Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 13 styczeń 2018 10:30

2. Niedziela Zwykła (B) - Modlitwa o jedność

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

powolanie-uczniowMoi drodzy! Właśnie dzisiaj, w tę niedzielę, zaprasza nas św. Jan Ewangelista do początku chrześcijań­skiej rodziny - jakby pod wspólny dach domu, gdzie zrodził się Kościół, jakby do kolebki więzi rodzinnej i źródła jedności. Nauczyciel, który chrzcił nad Jordanem, powiedział do swoich ucz­niów: Oto On! Zbawiciel! Uwierzyli i poszli za Jezusem. Potem patrzyli, nasłuchali się, nasycili Bogiem obecnym z nimi i uwie­rzyli, na dobro i zło, na życie i na śmierć.

Jakże to podobne do wejścia na drogę Chrystusową większości nas, gromadzących się na modlitwie i liturgii. Na początku był ten ktoś bliski i zaufany: matka, ojciec, nauczyciel, ksiądz, przy­jaciel, czy po prostu tradycja domu i środowiska. Potem własne uczestnictwo. Wrastał człowiek stopniowo w rzeczywistość, którą się bogacił. Z czasem stworzyła się własna więź, określona for­ma życia, praktyki wiary, nastrój domu. A trochę później, rozglądając się po świecie, zauważamy, że tamta rodzina, tamten na­ród, inny człowiek, też religijny, wypowiada swoje serce innym gestem, inną formą modlitwy, inaczej. I pojawiły się pierwsze pytania, których nikt nie nazwał ekumenicznymi, ale które doty­czyły innych religii, innych wyznań, z którymi szedł niepokój i oczekiwania, wątpienie i nadzieje, przyjaźnie i antypatie. W mia­rę jak upływało życie, przychodziło zdumienie bezmiarem Boga, w którym jest dla wszystkich dość szukania, myślenia, nawet przestrzeni na błądzenie całych pokoleń. Jak przepastne są głę­biny wieczne, gdzie światło jedyne nie oślepia, nie porazi oczu, nie niszczy radości znalezienia, i pozwala się odnaleźć, rozpo­znać tym, którzy w pokorze serca i mądrości myśli szukają Jego, bożego imienia. I chociaż na przestrzeniach historii gubili się uczniowie w wielu szczegółach, budowali odmienne świątynie, spo­tykali się w różnych nastrojach, to jednak ustawicznie szukali jednej Owczarni i jednego Pasterza.

W takim duchu, z takiej mądrości człowieczej, wyrosły wspól­ne spotkania, dni modlitwy, ekumeniczne księgi, mądrzy ludzie poświęcili wiele czasu, aby pielgrzymi ziemi, poznali się i wza­jemnie sobie zaufali. W tym nastroju zostajemy zaproszeni dzi­siaj, w niedzielę szczególnej modlitwy o jedność chrześcijan rozdzielonych. Właśnie modlitwa ludzi chorych, cierpiących fizycz­nie lub duchowo, niepełnosprawnych, a więc wyjątkowo bliskich tajemnicy krzyża, przez który dokonało się odkupienie, stanowi fundament budowania dzieł najtrudniejszych. Człowiek chory, cierpiący, lepiej rozumie wartość ludzkiej solidarności, wyraźniej widzi bezsens dzielenia, wykłócań, złudnych satysfakcji, którymi czasem tylu ludzi zdrowych dręczy się wzajemnie. Jeżeli taki czło­wiek modli się o jedność, jeżeli daje własny krzyż na okup za ludzkie zgubienie, to dzieje się rzecz ważna, cenna wobec ludzi i przed Bogiem.

W tym roku Kościół daje szczególny tytuł naszej modlitwie: „Ze śmierci do życia razem z Chrystusem”. Ze śmierci - to tyle co z zagubienia, z niepewności, tyle co z grzechu. Do życia - to znaczy do prawdy, do drogi zbawienia, do Boga. Wspólnie, czyli w poczuciu wzajemnej więzi i solidarności ludzi wezwanych. Z Chrystusem, to tak, jakby w gronie uczniów, którzy już widzą, już się rozpoznają, chociaż pozostają jeszcze we własnym zdzi­wieniu. Jeżeli podzieleni jeszcze murami różnych wyznań, to tyl­ko na tyle, jakby słyszeć ten sam dźwięk, choć jeszcze w różnych tonacjach i rozmaitym natężeniu. Jeżeli jeszcze oddzieleni, to już wspólni w modlitwie i marzeniu o jednym Kościele wyznawców Chrystusa.

