Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 10 listopad 2015 12:08

33. Niedziela Zwykła (B) – Tobie Panie zaufałem

Oceń ten artykuł
(1 głos)

kazanieDrodzy Bracia i Siostry. Od figowego drzewa uczcie się przez podobieństwo (Mk 13, 28). Patrzę na „drzewa, które umierają stojąc" i czytam w nich jesień.

Kuli się człowiek w pierwszych ochłodzeniach i boi się zimy. Przychodzą coraz dłuższe wieczory i czasu na zamyślenia jest więcej.

I są takie człowiecze niespokojne przebudzenia, gdy dzwoni budzik, gdy gwizd syreny wdziera się do domu, gdy biją tak samo jak co dzień, dzwony mojego kościoła. Znów przybył mi dzień.

Chcę się nim cieszyć, bo jest nowy, ale boję się go, bo nie wiem, jaki będzie. Liczę wtedy lata mego życia i przeraża mnie to, jak szybko czas ucieka i boję się, że tak mało pomnożyłem tego, co mi Pan Bóg dał. I proszę Boga, aby dał mi jeszcze jeden dzień, którego bym nie stracił. Wszystko się zmienia. Gdy przemija postać tego świata, ja zgubiony, mały człowiek, wołam do Boga w niepokoju mej duszy: gdzie jesteś, Boże? Poganie naigrawają się z nas mówiąc: gdzie jest wasz Bóg?

A Ty wciąż jesteś Milczeniem, Oczekiwaniem, Trwaniem, jesteś Cierpliwością i Patrzeniem — dlaczego burzą się narody? Szukam więc Panie Twojego oblicza. Pragnę odczucia Twej obecności i żebrzę o okruchy Twej ojcowskiej czułości. Codziennie więc biegnę przed Twoje ołtarze — Królu mój i Boże! A ciało moje i każde drgnienie serca mego rwą się do Ciebie, Boga żywego. I tak staję ja, biedny człowiek, z niespokojnym sercem przy ołtarzu Boga, aby w dzień święty przeżywać wielką tajemnicę wiary, gdy mój Bóg nieogarniony i daleki staje się w moich rękach jako Chleb i mogę „gadać z Tym co króluje w niebie", wyznać Mu swą wiarę — Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego.

Kochani moi.

Gdy podczas mszy św. staje pośród nas Chrystus, my, których łączy jedna wiara i jeden chrzest, wpatrzeni w Chrystusa, chcemy od Niego uczyć się tak żyć, aby, gdy On przyjdzie w chwale, przywrzeć do Jego serca i tak już na zawsze pozostać z Panem. Przypatrzmy się więc bracia powołaniu naszemu, abyśmy na dzień przyjścia stanęli przed Panem jako czyści i nienaganni. Cóż więc czyni Chrystus w Kościele, abyśmy patrząc stali się Jego naśladowcami.

1. Chrystus w Kościele głosi Dobrą Nowinę, a nam, Jego świadkom, w Jerozolimie i na krańcach ziemi, nakazuje głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Jak to czynić? Zatrzymać wszystkich i mówić kazanie? To byłoby bardzo łatwo. Tu trzeba być sługą i świadkiem Słowa. Przecież wystarczyło dwunastu, aby zatrzymać historię wielkiego imperium, aby człowiek powiedział o tych pierwszych: patrzcie jak oni się miłują! Przecież wystarczyłoby dziesięciu owych sprawiedliwych Abrahamowych, przez których Bóg ocaliłby miasto i świat. Może więc będąc świadkami nie mamy odwagi mówić prawdy, całej prawdy i tylko prawdy? Może zwietrzeliśmy i ludzie nas podepczą jak sól, która na nic się nie przyda? A może przestaliśmy być światłością świata i ten świat nie wie, dokąd iść? Może nie jesteśmy już dobrym, zaczynem, który przemieni — „aż nas zjadaczy chleba w aniołów przerobi"? A świat tak spragniony jest Dobrej Nowiny!

2. Chrystus w Kościele nieustannie przebacza. Tyle razy przychodzę do Niego z pokornym pytaniem: Panie, czy Ty jeszcze raz mi przebaczysz? A On zawsze mówi — Tak! I podnoszę oczy ku Niemu, który nade mną jest pochylony z miłością Ojca i widzę, że On nie przestał mnie kochać. I powstaje człowiek z upodlenia i Bogu i ludziom może patrzeć prosto w oczy. A ja człowiek oczyszczony dotknięciem Boga, ludziom wszystkim chciałbym powiedzieć i aniołom i światu: Pan Bóg mi przebaczył! I mogę znów zacząć od nowa, jeszcze raz, ale lepiej.

