spotkania Elżbiety z Maryją, pełnej miłości i wzajemnego szacunku czerpie nasz właściwy obraz świata uporządkowanego. To jest obraz świata taki jaki powinien być - wzajemnego szacunku i miłości. I pełnego nadziei, że Bóg jest z nami, jest obecny. Nie trzeba go szukać gdzieś daleko. Jest obecny w naszych rodzinach i w naszych dzie­ciach. To jest właśnie świat bezpieczny, darowany i potwierdzony przez przyjście Boga.

Oczywiście, my nie mamy bezpośredniego wpływu na prezy­dentów zamożnych państw obiecujących całemu światu promocję aborcji. Możemy jednak radość obronić wokół siebie a nade wszystko w sobie.

W pierwszej kolejności w naszych rodzinach. Popatrzmy więc na to, jak przyjmujemy wszelkie informacje na temat nowego ży­cia? Czy zdarzyło się nam okazać zniechęcenia, albo w jakikolwiek sposób zakpić, albo inaczej wyrazić niechęć na wiadomości o po­czętym dziecku?

Powstają w Polsce coraz liczniej „okna życia", gdzie można złożyć dziecko, które nie może być przyjęte w domu rodzinnym. To ważny i potrzebny znak i konkretnie wyrażona pomoc. Czy nie warto pomyśleć o tym, by każdy z nas budował w sobie samym takie „okno serca" otwarte na przyjęcie życia. Chodzi o to byśmy swoją postawą pełną życzliwości, radości mogli dawać świadectwo za życiem.

Pamiętajmy o tym, jak bardzo wiele dobrego możemy uczynić swoim słowem, gestem, nawet spojrzeniem. I chodzi tu nie tylko ote gesty wyrażone wprost matce, ojcu, ale również o te gesty i słowa wypowiedziane za plecami wobec osób trzecich.

Moi drodzy! Przyłóżmy do naszego życia tę scenę spotkania Elżbiety i Ma­ryi i próbujmy się nią modlić. Pozwólmy, aby Duch Święty przeni­kał nasze umysły i serca radością, która wypełniała dom Elżbiety. Dajmy sobie nawzajem szansę, znajdźmy trochę miejsca na troskę o innych i na radość. Niech naszą pierwszą myślą i słowem będzie błogosławieństwo. Naszą pierwszą reakcją niech będzie chęć po­mocy i wsparcia. W Liście do Hebrajczyków usłyszeliśmy słowa Jezusa skierowane do Ojca: „Oto idę". Oglądamy właśnie początek drogi Zbawiciela. On właśnie idzie. Zaczęło się od radości Poczę­cia. Bóg znalazł wśród ludzi Kobietę pełną radości. Potrafiła Bogu odpowiedzieć: „Niech się stanie według słowa Twego". Wypowie­działa te słowa w wielkiej radości i wolności. Jako Kobieta odważna,która potrafiła pokonać w sobie lęk, nawet przed tym, co inni powiedzą, nawet przed tym, co pomyśli jej mąż. Obracamy się w ciasnym świecie ogromniej presji otoczenia, lęków i zależności. Zdobądźmy się chociaż na to, żeby poczęciu każdego dziecka towarzyszyła z naszej strony pozytywna reakcja.

Czas radości jest także czasem wdzięczności. Dziękujmy Bogu, że wybrał właśnie taką drogę, żeby być jak najbliżej nas. Ojciec tego chciał i Syn powiedział „oto idę" i przyszedł. A Duch Święty dajenam to odkryć. On jest Emanuelem, Bogiem z nami. To jest źró­dło prawdziwej radości. Oby zbliżające się święta Narodzenia Pańskiego wypełniły nas taką ewangeliczną radością, której nic i nikt nam nie odbierze. Obyśmy się otworzyli na jej przyjęcie. Jest nam wszystkim bardzo potrzebna. I niech się tak stanie. AMEN.

 ___________

Ps. Bracie, Siostro - Bracie kapłanie, jesli w jakiś sposób skorzystałeś z tej homilii, napisz to w komentarzu. Będzie to dla mnie wskazówką i zachętą, by publikować z jak nawiększą starannnością przemedytowane, przemodlone Słowo Boże na tym Portalu. Bóg zapłać. Administrator Strony

Czytany 562 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.