Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
Artykuły filtrowane wg daty: styczeń 2018

ofiarowanie-jezusaDrodzy Bracia i Siostry! Dzisiejsze Święto Ofiarowania Pańskiego jest wspomnieniem spotkania się Chrystusa ze swoim Ludem. Oto Mesjasz przychodzi do świątyni i spotyka się z Ludem Bożym w osobach Symeona i Anny. Ofiarowanie Jezusa w świątyni jest także wypełnieniem wymogów Prawa, które wówczas obowiązywało w Izraelu.

Ale jest to jednocześnie coś więcej: Jezus przybywa do świątyni nie tylko by wypełnić Prawo. On przychodzi do świątyni jako jej Pan. Z Księgi Proroka Malachiasza usłyszeliśmy właśnie tę prawdę: „Oto Ja wyślę Anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną. A potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie i Anioł Przymierza, którego pragniecie – oto nadejdzie – mówi pan Zastępów”. A Symeon rozpoznaje w tym małym Dziecięciu Tego, który jest Zbawieniem Izraela i wszystkich narodów, za zatem także i nas.

Obok tej myśli, bardzo ważny jest również sam fakt ofiarowania Jezusa, który wypływa z dzisiejszego święta. Już w Starym Testamencie polecił Bóg Mojżeszowi: „Poświećcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek jak i zwierzę”. Dlatego w Starym Przymierzu wszystko, co pierworodne, składano w ofierze Bogu. Chodziło tutaj o pierwociny zbóż, inwentarza żywego, przynoszono też do świątyni pierworodne dziecko, za które składano ofiary zastępcze. Właśnie to usłyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii: „Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu»”.

Jakie nasuwają się stąd dla nas wnioski?

Ukochani. Maryja przynosi Dziecię Jezus do świątyni. Dlatego bardzo dobrze czyni każda matka, gdy już w stanie błogosławionym ofiaruje swoje dziecko Bogu. Kościół ma nawet specjalne modlitwy na tę okoliczność. Warto więc prosić kapłana o takie błogosławieństwo. A po urodzeniu dziecka, zwłaszcza podczas chrztu św., warto dokonać takiego aktu ofiarowania. Istnieje piękna formuła takiego ofiarowania przy chrzcie – oto jej fragment: „Teraz przynosimy do Ciebie, Boże, nasze dziecko, Twój dar, aby to, co nam dałeś, Tobie znowu ofiarować. Prosimy, przyjmij nasze dziecko pod Twoją opiekę; obdarz je zdrowiem ciała i ducha, wspieraj je mocą Twojego Ducha, uświęcaj światłem z niebios i obdarzaj prawdziwą miłością”.

Taki akt ofiarowania dziecka, a także ofiarowania siebie samych, ponawiajmy często w naszym życiu. Możemy to także czynić prostymi słowami modlitwy. Starajmy się również wpatrywać we wspaniałe wzory ludzi znanych i świętych, którzy umieli ofiarowywać siebie Bogu, np.: św. Maksymilian Kolbe oddanie to ujmuje w słowach: „Abym w Twoich niepokalanych rękach stał się narzędziem Twojej miłości”. Sługa Boży, Stefan Kard. Wyszyński, ofiarowanie się Bogu dokonuje przez ręce Matki Najświętszej w niewolę miłości, za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Papież, Jan Paweł II, ujmuje to w słowach: „Cały Twój”.

Dzisiejsze święto, w naszej tradycji, nazywamy Świętem Matki Bożej Gromnicznej. Jakże wielka jest wymowa świecy, trzymanej dzisiaj w naszych rękach – to symbol Chrystusa-Światła, ale też symbol naszej wiary. Zanieśmy to światło i wprowadźmy je w nasze życie; niech ono strzeże naszych domów i mieszkań; niech nas chroni od wszelkich złych mocy.

