Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
czwartek, 06 kwiecień 2017 08:51

Homilia na Wielki Piątek – Miłość - słabość Boga

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

krzyzUkochani Bracia i Siostry! Co możemy dodać do usłyszanych przed chwilą słów? Dziś chyba szczególnie czujemy w głębi serca, że trzeba zamilknąć, bo każde słowo może okazać się wielkim nietaktem. Wszyscy bowiem czujemy się jakoś niezręcznie wobec opisanych wydarzeń. Z jednej strony przebija żal i smutek, a z drugiej strony pojawia się niepo­kojąca myśl, że mamy w tym swój udział, i to nie tylko symbo­liczny, ale bardzo konkretny i bezpośredni.

Wraz z poetą, autorem pasyjnej modlitwy „Gorzkich Żali”, możemy zapytać:

Cóż jest, pytam, co się dzieje? - Wszystko stworzenie tru­chleje.

Słońce, gwiazdy omdlewają - żałobą się pokrywają.

Płaczą rzewnie Aniołowie - A któż żałość ich wypowie.

Opoki się twarde krają - Z grobu umarli powstają”.

Cóż się stało? Dokonało się najdziwniejsze wydarzenie w his­torii świata i w historii ludzkości - człowiek skazał na śmierć Boga, albo mówiąc inaczej - Bóg oddał się pod sąd człowieka, czyli oddał się w jego ręce. Wydaje się to wprost niemożliwe. Jednak fakty są nieodwracalne, przed nami stoi krzyż - dowód odbytego sądu, dowód naszej winy. Nie możemy się wyprzeć, że to nie my.

Jaką winę w Nim znaleźliśmy, za co Go skazaliśmy? Gdy byliśmy głodni, rozmnożył chleb, a kiedy doświadczaliśmy cier­pienia i choroby, przyszedł, aby nas uzdrowić. Kiedy czuliśmy się przerażająco samotni, opuszczeni i smutni, pojawiał się nagle i pocieszając, mówił - „Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14,27). Do Zacheusza, do Magdaleny, do kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, do wielu z nas powiedział: „Twoje grzechy są odpuszczone” (Łk 7,48). Odważył się kochać, kochać miłością bezwarunkową, do końca, do szaleństwa krzyża. Właśnie miłość i zaufanie do człowieka zaprowadziły Go na krzyż.

Jak odpowiedzieliśmy albo jak odpowiadamy dzisiaj na tę niepojętą miłość? - „Ukrzyżuj Go! [...] Chcemy Barabasza!” (por. Łk 23,21.18).

Jak wielu osłupiało na jego widok, tak nieludzko został oszpecony jego wygląd i postać jego była niepodobna do ludzi [...], wzgardzony i odepchnięty przez ludzi [...], wzgardzony tak, iż mie­liśmy go za nic” (Iz 52,14. 53,3). Czyż można dostrzec w skazańcu wiszącym na krzyżu Syna Bożego? Brzmi to niemal jak bluźnierstwo. Przecież Bóg jest kimś potężnym, mającym nieskoń­czoną władzę, nie pozwalającym się do siebie zbliżyć żadnemu człowiekowi. Jest surowym sędzią i prawodawcą. Wszyscy, którzy mają taki obraz Boga, dzisiaj triumfują i stojąc pod krzyżem, mogą szydzić i ubliżać: „innych wybawiał, siebie nie może wy­bawić. Jest królem Izraela: Niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwie­rzymy w Niego” (Mt 27,42). Nachalne prośby tłumu nie zostają spełnione, a więc teraz są już wszyscy przekonani, że ten człowiek był po prostu oszustem i szarlatanem, jakich w historii było wielu.

Dlaczego nie zszedłeś z krzyża, dlaczego nie pokazałeś swojej boskiej potęgi, nie wezwałeś na pomoc zastępów anielskich? Praw­dziwa miłość musi być radykalna, musi być do końca, nie może się cofnąć, nie może istnieć tylko do pewnego momentu. Taka właśnie miłość do końca stanowi cenę naszego zbawienia, bo wolą Ojca było zmiażdżyć Go cierpieniem za grzechy człowieka. Jezus przy­jął na siebie to wszystko, czego może doświadczyć człowiek, wszys­tko - łącznie z cierpieniem. Krzyk opuszczenia: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuści?” (Mk 15,34), uczynił Go solidarnym z każdym ludzkim bólem i cierpieniem. Patrząc na krzyż, z całą pewnością można powiedzieć, że Bóg jest po stronie człowieka, szczególnie człowieka cierpiącego.

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ra­nach jest nasze zdrowie” (Iz 53,4-5). Bóg wziął na siebie wszystkie konsekwencje ludzkiej słabości i grzechu. Tajemnica Wielkiego Piątku to kontemplacja słabości Boga. Boga, który staje się bez­radny wobec człowieka i jego wolności. Wielu to gorszy, a dla wielu jest głupstwem, jak powie św. Paweł. Nam zaś trzeba na wielkopiątkowe wydarzenia spojrzeć z perspektywy zmartwych­wstania. Wtedy ostateczna wymowa Wielkiego Piątku jest następująca: „człowieku, który sądzisz Boga, który każesz Mu się usprawiedliwiać przed Twoim trybunałem, pomyśl o sobie, czy to nie ty jesteś odpowiedzialny za śmierć Tego Skazańca, czy sąd nad Bogiem nie jest ostatecznie sądem nad tobą samym? Czy ten sąd i wyrok - krzyż a potem zmartwychwstanie - nie pozostanie dla ciebie jedyną drogą zbawienia?” (Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin - KUL, 1994, 66.)

Wielkopiątkowa liturgia przewiduje uroczystą adorację krzy­ża. Ma ona dzisiaj wyjątkową wymowę - przenosi nas na miejsce ukrzyżowania, na Golgotę. Mamy okazję stanąć pod krzyżem jakby twarzą w twarz z Chrystusem. Wpatrujmy się w krzyż i spróbujmy zobaczyć w nim znak zwycięstwa, nadziei, miłości i pojednania. Adorować niech zatem znaczy otworzyć swoje serca i przyjąć dar Jego bezinteresownej miłości, dar przebaczenia i zbawienia. Stańmy w postawie ludzi bezradnych, spragnionych po­mocy i zbawienia. Adorując, nie bójmy się wyznawać tego, co nas trapi i nęka, co jest naszym cierpieniem i bólem, a w szczególny sposób co jest naszym grzechem. W Jego ranach jest nasze uzdro­wienie, nasze zbawienie. A kiedy po adoracji krzyża będziemy przyjmować Komunię Świętą - Jego Ciało i Krew - owoce męki, wyznajmy w ciszy serca z pokorą: Panie, jestem tylko słabym i często błądzącym człowiekiem i dlatego pragnę zanurzyć się w Twojej męce i śmierci, przytulić się do Twojego krzyża, by spły­nęła na mnie uzdrawiająca moc Twojej wielkiej zbawczej miłości. Panie, okaż się jeszcze raz słabym i bezradnym z miłości do mnie. Amen.

Czytany 42 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.