Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
środa, 01 marzec 2017 08:23

1. Niedziela Wielkie­go Postu (A) – Dwa kuszenia

Oceń ten artykuł
(1 głos)

droga do-nawroceniaUkochani Bracia i Siostry. Otworzyliśmy Wielki Post – od dawna zakorzeniony w tradycji chrześcijańskiej – czytaniami, które dotknęły najistotniejszych spraw człowieka. Ewangelia i Księga Rodzaju przedstawiły nam dwa kuszenia: kuszenie Chrystusa i kuszenie człowieka. Na tym tle kuszenia Chrystusa, naszego Pana i kuszenia pierwszego człowieka wciąż możemy odczyty­wać to, co się dokonuje w naszym życiu. Kto z nas żyje na tym świecie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, wie, że wciąż jest kuszony. Można po­wiedzieć też inaczej: że wciąż stoi wobec wyboru, że wciąż musi decy­dować. A nie jest łatwo decydować wtedy, kiedy różnica między do­brem i złem nie jest wyraźna. Są sytuacje jasne i są sytuacje niejasne. Granica między dobrem a złem przebiega czasem bardzo krzywo.

Mając przed oczyma nasze własne życie wiemy, że momenty kusze­nia, wyboru i decyzji grawitują dokoła trzech pożądliwości wymienia­nych przez św. Jana Ewangelistę (por. 1 J 2, 16): pożądliwości oczu, pożądliwości ciała i pychy. Mając to przed oczyma popatrzmy przez chwilę na obraz kuszenia Chrystusa. Szatan uderza właśnie w Chrystu­sa jako człowieka – choć wie o tym, że jest On Bogiem. Uderza w te trzy pożądliwości, w te trzy zarzewia, które zna z ataków na człowieka. Nadto uderza w Niego w momencie Jego zasadniczej decyzji życiowej. On decyzję podjął dawno, ale po ludzku, jako człowiek podejmował ją w okresie czterdziestodniowego postu, kiedy przygotowywał się bezpo­średnio do swojej apostolskiej działalności, w której przez nauczanie i czynienie cudów miał ludzi uczulić na największy cud i zrozumienie największej prawdy, prawdy wielkanocnej: że trzeba przez śmierć dojść do życia. Miejmy ten kontekst przed oczyma, a za chwilę zrozumiemy to wyraźniej.

Otóż kusi Go – powiadam – w potrójny sposób. Każda z tych pokus jest bardzo charakterystyczna i każdą można długo analizować, w od­niesieniu do naszego życia. „Powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem” (Mt 4, 3) – proszę sobie na ten temat przeczytać passus z Dostojewskiego Braci Karamazow: Wielki Inkwizytor stawia Chrystusa po kilku wiekach przed sądem i mówi: Trzeba było kamienie w chleb przemienić. Rozwiązałbyś wszystkie problemy społeczne. Ludzie byliby nakar­mieni, nie byłoby walki klas, wszyscy by mieli. Czemuś tego nie uczy­nił? A Chrystus powiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4). Propozycja Chrystusa była więc inna. Problemu głodu świata nie rozwiązuje się je­dynie przez zmianę kamieni w chleb. Chrystus dał koncepcję taką, że chleb przemienił w swoje Ciało i kazał to Ciało spożywać, i w wolności każdego człowieka kazał widzieć rozwiązanie problemów społecznych. Masz chleb – to go przełam i z miłości go daj. A nie przemieniaj jedy­nie kamieni w chleb. Każdy z nas może chleb łamać, gdy ma miłość. A może mieć pół świata i nie podzielić się z nikim źdźbłem słomy ani kawałkiem chleba. I to była koncepcja Chrystusa. Oczywiście jeszcze jej tu nie wyjawił w pełni, ale kto czyta Ewangelię do końca, aż do Ostatniej Wieczerzy, ten widzi, że do tego wszystko u Chrystusa zmie­rzało. Jezus Chrystus chciał, aby każdy człowiek w swojej wewnętrznej wolności decydował o tym, jak ma interpretować ten świat. I aby miłość, która z Niego się rodzi, z Jego życia – była główną zasadą działania człowieka.

W tym kontekście moi drodzy proszę spojrzeć teraz na tekst z Księgi Rodzaju, który przed chwilą przeczytaliśmy. Mówi nam on o stworzeniu pierw­szego człowieka i o kuszeniu człowieka. Otóż krótko przedstawia się sprawa tak: Bóg osadził człowieka w raju. W Raju było Drzewo Życia i Drzewo Poznania Dobra i Zła. Drzewo Życia, drzewo wkorzenione w środek raju, to symbol uczestnictwa w życiu Boga. Posadził Bóg rów­nież drugie drzewo (to wszystko jest język symboli) – Drzewo Znajo­mości Dobrego i Złego. I zawarł pakt z człowiekiem: Z tamtego drzewa zrywaj, nasycaj się Życiem – a kiedy się będziesz tym Życiem nasycał, poznasz to, co jest dobre. Schodź aż do korzeni. Wydobywaj życiodajne soki z korzeni tego drzewa. Nie sięgaj jednak do tego drugiego drzewa. Nie zrywaj jego owocu. Bóg proponując człowiekowi Przymierze posta­wił warunki.

