Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
sobota, 11 luty 2017 14:34

6. Niedziela Zwykła (A) – Czystość i wierność

Oceń ten artykuł
(1 głos)

kazanie-na-gorzeUkochani Bracia i Siostry! To już trzecią niedzielę lud Nowego Przymierza gromadzi się przy stole sło­wa Bożego, by słuchać i rozważać tekst Chrystusowego kazania na Górze. Dziś otrzymaliśmy fragment dłuższy z piątego rozdziału św. Mateusza. Po­rusza on wiele problemów. Mówi więc Pan Jezus, że pragnie wypełnić Pra­wo i Proroków. Mówi o sprawiedliwości swoich uczniów. A potem w anty­tezach komentuje stare przykazania: „Nie zabijaj”, „Nie cudzołóż”, „Nie mów fałszywego świadectwa”. I stawia wymagania większe, niż powiedzia­no przodkom...”.

Zatrzymajmy się przy jednym temacie, związanym z przykazaniem szó­stym. Ma on dwa zasadnicze – choć nie jedyne – aspekty: cudzołóstwa i rozwodu. Każdy, kto trudził się w katechizacji, wie, jak trudno jest to przykazanie przybliżyć dzieciom. W jaki krąg problemów wchodzimy i jakiej delikatności trzeba, także w zakre­sie terminologii, aby nie naruszyć tej wrażliwości, która jest zwłaszcza w młodym człowieku. Ale wtedy dla słuchaczów Jezusa sprawy układały się – zda się – prościej. Według orientalnego prawa małżeńskiego, które wy­wierało wpływ na lud Starego Przymierza, kobieta zamężna jest własnością swego męża. Przez „cudzołóstwo” rozumiano wtedy kontakt seksualny mężatki z innym mężczyzną. Oboje naruszają prawa małżonka. Ale on, ten obcy, nawet gdyby był żonaty, nie łamie jedności swego małżeństwa. Dziś nawet trudno nam zrozumieć ten rodzaj rozumowania prawnego. Od wielu pokoleń jesteśmy wychowani w innym klimacie, który bierze swój począ­tek w korekcie Chrystusowej: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę”. (Mt 5,28). Dziś trzeba by także dodać: „Każda, która pożądliwie patrzy na mężczyznę”. I tak jednym zdaniem zaostrza Jezus szóste przykazanie, przenosząc problem z płaszczyzny prawa i faktu w sferę zamiarów, prag­nień, marzeń. Nie podlegają one kodeksowi karnemu, ale decydują o mo­ralnej postawie człowieka. Wszystko bowiem, co człowiek uczyni, poczyna się w jego wyobraźni, myślach, projektach. I to, czym karmimy naszą wyo­braźnię, na co i jak patrzymy, czego i jak słuchamy, czym nasycamy nasze serca, decydować będzie o działalności na zewnątrz. „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności” (Mt 6,22n).

Jak można sobie radzić z niepokojem swego ciała, gdy nie panuje się nad pierwszą pokusą, która przychodzi łatwo jak film w telewizji. Czasem zja­wi się plansza, że tylko dla dorosłych, ale i dorośli żałują, że oglądali, bo ani wartości artystycznych, ani piękna; zostały tylko skojarzenia, które siedzą w wyobraźni jak zadry, wyciągnąć je trudno. Jeśli człowiek dorosły ulega tym sugestiom, to co się dzieje w duszach dzieci, młodzieży dorastającej? Niedawno zapytałem na mszy św. dla dzieci, kto z nich oglądał sobotnie nocne kino. Podniosło się kilkadziesiąt rąk. Dzieci z młodszych klas szkoły podstawowej. Pomyślałem sobie tak brzydko o ich rodzicach, że powtórzyć się nie da. Ale pomyślcie sami: pojękuję teraz po kaznodziejsku, czy też mam podstawy do obaw? Jak w tym klimacie wychować młodego chłopca, by patrzył na dziewczynę jak na człowieka, a nie jak na rzecz godną pożą­dania. Trzeba mieć bardzo krótki rozum, by tego nie dostrzegać. Bo nieda­leko stąd do pornografii, którą się przemyca i rozpowszechnia różnymi dro­gami coraz szerzej. A to już katecheza szatana w całej pełni.

