Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 04 listopad 2017 11:34

31. Niedziela Zwykła (A) – Chrystus walczy z faryzeizmem

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

faryzeuszeKim byli faryzeusze? Byli oni czymś pośrednim między stronnictwem politycznym a sektą religijną. Stawiali sobie zadania zarówno polityczne, narodowe, jka i religijne. Jest to zrozumiałe zjawisko dla narodu izraelskiego, w którym religia była ściśle związana z życiem politycznym i kulturalnym. Nie znali oni rozdziału państwa od synagogi.

Nazwa „faryzeusz” pochodzi od hebrajskiego „perushim”, to jest oddzielony, odseparowany. Głosili oni bowiem odseparowanie się od tego co obce, pogańskie, nieczyste. W praktyce walczyli z pogańskimi okupantami Rzymu. W życiu codziennym pgardzali celnikami, prostytutkami i innymi kategoriami ludzi, których uważali za nieczystych i grzesznych.

Faryzeusze byli również znawcami Pisma Świętego. Wśród nich było wiele doktorów i uczonych w Piśmie. Znali setki drobiazgowych przepisów Prawa Mojżeszowego i liczne późniejsze przepisy uzupełniające i wyjaśniejące to prawo. Byli dumni z tej znajomości i pogardzali prostym ludem, który gonie znał. Gdy im doniesiono, że ten lud idzie za Chrystusem, odpowiedzieli: A ten, tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty (J 7,49). Znawcy ówczesnego życia w Izraelu mówią, że praktycznie nie było możliwe dokładne zachowanie setek drobiazgowych przepisów Prawa. Dlatego faryzeusze i uczeni w Piśmie wynajdowali po cichu różne furtki do omijania niektórych praw. Ludowi zaś zalecali wierne ich przestrzeganie. Dlatego Chrystus wyraził się o nich: „Mówią, ale nie czynią”.

Do redakcji pism katolickich przychodzą czasem listy z pytaniami: Nie możemy zrozumieć, dlaczego Chrystus tak dobry i łagodny dla różnych kategorii grzeszników, był tak surowy wobec faryzeuszy? Jako odpowiedź, można by tak powiedzieć: Chrystus łagodnie traktował celników i kobiety upadłe, bo oni przeważnie uznawali swą grzeszność i pragnęli zmienić swe życie. Natomiast faryzeusze w swej pysze nie dostrzegali własnych wad. Przeciwnie, uważali się za doskonałych.

Nadto grzechy celników i prostytutek były znane i potępiane, nie byli dla nikogo wzorem postępowania. Faryzeusze zaś uważali się za przewodników i wychowawców prostego ludu, za wzór do naśladowania. Dlatego Chrystus w trosce o lud potępiał ich publicznie i przestrzegał przed naśladowaniem. Nazywał ich przewodnikami ślepymi (Mt 23,24), przewodnikami, którzy mogą doprowadzić do przepaści.

Należy jednak zauważyć, że Chrystus nie używał tych twardych słów wobec jakiegoś konkretnego, po imieniu nazwanego faryzeusza, ale pod adresem ich ogółu, a ściślej mówiąc, pod adresem ich głównej wady, którą dziś nawywamy faryzeizmem. Zaś wśród konkretnych faryzeuszy miał nawet przyjaciół: Nikodema i Józefa z Arymatei. Do innych chodził na przyjęcia i chętnie z nimi dyskutował.

Faryzeusze pragnęli być podziwiani przez lud, chcieli uchodzić w jego oczach za nauczycieli, przewodników i ojców duchownych narodu. Chrystus widział, że nie dorastają do tych zadań, że nie należą im się te tytuły. Dlatego przestrzega swoich uczniów, aby nie naśladowali faryzejskiej tytułomanii. Dla wywyższenia się nie powinni jak faryzeusze używać tytułów w rodzaju: „rabbi”, „nauczyciel”. Nie uważał nawet za wskazane używać słowa „ojciec” w sensie faryzejskim, przypisującym sobie funkcję duchowego ojca ludu. Nie nosić obłudnie maski nauczyciela czy ojca duchownego, jeśli się nim nie jest. W innych przypadkach nie miał nic przeciw używaniu słowa ojciec czy nauczyciel.

