Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 10 listopad 2015 12:16

33. Niedziela Zwykła (B) - Abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

nauczycielCzłowiek powinien być w każdej chwili gotowy na ostateczny rozrachunek z Bogiem. Pomyślmy dziś szczególnie o tym, czy naprawdę jesteśmy gotowi na spotkanie z Panem. On czeka na nas. "Blisko jest, we drzwiach" (Mk 13, 29). Czeka jako miłosierny Ojciec, ale także jako sprawiedliwy Sędzia.

Przypominam sobie jedną ze mszy św. sprawowanych w domu chorego. Tym razem stół ołtarzowy usytuowany był w środku pokoju, blisko chorego ojca. Córki wraz z rodzinami niby wieńcem otoczyły stół, na którym sprawowano Najświętszą Ofiarę Chrystusa. Mam zwyczaj prosić o pierwsze czytanie kogoś z rodziny. Wszystko w lekcjonarzu było starannie przygotowane. Umówiliśmy się, o które czytanie chodzi. Tymczasem lektorka, jedna z córek chorego ojca, przez pomyłkę przeczytała Ewangelię z dzisiejszej niedzieli. Ale nie dokończyła jej. Po słowach: "Pan jest blisko, we drzwiach" (Mk 13, 29) zaczęła płakać. Długo płakała. Skojarzyła sobie sytuację ze swoim ciężko chorym ojcem i z Panem, który przychodzi i jest we drzwiach. A Pan mówi: "Czuwajcie i módlcie się, w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym" (Łk 21, 36).

Biedny człowieku, niby wielki, a taki mały, rządzący światem, a ciągle ponoszący klęski, obdarzony rozumem, a tak nierozumniepostępujący, czy jesteś gotowy na ostatnie spotkanie z Panem? Może powiesz, gdybym wiedział, że to będzie ostatnie spotkanie, byłbym się przygotował? Co robisz, aby to spotkanie było dla Ciebie radosnym spotkaniem i aby przyniosło Ci zbawienie?

Pomyśl dziś, pod koniec tego roku kościelnego, że możesz od wielu spotkań się wymówić, ale nie wymówisz się od tego ostatniego spotkania. Od tego spotkania będzie zależała cała Twoja wieczność: szczęśliwa lub nieszczęśliwa. Jaka ona będzie, zależy to tylko od Ciebie. Czas powtórnego przyjścia Chrystusa jest bliski.

Pan jest również blisko nas w naszych trudnościach, w naszych cierpieniach. Jest bardzo blisko nas w momentach, kiedy pojawią się jakieś ciemności, jakieś niepowodzenia. Pan od nas oczekuje, abyśmy pokazali światu, że Bóg jest blisko, że Bóg jest bliski wszystkich ludzkich spraw.

"Ciągle zaczynam od nowa" - śpiewamy w piosence. "Gdyby tak co rano nowy dzień jako początek nowego życia" - pisał do młodych Brat Roger, przeor wspólnoty z Taize. "Kto idzie ku Bogu, ten zmierza od jednego początku do następnego" - napisał św. Grzegorz z Nysy w IV w. Kiedy przeżywamy załamania, Chrystus jest przy nas: "Blisko jest, we drzwiach" (Mk 13, 29). Jest przy nas, kiedy po omacku poszukujemy rozwiązania bolesnej sytuacji. Mogą pojawić się chwile mroku, ale mrok nie jest ciemnością. Nie jest zupełną nocą. Przenika go światłość Chrystusa. Szczęśliwy, który z prostotą w sercu mówi do Chrystusa, prawie jak dziecko: "Jezu Zmartwychwstały, Ty widzisz kim jestem. To dla mnie ważne nie ukrywać przed Tobą niczego, co jest w moim sercu. Ty byłeś człowiekiem. Przyjmujesz mnie takim, jakim jestem.

Moje spragnione serce prosi: "Jezu Chryste, skieruj ku sobie wszystkie moje dążenia i pragnienia".

Kilka lat temu prowadziłem rekolekcje dla osób chorych i niepełnosprawnych. Wieczorem drugiego dnia poprosiłem uczestników rekolekcji o świadectwo. Oto jedno z nich:

"Kiedy przed laty, po kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu wróciłem do domu w gorszym stanie zdrowia, niż gdy jechałem do szpitala, ówczesny miejscowy proboszcz zapytał mnie, czy nie chciałbym, aby mi księża przynosili codziennie Pana Jezusa. Niczego bardziej nie pragnęłam, więc tę propozycję przyjęłam z wielką radością i wdzięcznością. Stan mego zdrowia był oceniany przez wszystkich jako krytyczny i beznadziejny. Wszyscy postawili nade mną krzyżyk, tylko nie Pan Jezus. On stał się moim najwierniejszym Przyjacielem, moim jedynym niezawodnym Gościem, On był i jest moją siłą, ostoją i światłem. Z całą świadomością i odpowiedzialnością stwierdzam, że gdyby nie ta codzienna Komunia św. i czerpana z niej moc, nie wytrzymałbym ani jednego dnia w tych cierpieniach, jakie były moim udziałem. Cierpieliśmy we dwoje - Jezus i ja. Większość cierpień Jezus dźwigał za mnie. Jemu je ofiarowałem za zbawienie ludzi, za Kościół święty w Polsce i na świecie, za Ojca Świętego. Kiedy cierpienie ma sens, łatwiej je znosić. Jezus nie da się prześcignąć w miłości. Eucharystia - to ten Chleb, który naprawdę daje życie i bez którego dusza umiera".

