Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 28 grudzień 2017 18:06

1. Niedziela po Narodzeniu Pańskim, Święto Świętej Rodziny (B) - Wezwani do świętości

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

swieta-rodzinaUkochani Bracia i Siostry!

Odczytane przed chwilą słowa z Listu św. Pawła do Kolosan wyrażają istotę świętości chrześcijańskiej, do której powołane są nasze rodziny, do której powołany jest każdy człowiek: "Jako wybrańcy Boży - powiada św. Paweł - święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, do-broć,pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem (...). Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości".

Chrześcijaństwo zatem to nie ideologia. To nie zespół twierdzeń i ocen powiązanych z programem działania, a służących jakiejś grupie społecznej czy jakiejś partii. Chrześcijaństwo to życie według wskazań Ewangelii, życie zgodne z wolą Bożą zawartą w Dekalogu, w obowiązkach stanu i obowiązkach zawodu; to życie przepełnione miłością.

I na tym polega świętość, do której wezwany jest każdy człowiek. Nie tylko na modlitwie i życiu sakramentalnym.

W mentalności współczesnego człowieka ciągle się utrzymuje obraz życia świętych z barwnych opowieści średniowiecznych, życia samotniczego, przepełnionego nadzwyczajnymi praktykami pokutnymi, długotrwałymi postami, biczowaniem, Włosienicą, oderwanego od rodziny, społeczeństwa i normalnego toku zdarzeń. Nie do takiej świętości Pan Bóg wzywa współczesnego człowieka.

Dzisiejszemu światu bardziej niż pustelnicy i biczownicy potrzebne są święte rodziny, święci ojcowie i święte matki, święci rolnicy i robotnicy, święci inżynierowie i dziennikarze, święci aktorzy i kapłani. Święci, to znaczy rozumiejący swoje zadania życiowe i spełniający je najlepiej jak potrafią dla dobra swoich najbliższych i dla dobra społeczeństwa, w którym żyją. Spełniający je w duchu miłości. Każde ludzkie serce tęskni za rajem. Ale na ziemi raju już nigdy nie będzie. Każdy, kto go tutaj obiecuje, kłamie.

Bo zawsze będzie człowiekowi towarzyszyło cierpienie, śmierć, trud i niedostatek.

Bo zawsze będą ludzie starzy, biedni, chorzy, słabi, obcy, bezdomni, ułomni fizycznie, kalecy moralnie - po prostu bliźni potrzebujący naszej pomocy; ci, w których w sposób szczególny objawia się nam sam Chrystus.

We wstrząsającym opisie Sądu Ostatecznego, Chrystus wypowiada tak dobrze znane nam wszystkim słowa:

"Byłem głodny, a wy nie daliście mi jeść, spragniony - a nie daliście mi pić, nagi - a nie odzialiście mnie; w więzieniu - a nie odwiedziliście mnie. Dlatego idźcie precz w ogień wieczny.

- Panie - zawołają odrzuceni - gdzież to widzieliśmy Cię głodnym, spragnionym, nagim, chorym? A Chrystus Sędzia odpowie - w bliźnich waszych, w każdym potrzebującym pomocy człowieku byłem ja. Odtrącając go, odtrąciliście mnie".

To bardzo trudne, wzbudzające trwogę słowa. Zwróćmy uwagę na to, że Chrystus nie mówi - idźcie precz w ogień wieczny, bo byliście złoczyńcami, zbrodniarzami, złodziejami, bo na waszych rękach jest niewinna krew, bo w waszych oczach odbijają się cienie tych, których skrzywdziliście przez wasz egoizm, waszą chciwość, wasze nałogi i wasze zbrodnie. Chrystus tego nie mówi, bo są to rzeczy oczywiste i nie warto o tym mówić. Chrystus w tej scenie mówi o wiecznym odrzuceniu tych wszystkich, którzy być może nie popełnili żadnej wielkiej zbrodni, ale którym obca była czynna miłość bliźniego, uczynki miłosierdzia chrześcijańskiego; którzy zamknęli się w skorupie własnego egoizmu.

Współczesny świat potrzebuje jak powietrza, autentycznej, przepełnionej miłością bliźniego świętości - chociaż ją programowo odrzuca. Potrzebuje jej i podświadomie wyczuwa, że bez niej przepadnie na pewno. Wyparł się już Ewangelii - ustanawiając sprzeczne z nią prawa, które sankcjonują zabijanie nienarodzonych, eutanazję, rozkład rodziny i przeciwne godności natury ludzkiej eksperymenty naukowe.

W imię nieopanowanego, zabójczego dla samego człowieka i jego środowiska naturalnego konsumpcjonizmu - zrezygnował z najdrobniejszych nawet form ascezy i samodyscypliny.

Ze swoim bałwochwalczym kultem wiecznej fizycznej młodości i urody - zepchnął na odległy margines życia starość, chorobę i kalectwo, jakby nie należały do ludzkiego losu.

