Facebook
...............................................PRZEZ CHRYSTUSA, Z CHRYSTUSEM I W CHRYSTUSIE, PRZEZ WIARĘ I CHRZEST DO ŚWIADECTWA ......................................
........................"Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny." - "Patrzę na Jezusa w Jego Eucharystii. Czy jego miłość obmyśliła coś jeszcze piękniejszego? Skoro jest Chlebem i my bądźmy chlebem. Skąpy jest ten, kto nie jest jak On." - ŚW. BRAT ALBERT
.........................................................1917 - 2017
  • Start
  • Artykuły filtrowane wg daty: lipiec 2017
Artykuły filtrowane wg daty: lipiec 2017
poniedziałek, 24 lipiec 2017 06:59

Znak Jonasza i znak Salomona

Słowo Boże na dziś

Patron dnia - Święta Kinga, dziewica

Poniedziałek, 16 tygodnia Okresu Zwykłego

Mt 12, 38-42

znak-jonaszaNiektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział:

«Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon».

Refleksja nad Słowem Bożym

Jezus czynił wiele cudów. Są one integralną częścią Jego orędzia zbawczego. Przez cuda Jezus objawia Boską wszechmoc i potwierdza miłość Boga do ludzi. Natomiast nigdy Pan Jezus nie czyni cudu dla samego cudu; nie czyni cudu ani po to, aby zaspokoić czyjąś ciekawość, ani po to, aby popisać się przed publicznością, ani też żeby upokorzyć pyszałków.

Faryzeusze niewątpliwie widzieli wiele cudów zdziałanych przez Jezusa, bądź też o nich słyszeli. Jednak to im nie wystarcza. Domagają się dalszych znaków, potwierdzających Boski autorytet Pana Jezusa. Jezus zdecydowanie tym razem odrzuca zuchwałe żądanie faryzeuszów. Albowiem do tego, aby znak właściwie odczytać potrzebna jest wiara, a tej zabrakło faryzeuszom. Cud dla człowieka niewierzącego nie jest wystarczającym argumentem przemawiającym za Panem Bogiem.

W historii swojego nawrócenia, Alexs Carrel, noblista, biolog, chirurg, opisuje jak, będąc jeszcze ateistą, oświadczył przyjacielowi, który usiłował go nawrócić, że uwierzy, jeżeli chora na gruźlicę otrzewnej kobieta zostanie w Lourdes uzdrowiona.

W maju 1903 r. został poproszony, aby jako lekarz towarzyszyć pielgrzymce chorych do Lourdes. Wśród nich była 21-letnia Marie Baily, będąca w ostatnim stadium gruźlicy otrzewnej. Marie nie mogła usiąść, pluła krwią, często wymiotowała, jej brzuch był mocno spuchnięty. Bardzo cierpiała i dużo się modliła, szczególnie prosiła o nawrócenie swojego kuzyna, dziennikarza, który był ateistą. Już na miejscu, w Lourdes okazało się, że dziewczyna jest w stanie krytycznym: nie może mówić, oddycha z trudnością, jej serce słabnie, tętno ma szybkie i nierówne, a brzuch rozdęty. Klasyczny przypadek agonii spowodowanej gruźlicą otrzewnej.

Carrel nie chce, aby chora w takim stanie była zawieziona do Groty Objawienia, jednak dzięki usilnym namowom jej opiekunki zgadza się. Doktor Carrel wraz z dwoma innymi lekarzami i kolegą ze szkoły przez cały czas jej towarzyszy. Nie zanurzono Marie w wodzie ze źródła, tylko ją pokropiono i położono przed Grotą Objawień. Jej wychudłe ciało było przykryte brunatnym kocem; widać było zsiniałą, trupio bladą twarz Marie, a spod koca jej mocno uwydatniony, opuchnięty brzuch.

