Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
piątek, 15 grudzień 2017 10:11

3. Niedziela Adwentu (B) – Czas zaślubin ludzkości z Bogiem

Oceń ten artykuł
(1 głos)

3-niedziela-adwentuBracia i siostry! Przypatrzmy się tym słowom Jana Chrzciciela: Temu, „który po mnie idzie, nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sanda­ła” (J 1,27). Pełne znaczenie tej pokornej wypowiedzi można zrozumieć dopiero w świetle Starego Testamentu. Mianowicie, zdjęcie sandała jest w Starym Testamencie symbolem małżeńskim i oznacza zrzeczenie się lub odebranie prawa do zawarcia małżeństwa z osobą, która była danemu czło­wiekowi obiecana. W Księdze Rut (4,7) czytamy, że „aby zatwierdzić całą sprawę, zdejmował człowiek swój sandał i dawał drugiej stronie. Taki był sposób zaświadczenia w Izraelu”. I następuje opis, jak to człowiek, który miał prawo do małżeństwa z Rut, zdjął swój sandał i przekazał go Boozowi; Booz w ten sposób uzyskał prawo do poślubienia tej kobiety. Podobną symbolikę wyraża gest zdjęcia sandała w Księdze Powtórzonego Prawa (25).

Zatem słowa Jana Chrzciciela: „nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała” mówią o małżeństwie, jakie jednorodzony Syn Boży przy­szedł zawrzeć z odkupioną przez siebie ludzkością. Jan z pokorą, ale z po­korą pełną radości, stwierdza, że gruntownie obce mu są jakiekolwiek rosz­czenia do tego, żeby zająć miejsce tego Oblubieńca. Jeszcze wyraźniej po­wiedział to Jan Chrzciciel kiedy indziej, kiedy zapytany wprost, co myśli o Jezusie, odpowiedział tak oto: „Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem. A przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej ra­dości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba by On – Jezus – wzrastał, a j a żebym się umniejszał” (J 3,29n).

Bracia i siostry! Ta pokora Jana w stosunku do Jezusa Chrystusa niech pomoże nam dzisiaj przypatrzeć się nieco, kim jest dla nas Jezus Chrystus. Ten pokorny Jan był przecież duchowym mocarzem. Chyba nie potrafi człowiek dokonać na tej ziemi czegoś większego niż to, co czynił Jan. Mianowicie, przez posługę Jana liczni ludzie wracali do stanu duchowej przytomności. Ludzi pogrążonych w bezsensie Jan wzywał do opamiętania i znajdował posłuch. Pod wpływem Jana Chrzciciela ludzie nawracali się. odnajdowali jakoś Boga, a w Bogu – sens życia. Dla przypieczętowania swojego nawrócenia, dla podkreślenia jego nieodwracalności przyjmowali chrzest pokuty.

I oto ten duchowy mocarz i dobroczyńca tysięcy ludzi, Jan Chrzciciel zdecydowanie broni się przed stawianiem go na równi z Chrystusem. Przecież ja, Jan jestem tylko człowiekiem. Mogę co najwyżej uświadomić czło­wiekowi zagubionemu bezsens jego życia i nauczyć go życia bogobojnego. Ja potrafię tylko przygotowywać moich bliźnich na przyjście Tego, który idzie za mną, a który będzie chrzcił już nie wodą pokuty, ale będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem.

Bracia i siostry, tych dwóch rzeczy nawet najświętszy człowiek nie potra­fi, nawet duchowy mocarz tego nie potrafi. Żaden człowiek nie potrafi nas ochrzcić Duchem Świętym i ogniem. To leży w mocy samego tylko Jezusa Chrystusa, jednorodzonego Syna Bożego, który dla nas stał się człowie­kiem. Różni mistrzowie duchowi potrafią skłonić człowieka do porzucenia jakichś konkretnych grzechów, potrafią nauczyć nas życia po ludzku spra­wiedliwego, a nawet wprowadzić bardzo głęboko w tajniki życia duchowe­go. Ale jeden tylko Jezus Chrystus ma moc wypalić nasze grzechy gruntow­nie ogniem swojej boskiej miłości; już teraz odpuszcza nam grzechy, a w końcu doprowadzi nas do tego, że zniknie w nas sama nawet skłonność do grzechu i wówczas – w życiu wiecznym – piękno i bogactwo naszego człowieczeństwa objawi się w całej pełni.

