Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 21 październik 2017 09:59

29. Niedziela Zwykła (A) - Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Oceń ten artykuł
(1 głos)

modlitwaUmiłowani Bracia i Siostry!

Chciano podchwycić Jezusa w mowie. Tak zaznaczył św. Mateusz, który opisał nam to zdarzenie. Powodów możemy się doszukać w tym, co stało się wcześniej. (Otóż dzieje się to po uroczystym wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy, gdy ludzie będący przy władzy poczuli się zagrożeni, bo tłumy stanęły po stronie Jezusa. Potem Jezus powywracał stoły bankierów, poniewierających Dom Boży, a to musiało odbić się złowrogim echem. Opowiedział przypowieść o robotnikach w winnicy, którzy podnieśli rękę nawet na syna gospodarza. Opowiedział przypowieść o zaproszonych na ucztę, którzy zlekceważyli zaproszenie i inne jeszcze przypowieści. To wszystko dotykało zarówno faryzeuszy, jak i uczonych w Piśmie).

Szukali więc sposobu, by się Go pozbyć. Widząc, że Jezus ma poparcie u ludzi, postanowili Go zdyskredytować właśnie wobec Jego słuchaczy. W swej przewrotności ułożyli takie pytanie, że każda odpowiedź groziła poważnymi konsekwencjami. Umieli je również postawić w sposób bardzo "fachowy" - bo rozpoczęli obłudnie od pochlebstwa: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny... na nikim Ci nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką...”. Po takim wstępie, wszyscy z zapartym tchem słuchali, jaki to spór Jezus ma rozstrzygnąć. A oni zapytali: „Czy wolno płacić Cezarowi, czy nie?”

Gdy Jezus odpowie, że wolno - to narazi się ludziom. Płacić podatki okupantowi zawsze przypominało o ich poniżeniu, nie było popularne. Ale był jeszcze inny problem. Otóż Żydzi wierzyli, że kiedy przyjdzie Mesjasz, to on wyzwoli Izraela i takiego Mesjasza spodziewali się. Gdy więc Jezus zachęci teraz do podporządkowania się okupantowi, to zaprzeczy własnemu nauczaniu i nikt nie uwierzy, że jest On Mesjaszem.

Gdyby zaś Jezus odpowiedział, że nie powinno się płacić podatków, naraziłby się zwolennikom Heroda, związanym z ówczesnym obozem władzy. Mieliby podstawę, aby trącić Jezusa do więzienia za podburzanie.

Było to sprytnie pomyślane, iście po szatańsku. Ale też założenie było jasne: zniszczyć Jezusa! Był przecież niewygodny. Już nie Rzymianie, okupanci, stanowili zagrożenie, ale zagrożeniem był Jezus, który piętnował obłudę, zakłamanie, posługiwanie się Bożym Prawem dla własnych interesów. Oni nie przyszli do Jezusa, aby się czegoś dowiedzieć, ale aby Go podchwycić w mowie.

Znamy odpowiedź. Jezus nie daje się wciągnąć w zdradzieckie rozróżnienia, ale nakazuje im otworzyć oczy. Odwołuje się do rzeczywistości, do faktów. Podaje zasadę: „Co Cezara - Cezarowi, co Boże - Bogu”. (A ponieważ na monecie był wizerunek Cezara, był to ewidentny znak własności Cezara, i Cezarowi należało ją oddać). Jednak druga część odpowiedzi Jezusowej jest jeszcze ważniejsza. Możemy tutaj powołać się na Tertuliana i wraz z nim kontynuować rozumowanie: na monecie był wizerunek Cezara, więc przynależała do Cezara, ale przecież w człowieku jest wizerunek Boga samego.

W Księdze Rodzaju czytamy „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz...” (Rdz 1,27). Jeśli w człowieku jest Boży obraz, to do kogo on należy? A oddać się Bogu, to nie to samo co kusić Pana Boga!

Drodzy Bracia i Siostry!

To wydarzenie opisane tak sugestywnie w Ewangelii, nadal się powtarza. Często człowiek próbuje naciągać Boże Prawo do własnych interesów, interpretować je według własnej woli. Nawet chciałby je czasem przegłosować, bo podobno nie odpowiada dzisiejszym wymaganiom. Zapomina przy tym, że nosi w sobie obraz Boga, że przynależy do Boga i oddanie się Bogu jest najwłaściwszą i najlepszą formą jego egzystowania, najlepszym sposobem poznania Bożych planów w stosunku do siebie. To jednak wymaga pokory i słuchania, więc to tu rodzą się najpoważniejsze trudności.

Są jednak w każdej epoce ludzie umiejący słuchać Boga i przez to wyrastający ponad przeciętność. To oni przyczyniają się do rozwoju społeczeństw. (Poczynając od św. Pawła i Apostołów, poprzez św. Augustyna, Benedykta, Cyryla i Metodego, św. Franciszka i Klarę, św. Dominika, św. Teresę z Avila, św. Ignacego, św. Jana Bosko, św. Maksymiliana, św. Brata Alberta, św.. Siostrę Faustynę i wielu, wielu innych, zarówno znanych jak i nieznanych z imienia). Oni przychodzili do Jezusa, aby się nauczyć, a nie by podchwycić Go w mowie.

Ci ludzie i im podobni przebywali długie godziny przy Chrystusie i to zupełnie inaczej niż ci z dzisiejszej Ewangelii. Oni bywali przy Chrystusie i nauczyli się patrzeć w Serce Zbawiciela, rozdarte w obliczu nędzy ludzkiej. Odczuwali, jak kielich goryczy Serca Jezusowego dopełniał fakt, iż człowiek odrzuca Bożą pomoc udając samowystarczalnego.

Ta miłość do Bożego Serca przybrała w ich życiu konkretne wymiary: w miłości do Kościoła i w miłości do człowieka. Łatwo jest kochać jakieś idee abstrakcyjne - tylko co to za miłość? Tymczasem Kościół jest bardzo konkretny w osobie Piotra i jego następców, oraz w konkretnej wspólnocie. Miłując Chrystusa, Jego Serce, nauczyli się też kochać człowieka. Patrząc w Boże Serce dojrzeli kim właściwie jest człowiek. Dojrzeli również ból Jezusowego Serca z powodu poniżenia człowieka.

A jeśli przychodzili do Jezusa pytać Go, to nie chcieli podchwycić go zadając to trudne pytanie. I Jezus kazał im popatrzyć w Jego Serce i uczyć się od Niego. To nie oznaczało sentymentalnego patrzenia na rzeczywistość, ale podjęcie istotnych ludzkich problemów. Trzeba było wcielić w życie ideały sprawiedliwości i miłości. A tego nie można realizować przy pomocy karabinów i rewolucji. Można je - owszem wypisać na transparentach, ale wtedy staną się pustymi i zwodniczymi sloganami.

Moi Drodzy! Mogli oni – możemy i my. To do nas mówi dzisiaj Pan: „Idźcie i dajcie poznać światu miłość Serca Jezusowego”; „Bądźcie prorokami miłości i sługami pojednania ludzi i świata w Chrystusie”.

I nam Pan poleca zachęcać każdego napotkanego człowieka, by patrząc w Serce Jezusowe uczył się urządzać swój i nasz świat. Jeśli będziemy wcielać w życie hasła wypisane na rewolucyjnych sztandarach, szarpanych porywami nienawiści - obawiam się, że zostawimy następnym pokoleniom cmentarze i gorycz. A nam trzeba życia. Do tego zostaliśmy powołani. „Serce Jezusa, źródło życia i świętości - zmiłuj się nad nami”.

Czytany 323 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.