Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
wtorek, 04 kwiecień 2017 15:39

Niedziela Palmowa (A) – Dramat Boga

Oceń ten artykuł
(1 głos)

krzyzOto nadchodzi godzina męki Jezusa, która, w przeciwieństwie do Zmartwychwstania, pozostaje wielkim dramatem. To jest - jak powiedział Paweł VI - dramat zbawienia świata. Z jedynym Akto­rem - Chrystusem.

Jak prolog tego dramatu brzmi szeroka uroczysta fraza trzy­nastego rozdziału Ewangelii św. Jana: „Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina, przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Ju­dasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał” (J 13,1-4). Umiłowany uczeń, który przed chwilą pod­niósł głowę z piersi Jezusa, słowami prostymi, ale pełnymi patosu opisuje wymowną scenę: „Potem nalał wody do misy i począł umy­wać nogi uczniom i wycierać prześcieradłem, którym był się prze­pasał” (J 13,5). Jedyna chwila w historii. Czas jakby się zatrzy­mał. Wszystko zostało zawieszone, mogłoby się wydawać, nawet władza Boga: „Ojciec wszystko oddał w Jego ręce” (J 13,3). „Umiło­wanie do końca” trzeba rozumieć: aż do śmierci na krzyżu i poza śmierć. Ten, który wkrótce umrze śmiercią zbrodniarza i niewol­nika, teraz pochyla się do stóp galilejskich prostaków, których uczynił swoimi przyjaciółmi i spełnia funkcję sługi lub niewolnika: umywa im i ociera nogi.

Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy” (Mt 26,31). Tej nocy właśnie. Czyż mogło być inaczej? Tej nocy właśnie i dnia nastę­pnego zachowa się jakby chciał przekreślić wszelkie podstawy swej wcześniejszej wiarygodności. Tyle słabości, tyle poniżenia. Zabrał ze sobą trzech najbliższych, błagał ich o chwilę czuwania, obecności w tej godzinie próby. Przychodził do nich, budził, wresz­cie dał za wygraną. Judasz już wchodził do ogrodu.

Jezus wyszedł w noc. Dramat nocy. Dramat samotności. Dra­mat porzucenia i zdrady. Posnęli bliscy i nie czuwał nikt. Noc milczała i milczał Ojciec nad Człowiekiem porzuconym w grozie zdrady, pojmania i śmierci. A gdy Go pojmano, rozproszyli się wszyscy. I zanim minęła noc, Piotr zaparł się Go po trzykroć: że nie zna Człowieka. Stawiony przed trybunałem Świątyni, a potem również przed Piłatem, obity i ubiczowany, z trzciną w ręce wet­kniętą na pośmiewisko, wyznający, że jest Synem Bożym i królem nadchodzącego świata, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na prawicy mocy Bożej. Na żądanie ludu skazany na śmierć. Idący na miejsce kaźni i widzący grozę Dnia Ostatecznego, upadający z belką krzy­ża i powstający cierpliwie. Obnażony i przybity do krzyża po­między dwoma łotrami, z których jeden zbawiony został późną wiarą swoją i żalem u wrót śmierci. Kuszony przez ludzi, podobnie jak kiedyś przez szatana na pustkowiu. A gdy skonał, ciemności uczyniły się ciemniejsze niż owej nocy, gdy Go zdradzono. I setnik rzymski, który postawiony był dla pilnowania, aby Syn Boży umarł dokładnie i na pewno, wyznał wiarę w Niego: „Prawdziwie Ten był Synem Bożym” (Mt 27,54). Tak naprawdę uwierzyło tylko tych dwóch: zbrodniarz i poganin.

A stało się to wszystko poprzez człowieka. Powołano go jak innych, jak jego współtowarzyszy, ludzi prostych. Może nie ro­zumiał do końca drogi, którą go prowadzono, ale czy na pewno wszyscy pozostali rozumieli więcej? Dlaczego więc właśnie przez Judasza przyszła zdrada? Czy po to rodziła go matka, aby powie­dziano o nim: „Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”? (Mt 26,24). Przyszedł doń żal, gdy rzucił srebrniki na po­sadzkę w świątyni. Żal zbyt słaby, by przeprowadzić go do zba­wienia? A może tak mocny, że poza nim pozostaje tylko rozpacz i sznur wisielca? Uciekli od Jezusa wszyscy uczniowie, zaparł się Go po trzykroć Piotr - i pozostał opoką Kościoła. W Ogrodzie Oliwnym powiedziano do Judasza „przyjacielu”. Dlaczego? Cóż było w tamtym słowie? Gorycz zdradzonego? A może właśnie to: „umiłował ich aż do końca”!... Są ludzie, którzy pozostają ślepi nawet na to. Może to jest właśnie istota tego, co Pismo Święte nazywa grzechem przeciw Duchowi Świętemu? Może tu właśnie tkwi owa tajemna granica dzieląca żal Piotra od żalu Judasza?

Jego imię stało się symbolem zdrady i poprzez wieki z jego imieniem iść będzie groza nawet tych, którzy tylko otarli się o zdradę. Nikomu nie będzie patronem, kto jest jednakże szczery odkryje w sobie samym cień Judaszowy. Może tylko da się powie­dzieć o nim: ten człowiek jest ogniskiem mroku. Jest w nim tajem­nica odejścia. A także żalu, który niczego już zmienić nie może, bo przychodzi za późno.

Mrok Judaszowy, mrok zdrady wołał ustami tłumu o wolność dla zabójcy i śmierć dla Niewinnego, i podał na ubiczowanie Syna Człowieczego, uplótłszy dlań szyderczą koronę z cierni. Mrok zdrady jest w ludzkich naigrawaniach i uderzeniach, nienawiści i głupocie. I wołali: „Krew Jego na nas i na dzieci nasze” (Mt 27,25). I ten sam mrok jest w kuszeniu Syna Bożego: „niechże teraz zstą­pi z krzyża, a uwierzymy w Niego” (Mt 27,42). Nie zstąpił. Właśnie po to, by w Niego uwierzono. I by tych, którzy uwierzą, przepro­wadzić do Ojca.

My także jesteśmy wzięci z ziemi. I chociaż włóczy się po ką­tach świata pokraczny cień Judaszowy i pustka, chociaż i dziś pod krzyżem pełno dowcipnisiów z głupawym uśmiechem na twarzach - to także i nam ofiarowano tajemne przemienienie.

Może to będzie dopiero wtedy, gdy przyjdzie taki czas, kiedy naprawdę wchodzi się w noc. Usną bliscy i nie będzie czuwał nikt - i noc człowiecza będzie milczała. Zupełnie, jakby nikt nigdy nie powiedział: „Ojcze” (Mt 26,39). Może to będzie czas obnażenia, i czas przybitych rąk: kiedy już nic nie będzie do ukrycia i żadnego gestu już zrobić nie będzie można. Nie uciekniesz: On i tak będzie z tobą. Choćbyś się nie modlił. Choćbyś nie wydukał ani jednego z pięknych, wyuczonych słów. A poza wszystkimi możliwymi sło­wami chodzi właśnie o tę rzeczywistość: że od tamtych jerozo­limskich dni uciekać już nie trzeba.

...miejcie odwagę, Jam zwyciężył świat” (J 16,33). „Rozra­duje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (J 16,22).

Czytany 10 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.