Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 22 marzec 2017 09:24

4. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Świadkowie światła

Oceń ten artykuł
(1 głos)

wzrok-wiaryLiturgia słowa z niedziel Wielkiego Postu, mówiąc do nas ję­zykiem symboli i znaków związanych z tajemnicą chrztu, przypo­mina podstawowe prawdy o Bogu, aby odnowić w nas ducha wiary, nadziei i miłości, oraz by nam przypomnieć, skąd czerpie swe życiodajne moce nasza chrześcijańska egzystencja.

Symbol światła, łączący dziś treść Ewangelii z treścią jednej z prefacji wielkopostnych, stawia przed wzrokiem naszej duszy postać Chrystusa Pana, Zbawiciela człowieka – „Światło życia” i „Światło świata”: „W tajemnicy swojego wcielenia, On stał się przewodnikiem człowieka, który chodził w ciemnościach, by go doprowadzić do potężnego światła wiary. W sakramencie odrodze­nia wyzwolił niewolników od pradawnego grzechu, aby ich do­prowadzić do wolności dzieci Bożych”.

Św. Jan Ewangelista, któremu jest tak droga tematyka świa­tła, przedstawia Chrystusa jako samo źródło światła i oświecenia duchowego. Opisując wydarzenie cudownego przywrócenia przez Chrystusa wzroku niewidomemu, chce nam powiedzieć, że tym niewidomym był każdy z nas. Także my pewnego dnia znaleźli­śmy się u źródła chrzcielnego, zostaliśmy obmyci z grzechu i zo­stał nam wzrok już nie oczu, ale duszy – przywrócony.

Człowiek, przychodzący na świat, przynosi z sobą dziedzictwo grzechu: skłonność do egoizmu, lęku, kłamstwa, zła. Zapatrzony w ziemię, żyje w zamkniętym horyzoncie tego świata: świata, któ­ry nie może gwarantować mu szczęścia. Pogrążony w niepewności, a może w rozpaczy, szuka jakiegoś oświecenia – iluminacji, jak to przedstawia znany film K. Zanussiego; tęskni za światłem, które pochodzi z wysoka, a które jest pełną prawdą o nim samym.

Człowiek doświadcza również, że poprzez całe lata pozostają w nim ciągle nie otwarte jeszcze obszary życia duchowego, cze­kające wciąż na swoją godzinę przebudzenia; mogą one być wy­zwolone mocą samego Boga, jego łaską: życie wiary dojrzałej, miłości ofiarnej, nadziei twórczej. Odczuwamy te wartości jakąś niewypowiedzianą tęsknotą naszego bytu – pragnieniem, głodem. Człowiek jest i pozostanie istotą, w której głoduje także duch i serce; jest istotą, którą trapi głód sensu, prawdy, miłości, wolności, wieczności. Bez tych prawdziwie ludzkich, i jakże prawdzi­wie boskich darów, człowiek nie może żyć pełnią swojego czło­wieczeństwa.

Właśnie dzisiaj – choć brzmi to paradoksalnie – istnieje w świecie ogromna tęsknota za boskim darem wiary. Świat pla­nowania, kalkulacji, badań i eksperymentów nie wystarcza czło­wiekowi. Jeśli literatura jest wskaźnikiem świadomości społecznej, to daje ona niepokojącą diagnozę współczesnej sytuacji człowieka. Okrutne, przechodzące w obłęd wizje F. Dostojewskiego, wizje świata bez Boga, zaczynają się dziś weryfikować w nieoczekiwany sposób w literaturze współczesnej, w sposobie, w jaki przedstawia ona człowieka.

A jak wiele nam mówi księga życia społeczeństw, zapisana hi­storią ludzkich, pojedynczych i zbiorowych dramatów, za który­mi – jeżeli zabraknie Boga – kryje się bezsens życia, zwłaszcza życia naznaczonego cierpieniem i krzywdą.

Pytanie o pełną prawdę jest więc odwiecznym pytaniem czło­wieka. Stąd światło jest jednym z elementarnych prasymboli ludz­kości. Tylko tam, gdzie jest światło i gdzie jawią się rzeczy w sposób wyraźny, tam człowiek może odnaleźć swoje miejsce, może czuć się bezpiecznie. Dlatego światło jest symbolem zba­wienia, tak jak ciemność symbolem zła i grzechu. Gdzie jednak mamy szukać niezawodnego światła wśród rozlicznych błędnych ogników?