Taki tydzień, jaki każdego roku przeżywamy w dniach od 18-25 stycznia, jest podtrzymaniem Chrystusowej modlitwy o jedność umiłowanych uczniów: „Aby wszyscy byli jedno, jako Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni byli jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21). Takie wydarzenie, to udział w modlitwie w trudach ekumenicznych naszego Papie­ża, św. Jana Pawła II. Posłuchajmy: „Braterskie pozdrowienia miłości i pokoju kie­ruję do obecnych na dzisiejszym spotkaniu przedstawicieli ośmiu Kościołów zrzeszonych w Polskiej Radzie Ekumenicznej ... pozdra­wiam również obecnych tutaj przedstawicieli: Wspólnot Żydow­skich i Muzułmańskich, z którymi łączy nas wiara w Jednego Boga, Wszechmocnego, Miłosiernego i Sprawiedliwego ... złączeni więzią braterskiej miłości i pokoju ...” (Warszawa 17 VI 1983). świadectwem słów jest zawsze modlitwa i osobista życzliwość. Taka postawa - to wyjście naprzeciw tęsknocie podzielonego i zmęczonego świata. Podkreśla Papież: „W epoce, w której różne programy walki o człowieka niejednokrotnie przybierają ów gro­źny kształt walki przeciw człowiekowi, nieodzowny jest wysiłek zmierzający do przybliżenia sobie ludzi, do ich zjednoczenia w oparciu o poszanowanie tego, co istotowo ludzkie, co najgłębiej ludzkie. Niech ruch ekumeniczny staje się coraz wyraźniejszym wzorem takiego wysiłku!” (21 II 1979).

Taki czas, wysiłek ku jedności - to nadzieja świata. Tego na­szego, skołatanego świata. Gdy ludzie idą po wygodnych ścieżkach i bezpiecznych drogach, mogą sobie pozwolić na beztroskie mija­nie, na brak uwagi, nawet na obojętność. Prawdopodobnie wtedy mniej jesteśmy innym potrzebni. Ale na trudnych ścieżynach, na śliskich krawędziach należy iść uważnie, troskliwie widzieć współ-idących. Szybciej ubywa sił. Łatwiej przeoczyć chwile, gdy trze­ba podać rękę. A przecież drogi, na jakie wszedł nasz świat, sta­ły się wyjątkowo ryzykowne, trudne, niebezpieczne. Bracia w Chrystusie, bracia w Bogu, trzeba nam iść bliziutko, czujnie, aby wzajemnie sobie służyć.

Taki czas modlitwy ekumenicznej - to nadzieja naszej polskiej jedności. Na terenie obozu zagłady w Majdanku powstał projekt wybudowania świątyni ekumenicznej. Wymowa wielkiego symbo­lu. Budynek otoczony wieńcem kaplic, jakby wielu drzwiami, które prowadzą do wspólnej nawy głównej, do miejsca Euchary­stii, do modlitwy i pojednania ludzi w Bogu. Chrześcijanie będą wchodzili z różnych stron i chociaż mogą to miejsce opuścić róż­nymi drzwiami, już mają należeć do siebie i do Boga. Ta płasz­czyzna ornej ziemi, na którą upadło tyle łez i krwi, chce pozostać symbolem serca, które gromadzi w swoich przedsionkach i ko­morach to, co słabe, zniszczone, zmęczone, co wymaga oczyszcze­nia, aby znowu rozesłać nowe życie do najdalszych zakątków oj­czyzny. Ta świątynia chce być protestem przeciwko wszystkiemu, co może wzniecać nienawiść, różnice, rzucać złe iskry, z których trudno przewidzieć, jakie zapłoną ognie. I coś z takiego symbolu świątyni budujemy w naszych sercach. W nas, którzy schodzimy się pod wiatr podziałów i w mrozie niechęci. Gotowi uczyć się miłości heroicznej, czyli tej, która nawet nie ma satysfakcji, gdy daje dobro, ale nie ustaje nieść życie i światło w bólu rąk i prze­ciw naturalnym odruchom niechęci.

