Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
piątek, 11 grudzień 2015 13:14

3. Niedziela Adwentu (C) – Odnaleźć Boga, siebie i swoich

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

3.niedz.adwMoi drodzy! Podnieście oczy, „Pan jest blisko" (Flp 4, 5). Mija Adwent. Zwyczajnie: krótsze dni, chłodniej, mglisto — tro­chę jak w życiu człowieka; ani się spostrzeże, że już blisko, że

już coraz bliżej, że już prawie święto, wielkie święto Bożego spotka­nia. Już tylko dwa tygodnie — a przed słuchaczami liturgii staje mądry nauczyciel — św. Jan Chrzciciel, żeby przywołać rozproszo­ną uwagę, żeby zatrzymać myśli.

Podnieście oczy — żeby pomyśleć o czekającym w Euchary­stii, żeby usłyszeć pieśń roratnią, żeby zobaczyć świecę adwentową, żeby zaczerpnąć nadziei. Podnieście oczy, nabierzcie ducha. Nie jesteście tylko pacjentami szpitala, jesteście domownikami Boga samego. Nie jesteście tylko zmęczonymi ludźmi, ale jesteście bli­skimi, cząstką Bożej miłości, którą zbawia On świat. Nie jesteście tylko drobiną życia, która zapomniana biegnie w przestworzach, ale jesteście Jego cząstką, jego światem umiłowanym, który wy­pełnia się w Nim, z Nim idla Niego. Dlaczego rozmawiacie cza­sem tak, jakbyście o tym nie wiedzieli? Dlaczego popadacie w rozpacz, jakby Jego nie było? Dlaczego mówicie dziwne, bezduszne słowa, jakby Bóg był daleko? Dlaczego drżycie w niektóre wie­czory, jak wszyscy inni, którzy nie mają nadziei? Dlatego wła­śnie — i dla wielu jeszcze innych chwil i doświadczeń, które przeżywacie, podnieście oczy wasze na Obecnego, na Tego, który jest z wami. Podnieśmy oczy i ze słuchaczami, którzy otoczyli Jana Chrzciciela na pustyni, spytajmy słowami dzisiejszej Ewangelii: „Cóż więc mamy czynić?" (Łk 3, 10).

Co czynić właśnie teraz, zanim przyjdą święta? Zacznijmy naj­bliżej. Odnaleźć siebie. Niestety, zapominamy siebie. Przestajemy samych siebie rozumieć, zapominamy własnej duszy. Błąkamy się po tylu codziennych obcych światach, pogrążeni w rygorach idy­scyplinie funkcji. Wygnańcy z krainy własnego serca, z własnej modlitwy, z życia eucharystycznego, a w konsekwencji coraz bar­dziej obcy sobie i tym, którzy nas kochają. Cóż pomogą świąteczne tradycje, gdy was w nich nie będzie? Co pomoże ładne zdanie, gdy w nim brakło człowieka? Co pomoże biały opłatek, gdy podaje go ciągle obca ręka? Już tylko dwa tygodnie do świąt. Tak prędko przelecą.

Co czynić? Przygotować miejsce ładne, dla siebie, dla własnych oczu. Świąteczne drobiazgi, choinkowe maleństwa. Nie lekcewa­żyć, nie rezygnować ze swoich małych radości. To nie zabawa w dzieciństwo. Tradycja jest mądrością wiary. Gdy przy łóżku cho­rego kładzie się zieloną gałązkę, tworzy się lepszy, cieplejszy, bardziej ludzki świat. Gdy w sali szpitalnej, białej jak chłodne śniegi, podajev się tradycyjny opłatek i słowo życzeń, to daje się nadzieję. Szczególnie ważne, gdy trzeba dłużej chorować, do­świadczyć samotności, własnej bezradności, narastającej rezygna­cji. Gdy pozbawieni wielkich krajobrazów bogatych w kształty i barwy, gdy zawęża się świat przeżyć do paru codziennych czyn­ności albo do wydarzeń dawanych w małym okienku telewizora. Ileż wtedy trzeba mieć bogactwa własnej duszy, aby starczyło na trudne wieczory i długie noce. Tak łatwo wygasać. Niech się wypełnią nasze oczy znajomymi światłami świąt. Niech nas ogar­nie melodia zawsze własnych i zawsze bożych wspominań i przy­wołań.

