Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 29 marzec 2017 08:52

5. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Śmierć i życie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

wskrzeszenie-lazarzaŚw. Jan, który opowiedział nam o pierwszym cudzie Pana Jezusa w Kanie Galilejskiej, pozwala przeżyć dziś ostatni znak Chrystusowej mocy: wskrzeszenie Łazarza. Podobnie jak wtedy, gdy przemienił wodę w wino „uwierzyli weń jego uczniowie” (J 2, 11) – tak i teraz „na widok tego, czego dokonał Jezus, wielu uwierzyło w niego” (J 11, 45). Bo był to wstrząsający dowód dla naocznych świadków, jak na słowa Jezusa, człowiek nieistniejący już dla świata – martwy, staje w otworze grobu – żywy. Jeszcze raz udowodnił Zbawiciel, że stan śmierci jest dla niego jakby snem. Tak było w domu Jaira: „Nie umarła dziewczynka ale śpi” (Mt 9, 24). I teraz też oznajmił uczniom: „Nasz przyjaciel Łazarz zasnął, lecz oto idę, żeby go obudzić” (J 11, 11).

Człowiek jest wobec śmierci bezsilny. Nic dziwnego, że obecni przy grobie Łazarza uznali to, co się stało, za interwencję Bożą. Ale jest i inna reakcja. Jeszcze tego samego dnia zapadła decyzja, żeby go zgładzić (J 11, 53), bo wszyscy w końcu w Niego uwierzą (J 11, 48). Niedługo potem, kiedy Łazarz został przywrócony życiu, będzie Pan Jezus mówił o swoim pogrzebie. Ten, który okazał się Panem życia, wychodzi naprzeciw swej własnej śmierci. Jest ona nieunikniona. Taki jest rytm przyrody: zasiew, kiełkowanie, wzrost, dojrzewanie. Przychodzą żniwa i smutno wyglądają ścierniska. Na krótko. Niebawem nowa orka i nowy siew.

Człowiek jest wpisany w ten cykl przemijania. Nie myśli o tym w latach młodości – jest niemal wtedy pewny, że to go nie dotyczy. Ale gdy lat przybywa, włos siwieje i zmarszczki żłobią twarz, ta pewność jest coraz mniejsza. Aż przychodzi moment, kiedy wiemy na pewno, że nikogo z nas śmierć nie ominie. Przyjdzie dzień ostatni, koniec naszego osobistego świata.

Tyle razy byliśmy na pogrzebie. Smutny to obrzęd, bolesny dla kochających, bardzo trudny, gdy śmierć przyszła nagle, jak złodziej. Kościół każe nam modlić się, aby nas Bóg od nagłej śmierci zachował. A Pan Jezus wzywa nas do czujności, byśmy byli przygotowani, jak słudzy oczekujący swego Pana, aby mu natychmiast otworzyć, gdy zakołacze we dnie, czy w nocy. „Błogosławieni, których Pan zastanie czuwających, gdy przyjdzie” (Łk 12, 37). Otwarte groby, które zobaczył Ezechiel, Łazarz opuszczający swój grobowiec – oto zapowiedź, że ci wszyscy, których ogarnia moc zbawcza Chrystusa, wejdą w śmierć jak w sen- Co więcej, nie będzie ona dla nich kresem, lecz początkiem nowego życia w Bogu.

Otwarte groby zwiastują nam życie. Paradoks? Tak, ale czy nie jest paradoksem wiary, gdy nad grobem człowieka, który żył i zasnął w Panu, brzmią otuchą słowa Chrystusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11, 25–27). Nigdy nie umrze ... Czy wierzysz w to? To pytanie skierował Pan Jezus do Marty. Jej odpowiedź jest aktem wiary: „Wierzę, żeś Ty jest Mesjaszem” (J 11, 27), ale to nie jest odpowiedź dokładna. To pytanie kieruje Pan Jezus do każdego z nas. I czeka na odpowiedź nie wymijającą, dokładną. Bo W tej odpowiedzi weryfikuje się jakość naszej wiary.