Maryjo, Matko Boża, przynosząca do świątyni Dziecię Jezus, wypraszaj nam światło żywej wiary, gdy przytłaczają nas pokusy, gdy przygniatają cierpienia, gdy zło zdaje się być większe i zwyciężać, a zwłaszcza wypraszaj nam to światło w godzinie naszej śmierci”. AMEN.

chrzest-panskiTak rozpoczął swą działalność mesjańską Jezus z Nazaretu. Przyszedł nad Jordan do Jana i jak wszyscy wyznający swe grze­chy przyjął z jego rąk chrzest - obmycie wodą, które oznaczało, że grzesznik przestaje być grzesznikiem, bo rozpoczyna pokutę, wraca do Boga. Wiemy z Ewangelii Mateuszowej, że „Jan po­wstrzymał Go mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” Ale „Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak się godzi nam wypełnić wszystko, co jest sprawiedli­we” (Mt 3, 14). Tajemnicza sprawa. Jedno jest pewne: Jezus po­dobny nam we wszystkim, prócz grzechu, rozpoczyna swą misję od aktu pokuty, jakby chciał pokazać, że bierze grzech ludzi na sie­bie. Upokorzenie i akt zbawczy - zgodnie z wolą Ojca, który daje znak swego upodobania. Ten obrzęd oczyszczenia, obmycia, przyj­mie Chrystus Pan także jako znak wejścia w krąg tych, którzy Jezusa uznają za Syna Bożego, a więc uwierzą w niego.

Jezus ż Nazaretu żądał wiary. „Czy wierzycie, że mogę to uczy­nić?” - pytał Jezus niewidomych, którzy błagali go o litość (Mt 9, 28). Lub też w inny sposób wystawiał proszących na próbę wiary. Ojca, który prosił: „Przyjdź zanim umrze moje dziecko” - zapewnia: „Idź, syn twój żyje” (J 4, 50). Uwierzył człowiek sło­wu ... i szedł z powrotem. Jedno miał tylko pytanie, gdy spotkał swoich: kiedy się dziecku polepszyło. Upewnił się, że była to ta godzina, gdy Jezus mu powiedział: „Syn twój żyje”. Wtedy już nie potrzebował wierzyć, już wiedział na pewno ... I tam, gdzie Zbawiciel wiary nie znalazł, był jakby bezradny. „I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa" (Mt 13, 58). Pan Jezus posłał swych Apostołów na cały świat, kazał im głosić Ewangelię zapewniając, że „kto uwierzy i przyjmie chrzest będzie zbawiony” (Mk 16, 16). Ten porządek jest nienaruszalny: najpierw wiara - potem chrzest. Tak było od początku.

Wracał z Jerozolimy dworzanin egipski. W czasie podróży czy­tał księgę Izajasza. Niewiele z tego rozumiał. Spotkał ucznia Pań­skiego - Filipa, jednego z siedmiu diakonów, który mu tekst wyjaśnił i opowiedział Dobrą Nowinę o Jezusie. Razem już po­dróżując „przybyli nad jakąś wodę. Oto woda — powiedział dwo­rzanin — cóż przeszkadza abym był ochrzczony. Odpowiedział Fi­lip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. I ochrzcił go” (Dz 8, 36n). Na taki akt wiary może się zdobyć człowiek myślący.