Świadectwo naszej siostry Łucji uczestnicy rekolekcji przyjęli z wyraźnym wzruszeniem.

Nawet, kiedy podczas modlitwy wargi pozostają zamknięte, nasza dusza może otwierać się przed Bogiem. Aby się modlić, jedno słowo może wystarczyć. "Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym" (Łk 21, 36). To przede wszystkim wtedy, kiedy się modlimy zostajemy przebudzeni. Ale jeśli podczas modlitwy wydaje nam się, że się nic nie dzieje - czy oznacza to, że nie jesteśmy wysłuchani? Nie ma modlitwy bez spełnienia. Bóg wysłuchuje nas najpierw w naszym wnętrzu. Jeśli na przykład powierzyliśmy Mu tych, którzy nas zranili, to wstąpiliśmy już na drogę pokoju.

Ewangelia zachęca nas do czuwania i modlitwy, abyśmy mogli stanąć przed Synem Człowieczym z rękami pełnymi darów. To prawda, że potrafimy się dzielić tym co mamy nawet przy bardzo skromnych środkach. I jakież zdziwienie - te proste gesty, znajdują oddźwięk w zaskakującej wspaniałomyślności. Myślę, że nie trzeba podawać przykładów naszej wspaniałomyślności. Ale czy potrafimy również przebaczyć... mężowi, żonie, dziecku, bratu w kapłańskim lub biskupim posługiwaniu. A może chowamy zawiść w sercu? Bez przebaczenia nie ma przyszłości dla nas samych. Bez pojednania, jaką przyszłość miałby naród?

Papież, św. Jan Paweł II, w Liście do Rodzin m.in. napisał: "Drogie Rodziny, musicie być odważne. Musicie być zawsze gotowe do tego, aby dawać świadectwo owej nadziei, która jest w Was, którą w Waszym sercu zakorzenił przez swoją Ewangelię Dobry •Pasterz". Czasem brak naszym rodzinom tej odwagi świadczenia. Kiedy matka i ojciec w rodzinie mówią: "Nie możemy nic zrobić, bo wokół nas jest wiele rozwodów, niewierności, taka jest moda", są ludźmi, którym zabrakło odwagi świadczenia o Chrystusie. Nie można trochę przypodobać się Chrystusowi, a trochę światu.

W czasach, w których ludzie martwią się o poziom cholesterolu, o zawartość cukru w produktach spożywczych, powinniśmy również troszczyć się o wartości i obrazy, które wprowadzamy do umysłu naszych dzieci, do ich duszy i wyobraźni. Znam rodzinę, której starszy syn doznał poważnej kontuzji. Rodzice, mimo opieki nad chorą córką, potrafili codziennie na przemian, raz ojciec, raz matka, w zatłoczonym autobusie, w tych strasznych tegorocznych upałach, podróżować prawie 300 km, aby uratować syna. I uratowali z Bożą pomocą. W rodzinie miłości się nie naucza, miłością się żyje. Takich rodzin jest znaczenie więcej.

Łagodzenie ludzkiego cierpienia jest zapisane w sercu Ewangelii. A kiedy niesiemy ulgę ludziom, czynimy to Chrystusowi. Nadejdzie dzień, kiedy zrozumiemy, że Bóg nigdy nie wywołuje nieszczęścia, ani strachu. Bóg jest niewinny.

Bóg jest niewinnością.

Bóg nie chce wojen ani trzęsień ziemi, głodu ani nieszczęśliwych wypadków. Nie chce walk w Bośni, Syrii ani w Ruandzie, ani gdziekolwiek indziej.

Bóg nie wywołuje chorób, ani lęku, ani nieszczęścia. Bóg nigdy nie dręczy ludzkiego sumienia.

Ale Chrystus cierpi wraz z niewinnymi, z tymi, którzy przechodzą przez bolesne doświadczenia. Sam nam to powiedział "Byłem głodny, a daliście mi jeść. Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie. Byłem chory, a odwiedziliście mnie. Byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie... Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25, 35-40).

Kiedy zrozumiemy, że Bóg może dawać tylko miłość - nieodparcie pojawia się pytanie, jak przekazać innym tę niewzruszoną nadzieję? Myślę, że tak, jak to czynią rodzice, którzy czują się odpowiedzialni za wychowani swoich dzieci.

Kiedy modlimy się wraz z dzieckiem, rozpala się w nim płomień. Być może zapomni go, ale możliwe, że kiedyś ten ogień zapłonie na nowo. Aby przekazać dziecku zaufanie do Chrystusa, nie potrzeba wielu słów. Wystarczy położyć dłoń na jego czole, przypomnieć mu pokój Chrystusa, a wnętrze dziecka zostanie jakby napromieniowaneniewidzialnąobecnoś-cią, która pozostawi w Nim ślad. Duch dziecięctwa nie ma nic wspólnego z naiwnością. "Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jako te dzieci - mówi Chrystus do nas, dorosłych - nie wejdziecie do królestwa Niebieskiego" (Mt 18, 3). "Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym" (Łk 21, 36). Pan "blisko jest, we drzwiach" (Mk 13, 29). Czeka jako miłosierny Ojciec, ale także jako sprawiedliwy Sędzia. Od tego spotkania będzie zależała nasza wieczność, szczęśliwa, lub nieszczęśliwa. Jaka ona będzie, to zależy ode mnie.

 

Czytany 1597 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.