Ale człowiek uległ kusicielowi, który przyszedł i powiedział: Nie słu­chaj Go, prawda życia leży w twojej własnej wolności i decyzji, możesz więc zerwać owoc z drzewa. I człowiek zerwał, ponieważ – jak mówi narrator z Księgi Rodzaju – „owoc był piękny i ponętny dla oczu” (por. Rdz 3, 6). Ale wtedy wszystko się skończyło. Wiedzy nie zdobył. Poznał tylko to, co przypomina dziesiąta stacja drogi krzyżowej, gdy Chrystusa z szat odarto: stanął nagi i biedny wobec szydzącej gawiedzi. W całej swojej prawdzie i w całkowitej bezsilności wobec sensu świata. Tak jest po dziś dzień, choć wydaje się człowiekowi, że jest Prome­teuszem, który sięga gwiazd; wspinając się na szczyty bez Boga, często kończy wspinaczkę przygnieciony bólem zżeranej wątroby.

I oto w historii zaczyna się powolna reedukacja człowieka, żeby z po­wrotem wrócił do tego Drzewa, które już nie jest zasadzone w raju, ale na tej – jak to kiedyś poeta powiedział – oskalpowanej ziemi. Drzewo zasadzone na oskalpowanej ziemi jest – jakby znowu filozof powie­dział – homogeniczne do jej krajobrazu: jest to krzyż, ogołocony z pięk­nych pociągających liści i owoców, który jednak dalej ma to samo: ma w sobie moc Życia. I trzeba ten krzyż „pić” aż do korzeni – bo wtedy z tego krzyża przychodzi moc życiodajna i rozeznanie dobra i zła. Widzieć te związki! Na tym dopiero buduje się pełnia chrześcijańskiej koncepcji życia. Adam uległ pokusie – i dlatego doprowadził do ruiny, której gorzkich owoców my po dziś dzień doświadczamy. Chrystus po­kusę jeszcze raz podjął i nie uległ jej. I zaproponował swoje rozwiązanie każdemu, kto na tym świecie żyje.

Chrześcijanie od początku czytali i opis kuszenia w raju, i opis kusze­nia Chrystusa – w odniesieniu do siebie. Podczas chrztu w każdym z nas – jak w raju – zostały zasadzone Drzewo Życia i Drzewo Poznania Dobra i Zła. Każdy od chrztu może sięgać do korzeni prawdy o ży­ciu, może się życiem nasycać. Życiem – ale nie tym, o którym ludzie najczęściej myślą w potocznym znaczeniu tego słowa: szaleć, spijać z ży­cia jak pszczoła wszystkie miody – a później gorzko żałować. Żyć od chrztu po chrześcijańsku, tak jak Chrystus chce, to żyć Jego życiem. Brać to życie w siebie, stwarzać mu warunki rozwoju, pozwalać działać. I dochodzić do pełni życia, która jest pełnią wolności. Z tą pełnią wolności wejść w świat – i żyć jak wszyscy inni ludzie. Ale wiedzieć, gdzie jest granica dobra i zła. Od chrztu jesteśmy też kuszeni jak Chrys­tus na pustyni pokusą oczu, pokusą ciała i pychą. Od chrztu możemy decydować. I wiemy, że niewielu z nas potrafi z własnych sił oprzeć się pokusie.

Tak są czytelne te pokusy dzisiejsze! Popatrz Bracie i Siostro: wszystkie krainy świa­ta przed tobą. Popatrz: awans. Popatrz: wszystko jest dla ciebie. Tylko jeden warunek: upadnij tu, oddaj mi pokłon, a dam ci to wszystko. Chcesz chleba? – dostaniesz chleba. Chcesz chleba z masłem? – dosta­niesz chleba z masłem. Wszystko! Tylko chodź tutaj. Nie tamtędy, tylko tędy. I ludzie idą – potem oczy im się otwierają: nie ma pełni prawdy i poznania. Jest tylko odarcie z tego, co ma człowiek. Odarcie, nędza, ogołocenie. Poznają, że nie tędy droga. Ale kto chce podjąć drogę krzyża, ukazaną i zaleconą przez Chrystusa?

W Wielkim Poście obchodzimy drogę krzyżową, rozpamiętujemy sens Męki, sens wyrzeczenia, sens tego – jak powiedziałem – dochodzenia do korzeni krzyża, aby poprzez krzyż nauczyć się mądrości. Tej mądrości, która jest mądrzejsza od wszystkich mądrości świata. Wtedy, kiedy wszelka mądrość staje u swego kresu i już nic nie wie – wtedy krzyż mówi najmądrzej. Każdy z nas już nieraz tego też doświadczył.

Ale krzyż – jak wiecie dobrze – jest związany z tym, co w tej chwili robimy. Msza święta jest uobecnianiem ofiary krzyżowej. Nie py­tajmy teraz j a k to jest. Jest tutaj wśród nas Chrystus. Ukrzyżowa­ny i zmartwychwstały. Jego ofiara i owoc tej ofiary. Dzięki Niemu otwarta jest droga do utraconego raju, za którym tęsknią nie tylko poeci i literaci, ale wszyscy ludzie. Droga poprzez spowiedź i Komunię świętą: oczyszczenie z grzechów, przyjęcie łaski – i życie w tej łasce.

Taki jest sens Moi Drodzy Wielkiego Postu. Taki jest sens rekolekcji, taki jest sens Świąt Wielkanocnych: do tego nas przygotować, abyśmy wrócili do naszego pierwotnego raju, jakim jest raj człowieka ochrzczonego – zjed­noczenie z Chrystusem w miłości – i abyśmy w nim pozostali na za­wsze, wierni aż do śmierci.

Rok 2017. Lat życia każdy z nas wie, ile ma. Już czas, żeby człowiek wreszcie był tym, kim ma być... A jest tym, kim ma być, kiedy jest z Nim razem, kiedy jest Chrystusowy.

 

Zapisz

Czytany 321 razy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.