Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 03 listopad 2015 18:05

32. Niedziela Zwykła (B) – wdowi grosz

Oceń ten artykuł
(1 głos)

wdowi.groszBracia i siostry! Oceniamy ludzi według różnych kryteriów: ich zdolności umysłowych, głębokiej wiedzy, bogactwa duchowe­go. Ale nade wszystko cenimy ludzi według poziomu ich czy­nów moralnych. Dzisiaj te oceny coraz rzadziej są stosowane. Chętniej ocenia się ludzi według ich stanu posiadania, pozycji zajmowanej w społeczeństwie, wpływów, i tego wszystkiego, czym potrafią zabłysnąć w oczach innych. Te kryteria są coraz powszechniejsze.

Ewangelia dzisiejsza mówi o tym, jak ludzie idący do świą­tyni składali Panu Bogu ofiarę, wrzucając różnej wartości mo­nety do skarbony. Pan Jezus przyglądał się, jak bogaci wrzucali wiele, a biedniejsi mniej. Ale szczególną uwagę zwrócił Chry­stus na biedną wdowę, która cały swój stan posiadania mate­rialnego wrzuciła do skarbony i weszła do świątyni. Pieniądze zostały w skarbonie. Gdybyśmy się jednak głębiej zastanowili, to byśmy nie tylko zobaczyli w skarbonie jej dwa grosze, ale jej serce. Bo tylko serce kochające potrafi Bogu składać taką ofiarę, po prostu wszystko. Ewangelista określił to lapidarnie: „wrzuciła wszystko". My, biedni ludzie, udzielamy innym po­mocy w różnej formie. Dzielimy się z nimi chlebem, ubraniem, pieniędzmi, opieką, troszczymy się o nich, przychodzimy im z pomocą w krytycznych momentach. Mamy przecież ludzkie ser­ca. I choć te serca coraz bardziej stygną, to jednak szlachet­ność w nich jeszcze do końca nie wygasła. Dlatego dzielimy się tym, co mamy.

To, o czym mówi dzisiejsza Ewangelia, jest wprost zaskaku­jące. Może nie dlatego, że ta kobieta wrzuciła swoje ostatnie dwa grosze do skarbony; nawet nie dlatego, że stanowiło to całe jej utrzymanie, ale przede wszystkim dlatego, że w tej ofierze nie był tylko wyuczony gest, ale rzeczywiste wyrzeczenie, subtelna szlachetność i po prostu wspaniałomyślność. Było to ze strony tej biednej wdowy, prawdziwe szlachectwo duchowe — dać wszy­stko Bogu, niczego sobie nie zostawić. I to wyraźnie zaakcen­tował Chrystus wobec Apostołów: „Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego nie­dostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymania" (Mk 12, 43-44). To jest naprawdę szokujące, że taką ocenę wypo­wiada nie człowiek, ale wypowiada Bóg Człowiek. I wypo­wiada ją nie tylko z uznaniem, ale po prostu z zachwytem, że człowiek potrafi zdobyć się na taki gest i na taką ofiarę. Moż­na mniemać, że Serce Jezusowe żywiej biło, gdy myślało o tej ieście i wszystkich innych ludziach, którzy umieli i umie­ją składać ofiarę na chwałę Boga i na rzecz potrzebujących ludzi.

Nie brak takich ludzi i dziś. Na przykład w naszym kraju buduje się wiele świątyń. Nie budują ich, jak w przeszłości, ma­gnaci i wielcy, bogaci fundatorzy. W dużej mierze jest to dzieło ofiarnych, bezimiennych osób starszych, biednych wdów, ujmu­jących sobie ze swej emerytury czy renty — by złożyć ofiarę na dom Pański, na chwałę Bożą, na rzecz bliźnich — by mieli świą­tynię. Są to wspaniałe gesty, ofiary godne pochwały, ale to jesz­cze nie wszystko. Są ludzie, którzy potrafią składać jeszcze więk­sze ofiary na rzecz Boga i bliźnich. Potrafią wyrzec się sławy, do­brej posady, dóbr materialnych, korzyści doczesnych — wszystkie­go potrafią się wyrzec. Ale to jeszcze nie wszystko. Jest jednak ofiara, która ma największą wartość — kiedy człowiek składa siebie samego. Dokonuje się ona wtedy, gdy człowiek w życiu zakonnym, dobrowolnie ofiaruje Bogu i bliźnim całą swoją oso­bę — umysł, serce, wolę i to wszystko, co ma najszlachetniej­szego.