Patrząc na tę umierającą 21-letnią dziewczynę, Alexis wzruszył się i zaczął spontanicznie wypowiadać słowa: „O Panno Święta, jakże chciałbym wierzyć, jak ci wszyscy nieszczęśliwi, że to Źródło Cudowne nie jest tylko tworem naszej wyobraźni! Uzdrów tę biedną dziewczynę, ona zbyt wiele wycierpiała. Daj jej żyć, a mnie daj wiarę. Jeśli ta dziewczyna wyzdrowieje, co wydaje się absurdem, spraw, bym mógł uwierzyć.” Rozpoczęło się nabożeństwo. Prowadzący je ksiądz zachęcił wszystkich, aby w błagalnym geście wznieśli swoje ręce ku niebu i prosili o uzdrowienie z najbardziej niebezpiecznej choroby ducha, która prowadzi do utraty życia wiecznego, a jest nią odrzucenie Boga i upodobanie w grzechu. Ksiądz wzywał do modlitwy o uzdrowienie z różnych chorób ciała, apelując, aby całkowicie podporządkować się woli Bożej.

Doktor Carrel patrzył na leżącą na noszach Marie i zauważył, że z jej twarzy zaczęły zanikać sine plamy, a jej policzki stopniowo nabierały rumieńców. Nie dowierzał własnym oczom. Stwierdził, że puls i oddech Marie się uspokoiły. Czuł, że jest świadkiem nadzwyczajnego wydarzenia. Na jego oczach twarz dziewczyny nabierała życia, a jej opuchnięty brzuch wracał do normalnego stanu. Serce Marie biło bardzo spokojnie, a oddech jej był normalny. Cud, którego Carrel był świadkiem stanowił dla niego duchowy i intelektualny wstrząs oraz uświadomił mu istnienie rzeczywistości, która wymyka się poznaniu zmysłowemu.

To, co uważał dotąd za absurd, stało się rzeczywistością; wszystkie jego dotychczasowe teorie rozsypały się w drobny mak. Była to dla niego wielka lekcja pokory. To był moment przełomowy w jego życiu. Zrozumiał, że największym skarbem dla człowieka jest wiara w Boga. (por. apostol.blox.pl)

Ten wielki naukowiec i laureat Nagrody Nobla w medycynie powie i napisze później jakże znamienne słowa: „Nie możemy wybierać tylko tego, co odpowiada naszym upodobaniom, fantazji czy formacji naukowej lub filozoficznej naszego umysłu. Trudność lub niejasność jakiegoś zagadnienia nie jest wystarczającym powodem, żeby to zagadnienie lekceważyć”. 

Faryzeusze i uczeni w Piśmie nie byli zdolni właściwie odczytać cudu Jezusowego. Zawsze mogli wytłumaczyć je przewrotnie, np., że „czyni cuda mocą Belzebuba”, albo jakichś innych sił nieczystych. Dlatego Pan Jezus mówi, że „temu pokoleniu przewrotnemu nie będzie dany znak, oprócz znaku Jonasza i znaku Salomona”. Cóż to za znak? Na czym on polegał? Salomon czy Jonasz przecież nie ukazywali żadnych cudownych znaków, a jednak podziwiano ich, i dawano im posłuch. Znakiem Salomona była jego mądrość. Znakiem Jonasza była siła jego wymowy. A czymże była ich mądrość i wymowa wobec mądrości i wymowy Chrystusa? Sam Jezus Chrystus przez swoją mądrość, dobroć, łagodność, miłość, odwagę, gorliwość, był najbardziej wymownym znakiem Królestwa Bożego.

I takie znaki są nadal potrzebne chrześcijaństwu, jeżeli ono ma pociągać i przekonywać; jeśli ma objawiać obecność Królestwa Bożego na ziemi. Każdy chrześcijanin przez swoją dobroć, usłużność, przebaczenie, ofiarność, przez swoje zaangażowanie na rzecz prawdy, sprawiedliwości i pokoju, ma być znakiem, że Bóg jest, że jest życie wieczne, i że zbawienie przeszło na świat.

Takim ustawicznym znakiem obecności Chrystusa są również sakramenty, a zwłaszcza Ofiara Mszy Świętej, w której tyle razy uczestniczymy. Przyjmując Komunię Świętą, zechciejmy zawsze na nowo zadawać sobie pytanie: Czy w tym znaku spotykamy rzeczywiście Boga? Czy okazujemy Mu posłuszeństwo, i czy szczerze przyjmujemy naukę Ewangelii?