3. Chrystus nieustannie ofiaruje się za nas i wstawia się za nami u Ojca. Człowiekowi trudno zdobyć się na ofiarę. W czasie mszy św. przeżywamy tajemnicę, że Jezus Chrystus staje się naszą ofiarą. Staje się pokarmem, aby był przez człowieka spożyty, byśmy stali się Chrystusowi, noszącymi Chrystusa, chrześcijanami. I w Chrystusie człowiek wtedy ocenia, że na tyle liczy się moje życie, na ile jest ofiarą. Mama, ojciec, ofiarowują swoją miłość, swoją pracę, swoją modlitwę, życie swoje, aby tylko dzieciom było lepiej. Jeśli swoje życie zachowuje człowiek dla siebie — to je stracił. Egoista-płaz w skorupie. Im większa jest sprawa, tym większej wymaga ofiary. Patrzcie, kochani, gdybyśmy potrafili dzień każdy ofiarować Bogu i ludziom, nic nie zostawiając dla siebie, jak pięknymi bylibyśmy ludźmi, a Bóg potrafi być hojny i za mały dar człowieka, daje człowiekowi samego siebie.

4. Chrystus w Kościele nieustannie nam błogosławi. Więc uczy Apostoł: błogosławcie sobie, a nie złorzeczcie (Rz 12, 14). Co to znaczy błogosławić? Dobrze komuś mówić, dobrze komuś życzyć, dobrze dla kogoś chcieć i prosić, aby Bóg to spełnił. Oduczyliśmy się błogosławieństw. A gdyby mama i tata potrafili na dobranoc dziecku błogosławić. Gdyby rodzice potrafili sobie nawzajem błogosławić. Gdyby do szkoły, do pracy, na wakacje, na studia, do wojska, do małżeństwa, do kapłaństwa — odchodził człowiek z domu z błogosławieństwem — lepiej byłoby człowiekowi żyć. Niedobrze iść przez życie bez błogosławieństwa.

W Księdze Rodzaju jest taka „filmowa" scena, kiedy Jakub uciekając przed gniewem Ezawa, spędza za potokiem niespokojną noc. Nieznajomy młodzieniec wypowiada mu walkę. I mocują się tak kawał nocy. Aż nieznajomy przeciwnik ranił Jakuba w biodro. Jakub jednak resztą sił postanowił zmóc przeciwnika. Puść mnie bo już rano — prosi nieznajomy. Nie puszcze cię, dokąd mi nie powiesz jakie jest twoje imię. Ja jestem aniołem Pana. A ty nie będziesz się nazywał Jakub tylko Izrael, boś walczył z Bogiem. Jeśli ty jesteś aniołem Pana, to nie puszczę cię, aż mi nie pobłogosławisz. Puść mnie bo już świta ranek! Nie puszczę cię, dokąd mi nie pobłogosławisz! (Rdz 32, 25—30).

I cóż, drodzy Bracia i Siostry, gdy tak przeżywamy misterium Chrystusa we mszy Św., wraca człowiekowi dziecięca wiara, ufność głęboka i pierwsza miłość do Chrystusa. I odczuwamy wtedy taką bliskość Pana i wraca człowiekowi spokój i zaczyna się modlić z Psalmistą:

„Przenikasz i znasz mnie, Panie
Ty wiesz o moim spoczynku i o moim powstaniu
Z daleka spostrzegasz moje myśli
przyglądasz się gdy siedzę i wstaję
i znasz wszystkie moje drogi ...
więc niczego sie nie lękam, bo Ty jesteś ze mną!
Zanim słowo znajdzie się na moim języku
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz
i kładziesz na mnie swoją rękę ...
i wtedy już czuję się bezpieczny
i dziękuję Ci za to, że jesteś i za to
żeś mnie tak cudownie stworzył ..." (Ps 139).

Wiem, że kiedyś wzejdzie słońce i już świecić nie przestanie. Powstanę z prochu i kości moje przyobleką się ciałem i stanę przed Tobą, Panie. Nie odbieraj mi wtedy świętego Ducha Twego i nie zakrywaj przede mną swojego oblicza. Nie z zuchwałości, ale z pokorą zmęczonego wędrowcy proszę Cię, Panie mój, pozwól mi położyć głowę na twym dobrym sercu, i tak już z Tobą pozostać. Amen.

 

Czytany 1373 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.