Stary Testament objawia nam Boga Jahwe jako Światło. Jego prawo jest lampą dla stóp i światłem na ścieżce życia. To prze­słanie podejmuje Nowy Testament. Chrystus Pan zostaje dany przez Ojca ludzkości jako Światło świata i Światło życia: jako Prawda, Droga i Życie. Duch Jezusa, Duch prawdy jest również Duchem wiary, mądrości i objawienia, który oświeca nasze serca, abyśmy mogli poznać nasze powołanie i nasze dziedzictwo. Według słów wypowiedzianych do Nikodema – Bóg daje światu swego Syna, aby wyzwolić człowieka od zła i grzechu, który niesie w sobie perspektywę cierpienia. Chrystus ma dokonać owego wyzwolenia przez swoje własne cierpienie. W tym wyraża się nieskończona miłość Boga, który w tym celu daje swego Syna. Jest to miłość do człowieka, miłość do świata cierpiącego, miłość zbawcza. „Mi­łość więc – pisze Jan Paweł II – jest najpewniejszym źródłem odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Odpowiedzi tej udzielił człowiekowi Bóg w Krzyżu Jezusa Chrystusa” (Salivifici Doloris 13).

Niewidomy młodzieniec z dzisiejszej Ewangelii odnalazł powtórnie Chrystusa i wyznał swoją wiarę: „Wierzę, Panie” (J 9, 38). Te słowa wystarczają za wszystkie oświadczenia uzdrowione­go. Zaiste, Chrystus jest w stanie wyzwolić człowieka z nie­szczęścia.

Podobnie wydarzyło się w zaraniu naszego życia wiary – w Sakramencie Chrztu. Wówczas Boże życie zostało wlane do na­szej duszy. Wówczas coś z Bożej natury zostało przeszczepione do duszy i w wyniku tego staliśmy się dziećmi Bożymi. Otrzy­maliśmy tchnienie od Boga, Chrystus zamieszkał w sercu naszym przez Ducha Świętego. Bóg związał nas ze sobą na całą wiecz­ność. Otrzymaliśmy przedziwne światło, którym jest nasza wiara.

Ale rodzi się pytanie: co z ewangelicznego wydarzenia dotyczy naszej wiary dziś? Św. Paweł jakby uprzedzał naszą odpowiedź: „Bracia, niegdyś byliście ciemnością, teraz jesteście światłością w Panu!” (Ef 5, 8). Czy rzeczywiście jesteśmy wszyscy w pełni światłością? Dlaczego więc ten okrzyk końcowy, jakby pośród nocy, skierowany do nas przez Pawła?: „Zbudź się ty, który śpisz, powstań ze snu, a zajaśnieje ci Chrystus!” (Ef 5, 14).

Prawda wydaje się być ta, że my po części jesteśmy w świetle i po części jeszcze w cieniu. Otrzymaliśmy cnotę wiary, ale jako zaczyn, który ma wzrastać: jako możliwość, która ma się spełniać. Faktycznie żyjemy jakoby na granicy przedziału światła i cienia; dokądkolwiek się poruszamy zabieramy ze sobą ową linię zetknię­cia. Tą sferą cieni jest w nas jeszcze nie zewangelizowana część naszego człowieczeństwa, jeszcze nie otwarta w całości na Chry­stusa. Są to mroczne odruchy naszego ja, które Paweł nazwał „bezowocnymi czynami ciemności” (Ef 5, 11). Piętnuje on to, co dzieje się w tej sferze cieni: cudzołóstwo, nieczystość, bałwochwal­stwo, nienawiść, spory, gniewy, zazdrość, pijaństwo (Ga 5, 19–21). Światło i cienie odnoszą się do konkretnych wyborów naszych, dokonywanych z dnia na dzień.