Dziś chcemy, Panie Jezu, pamiętać o Twoich słowach: „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”. Można to sparafrazować i powiedzieć: Błogosławieni, którzy wierzą Chrystusowi obecnemu w Kościele; Chrystusowi obecnemu w Słowie swoim, w sakramentach, a nie szukają jeszcze jakichś nadzwyczajnych znaków. AMEN.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dział: OKRES ZWYKŁY
tajemnica-zlaDzisiejsza Ewangelia wiele nam odsłania z tajemnicy zła. Przede wszyst­kim zauważmy, że zło jest czymś, co na tym Bożym świecie w ogóle nie powinno się było pojawić. Pan Jezus mówi o tym za pomocą obrazu, że Bóg jest gospodarzem całego świata i tylko On potrafi to swoje gospodarstwo obsiać takim ziarnem, żeby przynosiło ono plon dobra, miłości i życia wiecznego.
Jak zatem mogło dojść do tego. że na gospodarstwo wszechmocnego i wszystkowiedzącego Boga wszedł nieprzyjaciel i nasiał tam kąkolu? To jest chyba najbardziej podstawowe pytanie, jakie nam się nasuwa, kiedy stajemy wobec tajemnicy zła. Zauważmy najpierw, że nieprzyjaciel sieje swoje przeklęte ziarno w nocy. Bo zło najchętniej wchodzi w nasze życie ukradkiem i niepostrzeżenie. Człowiek, na przykład, w swoim postępowaniu zaczyna nie liczyć się z cudzą krzywdą albo poddaje się takiej lub innej pożądliwości – i nawet nie zauważy swojego grzechu. Owszem, sumienie czasem się wtedy odezwie, ale my przecież potrafimy szybko zgasić niepokój naszego sumienia jakimś mrocznym argumentem. Na przykład, znajdujemy sobie wtedy fałszywe usprawiedliwienie, że inni postępują tak samo albo jeszcze gorzej. To właśnie na tym polega ta noc, dzięki której szatanowi udaje się nasiać kąkolu w mojej duszy.
Co robić, żeby nie dopuścić tego siewcy do swojej duszy? Po prostu chrońmy siebie przed ciemnością, starajmy się trwać w świetle słowa Bożego, które jest głoszone w Kościele. W sprawach ducha jest inaczej niż w cyklu astronomicznym. Według praw astronomii w ciągu każdych dwudziestu czterech godzin noc ustępuje dniowi, a dzień nocy. Natomiast w wymiarze ducha człowiek przez całe lata może trwać w świetle dnia albo w mroku nocy. Pan Jezus powiedział: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie popadli w pokusę”. Jeśli będziemy czuwać, możemy trwać nieustannie w świetle Słowa Bożego i wówczas szatan nie ośmieli się siać w naszych duszach swojego kąkolu.
Kłamstwo zła polega nic tylko na tym, że wchodzi ono do duszy ludzkiej ukradkiem i niepostrzeżenie. Przypowieść powiada, że kiedy chwast rósł, długo był łudząco podobny do pszenicy. Różnicę zauważono dopiero w czasie wypuszczania kłosów. Właśnie tak bywa ze złem. Zło potrafi z wielkim sprytem podszywać się pod dobro. Jak powiada Apostoł Paweł, sam szatan nawet udaje niekiedy anioła światłości.
Ileż to razy człowiekowi się wydaje, że czyni dobro, a w rzeczywistości czyni zło. Ktoś słucha naprzykład zwierzeń bliskiego sobie człowieka, jak mu ciężko w jego nie bardzo udanym małżeństwie. Zamiast dodać mu otuchy, zamiast chronić go przed absolutyzowaniem jego małżeńskich trudności, przyjaciel radzi mu wtedy skończyć z małżeństwem. Jakby nie wiedział o tym, że nawet życzliwością można ciężko skrzywdzić człowieka, jeśli czynimy naszą życzliwość w ciemnościach naszego czysto ludzkiego widzimisię i poza obiektywnym światłem prawa Bożego.
Kąkolem, podobnym wprawdzie do pszenicy, ale tylko kąkolem, jest każda uczynność i każde poświęcenie, które jest skierowane ku jakiemuś złu. Wystarczy sobie uświadomić, ile przeklętej życzliwości okazujemy kobietom, ażeby mogły zniszczyć poczęte w sobie dziecko. Zamiast uczynności prawdziwej, która pomoże kobiecie przezwyciężyć złą pokusę; zamiast uczynności trudniejsza, która polega na rzeczywistym podaniu pomocnej ręki, wolimy niekiedy poprzestać na uczynności pozornej i fałszywej – i w ten sposób kąkol rośnie na naszym polu zamiast pszenicy.