Bojąc się panicznie śmierci jako kresu ziemskiego używania - postanowił przestać o niej mówić i myśleć.

Aby uniknąć myśli o pozagrobowej odpowiedzialności za występne czyny - wmówił w siebie naukowy rzekomo światopogląd, który wyklucza nieśmiertelność ludzkiej duszy.

Odrzucając istnienie Boga - bóstwem uczynił samego człowieka, stawiając go ponad moralnością i ponad Dekalogiem, i wmawiając w niego, że to tylko od jego decyzji zależy co jest dobrem a co złem.

Teoretycznie deifikując człowieka - praktycznie sponiewierał jego godność jak nigdy w historii.

Głosząc, że człowiek jest jedynym panem wszechświata - uczynił go jednocześnie niewolnikiem najniższych, zwierzęcych instynktów.

Aby pozbyć się jakichkolwiek aluzji o swej zależności od Boga - wyrzuca ze swej kultury język religijny, a do ludzi wierzących w Chrystusa woła z irytacją - zamknijcie się ze swoją Ewangelią w kościołach, przestańcie ją pokazywać w gazetach, książkach, w radiu, w telewizji, w szkołach i parlamentach. Skończcie z tym, bo was oskarżę, że mącicie moją pewność siebie; że ograniczacie moją wolność, że wprowadzacie teokra-tyczny totalitaryzm.

Taki jest współczesny świat. A mimo wszystko ten świat pragnie żyć inaczej, pragnie świętości, pragnie Boga, bo pragnie zrozumienia sensu swojego istnienia.

Na przekór temu co czyni, i co woła, pragnie pójść za Chrystusem. Ten zdawać by się mogło apokaliptyczny już, przepełniony zbrodniami, wojną, kłamstwem, przemocą, egoizmem świat, pragnie odrodzenia i uświęcenia. Opatrzność sprawiła, że to jest nasz świat i że my chrześcijanie jesteśmy za niego odpowiedzialni; i że to właśnie my mamy Go uratować - dla siebie, dla naszych rodzin i dla przyszłych, niezliczonych pokoleń dzieci Bożych.

I możemy to zrobić przez świętość, do której wezwał nas Bóg. Przez świętość naszego życia. Świętość uczciwie spełnianych obowiązków. Przez świętość najpełniej wyrażającą się w trudnej niezmiernie, ale bezwzględnie koniecznej miłości do bliźnich, której przykładem jest św. Szczepan i św. Maksymilian Kolbe, i Matka Teresa z Kalkuty, i miliony anonimowych chrześcijan, którzy składali i składają swoje życie w ofierze dla innych.

Krytyczni obserwatorzy życia współczesnych chrześcijan wygłaszają tezę, że chrześcijaństwo już umarło i że nie ma wpływu na moralność swoich wyznawców. Ten zarzut krzywdzi miliony ludzi, którzy ze względu na Chrystusa dochowali sobie wierności, uszanowali cudzą rodzinę i miłość, cudzą własność i dobre imię, schylili się nad nędzą bliźniego, przebaczyli mu największą nawet krzywdę, podzieli się z nim ostatnim kawałkiem chleba, narazili dla Niego swoje zdrowie, a czasem - tak jak Chrystus na krzyżu - uchronili go od śmierci własną śmiercią.

Czy jednak zarzut, że wielu współczesnych chrześcijan prowadzi życie niezgodne z wyznawaną wiarą jest całkiem bez racji? Ze wstydem musimy przyznać, że niestety nie. W jakże wielu duszach ochrzczonych ludzi życie Boże całkowicie zamarło. Uważają się za chrześcijan, a żyją tak jakby Boga nie było; jakby nie było Jego przykazań; jakby nie było śmierci i Bożego Sądu.

Z czym staną przed tym Sądem, gdy nadejdzie?

To pytanie było zawsze aktualne, ale aktualne jest zwłaszcza dziś, gdy trzeba się zdecydowanie określić - czy jesteśmy z Chrystusem, czy przeciw Niemu. Określić nie przez słowa i hasła, ale przez życie, przez każdy czyn. Jesteśmy słabi i upadamy. Taka jest nasza ludzka natura, ale starajmy się ciągle powstawać, ciągle na nowo. Bo chrześcijaństwo nie polega na tym, by nigdy nie upadać. Chrześcijaństwo znaczy ciągle powstawać.

Bracia i Siostry!

Niech przykład rodziny z Nazaretu będzie się dla każdej rodziny zachętą do życia z Chrystusem! Jest on także posłannictwem nadziei dla wszystkich małżeństw chrześcijańskich, że jeśli opierać się będą w swym postępowaniu o pedagogikę, przykład Bożej Rodziny, Jezusa, Mari i Józefa - Bóg poprowadzi je mocną ręką do pełni szczęścia w niebie. Amen.

Czytany 95 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.