Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: kwiecień 2018

jezu-ufamFatalnie przylgnął do Tomasza ten przymiotnik: niewierny. Prawda, sam Pan Jezus go przestrzegał, by nie był niedowiarkiem. Prawda, przeżył Tomasz ciężki tydzień, kiedy powtarzał: „nie uwierzę” (J 20, 25). Prawda, na nic mu były zapewnienia Dzie­sięciu: Naprawdę, widzieliśmy Pana (J 20, 25). Wszystko to praw­da. Ale czy tylko Tomasz przeżywał zwątpienia? A kto został przy Jezusie, kiedy Go areszowano? „Uczniowie Jego, opuściwszy Go, wszyscy pouciekali” (Mt 26, 56). I pamiętamy, kto na dziedzińcu arcykapłana w noc uwięzienia trzykrotnie, przysięgając się, po­wtarzał: „Nie znam tego Człowieka” (Mt 26, 72). To nie był To­masz. Apostołowie zresztą nie byli pierwszymi, którzy ujrzeli Zmartwychwstałego. Jeśli można ustalić chronologię spotkań, to pierwsze ujrzały Chrystusa żywego kobiety, wracające od puste­go grobu. One pobiegły z wiadomością radosną do uczniów, że Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”, że podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon (Mt 28, 9). I co? Uwierzyli? Kiedy „w końcu ukazał się Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, wyrzucał im brak wiary i upór, że nie uwierzyli tym, którzy wi­dzieli Go zmartwychwstałego” (Mk 16, 9). A jak było w Galilei na górze spotkania? „Uczniowie ujrzawszy Go oddali Mu pokłon, niektórzy jednak powątpiewali” (Mt 28, 17). Egzegeci niepewni są, co było powodem zwątpienia. Fakt pozostaje faktem: Tomasz nie był jedyny spośród Apostołów dotknięty sceptyzmem... Popląta­ne były, nawet u pierwszych uczniów, korzenie wiary i niewiary, ufności i zwątpienia, zawierzenia i zdrady.

Tomasz nie był wyjątkiem. A jednak określenie: „niewierny” tylko do niego przylgnęło... A tak naprawdę — nigdy się nie do­wiemy, z jaką intonacją zostały wypowiedziane te słowa: „Nie bądź niedowiarkiem” (J 20, 27). Zapis nie jest niestety żywym słowem. I tylko Tomasz wie, czy to było bardzo poważne upom­nienie, czy też serdeczne pogrożenie palcem. Mam nadzieję, że to drugie. Bo: zaperzał się niesłychanie, żądał namacalnych dowo­dów, mówił, że przenigdy — niech sobie opowiadają, co chcą — on musi zobaczyć sam. I dotknąć też musi osobiście. Ale nie ze­rwał kontaktu z tymi, którzy — według niego — mieli urojenia, wykłócał się, lecz był razem z tą grupą, która już uwierzyła (też dlatego, że ujrzała na własne oczy); był także, gdy się zebrali dnia ósmego — w drugą niedzielę wielkanocną. Po co? Wspomi­nać wydarzenia sprzed tygodnia, czy łamać chleb jak na Ostatniej Wieczerzy? Był w każdym razie w środowisku, gdzie jeden duch i jedno serce ożywiało wierzących, wspierany ich doświadczeniem religijnym, z zazdrością myślał: „Dlaczego mnie wtedy nie było”. Znamienne: utrata kontaktu wystawiła Tomasza na taką próbę. Ale teraz był razem. I doczekał się ponownego przyjścia Zmar­twychwstałego, i usłyszał słowa, które były uspokojeniem: „Pod­nieś rękę i włóż ją do mego boku” (J 20, 27). Bazyli z Seleucji — pisarz kościelny żyjący w V wieku — rozbudowuje własną reflek­sją słowa Jezusowe. „Pan rzekł do Tomasza: Włóż twój palec w ślady po gwoździach. Szukałeś mnie, gdy mnie nie było tu, wy­korzystaj to teraz. Znam twe pragnienie, mimo twego milczenia. Nim ty mi to powiesz, wiem co myślisz. Słyszałem, jak mówiłeś, a choć niewidzialny, byłem przy tobie i twoich wątpliwościach, a będąc niewidzialny, kazałem ci czekać, pozostawiłem czas twej niewierności, by dobrze móc obejrzeć twą niecierpliwość” (Ojco­wie żywi, III, 124).