Kąkol zasiany przez samego diabła potrafi udawać nawet tak wzniosłe postawy, jak miłość ojczyzny, miłość rodzicielską czy małżeńską. Prawdziwa miłość ojczyzny jest z Boga, bo każda prawdziwa miłość jest z Boga. Ale jeśli ktoś wciąż mówi o miłości ojczyzny, ale napełniony jest pogardą wobec innych narodów, albo głosi zasady egoizmu narodowego, to w takim człowieku kąkol rośnie, a nie prawdziwy patriotyzm. Albo czy jest to prawdziwa miłość rodzicielska, kiedy ojciec lub matka wychowują dziecko na egoistę? Albo kiedy swemu dorosłemu dziecku doradzają coś złego? Czy prawdziwa jest taka miłość małżeńska, która środków wyrazu szuka w niezgodzie z prawem Bożym? 
Nie podjęliśmy jeszcze pytania, jak to się stało, że na gospodarstwo Boga mógł wejść nieprzyjaciel i nasiać tam kąkolu. Otóż samo istnienie zła będzie powodem wielkiego zgorszenia i oskarżeń przeciw Bogu, dopóki nie zrozumiemy, że rola, którą obsiewa Bóg, bardzo różni się od ziemi, jaką uprawia zwyczajny rolnik. Rola Boża jest żywa, jest nią człowiek. Ta żywa rola, nie tylko w sposób wolny przyjmuje ziarno Boże lub je odrzuca i dobrowolnie wystawia się na ziarna Bożego nieprzyjaciela. Człowiek jest taką rolą, która może nawet sama sięgnąć po ziarno i obsiewać nim swoją duszę i dusze swoich bliźnich.
Pismo Święte często przemawia do nas jako do siewców odpowiedzialnych za to, co rośnie na naszym polu. „Posiejcie sprawiedliwość, a zbierzecie dobro – woła prorok Ozeasz. Nie uprawiajcie zła. bo zbierać będziecie nieprawość i spożywać owoce kłamstwa” (Oz 10, 12n). „Kto skąpo sieje – czytamy u Apostoła Pawła – ten skąpo zbiera. Kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie” (2 Kor 9,6). „Nie łudźcie się. Bóg nie dozwoli siebie szydzić. Co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zgniliznę: kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne. W czynieniu dobrze nie bądźmy opieszali, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy”.
Zatem klucz do tajemnicy dobra i zła trzymamy w swoich rękach. Zamiast narzekać na to, że w świecie jest tyle zła, zabierzmy się gorliwiej do służby Bożej, ażeby w naszych duszach rosła sama tylko Boża pszenica, i żeby tam rosła obficie. Przestańmy wreszcie szukać dobra i szczęścia wbrew Bogu i wbrew Jego przykazaniom, bo w ten sposób dopuszczamy tylko do siebie siewcę kąkolu.
Miłość Boskiego Siewcy wobec nas objawia się nie tylko w tym, że On obsiewa nasze dusze w pełnym poszanowaniu dla naszej wolności i dla naszej własnej osobowej aktywności, ale również w tym, że On cierpliwie znosi naszą głupotę, kiedy pozwalamy diabłu, ażeby rozsiewał w naszych duszach kąkol. Kiedy słudzy chcieli powyrywać kąkol, Boski Gospodarz powiada: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim pszenicy”. I to jest wzór prawidłowej postawy wobec cudzego zła. Bo wielkie to złudzenie sądzić, że zło można zwalczyć za pomocą odpowiednich praw, kar czy poprzez potępienie ze strony opinii społecznej. W ten sposób można co najwyżej zmniejszyć hałaśliwość zła, uczynić je mniej dotkliwym społecznie. Tak naprawdę zło można usunąć tylko przez przemianę serca. Toteż jeśli rzeczywiście zależy nam na tym, żeby świat zmieniał się na lepsze, żeby było w nim mniej kąkolu a więcej pszenicy – to sami się nawracajmy do Boga i starajmy się pomóc naszym bliźnim, aby ich serca się przemieniały.
Natomiast nie osądzajmy nikogo ani nie potępiajmy, bo tu łatwo się pomylić i pod pozorem walki z kąkolem moglibyśmy wyrwać autentyczną pszenicę. Róbmy, co do nas należy, pogłębiajmy się w miłości, a sąd zostawmy Panu Bogu. W dniu Sądu powie On żeńcom: „Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie, pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”.
Zatem, Bracia i Siostry, wzmocnijmy dzisiaj nasze święte pragnienie, aby dusze nasze były polem uprawnym, miłym Bogu, polem przynoszącym dobry plon na życie wieczne. Amen.

