Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 08 luty 2017 09:38

6. Niedziela Zwykła (A) - „Naucz mnie, Panie, drogi Twoich ustaw”

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

homilia-na-niedzieleUkochani Bracia i Siostry! Pan Bóg dziś przypomina nam przykazania, które ustanowił i dał człowiekowi. Nikogo to nie dziwi; trudno wyobrazić sobie życie bez prawa, bez jakichkolwiek zasad, nakazów i zakazów. Ludzie zawsze mieli normy moralności i postępowania. W ich świetle układali swoje życie i osądzali swoje czyny. Jezus Chrystus również nie zniósł prawa moralnego Starego Testamentu, ale je udoskonalił i uświęcił wskazując na ich wewnętrzną wartość.

Wprawdzie I czytanie mówi, że człowiek otrzymał wolność i od jego woli zależy zachowanie Bożych Praw, ale Panu Bogu nie jest obojętne czy żyje się zgodnie z Jego prawem - czy nie. Dlatego człowiek woła do Boga słowami Psalmu: „Naucz mnie, Panie, drogi Twoich ustaw” (Ps 119).

Podstawowym środowiskiem, w którym człowiek poznaje Prawo Boże i uczy się go przestrzegać - jest rodzina. W rodzinie, każdy w sposób naturalny wchodzi w życie Boże. Dziecko obserwuje modlących się rodziców - rozwijając się w domu (gdzie widzi i święty obraz i krzyż Chrystusa), w sposób naturalny pojmuje, że nie ma niczego ponad Boga; że Imię Boże wymawia się z szacunkiem. A dziś, w niedzielę, jako Dzień Pański z Bogiem przeżywa. Właśnie rodzina pierwsza wzbudza lub nie szacunek wzajemny; uczy czcić rodziców; szanować życie i własność drugiego; żyć w szacunku do siebie i innych.

I to właśnie prawo - jako norma moralności zostało w sposób naturalny przekazany człowiekowi. Nikt się z tej wartości chrześcijańskiej nie śmieje, nikt jej nie wykpi. Nie chciałby być nieuszanowany w swoim własnym dziecku, okradziony przez swoich najbliższych, zniesławionym czy zabitym. Rodzina chrześcijańska (powiedzmy i ludzka) - powinna w swych kolejnych pokoleniach doskonalić się w życiu Bożym; w zachowywaniu przykazań. Źle jest, jeżeli zauważymy na polu rodziny dekadencję. Historia nieraz dostarczyła przykładów negatywnych, kiedy to wskutek niezachowania przykazań wyginęły niegdyś potężne rody.

Przed ponad 100 laty mówił Kierkegaard o epoce w której żył. Doba dzisiejsza - pisał - „przypominała rozkład państwowości greckiej. Wszystko istnieje nadal, ale mimo to nie ma nikogo, kto by w to wierzył”. Niewidoczne więzy duchowe, które jej nadawały charakter i znaczenie znikły i tym samym cała ta epoka jest zarazem komiczna i tragiczna. Tragiczna -bo ginie; komiczna - bo istnieje nadal. Na tym chyba polega rozkład całej epoki, że coś istnieje nadal; ale nie istnieją tacy, którzy by jeszcze w to wierzyli. Rozkład epoki zaczyna się od rozkładu jakiejś dotychczasowej winy, która podtrzymywała instrukcje owej epoki. Rozkładowi takiemu zawsze towarzyszy głęboki niepokój i rozbicia.

Czy niepokój rozbicia nie jest dzisiaj naszym udziałem? Pękają jakieś dotychczasowe więzi między ludźmi. Rosną odstępy, przeciwieństwa, piętrzą się jakieś nieokreślone podejrzenia; pogłębiają skłócenia bez powodu.

Rozkłada się wiara. Ale jest w tym jakiś paradoks. Wcale nie chodzi tu o wiarę w Boga. Wręcz przeciwnie, wiara w Boga jakby się umacniała. Chodzi o wiarę w życie - w zwykłe normalne życie. Nam łatwiej dzisiaj przychodzi uwierzyć w Boga niż w normalną codzienność. I powstaje niepokojące pytanie. Czy można jeszcze zachować wiarę w Boga nie tracąc wiary w życie, które jest przecież darem Bożym?