Taki czas modlitwy, która jednoczy, jest ważnym świadectwem wobec świata pogan. Gdy odszedł do Boga przed paru laty czło­wiek wielkiej troski o zjednoczenie chrześcijan w Polsce - pastor Zygmunt Michelis, było coś bardzo wspólnego w pogrzebie i po­czuciu straty we wszystkich chrześcijańskich wspólnotach. Gdy że­gnaliśmy kapłana katolickiego księdza, dziś już błogosławionego, Jerzego Popiełuszkę, były z nami w żałobie wspólnoty wszystkich wyznań chrześcijańskich. Gdy Papież, św. Jan Paweł II, mówił o smutkach i doświadczeniach, jakie przeży­wają wspólnoty prawosławne na Rodos i gdzie indziej, mówił z najgłębszym smutkiem i braterskim rozżaleniem. Wzajemna jedność w radości i smutku, pomoc w sytuacjach zagrożenia, była cież w pierwszych wiekach chrześcijaństwa podstawowym argumentem wiarygodności Ewangelii. „Patrzcie, jak oni się mi­łują” - decydowało o odwadze bycia z nimi. I pomyślmy, jeżeli dar dany nam do przekazania następnym pokoleniom zaciem­nia nasze zwady, małe ambicje, bezmyślność, niewiedza, leni­stwo ... jeżeli to utrudni przyjęcie Chrystusa, to zaciągamy winę wobec Ojca, który ustawicznie szuka tego, co zginęło. A przecież przekazywanie, apostolstwo, dokonuje się właśnie przede wszy­stkim w codzienności, w zaufaniu. Zanim wypowiedzą się wielcy tego świata, muszą być dobre słowa ludzi dobrych i bliskich. Za­nim jedność zrodzi się, i wyda owoc w księgach, musi począć się i dojrzeć w duszy wyznawców. Zanim napełni i ubogaci duszę człowieka, musi być w tęsknocie i modlitwie. Zanim obudzi się i',sknota świętej jedności, musi człowiek być święty, boży, bogaty Duchem Świętym. Stąd konieczność modlitwy o wzajemną świę­tość wyznawców. Oby świętymi byli ludzie, którzy gromadzą się w cerkwiach, w zborach, w kościołach i kaplicach. Oby święty­mi byli katolicy, prawosławni i protestanci, aby poganom było łatwiej rozpoznać Chrystusa.

Modlitwa o jedność - to wielki dar na rzecz życia narodu. Wnętrze całe, nie podzielone, złączone poczuciem wspólnoty, wza­jemnie ufne, życzliwe, wewnętrznie zwarte, jak owoc zdrowego drzewa. Jak ów egzotyczny owoc granatu, który zamyka w swo­im wnętrzu wiele małych ziarenek, osobnych, oddzielonych, a przecież otwartych dla siebie, i stanowiących jedno. Jakby wie­działy, jakby rozumiały, że być albo nie być - to pozostać w nie­podzielnej symbiozie. Tak naród, choćby był rodziną wielu wyznań i religii, musi być jeden, pozostać jednością. Jak ciało, które choć składa się z wielu komórek, jakże od siebie różnych funkcjami, musi stanowić całość, jedność, bo to jest warunkiem przeżycia.

Siostry i bracia! Jesteście Chrystusowi w krzyżu odkupienia i domownikami Jego miłości. Czy pracujecie wspólnie, czy obok stoją wasze domy, czy los wy­znaczył wspólny pokój w szpitalu, czy wspólną celę ... Jeżeli Chry­stus jest w was, wy jesteście w Nim. Zabierzmy ze sobą wezwanie naszego Papieża: „Każdy zatem wezwany jest, aby dał swój wkład życia, działania, nauki, modlitwy. Wzywam was do tego usilnie i z ufnością” (18 I 1981). Amen.

Czytany 70 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.