A teraz aspekt drugi: rozwody. Ile tu jest narzekania, że Kościół jest za­cofany; że to nie na dzisiejsze czasy stawiać takie wymagania, żądać przy­sięgi wytrwania w związku małżeńskim, aż do śmierci. Wystarczy się rozej­rzeć w kręgu znajomych. Mało kto żyje w tym związku, który przed laty był budowany na miłości, wierności i uczciwości. Ci, którym się nie udało, musieli się rozejść. Trochę kłopotów w sądzie, trochę kosztów, ale wreszcie się udało. Oboje są na zasadzie prawa cywilnego wolni, mogą zawrzeć pow­tórne związki. A za czasów Pana Jezusa nawet nie trzeba było rozprawy są­dowej. Wystarczyło, że na podstawie Prawa Mojżeszowego mąż wręczył swojej żonie list rozwodowy, to jest pisemną deklarację, że z dniem dzisiej­szym nie uważa już swojej połowicy za żonę, aby ona była natychmiast sta­nu wolnego i mogła sobie wyjść powtórnie za mąż, za kogo tylko zechce. Nie przesadzam ani trochę, tak było naprawdę. Różnili się tylko uczeni w Piśmie, jakie są wystarczające powody do takiej decyzji. Ale i tu były szko­ły tak liberalne, że aż trudno uwierzyć. I teraz temu społeczeństwu, które z przymrużeniem oka traktowało trwałość małżeństwa i miało po temu pod­stawy prawne, temu społeczeństwu mówi Chrystus: Ja wam powiadam: unieważniłem tę zasadę, dotyczącą listów rozwodowych – „Każdy, kto od­dali swą żonę... naraża ją na cudzołóstwo, a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa" (Mt 19,9). Czy słuchacze zrozumieli, co zna­czyło to uroczyste: a ja wam powiadam? Problem ten powróci w innej sytu­acji, gdy faryzeusze pytaniem: „Czy wolno oddalić swoją żonę?” (Mt 19,3) – starać się będą wystawić Chrystusa na próbę. Tak mocno i jednoznacz­nie pouczy wtedy Pan Jezus, że Stwórca od początku stworzył ludzi jako mężczyznę i kobietę. „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, niech czło­wiek nie rozdziela” (Mt 19,4). Nie pozostawił cienia wątpliwości co do jed­ności i nierozerwalności małżeństwa, tak że uczniów Pańskich ogarnął lęk: „Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić” (Mt 19,10). Odpowiedź Chrystusa: „Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, któ­rym to jest dane” (Mt 19,11).

Odwiedził mnie niedawno jeden z dawnych uczniów, od kilku lat żonaty. – Proszę księdza, przeprowadziłem się do matki. – Masz zamiar teraz mieszkać u mamusi? – Nie, po tygodniu wróciłem do żony. Zrozumiałem, że moje miejsce jest przy niej; Pana Boga wzywałem na świadka, że mówię prawdę, iż jej nie opuszczę aż do śmierci. Zdecydowaliśmy, że wynajmie­my mieszkanie, które jest norą, bez żadnych wygód. Ale chcemy być ra­zem. – No właśnie. Może dopiero teraz wasz związek zacznie zrastać się w jeden organizm, którym jest prawdziwe małżeństwo, gdy zostaniecie sami, uwolnieni od tych wszystkich ingerencji rodzinnych, które niczego dobrego nie wnoszą. Ale najważniejsze, że pojąłeś, iż twoje życie nie istnieje bez niej, że ona jest twoją drugą połową. I tak ma być do końca. A na razie całe życie przed wami. Trzeba je budować wspólnie.

Prawda: nie wszyscy to pojmują. Ale są tacy! To nadzieja Kościoła i społeczeństwa. To oni stworzą warunki, że ich dzieci będą wzrastać na zdrowych i normalnych ludzi, bo mieć będą ojca i matkę. To oni są żywym przy­kładem, że Ewangelia Chrystusa, nawet gdy jest trudna, wskazuje jedyną drogę do zbawienia, bo pomaga żyć po ludzku. I gdy się to pojmie, to także warto się żenić. Amen.

Czytany 229 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.