Zapisz

Zapisz

Dział: OKRES ZWYKŁY

krolestwo-bozeSkładamy dziękczynienie Bogu, bo widzimy, jak bardzo prawdziwe jest to, co mówi Chrystus: „Królestwo Boże podobne jest do ziarenka gorczycy, które choć najmniejsze jest ze wszystkich nasion, posiane rozrasta się w wielkie drzewo”.

Gdy Chrystus wysłał Dwunastu z głoszeniem Ewangelii, było to naprawdę maleńkie ziarno wobec pogańskiego świata. A jednak moc Ducha Świętego, gorliwość tych, których posłał, nowość ewangelicznego orędzia sprawiła, że to maleńkie ziarno wyrosło w wielkie drzewo. Widzimy moc tego ziarna, gdy patrzymy wstecz i oglądamy to wielkie drzewo ogarniające swymi gałęziami wszystkie narody świata, przenikające ducha tylu pokoleń ludzi, będące jak to drzewo gorczyczne, w którego gałęziach znajduje schronienie liczne ptactwo.

To Kościół – zaczyn przenikający trzy miary mąki – niósł odnowę i życie światu, do którego Bóg go posłał. Z konieczności można wspomnieć tylko niektóre, zbawienne dla świata i ludzi, cuda, które przemieniały oblicze świata.

To Kościół ukazał człowieka w nowej perspektywie, że jest on powołany do życia wiecznego, że jest zbawiony w Jezusie Chrystusie, że jest dzieckiem Boga. I dlatego nawet największy grzesznik może być przemieniony, zbawiony w Jezusie Chrystusie.

To Kościół przyniósł światu nowe spojrzenie na kobietę, ukazując jej powołanie, jej wielkość i równość w świetle powołania Maryi, Dziewicy i Matki Boga.

To Kościół przez Ewangelię, którą głosił, w perspektywie Krzyża Chrystusowego ukazał wartość cierpienia, choroby, słabości i uczył miłością otaczać cierpiących, kalekich, słabych ukazując w nich cierpiącego Chrystusa.

To Kościół otwierał pierwsze szpitale, przytułki, przychodnie lekarskie, sierocińce. Chrześcijaństwo było pierwszą religią, która zainteresowała się rozbitkami życia, słabymi i chorymi.

To Kościół wniósł zmianę w patrzenie na ludzi starych, mówiąc o wdzięczności, na którą zasługują i o miłości, którą powinni być otoczeni.

To Kościół, od początku mówił o świętości i trwałości małżeństwa, że nie wolno porzucać żony, czy męża „z byle powodu” i że Bóg, który powołuje człowieka do życia w małżeństwie, swoją łaską sprawi jego trwałość i świętość.

To Kościół zawsze mówił o świętości każdego ludzkiego życia, również tego poczętego – bo każdy jest dzieckiem Boga, każdy jest powołany do życia wiecznego, każdy ma prawo żyć.