Mało tego: Jezus Chrystus ma moc ochrzcić nas Duchem Świętym. A Duch Święty jest przecież Bogiem prawdziwym, osobową Miłością, którą bez reszty zwracają się ku sobie wzajemnie przedwieczny Ojciec i Jego jednorodzony Syn. Krótko mówiąc, Jezus Chrystus ma moc zanurzyć nas w Duchu Świętym, w samej boskiej Miłości – abyśmy stali się prawdziwie sy­nami Bożymi i uczestnikami Bożej natury.

Właśnie na tym polega tajemnica małżeństwa odkupionej ludzkości. Kościoła z samym Synem Bożym, małżeństwa, w którym będzie się realizo­wało nasze szczęście wieczne. Właśnie dlatego Jana ogarnia taka radość: bo oto nadszedł już czas zaślubin ludzkości z Bogiem. Radość Jana przeni­knięta jest pokorą: tylko Syn Boży może zaproponować ludzkości to mał­żeństwo. Ja, Jan Chrzciciel, nie jestem godzien i żaden inny duchowy mo­carz nie jest godzien pretendować do tego małżeństwa, nie jest godzien ro­związać rzemyka u sandała Jezusa Chrystusa.

Bracia i siostry! Czas Adwentu jest okresem oczekiwania na weselne przyjście naszego boskiego Ukochanego. Ale niech to będzie oczekiwanie aktywne. Przyłączmy się do słuchaczy Jana Chrzciciela, który wzywał, abyśmy rozpoznali swój grzech i prostowali drogi naszego życia. Żeby tajemnica Bożego przyjścia do nas mogła się pełniej dokonać w mojej duszy, w naszej rodzinie, w naszych środowiskach – musimy przygotowywać miejsce Panu Jezusowi. Święta Bożego Narodzenia będą dla nas bezowocne, jeśli naszymi grzechami nie pozwolimy Chrystusowi Panu wejść w nasze życie, aby nas chrzcił Duchem Świętym i ogniem.

Życzę serdecznie każdemu z was, żeby sam Bóg pocieszał was w waszych utrapieniach, żeby – jak to czyta­my w Psalmie 41 – „Pan pokrzepiał was na łożu boleści i podczas choroby poprawiał wam posłanie”. A jeśli sam Bóg będzie waszą pociechą, to na pe­wno czas trudów naszej codzienności stanie się dla was również czasem duchowego oczyszcze­nia, czasem szczególnego prostowania dróg na przyjście Pana. W ten spo­sób codzienność będzie dla was nie tylko utrapieniem, ale spełni dla was to za­danie, jakie w stosunku do tłumów nad Jordanem spełnił Jan Chrzciciel.

Bracia i siostry! Z Ewangelii wynika, że na przyjście Chrystusa można się zablokować nie tylko swoim grzesznym życiem. Jeszcze dwie inne grupy ludzi nie rozpoznały w Jezusie Mesjasza i Zbawiciela. Najpierw byli to ci, którzy czekali wprawdzie na Mesjasza, ale nie byli w stanie wyjść w swoich oczekiwaniach poza horyzont czysto doczesny. Spodziewali się Mesjasza, który przyniesie pomyślność materialną, uwolni od cierpień i chorób, przy­wróci ludowi wybranemu wolność polityczną.

Jezusa nie rozpoznała ponadto część uczniów Jana Chrzciciela. Jan bar­dzo wielu ludzi przygotował na przyjście Chrystusa. Niektórzy z jego ucz­niów – na przykład Andrzej i Jan Ewangelista – zostali nawet apostoła­mi. Ale byli wśród uczniów Jana Chrzciciela również tacy, którzy zafascy­nowani nawróceniem, jakie się w nich dokonało pod wpływem Jana, sądzili małodusznie, że Bóg większych darów człowiekowi już nie udziela. A prze­cież porzucenie grzechów i wejście na drogę sprawiedliwości to zaledwie początek darów Bożych. Przecież w Jezusie Chrystusie Bóg udziela nam najdosłowniej samego siebie.

Te trzy blokady, jakimi człowiek może się zamknąć na Jezusa Chrystusa, skłaniają nas do trzech żarliwych modlitw. Panie Jezu, pomóż nam porzu­cić nasze grzechy, które powstrzymują Twoje przyjście do nas! Panie Jezu, naucz nas oczekiwać od Ciebie nie tylko darów doczesnych, naucz nas tęsknić za Tobą samym, który jesteś Bogiem żywym i prawdziwym! Panie Jezu, chroń nas przed takim duchowym nawróceniem, choćby było ono bardzo wzniosłe, które by oddalało od Ciebie albo od spożywania Twojego prawdziwego Ciała! Myśmy poznali i uwierzyli, żeś Ty jest Chrystus, Syn Boga Żywego! Amen.

 

Czytany 134 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.