Hegel pisał kiedyś, że naród, który posiadł, złe pojęcie o Bogu ma także złe państwo, zły rząd, złe prawa. Dlatego może cała ta nasza niewiara w wartości życia chrześcijańskiego, bierze się stąd, że mamy złe pojęcie o Bogu.

Ewangelia mówi dzisiaj o Bogu Objawienia, który przekazuje ludziom Boże Przykazania. Mamy zapytać o Boga Objawienia. To bardzo ważna sprawa. Powiedzmy nawet, że to klucz do wszystkiego; bo dopóty dopóki nie będziemy mieli wiary w Prawdziwego Boga, nigdy nie wyjdziemy z naszego wewnętrznego i zewnętrznego nieporządku.

Mówimy - Bóg Objawienia - ale musimy zaznaczyć, że słowo „Objawienie” znalazło się w języku chrześcijańskiej religii przede wszystkim pod wpływem myśli greckiej. Biblia pierwotnie (zwłaszcza Stary Testament) zamiast Objawienie mówiła „wybranie”. Istnieje subtelna różnica między Objawieniem a wybraniem. Najpierw jest wybranie a potem objawienie.

Wybranie stwarza w człowieku poczucie odpowiedzialności. Dopiero dzięki poczuciu odpowiedzialności człowiek może pojąć Objawienie.

To poczucie odpowiedzialności potrzebuje wyrazić się w dziele, które mogłoby oglądać siebie; siebie rozumieć i siebie podziwiać. Przepięknym (a zarazem i głębokim) obrazem wybrania jest imię. Kto mówi po imieniu, ten wybiera. Znamy przecież to niezwykłe drżenie duszy, kiedy ktoś umiłowany powiedział do nas po imieniu. Było to także imię, które się nigdy nie powtarza. Dotknęło naszej intymności, naszego wnętrza. Jestem wybrany. Stało się coś niezwykłego. Dopiero teraz jestem.

Właśnie przez chrzest dokonałem zasadniczego wyboru między dobrem a złem. Jestem chrześcijaninem. Są to rzeczywistości tak przeciwstawne sobie jak woda i ogień; jak życie i śmierć.

Cała wartość życia ludzkiego zależy od tego wyboru. Na horyzoncie tego wyboru, gdzieś błyszczy doświadczenie wolności - tzn., że mogę wybierać gdzieś między dobrem a złem. Nie mam jednak najmniejszej wątpliwości, co do tego - że Bóg chce dla mnie dobra i dlatego chce bym w wolny sposób wybrał dobro. Każdy wybór (nawet najmniejszego dobra) skierowuje mnie ku płynącemu dobru; tak jak każdy wybór zła kieruje mnie ku coraz większemu złu. Mój codzienny wybór moralny jest zawsze za lub przeciw Bogu. Potrzeba więc tego obiektywnego sprawdzianu wartości.

Stąd też wypowiedź częsta dzisiejszej Ewangelii „Ja wam powiadam” (Mt 5,25). Wiemy kto mówi i możemy Mu zaufać! Chrystus ukazuje życie moralne w całym bogactwie, na wszystkich płaszczyznach - gdzie dokonuje się w nas wybór.

Jak niesłusznie zacieśniliśmy naszą moralność tylko do czynów. Zapominamy o tym, że dobro i zło jest czymś wewnętrznym i głęboko ukrytym w nas; w naszych myślach, pragnieniach, nastawieniach, motywach. One zasadniczo decydują o wartości człowieka. Zewnętrzny czyn jest tylko nastawieniem tego, co tkwi wewnątrz nas - owocem, po którym poznaje się drzewo.

I tutaj wybranie zespala się z Objawieniem. Ci, którzy są wierni Bogu, sprawiają, że Bóg jest między ludźmi.

Trzeba odróżnić Boga Stworzenia od Boga Objawienia. Bóg Stworzenia -to Bóg, który na początku stworzył niebo i ziemię. Bóg Objawienia - to Bóg, który wybrał - aby mógł być wybrany. Bóg Stworzenia był, jest i będzie; ale Bóg wybrania inaczej; nie będzie wśród ludzi - jeśli ludzie sami tego Boga nie wybiorą.

Religia to jest więź. Aby była więź musi być wybranie. I to jest wartość - wybranie Boga - Chrystusa w chrześcijaństwie. Rodzi się dziś lęk przed przymiotami - chrześcijańskie w kontekście służby i pielęgnowania wartości ludzkich. I jest obawa (nawet się to spostrzega u niektórych), że sami chrześcijanie zaczęli się pod wpływem ataków lękać swego własnego chrześcijaństwa - a więc samych siebie.