W nawiązaniu do niewiasty z Ewan­gelii, godzi się wspomnieć o jednej z polskich niewiast — błogosł Angeli Truszkowskiej. Historycy Warszawy mówią, że połowa XIX wieku, to okres żywiołowych klęsk i kataklizmów — i płynącej stąd biedy, demoralizacji oraz wielu innych nieszczęść. Ta młoda niewiasta, o żywym i czułym sercu, chce odpowiedzieć na potrzebę chwili. Modli się w ko­ściele św. Krzyża. Współpracuje ze Stowarzyszeniem Pań św. Win­centego a Paulo przy tym kościele; czyni dzieła miłosierdzia. Ale to jej nie wystarcza. W kościele oo. kapucynów przy ul. Miodowej spotyka kapłana — o. Honorata Koźmińskiego, w którym znajduje oparcie i kierownictwo duchowe i to nie tylko w czynieniu mi­łosierdzia, ale zachętę do zrealizowania swoich pragnień, do cał­kowitego poświęcenia się Bogu, do oddania Mu swego życia. Pod jego wpływem przeżyła i przyjęła Ewangelię w duchu św. Fran­ciszka z Asyżu. Grupie opuszczonych dzieci i staruszek nie tylko zapewniła kawałek chleba, dach nad głową, ale otoczyła je rodzin­nym ciepłem, którego były pozbawione. Wspomagana przez o. Honorata i inne ofiarne dusze, oddała się do dyspozycji potrze­bujących, najbiedniejszych — w nich wszystkich dostrzegała ubo­giego Chrystusa. Była to z jej strony wspaniałomyślna ofiara. I z tej ofiary miłujących serc Matki Angeli i o. Honorata zrodziło się w 1855 r. w Warszawie Zgromadzenie Sióstr Felicjanek.

Skuteczność działania pierwszych felicjanek leżała w dosłow­nym wypełnianiu Ewangelii o miłości Boga i bliźniego.  Matka Angela uczyła siostry: „Między chorymi nie róbcie różnicy. Wszy­stkim bez wyjątku nieście pomoc... boć każdy jest bliźnim wa­szym" (Matka Angela Truszkowska, Wybór pism,Rzym 1977 cz. 1,s. 123—124). Podobnie uczył o. Honorat: siostry „zarówno oka­żą się gotowymi pójść do pałacu, jak do ubogiej chaty, lub na żebracze poddasze, i owszem postępując w duchu reguły, okażą się skorszymi do przestawania z ubogimi, niż z możnymi; do po­sług pokornych niż zaszczytnych" (Pamiętnik Zgromadzenia Sióstr Felicjanek,Kraków 1912 s. 46).

Trzeba zachwycić się ewangeliczną wdową, którą ukazuje nam dziś Kościół. Ale trzeba zachwycać się również tymi liczny­mi niewiastami i mężczyznami, którzy w ciągu naszej tysiąclet­niej historii, życie swoje wspaniałomyślnie ofiarowali Bogu i bliź­nim. Nad tym winniśmy się zamyśleć i równocześnie zapytywać własne sumienie: ile my w codziennym życiu dajemy Bogu i co dajemy: okruszyny czasu, skromny paciorek, czasem w roztargnieniu odmówioną modlitwę, obojętnie wysłuchaną mszę Św.? Czy też dajemy Bogu ofiary podobne do tamtej wdowy, do ofiary Matki Angeli, o. Honorata i wielu świątobliwych Polaków i Polek? Spró­bujmy za ich przykładem składać więcej ofiary Bogu ze swego czasu, ze swoich sił, ze swego zdrowia, a przede wszystkim ze swego serca. Ofiara serca będzie naszą siłą. Z ofiary czerpała siły bł. Matka Angela, której heroiczność cnót oficjalnie uznał Kościół i wyniósł na ołtarze. Z tego źródła felicjanki przez 130 lat czerpały i czerpią siłę do służby Bogu i bliźnim. Tak jak ofiara krzyżowa przyniosła nam odkupienie, tak każda wspaniałomyślna ofiara przynosi odrodzenie, odnowę, ocalenie. To chyba miał na myśli o. Honorat, gdy w 1905 r. pisał do Sióstr Felicjanek: „Nieraz gdy was lub wasze następczynie pociągano do różnych kółek politycz­nych, zwykle mawiałem: zostawcie to innym, to nie wasza droga, wy macie daleko skuteczniejszy sposób ratowania kraju. Bądźcie wierne powołaniu swemu, starajcie się o uświęcenie..." (O. Hono­rat Koźmiński, Listy okólne do Sióstr Felicjanek,Rzym 1980 s. 176—177).

Na koniec wróćmy do perykopy ewangelijnej: „wrzuciła wszystko". W tym lapidarnym stwierdzeniu i w tym geście biednej wdowy jest coś z dostojeństwa, coś, co onieśmiela człowieka. To coś tajemniczego zawiera się w każdej ofierze — kiedyś i dziś. Wielkość człowieka mierzy się wielkością ofiary, jaką potrafi składać. Ofiara złączona z Jezusem Chrystusem przynosi szczęście. Tobie, bracie i siostro, czy jesteś chory i przykuty do łoża bo­leści, czy jesteś zdrowy i rzucony w wir działania, chcę powie­dzieć — za Ewangelią przypomnieć — że w życiu ludzkim liczy się ofiara — ofiara serca. Ona w pełni zaspokaja aspiracje ludz­kie. Ona jedynie potrafi wysłużyć uznanie boskiego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Amen.

 

Czytany 1523 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.