I prawdą jest, że w pierwszych stuleciach udzielano chrztu przede wszystkim dorosłym. Ale nie wyłącznie. Jeśli czytamy w Dziejach Apostolskich, że Apostoł Piotr ochrzcił Korneliusza set­nika i jego rodzinę, to według wszelkiego prawdopodobieństwa także i dzieci, bo „był on pobożny i bojący się Boga wraz z ca­łym swym domem” (Dz 10, 2). Ale prawda, to był wyjątek. Nor­malnie kandydaci do chrztu przechodzili przez formację przygo­towania, tzw. katechumenat, który trwał niekiedy kilka lat. Brali udział w katechezach, uczestniczyli w liturgi słowa (zwanej daw­niej mszą katechumenów), byli wprowadzani we wtajemniczenie prawd chrześcijańskich, aby z całą świadomością mogli odżegnać się szatana i wszystkich spraw jego i wyznać wiarę w Boga Oj­ca i Syna i Ducha Świętego. I dopiero wtedy stawali przed bi­skupem lub kapłanem - przedstawicielem Kościoła, który ich w imię Trójcy Przenajświętszej obmywał wodą chrztu, przyjmu­jąc do społeczności wierzących. Często tego samego dnia przyj­mowali Sakrament Bierzmowania i Ciało Pańskie. Stąd w kata­logu sakramentów pozostała taka kolejność: Chrzest - Bierzmo­wanie - Eucharystia. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wte­dy, gdy środowisko rodzinne żyło już wiarą i mogło zapewnić, że wychowa dzieci pobożnie, nauczy modlić się, przekaże pierwsze prawdy wiary. Chrzest dzieci stał się wtedy praktyką częstszą, potem powszechną.

Aż do naszych czasów był tylko jeden obrzęd, mianowicie dla dorosłych. I tym rytem posługiwano się także w odniesieniu do niemowląt. Szafarz chrztu zwracał się do dziecka, za niego odpo­wiadali chrzestni. Dopiero Sobór Watykański II polecił zrefor­mować obrzędy chrztu dzieci znajdujące się w Rytuale Rzymskim, mianowicie „dostosować obrzędy do rzeczywistej sytuacji niemo­wląt, jaśniej uwydatnić i udział i obowiązki rodziców ... ułożyć obrzęd, który by wskazywał, że dziecko ... zostało przyjęte do Ko­ścioła”. Zacytowałem fragment dekretu Świętej Kongregacji Kul­tu Bożego, który wprowadził nowe obrzędy chrztu dzieci i pole­cił je stosować w Kościele Powszechnym od dnia 8 września 1969 r. Istotna zmiana: dialog toczy się już nie z niemowlęciem, ale z tymi, którzy za ten chrzest i jego dalszy ciąg biorą odpo­wiedzialność - a więc rodzicami dziecka. Oni to przygotowując się do chrztu swego dziecka odnawiają swoje przymierze z Bo­giem, przystępują do Stołu Pańskiego i w ten sposób dają gwa­rancję, że niemowlę wszczepione przez Sakrament Chrztu w Chry­stusa i przyjęte do Jego Świętego Kościoła zacznie żyć od począt­ku i rozwijać się w religijnej atmosferze, naśladując ojca i mat­kę nauczy się modlitwy, otrzyma pierwsze podstawowe informacje religijne, wejdzie w tradycje i zwyczaje ludzi żyjących Bogiem.

Można powiedzieć, że chrzest dziecka to w dużym stopniu pro­blem wiary rodziców, gdyż - powtórzmy to jeszcze raz: najpierw wiara - potem chrzest. Tego porządku zmienić nie można, gdyż każdy sakrament - to Chrystus udzielający siebie człowiekowi, który z wiarą wychodzi na spotkanie. Tej wiary, jak kredytu, udzielają dziecku rodzice. Prawda, są jeszcze chrzestni. I dobrze, że są. Powiększają krąg zapewniających, 'że dziecko wchodzi w społeczność Kościoła. A więc i oni powinni być obiema nogami w Kościele. Wzmacniają świadectwo wiary rodziców, gdy sami rów­nież odnawiają swe przymierze z Bogiem przez Sakrament Po­kuty i Komunię św. Ale przecież wiadomo: ich wpływ wychowa­wczy jest najczęściej drugoplanowy. Pozostają więc rodzice. To oni są pytani na początku obrzędu chrzcielnego: „Prosząc o chrzest dla waszego dziecka przyjmujecie na siebie obowiązek wychowa­nia go w wierze, aby zachowując Boże przykazania, miłowało Bo­ga i bliźniego, jak nas nauczył Jezus Chrystus. Czy jesteście świa­domi tego obowiązku?” Owszem, dla większości rodziców jest to oczywiste i z całym przekonaniem odpowiadają: „Jesteśmy tego świadomi”. Ale zdarza się i tak, że zapytanie ich o wiarę tyl­ko przy chrzcie nie może wystarczyć, gdyż rodzice dziecka by­wają niekiedy nieprzygotowani do obrzędu chrztu lub proszą o ochrzczenie swych dzieci, ale nie wychowują ich później po chrze­ścijańsku. Dlatego Konferencje Biskupów mają wydać jako pomoc dla proboszczów instrukcje duszpasterskie, które by ustanawiały dłuższy okres na przygotowanie rodziców do chrztu dziecka. Dobrze wiedzą o tym duszpasterze, jakie to są problemy, kiedy trzeba przesunąć termin chrztu. Bo przecież żaden rozsądny ksiądz chrztu nie od­mówi. Ale też rozsądek i odpowiedzialność decydują o tym, że trzeba poczekać, aż powstaną takie warunki, kiedy wychowanie w wierze stanie się faktem.