W kraju, gdzie jest przeważająca liczba katolików; gdzie są chrzty, bierzmowania, małżeństwa; w kraju, w którym zaprotestowano z całą ostrością antyludzkie prawa - czyżby teraz były antychrześcijańskie? Nie wolno się bać w tym kraju w którym Zygmunt August powiedział: "Nie jestem królem ludzkich sumień".

W kraju, gdzie walczono o wolność prawdy - w tym kraju to co ludzkie nie może być przeciwstawne temu co chrześcijańskie. Chodzi nie o to ażeby znaleźć - ale ażeby Go stworzyć między nami; bo Bóg chce być między nami stworzony.

Jeśli między mną a tobą nie będzie Boga - będą między nami demony i wtedy nie odejdzie nigdy od nas niepokój rozbicia. A jeśli między nami jest wiele niepokoju, rozbicia tzn., że jest to znak - abyśmy znowu powtórzyli wybór i aby Słowo znów stało się Ciałem i mieszkało między nami. Stąd ta niewiara i odrzucenie wartości moralnych. Bierze się ona najczęściej stąd, że mamy złe pojęcie Boga.

Z tego wewnętrznego pokoju rozbicia płynie dziś nasze pragnienie religii -jako wspólnej odpowiedzialności za obecność Boga wśród nas; w naszej historii i w naszych domach. Jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za wybranie tego, który nas wybrał. Na tym polega dziś nasza religia.

A słowem, które wskazuje dziś na te nasze "religio" jest słowo wierność. Jest to kluczowe słowo Objawienia Bożych Przykazań. Właśnie wierność. Zaś przeciwieństwem wierności (wiemy o tym dobrze) jest zdrada, która polega na tym, że wybrani wydają w ręce nieprzyjaciół tych, którzy ich wybrali. Kto zdradza powierza swoje życie w ręce fatum. Śmieszą mnie te liczne dyskusje na temat wartości chrześcijańskich. Stały się sloganami - jak sloganem była przyjaźń polsko-radziecka. Nie ma w tych dyskusjach teologii, tylko polityka. Teraz rozumiem dlaczego politycy boją się religii - bo religia mówi o prawdziwej więzi z Bogiem. Gdy jej nie będzie powstaną demony - nowe bogi roztaczające miraże wolności; stwarzające pozory dobra tj. ubóstwianie przyjemności, używania -stąd eksponowanie seksu i czynienie z niego wartości pierwszej; ubóstwianie posiadania; konsumpcjonizm (mieć nawet kosztem innych); manipulacje bankowe, handel bronią, narkotykami - wszystko dozwolone.

Człowiek wierzący winien pytać o miarę sprawiedliwości - w górze u Boga. Niestety każde pokolenie ma swoich uczonych w piśmie i własnych proroków, którzy ustalają pewne normy działania.

Jest to styl życia moralnego stosowany od dołu.

Jedno sumienie trzeba uśpić, drugie trochę przestraszyć, trzeciemu coś obiecać, czwarte znieczulić, piąte pochwalić i ustawić w jeden szereg. Wszyscy tak mówią, wszyscy dzisiaj tak postępują. Na ten rekrucki wyrównany szereg uciszonych i uspokojonych sumień rzuca Chrystus Pan swoją przestrogę. A jednak brat twój ma coś przeciwko tobie; coś stoi między tobą a ołtarzem. I jeżeli nie wyjdziesz naprzód z tego szeregu, jeżeli nie dasz z siebie więcej sprawiedliwości, niż dajesz dotychczas i nie wypowiesz prawdzie tak - tak!; nie - nie!; - nie wejdziesz do królestwa Niebieskiego.

Z tej dzisiejszej niedzieli zapamiętaj, że Bóg istnieje wśród nas jako najwyższa wartość. Dokonałeś wyboru Boga tak, aby On zamieszkał w domach waszych, szkołach, rodzinach i w miejscach pracy. Strzegąc tej obecności strzeżemy zarazem tego co stanowi podstawową wartość naszych ojczystych dziejów. Strzeżemy wolności i także tego, co jest w nas. Amen!

 

Czytany 363 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.