Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 08 marzec 2017 19:56

2. Niedziela Wielkiego Postu (A) – Góra Przemienienia i Kalwarii

Oceń ten artykuł
(1 głos)

przemienienie_panskieBracia i Siostry!

Znamienny jest kontekst, w którym Ewangelia opisuje Przemienienie Pańskie. Bezpośrednio przedtem Jezus zapowiedział uczniom swoją mękę. Poucza, że „jeśli kto chce iść za mną niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje” (Mt 16,21-27).

Natomiast bezpośrednio po zejściu z Góry Przemienienia Jezus uzdrawia epileptyka i po raz drugi zapowiada swoją mękę. Dwie zapowiedzi męki stanowią jakby dwie klamry, które spinają wydarzenie na Górze Przemienienia. Jasno stąd wynika, że przemienienie Jezusa można zrozumieć tylko w świetle Jego męki.

Postawmy sobie proste pytanie. Dlaczego Pan Jezus zamierzając wejść na Górę Przemienienia wzywa nas do wzięcia krzyża i pójścia za Nim na Górę Kalwarii? Odpowiedź narzuca się sama. Bo Góra Przemienienia i Góra Kalwaria – biorąc rzecz duchowo, jest to ta sama góra jedności człowieka z Bogiem, tyle tylko że góra ta ma dwa wymiary. W swoim aspekcie trudnym i bolesnym ale na szczęście krótkim i przemijającym jest ona Górą Kalwarii. Natomiast w swoim aspekcie ostatecznym i wiekuistym jest to Góra Przemienienia; góra przepełniona światłem Bożej obecności i szczęściem przyjaźni z samym Bogiem.

Jezus nie musiał wchodzić ani na Górę Przemienienia ani na Górę Kalwarii. Góra Bożej Światłości jest jego miejscem naturalnym. Co więcej, On sam jest światłością prawdziwą i Stwórcą wszelkiej światłości – bo On jest Jednorodzonym Synem Bożym, który cały swoją boską osobą jest zjednoczony z Przedwiecznym Ojcem. To przecież o Nim powiada Pismo Święte, że nie skorzystał ze sposobności, aby być na równi z Bogiem, ale się uniżył przyjmując ludzką naturę i stając się jednym z nas. Stawszy się człowiekiem Jezus nie przestał być Bogiem; nadal pozostał cały w swoim Ojcu i nie potrzebne Mu było wchodzenie na Górę Przemienienia ani na Górę Kalwarię. Zrobił to dla nas!

To dla nas wziął krzyż na swoje ramiona. W straszliwym trudzie i męce wyniósł go na miejsce ukrzyżowania i przecierpiał całą torturę tej okropnej męki. Ewangelia dzisiejsza stanowi zaproszenie, żeby na krzyż Jezusa spojrzeć w światłach Góry Przemienienia.

To, że Jezus przeszedł na Kalwarii przez straszliwe cierpienie to tylko jedna strona prawdy o krzyżu. Trzeba nam jeszcze wciąż na nowo zauważać to boskie światło, jakie przenikało całą Jego mękę. Przecież Jezus przeszedł przez swoją mękę w pełnym zawierzeniu swemu Przedwiecznemu Ojcu. I to właśnie dlatego nawet tortury ukrzyżowania nie mogły Go doprowadzić do tego, żeby przestał kochać nas, których wybrał sobie na swoich braci i siostry! Nawet przekraczająca wszelką wyobraźnię udręka męki nie zagasza w Nim troski o nasze dobro. My zrozumielibyśmy jeszcze, że nawet w tamtych okolicznościach Jezus pomyślał o zabezpieczeniu swojej Matki dla nas, którą powierzył Janowi. Ale On potrafił z troską pomyśleć nawet o tych nieszczęśnikach, którzy Go zabijali, że oni przecież nie wiedzą co czynią. Aż trudno w to uwierzyć. Ale nawet w momencie, kiedy był zabijany – Jezus potrafił się modlić za morderców (za własnych morderców) – tak potężna w Nim była miłość.

To samo trzeba powiedzieć o Jego bezwarunkowym zawierzeniu się Ojcu. Przecież On nie zwątpił w swego Przedwiecznego Ojca nawet wówczas, kiedy ogarnęło go potworne poczucie – jak gdyby On Go opuścił. Był na samym dnie. Przeżywał straszliwe poczucie nieobecności Ojca. Ale przecież z tego dna potrafił zawołać; „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego”. Tak całkowite i bezwarunkowe było Jego zawierzenie się Ojcu. Jego miłość do Ojca i do nas, dla których przyszedł na naszą ziemię – okazała się większa niż cała potworność męki. I tak przede wszystkim trzeba nam patrzeć na krzyż Jezusa.