To Kościół organizował szkolnictwo, otwierał pierwsze szkoły... Każdy, kto zadaje sobie pytanie: „co chrześcijaństwo dało światu?, co z głoszenia Ewangelii wszelkiemu stworzeniu?” musi wiedzieć, że odpowiedź na to pytanie może być bardzo obszerna. Nic nie jest tak bardzo widoczne, jak to, że Chrystus i Jego Słowo zmieniło mentalność jednostek i społeczeństw, że chrześcijaństwo było zawsze siłą przeobrażającą w historii narodów, cywilizacji i kultur.

Odrobina kwasu zakwasza całe ciasto, ziarno rozrasta się w wielkie drzewo.

To samo niesie narodom Kościół dziś, ta sama Ewangelia i ta sama moc ukryta w niej kształtuje życie ludzi. Bo ten sam Zmartwychwstały Chrystus żyje i zbawia w Kościele.

Czy możemy się dziwić, że dzisiaj niektórym wydaje się, że Kościół nie ma nic do powiedzeniawspółczesnemu człowiekowi, który często zarażony zeświecczeniem, ideologią przeciwną nie tylko Kościołowi ale religii w ogóle. Człowiekowi zniszczonemu przez te ideologie, nastawionemu tylko na konsumpcyjny styl życia, na egoistyczne rozwiązywanie problemów, na zupełne zapomnienie o życiu wiecznym.

Czy możemy się dziwić, że tylu ludziom wydaje się, że Kościół nie jest potrzebny w życiu społecznym, w kulturze, w szkole, w szpitalu, w rodzinie.

Ideologie ateistyczne niosą człowiekowi zniszczenieprzez egoistyczne, krótkowzroczne patrzenie na problemy. Niosą też złudzenie, żeby wyzwolić się od Boga, to wolność. Odrzucić Jego przykazania, to właśnie żyć. I widzimy, kto chce widzieć, jak to, co bezbożne, (niektórym wydaje się, że nowe), niesie zniszczenie różnych środowisk, zniszczenie rodziny, lekceważenie ludzkiego życia, zniszczenie przyrody.

Dlaczego tak jest? Chrystus daje na to dzisiaj odpowiedź – na polu zasianym pszenicą, na polu zasianym przez Słowo Boga, nieprzyjaciel nasiał kąkolu. I ten kąkol sieje nieprzyjaciel w naszych duszach. I kąkol rośnie zagłuszając to co Boże.

Pozwólcie obojgu rosnąć do żniwa. Będzie żniwo, będzie koniec świata i wtedy pójdzie na spalenie to, co bezbożne, to, co jest nasieniem nieprzyjaciela, szatana. I pełną chwałą zajaśnieje to, co wzrosło z Bożej Miłości, z Bożego nasienia.

Czy mówimy o tym dlatego, żeby upaść na duchu? Nie! Mówimy o tym dlatego, żeby zrozumieć do czego dzisiaj wzywa nas Chrystus. Również dzisiaj mówi do nas: Idźcie, nieście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Dzisiaj wszyscy chrześcijanie wezwani są do budowania Królestwa Bożego tam gdzie żyją. Trzeba dziś chrystianizować nie tylko pojedyncze osoby, ale rodziny, środowiska pracy i całe narody. Do tego nas wzywa Chrystus, taka jest również rola Chrztu, który otrzymaliśmy. Taki jest również obowiązek wzrastania w wierze, nieustannego nawracania się, abyśmy mogli nieść światu zbawienie.

Dlatego trzeba najpierw pytać, czy ja mam dojrzałą wiarę, czy ja żyję zgodnie z wolą Boga, czy moje życie jest dla drugich świadectwem. Bo mogę mieć mentalność daleką od Ewangelii i mogę innym dawać zgorszenie.

Trzeba się nawracać, trzeba wzrastać w Jezusa Chrystusa przez życie sakramentalne, przez słuchanie Słowa Bożego, aby być dla innych znakiem wzywającym do wiary.

Na tym polega wezwanie do nowej ewangelizacji, do ewangelizacji tego pokolenia, że wszyscy chrześcijanie przez swoje dojrzałe chrześcijańskie życie, przez swoje święte życie zaprowadzą innych do Chrystusa. Bo i dzisiaj, tak jak i zawsze, zbawieniem dla wszystkich ludzi jest tylko Chrystus.