Psycholodzy zauważają, że nie tylko faryzeusze, ale wszyscy lub prawie wszyscy nosimy jakąś maskę. I chyba można nas z tego usprawiedliwić, byleby to nie była faryzejska maska doskonałości i obłudnej świętości.Ten bowiem rodzaj maski powoduje, że człowiek staje się podobny do grobu pobielanego, pięknego na zewnątrz, a wewnątrz pełnego zgnilizny.

Natomiast maskę przyzwoitości (nie świętości) musimy przez długie lata nosić, aby nie gorszyć swych bliźnich. Nasze bowiem wnętrze często pełne jest gniewu, zazdrości, chciwości, zmysłowych uczuć i pragnień. Dla dobra bliźnich jest lepiej, abyśmy ich na zewnątrz nie okazywali, ani w słowie, ani w czynie, ani nawet w wyrazie twarzy. Jest to słuszne tym bardziej, że sami w naszym sumieniu też ich nie aprobujemy, że staramy się z nimi walczyć.

Jest jednak wielka różnica między tą koniecznością i często z zażenowaniem noszoną maską przyzwoitości a obłudną faryzejką maską doskonałości i świętości. Powinniśmy jednak starać się usówać ze swej psychiki te uczucia i pragnienia, których się wstydzimy, tak iżby powoli spadła z nas maska i nasze wnętrze odpowiadało temu, co ludzie widzą i słyszą na zewnątrz. Staniemy się wtedy ludźmi w pełni autentycznymi, ludźmi bez masek.

Walkę z faryzeizmem, wielu dość chętnie podejmuje, ale w bliźnich. Natomiast o wiele rzadziej i chętnie w sobie. Jedną z form tej walki jest pokorne uznanie własnych błędów.

Święty Jan Bosko znalazł się pewnego razu w domu zamożnej rodziny, uchodzącej za wzorową. W pewnej chwili pięcioletniemu dziecku upadł na ziemię drewniany konik. Chłopiec o żywym temperamencie wpadł w złość i dał jej wyraz w głośnym przekleństwie zwierającym imię Chrystusa. Przyszły święty każe mu odmówić dziesięć przykazań. Przy drugim: „Nie będziesz brał imienia Boga nadaremno” mówi do malca: „Widzisz, a tyś co zrobił? Ze złością i bez szacunku wymówiłeś imię Chrystusa. Sprawiłeś tym Panu Jezusowi wielką przykrość”. Upokorzony chłopiec tłumaczy się: - „Mój tata zawsze tak mówi”.

Matka zbladła i patrzyła na męża, czy nie wybuchnie gniewem. Ten jednak, głaszcząc dziecko, powiedział: „Niestety, masz rację. Ale więcej nie usłyszysz ode mnie tych słów. I ty ich nie powtarzaj”.

W takiej sytuacji niejeden ojciec zaprzeczyłby, zawołałby: „Ty, kłamczuchu, wynoś się z pokoju”. Nie pozwoliłby zdjąć z siebie maski wzorowego ojca. Przyznać się wobec swego dziecka i to publicznie do jakiejś wady, to trudna lekcja pokory. Konieczna jednak, aby dzieci w obcowaniu z rodzicami i między sobą były szczere, nie uciekały się do kłamstw, byleby ocalić maskę grzecznego chłopca czy dziewczynki, nawet kosztem prawdy. Jednym słowem, aby nie były małymi faryzeuszami.

Być pokornym, to jest żyć prawdą, nie jest łatwo. Nam chrześcijanom Chrystus zostawił wielką pomoc w postaci rachunku sumienia i spowiedzi, czyli ciągłego kontrolowania swego postępowania. Zostawił też przykład swego życia. Gdy będziemy przeżywać pokusy obłudnego zachowania się, pychy, szukania niezasłużonej pochwały, prośmy Go wówczas: Jezu, cichy pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego.

Czytany 218 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.