Wiara więc poszerza sferę światła i daje człowiekowi jasną wi­zję życia. Czy dziwną jest przeto rzeczą, że człowiek, także dzi­siaj, w wierze szuka sensu życia i rozwiązań problemów moral­nych, jeżeli „świat” dać tego nie może? A nawet coś więcej, czło­wiek wiary chce wyjść poza sferę czysto prywatną i całe życie spo­łeczne rozświetlić światłem Chrystusowej prawdy. Może niekiedy chciałoby się życie wiary zamknąć w murach kościoła, w przysłowiowej zakrystii, zepchnąć w sferę myśli i uczuć. Chciałoby się widzieć wierzącego jako rozdwojonego: człowieka i obywatela z je­dnej strony i ostatecznie wierzącego prywatnie – z drugiej. Albo czy też sami wierzący nie ulegają czasami innemu rozdwojeniu, redukując wiarę do roli szaty świątecznej, którą przywdziewa się w niedzielę, idąc do kościoła?

Czy taka wiara nie jest zapaloną latarnią, schowaną pod przy­kryciem, zamiast z wysokości świecznika rozświetlać środowisko życia ludzkiego? A przecież chrześcijanin ma być świadkiem Światła. A właściwie kim jesteśmy? Młoda niewidoma Żydówka czyni chrześcijaninowi wyrzut: „Wy, któ­rzy widzicie, coście uczynili ze światłem?” (P. Claudel, Le pere humilie) Właśnie, my uczniowie Chrystusa, jaki użytek czynimy ze światła, które otrzymaliśmy na chrzcie?

Świat jest w mroku, ale przecież już jedna świeca wystarcza, by rozjaśnić najgorsze ciemności. Czyż Bóg nam nie dał na chrzcie świecy i ognia? Odważmy się zapalić świecę naszej cierpliwości, nadziei, miłości i ofiary; naszej pokuty. Zamiast rozpaczać w cie­mności nocy, która nas otacza, rozpalmy to światło, które otrzy­maliśmy z rąk Bożych – światło Chrystusa – mocniejszym przy­lgnięciem do Niego.

Z pewnością niełatwo unieść krzyż cierpienia, ale chrześcija­nin nie jest nigdy sam. Niektórzy chcą dziś uciec przed cierpie­niem, uciekając w złudny świat alkoholu, narkotyków, zmysłów – przez to rzeczywiście niszcząc siebie. Tylko przez „przecierpienie”, jak mówi poeta, i uwolnienie się od tyranii egoizmu odnaj­duje człowiek siebie samego, swoją prawdę, radość i szczęście. Człowiek będzie tym szczęśliwszy, im bardziej będzie gotów wziąć na siebie ciężar istnienia, które stało się krzyżem. Pragnie­nie ucieczki, łudzenie się, że i bez cierpienia, bez wyrzeczenia, bez trudu przezwyciężania siebie i dochowania wierności, że bez tego wszystkiego można stać się człowiekiem – oto istotna przy­czyna kryzysu duchowego naszych dni. A wszystko jest pochod­ną tego, że człowiekowi brakuje światła płynącego z Ewange­lii i mocy płynącej z krzyża Chrystusowego. Człowiek zbawia się nie inaczej, jak tylko przez krzyż: ten Chrystusowy i ten wła­sny.

Bóg daje łaskę przejrzenia także tym, którzy już nie mają nadziei. Do niewidomego z Ewangelii Chrystus podszedł pierwszy, gdy ów nie wiedział, kto go może uleczyć. Nie ma więc sytuacji beznadziejnych w moim życiu, nawet gdyby ono było najbardziej kalekie.

Siostry i bracia! Teraz, kiedy otwierając się na Boże słowo, staniesz u stóp krzyża, zwłaszcza w sakramencie pojednania, Duch Święty da ci świadomość, że jesteś grzeszny. Wiarę twą skieruje do Chrystusa, który umarł zamiast ciebie. Musisz otwo­rzyć Jezusowi swe serce i przyjąć Go. W talkim momencie Duch Święty dokona cudu nowego przebudzenia. Zostaniesz zaproszo­ny do stołu z Nim. On wie, że nie tylko światła potrzebujesz, aby widzieć, lecz także Bożego pokarmu, by nie ustać w drodze.

Czytany 121 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.