Jeżeli ktoś czuje się słaby, niezdolny do świadczenia o Chrystusie, niech prosi Ducha Świętego o pomoc, bo On przychodzi zawsze z pomocą naszej słabości.

Głosisz Chrystusa, Bracie i Siostro, gdy przeżywasz swoją chorobę z modlitwą, zjednoczony z Chrystusem w Jego krzyżu.

Głosisz Chrystusa, gdy w swojej rodzinie przyjmujesz poczęte życie i widzisz w nim dar Boga.

Głosisz Chrystusa, gdy uczciwie pracujesz, gdy przez pracę służysz innym.

Głosisz Chrystusa, gdy otaczasz miłością i współczuciem ludzi starych, zmęczonych życiem, chorych.

Głosisz Chrystusa, gdy, mimo problemów, nie porzucasz męża i żony.

Głosisz Chrystusa, gdy modlisz się, słuchasz Słowa Bożego, z wiarą uczestniczysz w Eucharystii.

Głosisz Chrystusa, gdy pozwalasz, aby Duch Święty kształtował Twoje życie według Bożych przykazań, Bożej Ewangelii.

Dziękujemy Bogu, za to, że nam pozwala oglądać tajemnice Jego Królestwa, że nas do tego królestwa zaprosił.

Prośmy też, aby to Królestwo rozrastało się dziś w sercach ludzi przez naszą żywą i dojrzałą wiarę. Kto ma uszy, niechaj słucha.

 

Dział: OKRES ZWYKŁY

slowo-na-niedzielePismo św. zwraca się dziś do nas krzepiącym słowem: „Raduj się wielce, Córko Syjonu, wołaj radośnie, Córko Jeruzalem!” (Za 9,9). Te słowa kierował niegdyś do narodu wybranego, w imieniu Boga Najwyższego prorok, wysłannik Boży – Zachariasz. Posłany był on w trudnych czasach i jeszcze trudniejszą misję miał do wypełnienia. Przepowiadał bowiem, z woli samego Boga, uwolnienie narodu od oblegających zewsząd nieprzyjaciół, mówił o skrusze ludu uznającego swoje winy wobec Boga, przypominał o odnowie religijno-moralnej.

Zapowiedział także nadejście nowej ery, w której ościenne narody pogańskie zostaną wyznawcami prawdziwego Boga. Zachariasz dbał nade wszystko o to, by ukończono odbudowę świątyni jerozolimskiej, narodowej świętości i aby chwała Boża w niej nie zamilkła. A wykonawcą tych wielkich zadań dla narodu, państwa i człowieka ma być oczekiwany Mesjasz – Król sprawiedliwy i zwycięski. Chociaż władanie Jego będzie dalekosiężne, jak mówi Pismo – od morza do morza, jednak panowanie to będzie pełne cichości i pokory. Przyniesie narodom prawdziwy pokój w miejsce strachu przed gwałtem, przemocą i terrorem.

Słowa te i obietnice znał dobrze każdy pobożny Izraelita. Stąd może i łatwo było przeciętnemu mieszkańcowi Jerozolimy przypomnieć sobie słowa proroka Zachariasza na widok Nauczyciela-Chrystusa, który właśnie na osiołku wjeżdżał do miasta świętego. I tylko wystarczy już uczynić jeden krok, by zrozumieć, że Jezus przynosi coś znacznie większego, coś, co wyrasta ponad przeciętne ludzkie tęsknoty i ambicje. Pan Jezus przynosi światu inną rzeczywistość, którą dziś chętnie nazywa się cywilizacją miłości. Chce porwać nasze serca i wzrok oderwać od ziemi i powiedzieć każdemu, że miłość jest skutecznym lekarstwem na każdą ludzką bolączkę.

Ten zapowiadany przez proroka Zachariasza Mesjasz, Król sprawiedliwy i zwycięski, choć cichy i pokornego serca, jest Panem dobrym dla wszystkich, a jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. On mówi dziś do nas w liturgii: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje.jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,28–30).