Sprawa Tomasza, Apostoła Pańskiego, znalazła swój szczęśli­wy finał. Przeszedł przez noc pełną pytań, na które nie umiał od­powiedzieć, by wejść w wielkanocną radość. A potem, jak opo­wiada Skarga w Żywotach Świętych, „po wzięciu Ducha Świętego do wiele dalekich narodów na rozsiewanie zbawiennej Ewangelii zabieżawszy — między Party, Medami, Persami, Brachmany, Hirkany i Baktry — wszczepił wiarę świętą chrześcijańską i naukę życia wedle niej podał. Na koniec do Indyi zaszedłszy, ludzie one Chrystusowi służyć nauczył. I gdy tam nauką i żywota świętobliwością i cudami wielkimi słynął i do zamiłowania Jezusa Chry­stusa wiele ludzi pobudził, król ziemi onej gniewem nań zapalo­ny, na śmierć go potępił i włóczniami ukłóć kazał. I tak w Kalaminie mieście pogrzebiony, do Apostolskiej dostojności męczeńską koroną okraszony jest. Na cześć Chrystusowi Bogu naszemu, Amen”. Tak spłacił Tomasz dług wdzięczności za łaskę osobistego spotkania ze Zmartwychwstałym Panem dnia ósmego...

Ale historia się powtarza. Ilu takich Tomaszów chodzi dziś po świecie? Zaperzają się zawzięcie, że przenigdy... Uznają je­dyną rzeczywistość, tę, którą można zobaczyć, dotknąć, zważyć... Reszta jest fikcją. Naprawdę? Tak są pewni, że istnieje tylko materia i doświadczenie empiryczne? Nigdy nie mają wątpliwo­ści, że prawdziwy realizm może być o wiele bogatszy? A może nie chcą się przyznać, że na dnie ich serca przycupnęło cichutkie pra­gnienie: „Boże, gdybym i ja mógł uwierzyć, jak inni. Pomóż mi, by i dla mnie przyszedł dzień ósmy. Zaradź niedowiarstwu me­mu”. To jest Tomaszowa postawa, to jest ludzka postawa... Bo człowiek jest „kamieniem przebudzonym”, który czuje i myśli i nigdy już nie będzie wolny od pytań, wątpliwości... O Tobie, drogi Tomaszu dnia dzisiejszego, myślał zapewne poeta, gdy pisał:

Przebudzony kamień jest bardzo zdziwiony.

Z przebudzenia wynika, że nie jest kamieniem. Więc czym jest?

Z jakiej materii zdziałany?

Niewielkie jest moje poznanie, niewielkie. Moja wiedza i skąpa.

A to, co rozumiem, jest owocobraniem mojej słabej wiary.

Trud mój dopiero teraz się zaczyna, Boże, który jesteś dla mnie

większym ciężarem niż ja dla Ciebie.

A chociaż upadam pod Twoim brzemieniem, trwam pod nim,

bo pragnę zasiąść na drugim brzegu człowieka,

na drugim (brzegu brata, na drugim brzegu myśli,

na drugim brzegu serca, przy stole pojednania;

gdzie wszystko ma swój sens i ład,

gdzie nie ma żadnych sprzeczności i złudzeń,

gdzie duch nie walczy z oporem materii,

gdzie krew nie płynie od ukłucia nożem...

Dlatego wierzę.

Chociaż owa wiara, która dla innych jest ojczyzną ciszy,

dla mnie jest jeszcze jedną burzą.

Dlatego wciąż od nowa szukam Cię i szukam,

jakby Cię za mało było w tym wszystkim, w czym Cię nieustannie widzę i czuję,

Jesteś umęczony mną, Boże, ale ja również jestem umęczony Tobą.

Zerwane sieci w falach Genezaret, gorzkie modlitwy,

piwnice, ciemność

i medytacje nad tajemną sprawą,

dlaczego ginie sprawiedliwy mąż, a zły zasiada w radzie człowieczeństwa,

dlaczego mędrzec pada pod toporem, a tłuste sadło żre włochaty szczur,

dlaczego kłamie czarna zakonnica, a Maria Curie była ateistką.

Kołowrót męki, niepokój sumienia i karuzela grzechów, i upadek,

i to pytanie, od którego bolą wargi: powiedz, czy tę rzeczywistość

może ocalić poezja?

A potem znowu wszystko od początku...

...Pragnę odnaleźć kiełki wszystkich zdarzeń,...

...abym mógł nareszcie zrozumieć i pojąć,

jak żyć, by przeżyć godnie odrobinę wrogiego czasu.

Jak żyć, by nie złamać Twego Imienia.” (R. Brandstaetter, Rachunek kamieni).

Jak bliskie są te słowa każdemu z nas, jak dobrze znana sy­tuacja. Nie z opowiadania, ale z własnego przeżycia, trwogi, kon­fliktów, wątpliwości i pytań — pytań bez końca. Wiemy: to do nas Chrystus skierował swe błogosławieństwo. To my jesteśmy ciągle w mroku — niewidzący. A mimo wszystko trwamy, nie tracimy kontaktu z tymi, którzy wierzą i ufają mocniej, niż my. I ciągle mamy nadzieję, że i dla nas przyjdzie dzień ósmy. Usta­ną pytania, wiara będzie niepotrzebna, nadzieja zbyteczna — po­zostanie tylko miłość, bo ujrzymy Go twarzą w twarz. Amen.

Dział: WIELKANOC