Znam parafię, gdzie dzieci pochodzące z rodzin zupełnie obo­jętnych religijnie, otrzymują chrzest w połowie drugiego roku katechizacji. Same już wtedy wyznają wiarę, często w gronie ko­legów i koleżanek swej grupy, która je radośnie przyjmuje do wspólnoty wiary. Razem pójdą za kilka miesięcy do I Komunii św. Może rzeczywiście tak lepiej, gdyż traktować tej sprawy czy­sto formalnie nie wolno. Jeśli rodzice ich na katechizację nie przy­prowadzą - trzeba czekać jeszcze dłużej. Bo chrzest jest sakra­mentem dla tych, którzy chcą być naprawdę uczniami Chrystu­sa. Z jaką wdzięcznością trzeba nam dzisiaj wspominać naszą ro­dzinę - „mały kościół domowy”, który zadbał dla nas o chrzest we wczesnym dzieciństwie, a potem długo i cierpliwie uczył żyć wiarą. W tej mszy św. serdecznie się pomódlmy za tych wszy­stkich, którym zawdzięczamy tę łaskę, że tu dzisiaj przed ołta­rzem Boga żywego stoimy jako uczestnicy tego świętego miste­rium. Amen.

trzech-kroliPasterzom powiedziano: „Znajdziecie Dziecię, owinięte w pie­luszki, położone w żłobie” (Łk 2, 12). Poszli aż do Betlejem, po­tem wracali z radością, że znaleźli wszystko tak, jak im to było zapowiedziane.

Jakże wymowna prostota wydarzeń, które miały miejsce w Mieście Dawidowym, w dniach pamiętnego spisu ludności, zarzą­dzonego przez cezara Oktawiana Augusta! Małe, bezbronne Niemo­wlę! Nawet ściany domu nie chronią Matki i Jej Dziecka przed tymi, którzy przybiegli, aby złożyć pokłony Grota betlejemska otwarta na cały świat! Gdy wraz z pasterzami patrzymy na małe­go Jezusa, wiara wydaje się nam tak prosta. Wystarczy przyjąć to Niemowlę, złożyć Mu pokłon tak, jak to uczynili pasterze. Wszyscy jesteśmy ogarnięci tajemnicą Jego Narodzenia. Nie ma żadnych ścian ani barier, które od Niego dzielą. To Narodzenie dotyczy każdego człowieka. Chrystus narodził się dla każdego z ludzi. Słyszeliśmy to już tyle razy! Może właśnie dlatego nie umiemy tej prawdy odnieść do siebie. Chrystus narodził się dla każdego z ludzi, a więc narodził się dla mnie! Narodził się dla ciebie! Stajnia betlejemska jest otwarta, abyś mógł zobaczyć Sło­wo, które stało się Ciałem.