Uczcie się ode Mnie... To mówi jedyny Nauczyciel, na którym człowiek nigdy się nie zawiódł. I choć za tymi słowami nie stoją czołgi ani armaty, są to chyba najbardziej zdobywcze i zwycięskie słowa. Uczcie się... To znaczy czyńcie tak jak Ja, naśladujcie Mnie. Niejedno w nauce Jezusa wyda się trudne, może nawet za trudne dla słabej natury człowieka, ale staje się łatwe przez Jego osobisty przykład, przez to, że On sam to wykonuje, czego ód drugich żąda. Największe ciężary najpierw dźwiga sam. ,A chociaż człowiek jest wciąż niepoprawnym uczniem i łatwiej mu słuchać tego, kto po ludzku i po ziemsku przemawia, to jednak prawdziwe ukojenie dla duszy znajduje w wypełnieniu Chrystusowej zachęty: „Uczcie się ode Mnie...”

Czego można nauczyć się od Chrystusa Pana na dziś i na jutro? Chyba tych najbardziej spychanych na margines życia wartości — miłości i pokory. Nie wystarczą nam wysuwane na plan pierwszy: sprawiedliwość, prawda, pokój. Nie wystarczy podkreślanie i akcentowanie godności człowieka! Bez miłości i pokory zostanie nam twarda walka o byt, rozpychanie się łokciami i przedzieranie przebojem przez życie. Czym będzie bez miłości i pokory: dom rodzinny, szkoła, sala szpitalna, zakład wychowawczy? Czym bez miłości i pokory nasz wspólny dom rodzinny — ojczyzna? Te dwie wartości, których człowiek uczy się od Chrystusa, kształtują w nas konieczną do życia dzielność. Tak podpowiadał, może nie na miarę Zachariasza, ale na miarę naszych czasów wychowawca młodzieży harcerskiej, autor „Kamieni na szaniec”: „Dzielność jest jakby energią w służbie wartości moralnych... jest fundamentem charakteru, a tylko ludzie z charakterem mogą zbudować lepszy świat... Człowiek dzielny w życiu codziennym, w gospodarowaniu, w poczynaniach społecznych – powinien stać się ideałem wszystkich Polaków” (A. Kamiński).

Chyba tylko dzielną miłością i pokorą, można przełożyć skutecznie Ewangelię na język współczesnego życia. Dlatego „pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35,3–4). Sw. Paweł nam dziś przypomniał: „Wy nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka” (Rz 8,9).

Skoro więc Pan Bóg wzywa nas do zdania egzaminu dojrzałości z nienajłatwiejszej lekcji codziennego życia, to tym bardziej wsłuchać się musimy w to, co nam mówi Syn Boży, cichy i pokorny: „uczcie się ode Mnie”. Trzeba nam, żyjącym według ducha, mocno w to uwierzyć, czegośmy przed chwilą słuchali, że „Pan podtrzymuje wszystkich którzy upadają, i podnosi wszystkich zgnębionych" (Ps 145,14). Wierzymy, że „Ten, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości", jak mówi Apostoł Paweł (2 Kor 9,10).

Taka jest nasza wiara i takie przekonanie, że miłość i pokora, choć najbardziej ciche, jak zachariaszowy król, jadący na osiołku, są wartościami nadającymi smak naszemu życiu. Tak na początku XX w. przekonywał rodaków świątobliwy (dziś błogosławiony) ks. B. Markiewicz: „Ufajcie przeto w Panu, Bóg żąda od was nie walki, jaką staczali najlepsi przodkowie nasi na polach bitew, ale cichego, pokornego i znojnego bojowania na każdy dzień przeciw nieprzyjaciołom dusz waszych. On chce,- abyście wiedli na każdy dzień bój bezkrwawy, pod tym warunkiem osięgniecie zbawienie, a w dodatku zajmiecie poczesne miejsce między narodami”. Dodał jeszcze: „Najwyżej zaś Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu wielkiego papieża”.

Nie będzie w tych słowach nic z narodowej megalomanii, jeśli dodamy od siebie słowa psalmu pokutnego: Pokornym i skruszonym sercem, Ty, Boże nie gardzisz (Ps 51,19). Amen.

Dział: OKRES ZWYKŁY