Było to wielkie niepojęte zwycięstwo miłości! Ukrzyżowany Jezus jest najlepszym świadkiem, że nawet niekorzystne warunki nie zniszczą w nas miłości, jeśli tylko ze wszystkich sił będziemy się trzymali Boga. Zatem również wezwanie Jezusa, abyśmy naśladowali Go w niesieniu krzyża, spróbujemy zobaczyć w świetle Góry Przemienienia.

Krzyżem my często nazywamy jakieś swoje cierpienia, czy znoszenie krzywdy. Spróbujemy to nasze spojrzenie pogłębić, bo cierpiętnicze rozumienie krzyża jest ujęciem uproszczonym. Nieść krzyż razem z Jezusem tzn. zachować w swoim sercu ufność do Boga i miłość do ludzi – nawet wtedy, kiedy przychodzi na nas choroba, nieszczęście lub jakaś krzywda.

Nieść krzyż razem z Jezusem to z pomocą łaski Bożej odebrać temu złu jakie na nas przyszło zdolność do zniszczenia nas. Wykorzystać to zło jako szansę ku dobremu, tzn. nieść krzyż z wiarą, że to wszystko może zostać przepromienione światłem z góry Przemienienia ufnością do Boga i życzliwością wobec ludzi. Koniecznie to sobie zapamiętajmy, że nie każde cierpienie jest krzyżem niesionym razem z Jezusem. Krzyżem jest takie cierpienie, które staramy się wypełnić nadzieją płynącą od Boga! Takie cierpienie przez które oczyszcza się i umacnia nasze zawierzenie Bogu i nasze pozytywne otwarcie się na bliźnich!

Ostatecznym wymiarem prawdziwego krzyża, niesionego razem z Jezusem jest radość, że na tym Bożym świecie nawet doznawane zło ostatecznie wyjdzie nam na dobre – jeśli się tylko Pana Boga trzymamy. Jak to mądrze napisał apostoł Paweł; „Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra” (por. 2Tm 1,8b-10).

Niesienie krzyża jest to wierność dobru, wierność prawu, miłości, wierność Bożym Przykazaniom – nawet w przeciwnościach. Właśnie tędy, przez wierność Bożym Przykazaniom (nawet w przeciwnościach) prowadzi do Boga na Górę Przemienienia. Właśnie na tej drodze życie nasze nabierze największego sensu – bo sensu na życie wieczne. Kto idzie tą drogą ogarnia go pokój i radość – i to taka radość, która ma w sobie coś ponadziemskiego – bo przecież to zapowiada szczęście wieczne, obiecane tym, którzy idą za Jezusem.

Bracia i Siostry!

To niestety nie jest tak, że my wszyscy wzięliśmy swój krzyż i wchodziliśmy na Górę Przemienienia. Niestety tak nie jest. W każdym z nas jest kawałek człowieka nienawróconego, który nie chce porzucić swego egocentryzmu, który chętnie się zajmuje potępianiem innych – byleby nie zauważać swoich własnych grzechów; który gotów jest paktować ze złem i korygować Boże Przykazania.

Otóż po to jest Wielki Post, żebyśmy wszystkie te postawy fałszywe w sobie zauważyli i próbowali z nimi zerwać. Zbyt wielka jest nasza ludzka godność, żebyśmy się mieli pogodzić z różnymi naszymi powikłaniami bałwochwalczymi.

W czytaniu pierwszym przypomniano nam Abrahama – Ojca wszystkich wierzących. Abraham zawierzył całe życie i ruszył w drogę wskazaną mu przez Boga. Was Bóg wzywa na Górę Przemienienia.

Nie lękajmy się zawierzyć Bogu, że Jego przykazania są słuszne, że są możliwe do zachowania.

Uwierzmy Bogu, że prawo miłości nie jest idealną mrzonką - że jest realnym drogowskazem naszego życia.

Uwierzmy Bracia i Siostry, że to właśnie dzięki takim, którzy prawo miłości biorą na serio – nasz świat się jeszcze nie rozpadł.

Uwierzmy, że jeśli będziemy rzetelnie naśladować Chrystusa Pana, najwięcej przyczynimy się do tego, że nasz świat – choć trochę będzie zmieniał się na lepsze – a my sami napełnimy się pokojem, ufnością i radością.

I aby tak się stało!. Amen!

Zapisz

Czytany 42 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.