Spotykamy dziś wielu ludzi, którzy wyrośli w środowiskach katolickich, rodzina wprowadziła ich bezkonfliktowo w świat wierzących. Od strony formalno-prawnej są w porządku. Zostali ochrzczeni, przygotowani do Sakramentu Pokuty i I Komunii Św., bierzmowani. Chodzili na katechizację. Zawarli śluby kościelne.

Nigdy nie wyrzekli się swej wiary, najczęściej nikt ich też o to nie pytał. Z roku na rok kontakt z Bogiem jest coraz słabszy. Msza święta wtedy, gdy czas pozwala – zresztą teraz można przez radio wysłuchać – modlitwa osobista sprowadzona do znaku krzyża, pacierzowe teksty zapomniane. Postępowanie moralne: bez zarzutu. Nie mają się z czego spowiadać. A jeśli są nieuczciwości, małżeństwo się rozsypuje, no cóż: takie jest życie, to nie moja wina, żyje się w takich układach ... Czują się tu na ziemi zameldowani na stałe – jakoś żyć trzeba. Są, co prawda, jakieś przykazania Boże, jakieś wymagania Kościoła, ale to wszystko obok. Dla mnie wystarczy, że jestem wierzący. Jedna z gazet krakowskich z połowy marca 1981r. (Dz. Pol. Nr 53, 1981) pisze: W jednym z wielkich zakładów produkcyjnych przyszła do dyrektora delegacja stwierdzając, że wolą olbrzymiej większości załogi jest postawienie na terenie zakładu dużych rozmiarów krzyża, który byłby wyrazem jej uczuć religijnych. Dyrektor propozycję przyjął, ale wygłosił przy tym następujące przemówienie: oczywiście, jeśli taka jest wola większości załogi, nie wyrażam sprzeciwu, ale uważam, że jest to w życiu naszej fabryki wydarzenie tak doniosłe, iż nie można go zbyć byle czym i byle jak. Podniesienie krzyża powinno się odbyć uroczyście, mam nadzieję, że biskup naszej diecezji zgodzi się na tę uroczystość przyjechać i krzyż poświęcić. A przy tej okazji cała wierząca i praktykująca część załogi uklęknie wokół krzyża i w obecności biskupa złoży przysięgę, że już nigdy nie będzie w czasie pracy pić alkoholu, nie będzie przywłaszczać sobie i wynosić z fabryki żadnych materiałów ani narzędzi, nie będzie w czasie pracy i z fabrycznych materiałów robić żadnych fuch, ale przeciwnie – będzie zawsze i wszędzie pracować, jak Pan Bóg przykazał”. Podobno na tym rzecz cała się zakończyła i o wzniesieniu krzyża nikt już więcej nie wspomniał. Fakt, czy anegdota? Mniejsza o to, ważne, że ogromnie pouczająca.

Bracia i siostry! Wielki Post jest czasem przygotowania do osobistego przeżycia zmartwychwstania Chrystusa. Teraz jest czas do powstania z grzechów, tzn. czas konfrontacji tego, co wyznajemy z tym, jak postępujemy. Teraz jest czas sposobny i nie wolno tej szansy marnować, gdy łaska i miłosierdzie Boże jest tak blisko. Teraz jest czas dobry, aby pomyśleć o tym spotkaniu, które przyjdzie, gdy staniemy przed Bogiem twarzą w twarz. Mamy uwrażliwić naszą czujność, aby ten moment nie zaskoczył nas jak złodziej: „Błogosławieni, których Pan zastanie czuwających...” (Łk 12, 37). Oby nie spotkało nas stwierdzenie zza drzwi zamkniętych: „Nie znam was” (Mt 25, 12). Albo jeszcze mocniej: „Idźcie ode mnie precz, przeklęci ...” (Mt 25, 41). Mamy być czujni ...

Jeśli jest w tej chwili choćby jeden z was, drogi bracie i siostro, który twierdzi, nie potrzebuje nawrócenia i nie musi Pana Boga przepraszać, nie ma grzechu, to radzę ci, abyś się jeszcze zastanowił. Amen.

Czytany 121 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.