Gdy Jan Paweł II po raz pierwszy stanął na polskiej ziemi, to w sercu Warszawy powiedział te pamiętne słowa: „Chrystus w jakiś sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem”. Trzeba więc teraz za Papieżem powtórzyć: Chrystus zjednoczył się ze mną. Bronisz się przed przyjęciem tej prawdy. Mówisz: „Przecież ja jestem tylko słabym człowiekiem”. Popatrz, jak słabym i bez­bronnym jest On. Mówisz: „Moje życie jest pasmem cierpień, jest przepełnione bólem”. Popatrz, jakim bólem jest naznaczone życie Tego, dla którego nie było miejsca w gospodzie. Mówisz: „Moje życie jest tak bardzo szare, nie ma w nim nic godnego czyjejkol­wiek uwagi”. Popatrz, o latach, które przeżył w Nazarecie, nie napisano prawie nic, tak były szare i zwyczajne. Mówisz: „W mo­im życiu jest tyle grzechów, noszę przytłaczający mnie ciężar wła­snych czynów”. Zobacz, że Jego miłość jest większa niż zło przez nas popełnione.

U progu naszej wiary odnajdujemy prawdę, która mówi, że Betlejem jest w nas. Trzeba odbyć z Mędrcami długą wędrówkę, trzeba czasem wiele ksiąg przestudiować, trzeba wielu o drogę py­tać, aby pewnego dnia zobaczyć, że gwiazda tu się zatrzymała, że Chrystus narodził się w nas; że rozwalone są mury wątpliwości, niewierności, że od Jezusa nic nas nie dzieli, że Syn Człowieczy jest pośród nas. Wpatrujemy się więc wraz z pasterzami w grotę betlejemską, aby na co dzień żyć obecnością Jezusa. Teraz, dziś, gdy razem z Mędrcami stajemy przed Maryją i Dzieciątkiem, aby złożyć Mu pokłon, uczymy się, co to znaczy, że nasza wiara speł­nia się w codzienności.

Próbujemy sobie wyobrazić kim był On dla swojej Najświęt­szej Matki w ciągu tych trzydziestu lat przeżytych wspólnie w za­ciszu Nazaretu. Jak ważną osobą, i to ważną w każdej chwili, stał się Ten, którego musiała złożyć w żłobie. Może matki pochy­lone nad kołyską dziecka mogą to zrozumieć. Dziś, w uroczystość Objawienia Pańskiego, trzeba siebie zapytać, kim jest Chrystus dla mnie na co dzień? Czy liczę się z Jego obecnością? Czy jest w mojej codzienności ważną Osobą? Chrystus jest obecny w życiu każdego człowieka. Wiara jest odkryciem tej obecności! Syn Czło­wieczy jest w każdym, kto podejmie trud tworzenia swego czło­wieczeństwa. Nie mówmy już o odmawianiu modlitw, umiejmy każdego dnia w domu naszego serca składać Mu pokłon. Nie mówmy już o ciężarze przykazań, umiejmy każdego dnia w do­mu naszego serca składać mu skarby naszej wierności. Gdy uwie­rzymy, że w stajni naszego życia jest Syn Człowieczy,/ob jawi się On nam jako Syn Boży. Powtórzmy: Sam Bóg objawia się w życiu człowieka! Bóg objawia swą moc w moim życiu! U progu naszej wiary odnajdujemy prawdę, która mówi, że Betlejem jest w nas, a w tym Betlejem narodził się z Maryi Ten, którego my ludzie przyjęliśmy, bo jest Synem Człowieczym, Ten, który się nam ob­jawił jako Syn Boży.