Co mamy czynić? Już tylko dwa tygodnie, żeby odnaleźć za­pomniane adresy i napisać zdanie. Dobry, zwyczajny, ludzki znak obecności. Iluż znowu będzie daremnie śledzić kroki listonosza i nasłuchiwać skrzypienia skrzynki na listy. Iluż znowu będzie tłumaczyć sobie i sąsiadom, że zapracowani, że dzieci nie mogły, że wnuki miały powody. Już tylko dwa tygodnie, żeby spokojnie uzgodnić w domu, komu jeszcze moglibyśmy być potrzebni w wi­gilię, przy choince, przy wieczornej kolędzie. Zdarzają się przecież takie wigilijne odkrycia, gdy odnajdzie się człowiek drogi jak skarb. Przez cały rok omijany, zapomniany, bo delikatny, bo dy­skretny, łatwo go zapomieć nawet najbliższej rodzinie. Nawet w tych dniach nie będzie chciał wyjść ze swego kącika ucieczki. Czuwajmy, aby ze świętami przyszła dobroć do wszystkich zapo­mnianych. Niech nikt nie musi przemykać nieśmiało obok rado­snych drzwi sąsiadów, żeby skulony w kościelnej ławce wycierać mokre oczy.

Co mamy czynić? Nauczyciel z pustkowia powie dosłownie: „Kto posiada dwie tuniki, niech użyczy temu, kto nie posiada żadnej, a kto ma żywność, niech podobnie uczyni" (Łk 3, 10). Ob­darować. Wiedzieć, że nie posiada. Pozwolić ręce, aby się otwo­rzyła. Niestety, coraz wyraźniej narasta różnica stołu ubogich i zastawy sytych. W święta będzie to wyraźniejsze i będzie bar­dziej boleć. A jeśli nie ma, wtedy przyjąć. Przyjąć godnie. Przy­jąć dar jako zaproszenie do dalszego dobra. Dobro wyzwala do­bro. Dar staje się początkiem obdarowania. Obdarować innego chwilą czasu własnego, pomocą fachową, a jeśli tego nie mogę, na pewno modlitwą i wdzięcznością. Nigdy dość czujności, aby pięknie obdarzyć, i nigdy dosyć troski, aby godnie przyjąć. Szcze­gólnie w święta, gdy ludzkie serce jest bardziej wrażliwe i bez­bronne.

Co mamy czynić? Zapytali Jana Chrzciciela urzędnicy i stróże porządku. Od was wiele ważnych spraw zależy. Wy też tworzycie nastrój tych tygodni. „Nie pobierajcie nic ponad to, ile wam wyznaczono" (Łk 3, 13). Unikajcie łapczywości, czuwajcie nad wa­szymi rękami, nad waszą wyobraźnią, nie straćcie delikatności. Bądźcie przyjaciółmi tych, którzy was proszą o pomoc. Zrozumiej­cic tych, którzy tworzą długie kolejki, oni tam nie stoją dla przyjemności. Nie utrudniajcie nikomu, gdy możecie pomagać. Nie ulegajcie pokusie władania, wyładowania się, odegrania na słabych, nachorych, nabezbronnych. Tak łatwo zlekceważyć tych, za któ­rymi nikt się nie upomni, którzy są po prostu tylko naszymi braćmi, alesą dziećmi Bożymi.

Co mamy czynić? Spytajmy dyskretnie własnego sumienia. Szkoda, żeby znowu minęła okazja do prostego dobra, do cichej i najpiękniejszej nadziei. Trwa adwent, ubywa dni naszych i ich dni. Już prawie dwa tygodnie — tylko dwa pozostały, aby odnaleźć Pana Boga, siebie i swoich. Amen.

 

Czytany 342 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Maria Korzonek wtorek, 08 grudzień 2015 10:56 napisane przez Maria Korzonek

    Piękne słowa, niosące nadzieję, tak bardzo nam potrzebną, tak wyczekiwaną....

    Niech Bóg błogosławi autora tych słów za te piękne kazanie

    Pozdrawiam z nadzieją w sercu

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.