Wokół nas jest tyle niepokoju, ale Ten, który jest źródłem po­koju, pokoju, jakiego świat dać nie może, jest w nas. Wokół nas jest tyle fałszu, ale Ten, który jest Prawdą, zamieszkał wśród nas. Wokół nas jest tyle nienawiści i obojętności, ale w Nim ob­jawiła się Miłość. Wokół nas i w nas również jest tyle zła, ale On jest przebaczeniem -naszych grzechów. Boleśnie nas dotyka śmierć, ale w nas zamieszkał Ten, który jest życiem i zmartwych­wstaniem.

Przyjmujemy Syna Człowieczego, a On nam się objawił jako Syn Boży. Wróćmy jeszcze na chwilę do słów Ojca świętego, wy­powiedzianych na placu Zwycięstwa. „Chrystus - mówił Jan Paweł II - jest kluczem do zrozumienia tej wielkiej i pod­stawowej rzeczywistości, jaką jest człowiek. Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez Chrystusa. A raczej: człowiek nie może sam siebie do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest ani jaka jest jego właściwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostateczne przeznaczenie. Nie może tego wszystkiego zrozumieć bez Chrystusa” (Warszawa, 2 VI 1979). Człowiek przyjmując Syna Człowieczego nie jest już skazany na życie w niepokoju, na dźwiganie ciężaru win, bez nadziei prze­baczenia, na niewolę fałszu i nienawiści, bo przyjął Syna Bożego, który jest Drogą, Prawdą, Życiem.

Dziś, w święto Objawienia Pańskiego, stajemy z pokorą przed tajemnicą Syna Człowieczego i Syna Bożego w jednej Osobie, na­szego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Byli w historii Kościoła tacy, którzy w Chrystusie widzieli tylko Boga, który ukazał się nam w ludzkiej postaci. Jakże ubogie stało się ich życie, zabrakło w nim tej istotnej dla chrześcijaństwa prawdy, że w ludzkiej co­dzienności, że w człowieczej codzienności jest rzeczywiście obecny Ten, który naprawdę dla nas stał się człowiekiem. Byli też w historii Kościoła i tacy, którzy w Chrystusie widzieli jedynie pro­roka potężnego w mowie i czynie. Widzieli szlachetnego czło­wieka, twórcę nowej moralności. I chociaż Chrystus stawał się dla nich wzorem człowieka, to tracili z pola widzenia moc Boga, a w Nim zamieszkała. Cóż mogły dla nich znaczyć słowa Zbawiciela: „Ja jestem drogą, prawdą, życiem” (J 14, 6). Dziś w dniu Objawienia Pańskiego z pokorą wyznajemy, że wśród nas jest ten, którego ciągle na nowo poznajemy - Jezus Chrystus, syn Maryi, w którego Osobie są dwie natury: ludzka i boska - Bóg i Człowiek. Dlatego nie bójmy się odnieść do siebie słów proroka: „Oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija narody, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad to­bą” (Iz 60, 2).

Podziwiamy dziś wiarę Mędrców. Szukali Króla, szukali Zbaw­cy świata, szukali Tego, który był wyczekiwany przez narody. Upadli w pokłonie na progu zwykłego domu, upadli na twarz przed Dzieciątkiem i Jego Matką. Z prostotą złożyli swe dary Sy­nowi Człowieczemu. Bo właśnie tak, w ten sposób odwieczne Słowo Ciałem się stało. Dziś imiona Mędrców, przekazane nam przez tradycję, wypisujemy na drzwiach naszych domów, aby sobie przypomnieć, że to w nas przebywa Bóg, że to tak, w ten .sposób, odwieczne Słowo Ciałem się staje w naszym życiu!

Śmiertelny, grzeszny człowiek, uwikłany w codzienność, czło­wiek podlegający cierpieniu, każdego dnia konający - staje się silny Bogiem, do którego należy zwycięstwo. Człowieka silnego Bogiem można zabić, ale nie można zwyciężyć. Dlatego z wdzięcz­nością wołamy za św. Pawłem: jesteśmy współdziedzicami, współ­uczestnikami Bożych obietnic, w Chrystusie Jezusie (Ef 3, 6). Amen.